21 lipca – wspominamy Świętego Wawrzyńca z Brindisi, prezbitera i doktora Kościoła

(Wj 14,21-15,1)
Gdy Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, Pan cofnął wody gwałtownym wiatrem wschodnim, który wiał przez całą noc, i uczynił morze suchą ziemią. Wody się rozstąpiły, a Izraelici szli przez środek morza po suchej ziemi, mając mur z wód po prawej i po lewej stronie. Egipcjanie ścigali ich. Wszystkie konie faraona, jego rydwany i jeźdźcy weszli za nimi w środek morza. O świcie spojrzał Pan ze słupa ognia i ze słupa obłoku na wojsko egipskie i zmusił je do ucieczki. I zatrzymał koła ich rydwanów, tak że z wielką trudnością mogli się naprzód posuwać. Egipcjanie krzyknęli: Uciekajmy przed Izraelem, bo w jego obronie Pan walczy z Egipcjanami. A Pan rzekł do Mojżesza: Wyciągnij rękę nad morze, aby wody zalały Egipcjan, ich rydwany i jeźdźców. Wyciągnął Mojżesz rękę nad morze, które o brzasku dnia wróciło na swoje miejsce. Egipcjanie uciekając biegli naprzeciw falom, i pogrążył ich Pan w środku morza. Powracające fale zatopiły rydwany i jeźdźców całego wojska faraona, którzy weszli w morze, ścigając tamtych, nie ocalał z nich ani jeden. Izraelici zaś szli po suchym dnie morskim, mając mur wodny po prawej i po lewej stronie. W tym to dniu wybawił Pan Izraela z rąk Egipcjan. I widzieli Izraelici martwych Egipcjan na brzegu morza. Gdy Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan wobec Egipcjan, ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz Jego słudze Mojżeszowi. Wtedy Mojżesz i Izraelici razem z nim śpiewali taką pieśń ku czci Pana: Będę śpiewał ku czci Pana, który wspaniale swą potęgę okazał, gdy konia i jeźdźca jego pogrążył w morzu.

(Wj 15,8-10.12.17)
REFREN: Śpiewajmy Panu, który moc okazał

Pod tchnieniem Twoich nozdrzy spiętrzyły się wody,
żywioły płynne stanęły jak wały,
w pośrodku morza zakrzepły przepaści.
Mówił nieprzyjaciel: „Będę ścigał, pochwycę,
zdobycz podzielę, nasycę mą duszę,
miecza dobędę, ręka moja ich zetrze”.

Wionęło tchnienie Twoje i przykryło ich morze,
zatonęli jak ołów pośród wód gwałtownych.
Prawicę swą wyciągnąłeś
i pożarła ich ziemia.

Wprowadziłeś swój lud i osadziłeś
na górze Twego dziedzictwa,
w miejscu, które uczyniłeś swym mieszkaniem,
w świątyni, którą założyły Twoje ręce, Panie.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy.

(Mt 12,46-50)
Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

*********

Co trzeba uczynić, by stać się kimś bliskim dla Boga? Na to pytanie odpowiada przeznaczone na dzisiaj słowo Boże. Bóg sam pierwszy nas wybrał i umiłował, ale od nas zależy, czy zechcemy tej miłości zaufać. To od nas zależy, czy pozwolimy Mu się poprowadzić, czy w trudnych sytuacjach życiowych od Niego będziemy oczekiwać pomocy, czy zaufamy Jego słowom i uznamy, że Jego wola jest dla nas najlepsza. Prośmy dziś o dar ufności Temu, który nas wybrał, umiłował i pragnie prowadzić na drogach życia.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 90

PRZYMNÓŻ NAM WIARY

Panie, „wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9, 24)

Jezus powiedział: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9, 22); wydaje się, że wobec aktu wiary żywej, ślepej, bezwarunkowej, Bóg nie umie wyrazić sprzeciwu i czuje się jakby zmuszonym wysłuchać człowieka. Każda karta Ewangelii mówi o tym; zanim Jezus dokonał jakiegoś cudu, zawsze żądał wiary: „Wierzycie, że mogę to uczynić? (Mt 9, 28); a kiedy wiara była szczera, natychmiast cud się dokonywał: „Według wiary waszej niech się wam stanie” (tamże 29), powiedział do dwóch niewidomych; a do cierpiącej na krwotok: „Ufaj, córko, twoja wiara cię ocaliła” (tamże 22). Jezus nie mówi nigdy: moja wszechmoc cię zbawiła, uzdrowiła, lecz wiara wasza., jakby chciał dać zrozumieć, że wiara jest nieodzownym warunkiem, którego wymaga, aby pospieszyć ludziom na ratunek ze swą wszechmocą. On, zawsze wszechmogący, chce używać swojej wszechmocy nie inaczej, jak tylko na korzyść tego, kto mocno w Niego wierzy. Właśnie dlatego Boski Mistrz w Nazarecie i w Kafarnaum nie spełnił wielu cudów, jak to czynił gdzie indziej. Im żywsza jest wiara, tym bardziej jest wszechmogąca wszechmocą samego Boga. Stwierdził to Jezus: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jako ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was” (Mt 17, 20). Jak wszystkie słowa Ewangelii, tak również i te są prawdziwe, dosłownie prawdziwe. Jeśli się nie spełnią, to dlatego, że ludzie mają słabą wiarę. Często można w życiu napotkać trudności, które są prawdziwymi górami nie do przebycia. Wady, które trudno zwyciężyć, cnoty, jakich nie jest się zdolnym praktykować, doświadczenia, których nie umie się przyjąć, czy inne trudności… Wszystko to jest powodem zniechęcenia i braku odwagi. A przecież wystarczyłaby odrobina wiary, na miarę ziarnka gorczycy, byleby to była wiara żywa, zdolna kiełkować i rozwijać się jak małe ziarnko gorczycy.

Niekiedy Pan opóźnia swoją pomoc dla człowieka właśnie dlatego, że nie znajduje w nim żywej wiary, wiary bez powątpiewania. Jezus zapytuje więc człowieka: „Wierzysz, że mogę to uczynić?”, a on nie umie odpowiedzieć zdecydowanie i mocno: „Tak, Panie” (Mt 9, 28). Oby każdy chrześcijanin posiadał wiarę dwóch niewidomych z Ewangelii lub podobną do tej, jaką odznaczała się Chananejka, do której Jezus skierował te słowa: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz” (Mt 15, 28),

  • O Panie, wyznaję nieskończoną moc Twoją! Wszak jesteś wszechmogący i cóż może być niemożliwe dla Tego, który wszystko może?…
    Jakkolwiek jestem nędzna, mocno wierzę, że Ty możesz, cokolwiek chcesz, i im większe są te dziwne sprawy Twoje, o których słyszę, i im pewniej wiem, żeś Ty mocen uczynić jeszcze większe — tym mocniej utwierdza się moja wiara, tym ufniej wierzę, że czynisz to, o co Cię błagam! Cóż dziwnego, że wszechmogący cuda może czynić i je czyni? (Św. Teresa od Jezusa: Wołania duszy do Boga 4, 2).
  • Spraw, o Panie, aby życie moje było życiem wiary, aby wyrażało się w myśleniu, mówieniu, działaniu jedynie w oparciu o naukę wiary, na podstawie Twoich słów, przykładów, jedynie z nadprzyrodzonych pobudek wiary; na uciszeniu sugestii rozumu ludzkiego i doświadczenia, choćby okazywały się nie wiadomo jak słuszne, jeśli sprzeciwiają się nie tylko prawdom wiary katolickiej, lecz także temu wszystkiemu, czego żąda wiara, aby myśleć, mówić i czynić (zob. Ch. de Foucauld).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 428

Święty Wawrzyniec z Brindisi, prezbiter i doktor Kościoła

Święty Wawrzyniec z Brindisi

Juliusz Cezary Russo urodził się 22 lipca 1559 r. w Brindisi. Po śmierci ojca został przyjęty jako sierota do franciszkanów konwentualnych w Brindisi (1567). Po ukończeniu tamtejszej szkoły i śmierci matki (+ 1574), jako 15-letni młodzieniec opuścił małe seminarium franciszkańskie i udał się do Wenecji, do stryja, który jako kapłan diecezjalny prowadził prywatną szkołę i opiekował się klerykami. W 1575 r. wstąpił do zakonu kapucynów, przyjmując imię zakonne Wawrzyniec. Po rocznym nowicjacie i złożeniu ślubów przełożeni wysłali go na studia logiki i filozofii do Padwy, a potem na studia teologiczne do Wenecji. Wyświęcony w 1582 r. na kapłana, został mianowany profesorem teologii dla kleryków kapucyńskich w Wenecji. Równocześnie pogłębiał studia biblijne. Pragnąc zapoznać się z Pismem świętym w języku oryginalnym, studiował języki: hebrajski, aramejski, chaldejski i grecki.
Zaledwie w cztery lata po święceniach kapłańskich, w 1586 roku Wawrzyniec został mianowany gwardianem oraz mistrzem nowicjatu, a w trzy lata potem prowincjałem w Toskanii (1589). Klemens VIII w 1592 r. powołał go do Ferrary, aby tam nawracał Żydów. Wawrzyniec był tam niedługo, gdyż próba nawracania Żydów wobec ich uporu na niewiele się zdała. Kapituła prowincjalna wybrała go następnie przełożonym prowincji weneckiej (1594). Kiedy miał zaledwie 37 lat, został wybrany drugim generalnym definitorem (1596). W dwa lata potem został prowincjałem w Szwajcarii. Założył klasztory kapucynów w Pradze, w Wiedniu i w Grazu. Kiedy w 1601 r. wybuchła wojna z Turkami na Węgrzech, pełen niezwykłej odwagi z krzyżem w ręku, podobnie jak kiedyś św. Jan Kapistran (1456), prowadził wojsko do zwycięskiej bitwy pod Szekesferhervar, czyli Białogrodem.
W 1602 r. na kapitule generalnej został wybrany przełożonym generalnym zakonu. Miał wówczas 43 lata. W ciągu kolejnych trzech lat przeszedł prawie całą Europę pieszo, wizytując klasztory, odbywając wszędzie kapituły, by usuwać nadużycia i zachęcić do obserwancji. W 1606 r., na prośbę cesarza niemieckiego, Rudolfa II, który był równocześnie władcą Austrii, Czech i Węgier, papież Paweł V wysłał Wawrzyńca do Czech dla nawrócenia tamtejszych husytów i protestantów. W kazaniach i w rozmowach prywatnych, jak i w publicznych dysputach bronił dzielnie wiary katolickiej, wykazując fałszywość sądów atakujących prawdy Boże. W kościele kapucyńskim w Pradze gromadziła się cała elita stolicy, by słuchać wytrawnego teologa i doskonałego mówcę. Rosła też liczba nawróceń.

Święty Wawrzyniec z BrindisiNa prośbę króla Hiszpanii, Filipa III, Wawrzyniec zorganizował koalicję państw chrześcijańskich pod dowództwem Hiszpanii – Ligę Świętą – skierowaną przeciwko Unii Protestanckiej. Papież wysłał go następnie jako swojego nieoficjalnego ambasadora do księcia Maksymiliana I (1611-1612). W 1613 r. zakon powierzył mu urząd generalnego definitora i wizytatora prowincji Piemontu i Ligurii (1613). W tym samym też roku został wybrany na prowincjała Ligurii (Genui).
Zmarł podczas misji dyplomatycznej w Lizbonie 22 lipca 1619 r. Kiedy przy jego grobie zaczęły się dziać cuda, w cztery lata po jego śmierci przełożony generalny zakonu rozpoczął proces kanoniczny, by go wynieść do chwały ołtarzy. Jednak dekrety, które wydał wówczas Urban VIII (1623-1644), skomplikowały sprawę tak dalece, że dopiero Pius VI dokonał jego beatyfikacji w 1783 roku. Kanonizował go zaś papież Leon XIII w 1881 roku.
Wawrzyniec pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką i teologiczną. Wszystkie jego pisma zebrano aż w 15 tomach. Ze względu na nie Jan XXIII ogłosił w 1959 r. św. Wawrzyńca z Brindisi doktorem Kościoła. Wśród nich wyróżniają się kazania, dzieła egzegetyczne i apologetyczne. Najcenniejszym z nich to Dzieje luteranizmu i jego teologia.
Zajęty licznymi obowiązkami publicznymi, Wawrzyniec uczynił centrum całego dnia Mszę świętą. Wyrobił sobie u Stolicy Apostolskiej przywilej, że mógł ją odprawiać w dowolnej porze dnia. Odprawiał ją ponad godzinę, często nawet dwie godziny. Zwykł był mawiać: „Msza święta jest moim niebem na ziemi”. Często w czasie sprawowania Najświętszej Ofiary zalewał się łzami. Kiedy artretyzm i podagra nie pozwalały mu się poruszać, prosił, by go do ołtarza przynoszono. Święty Wawrzyniec jest patronem zakonu kapucynów.

W ikonografii przedstawiany jest w brązowym habicie kapucyńskim. Jego atrybutami są: obraz Matki Bożej, krucyfiks, księga, pióro, czaszka, lilia, anioł z koroną.

Zobacz także:

•  Święty Apolinary, biskup i męczennik
•  Daniel, prorok

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

20 lipca – wspomnienie Błogosławionego Czesława, prezbitera

(Wj 14,5-9a.10-18)
Gdy doniesiono królowi egipskiemu o ucieczce ludu, zmieniło się usposobienie faraona i jego sług względem niego i rzekli: Cóżeśmy uczynili pozwalając Izraelowi opuścić naszą służbę? Rozkazał wówczas faraon zaprzęgać swoje rydwany i zabrał ludzi swoich ze sobą. Wziął sześćset rydwanów wyborowych oraz wszystkie inne rydwany egipskie, a na każdym z nich byli dzielni wojownicy. Pan uczynił upartym serce faraona, króla egipskiego, który urządził pościg za Izraelitami. Ci jednak wyszli z podniesioną ręką. Egipcjanie więc ścigali ich i dopędzili obozujących nad morzem – wszystkie konie i rydwany faraona, A gdy się zbliżył faraon, Izraelici podnieśli oczy, a ujrzawszy, że Egipcjanie ciągną za nimi, ogromnie się przerazili. Izraelici podnieśli głośne wołanie do Pana. Rzekli do Mojżesza: Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? Cóż za usługę wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni. Mojżesz odpowiedział ludowi: Nie bójcie się! Pozostańcie na swoim miejscu, a zobaczycie zbawienie od Pana, jakie zgotuje nam dzisiaj. Egipcjan, których widzicie teraz, nie będziecie już nigdy oglądać. Pan będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni. Pan rzekł do Mojżesza: Czemu głośno wołasz do Mnie? Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię. Ja natomiast uczynię upartymi serca Egipcjan, że pójdą za nimi. Wtedy okażę moją potęgę wobec faraona, całego wojska jego, rydwanów i wszystkich jego jeźdźców. A gdy okażę moją potęgę wobec faraona, jego rydwanów i jeźdźców, wtedy poznają Egipcjanie, że Ja jestem Panem.

(Wj 15,1-6)
REFREN: Śpiewajmy Panu, który moc okazał

Będę śpiewał na cześć Pana,
który wspaniale swą potęgę okazał,
gdy konia i jeźdźca
pogrążył w morskiej przepaści.

Pan jest moją mocą i źródłem męstwa,
Jemu zawdzięczam moje ocalenie.
On Bogiem moim, uwielbiać Go będę,
On Bogiem ojca mego, będę Go wywyższał.

Pan, mocarz wojny,
Pan jest imię Jego.
Rzucił w morze rydwany faraona i jego wojsko,
wybrani wodzowie jego zginęli w Morzu Czerwonym.

Przepaści ich ogarnęły,
jak głaz runęli w głębinę.
Uwielbiona jest potęga prawicy Twej, Panie,
prawica Twa, o Panie, starła nieprzyjaciół.

(Ps 95,8ab)
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

(Mt 12,38-42)
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

*********

Człowiek może przyjąć wobec Boga dwie całkiem różne postawy. Może zaufać swemu Panu i pozwolić Mu się prowadzić przez życie, a może też przyjąć postawę nieufności, ciągle żądać nowych znaków, a gdy Bóg je daje, nie dostrzegać ich. Patron dnia dzisiejszego, bł. Czesław, jest dla nas przykładem ufności i gorliwej odpowiedzi na głos powołania. Żył w latach 1180-1242 i był jednym z pierwszych polskich dominikanów. Pracował w Krakowie, Pradze i we Wrocławiu, gdzie założył klasztor. Nie tylko głosił słowo Boże, ale też całym swoim życiem dawał przykład wiernej modlitwy i ufnego powierzenia się Bogu.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 86

WIERZYĆ NIE WĄTPIĄC

Panie, obym był mocny w wierze (1 P 5, 9)

Jest wielką i nieocenioną wartością wiary, że stawia człowieka na płaszczyźnie poznania Bożego. Poznawać, myśleć, sądzić nie według krótkowzrocznego sposobu ludzkiego, lecz tak jak Bóg poznaje, myśli, osądza — choć bez wątpienia nie w sposób dostateczny, wyczerpujący — oznacza to jednak uczestnictwo w świetle Bożym. Ponieważ takie poznanie przewyższa nieskończenie możliwości i granice myśli ludzkiej, wiara jest pewna, lecz nie oczywista. „Wiara — mówi św. Paweł — jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11, 1). Ochrzczony posiada w zarodku życie wieczne, lecz nie widzi go; Objawienie Boże poucza go, że takie życie istnieje, lecz nie daje mu go oglądać; mówi mu, że Bóg jest Trójcą, lecz nie daje mu Jej widzieć. Prawdy, jakie wiara podaje do wierzenia, są bardziej rzeczywiste niż te, które podpadają pod zmysły, a jednak człowiek nie może ich zbadać. Jakiejś prawdy oczywistej, jak ta, że dwa plus dwa jest cztery, rozum nie może nie przyjąć, musi ją przyjąć z dobrą wolą. Natomiast wobec prawd wiary rozum pozostaje wolny i ma możność dać swoje przyzwolenie lub nie, a nie może tego uczynić bez współudziału woli, która postanawia: „chcę wierzyć”. Czyni to zaś opierając się jedynie na nieomylnej powadze Boga objawiającego.

„Akt wiary ma charakter dobrowolny z własnej swej natury, gdyż człowiek… może siebie oddać objawiającemu Bogu tylko wtedy, jeśli pociągany przez Ojca, okazuje Bogu rozumne i wolne posłuszeństwo wiary” (DWR 10). „Wezwanie” Boga, który skłania człowieka do wierzenia, jest darem wiary, a „rozumne i wolne posłuszeństwo wiary” Bogu objawiającemu jest odpowiedzią człowieka na ten dar, odpowiedzią stanowiącą akt i zasługę wiary. Nie ma żadnej zasługi, kiedy się uznaje prawdy oczywiste. Jest natomiast wielką zasługą wierzyć w prawdy, które w dużej mierze pozostają ciemne, ponieważ to wymaga aktu pokornej uległości, całkowitego zaufania temu, kto objawia. Tylko Bóg jest godzien takiego posłuszeństwa, posłuszeństwa wiary bez wahań.

  • O przepaści, o Bóstwo wieczne, o morze głębokie!… przez Twoje światło dałeś mi poznać prawdę Twoją! Jesteś światłem nad światłami i dajesz oczom umysłu światło nadprzyrodzone tak obfite i doskonałe, że rozjaśniasz światło wiary, tej wiary, przez którą widzę, że dusza ma posiadać życie, i w tej jasności otrzymuję Ciebie, światło.
    Przez światło wiary posiadam mądrość w mądrości Słowa, Jednorodzonego Syna Twego; przez światło wiary jestem silna, stała i wytrwała; przez światło wiary żywię nadzieję, ono nie daje mi upaść w drodze. To światło wskazuje mi drogę, bez tego światła szłabym w ciemności. Przeto prosiłam Cię, Ojcze wieczny, abyś oświecił mnie światłem najświętszej wiary. Zaprawdę, światło to jest morzem, bo zanurza duszę w Tobie, morze pokoju, Trójco wieczna. Woda tego morza nie jest mętna; dusza nie boi się jej, bo poznaje w niej prawdę. Jest przeźroczysta i ukazuje rzeczy, które ukrywa w swych głębinach. Więc tam gdzie spływa olśniewające światło wiary, dusza niejako stwierdza to, w co wierzy…
    Przyoblecz, przyoblecz mnie sobą, Prawdo wieczna, abym przeszła przez to życie śmiertelne w prawdziwym posłuszeństwie i w świetle najświętszej wiary, którym na nowo upoiłeś duszę moją (św, Katarzyna ze Sieny: Dialog 167).
  • O wiaro błogosławiona, ty jesteś pewna, lecz również ciemna. Dlatego jesteś ciemna, bo każesz wierzyć w prawdy objawione przez samego Boga, a one są ponad wszelkie światło przyrodzone i przekraczają bezwzględnie wszelkie ludzkie zrozumienie. To nadmierne światło jest dla duszy ciemnym mrokiem, ponieważ to, co jest większe, wchłania i zwycięża to, co jest mniejsze, tak jak światło słońca gasi wszelkie inne światła. I nikną one wtedy, a władze wzroku są opanowywane przez słońce, które je oślepia i pozbawia możności widzenia.
    Ty jesteś jako noc ciemna dla duszy, owszem, im bardziej ją zaciemniasz, tym więcej udzielasz jej światła z siebie. Dobrym obrazem Twoim był ów obłok, który oddzielał Izraelitów od Egipcjan przy wejściu do Morza Czerwonego. Obłok ten był ciemny, a oświecał noc; tak również Ty jesteś mrokiem i ciemnością dla duszy, a równocześnie swym mrokiem oświecasz i przynosisz światło mrokom duszy. Dlatego, „noc oświeceniem moim w rozkoszach moich”. Na drodze czystej kontemplacji i zjednoczenia z Bogiem Twoja noc, o wiaro błogosławiona, będzie mi przewodniczką (zob. św. Jan od Krzyża: Droga na Górę Karmel II, 3, 1, 4-6).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 424

Błogosławiony Czesław, prezbiter

Błogosławiony Czesław

Czesław urodził się około roku 1180 w Kamieniu Opolskim. Miał być krewnym św. Jacka. Wydaje się raczej mało prawdopodobne – co przekazują legendy – że studiował w Pradze, Paryżu i Bolonii i że miał studia uwieńczyć podwójnym doktoratem z teologii i prawa kanonicznego. Wiemy tylko, że należał obok św. Jacka Odrowąża i Hermana Niemca do księży z otoczenia biskupa krakowskiego, Iwona Odrowąża. Miał zajmować stanowisko kustosza kolegiaty sandomierskiej. Gdyby tak było, wskazywałoby to na rycerskie (szlacheckie) pochodzenie Czesława, gdyż wówczas tylko takich przyjmowano do kapituły.
Jako kapłan diecezjalny w 1220 lub 1221 r. wstąpił do dominikanów. Habit otrzymał z rąk samego św. Dominika. W roku 1222 roku przybył z innymi współbraćmi, w tym ze św. Jackiem Odrowążem, do Krakowa. Tam przyjął ich uroczyście Iwo Odrowąż w otoczeniu kleru i ludu. Pierwsi dominikanie zamieszkali w Krakowie, oddając się pracy kaznodziejskiej i duszpasterskiej. W roku 1225 biskup Pragi zaprosił dominikanów do stolicy Czech. Wysłano tam Czesława z kilkoma ojcami. Czesław stał się więc założycielem rodziny dominikańskiej na ziemi czeskiej.
Po założeniu klasztoru w Pradze (1225) udał się do Wrocławia. Tamtejszy biskup, Wawrzyniec, powitał go niemniej ciepło, jak to w Krakowie uczynił Iwo. Dominikanie otrzymali parafialny kościół św. Wojciecha. Zachował się do dzisiaj dokument przekazania świątyni z 1 maja 1226 r. Tam Czesław pozostał jako przeor do roku 1231, kiedy to został przez kapitułę wybrany na prowincjała (1233-1236). Jako prowincjał brał udział w kapitule generalnej w Bolonii i w kanonizacji św. Dominika w Rzymie (1234). Po złożeniu urzędu pozostał nadal przeorem w klasztorze wrocławskim, aż do swojej śmierci (ok. 1242).
Jan Długosz przytacza barwną legendę, jak Czesław swoją modlitwą uratował Wrocław od najazdu Tatarów i całkowitego zniszczenia w roku 1241. Kiedy miasto zostało zajęte przez najeźdźców, część wrocławian postanowiła bronić się poza murami obronnego grodu. Czesław był duszą całej obrony, podobnie jak bł. Sadok w Sandomierzu, a później ks. Augustyn Kordecki podczas oblężenia Jasnej Góry. Podanie głosi, że Czesław modlił się o ocalenie miasta wychodząc często na jego wały i zachęcając dzielnych obrońców do oporu. Gdy Wrocław wyszedł obronną ręką z tej wojennej zawieruchy, mieszkańcy przypisywali uratowanie miasta modlitwom i wstawiennictwu Czesława, którego wiara złamała siły nieprzyjacielskie. Należy to uważać raczej za legendę, gdyż Wrocław został poważnie spalony właśnie w 1241 r. przez Tatarów. W innych zaś latach Mongołowie tak daleko już nie podeszli.

Błogosławiony CzesławWedług tradycji wrocławskiej Czesław miał umrzeć 15 lipca 1242 r. Datę tę przyjmuje tradycja dominikańska. Zaraz po śmierci odbierał cześć jako święty. Nad jego grobem w kościele dominikanów we Wrocławiu wystawiono niebawem ołtarz. Cześć od dawna mu oddawaną zatwierdził papież Klemens XI 18 października 1713 roku. Ciało bł. Czesława spoczywa w dominikańskim kościele św. Wojciecha w osobnej kaplicy. Kiedy w czasie zdobywania Wrocławia w roku 1945 cały kościół legł w gruzy, zachowała się jedynie kaplica z relikwiami bł. Czesława. Jest on patronem Wrocławia.

W ikonografii przedstawiany z kulą ognistą lub ze słupem ognia nad głową, który według tradycji ukazał się podczas oblężenia Wrocławia przez Tatarów. To niecodzienne zjawisko spowodowało ich odwrót. Atrybutami Błogosławionego są: krzyż misyjny, kielich, otwarta księga Ewangelii, laska pielgrzyma, lilia, monstrancja, puszka z komunikantami, różaniec.

Zobacz także:

•  Święta Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, dziewica i męczennica
•  Święty Torlak Thorhallsson, biskup
•  Eliasz, prorok
•  Błogosławiony Alojzy Novarese, prezbiter
•  Święty Józef Barsaba Justus

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

19 lipca – wspominamy Świętą Makrynę Młodszą

(Jr 23,1-6)
Pan mówi: Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska. Dlatego to mówi Pan, Bóg Izraela, o pasterzach, którzy mają paść mój naród: Wy rozproszyliście moją trzodę, rozpędziliście i nie zatroszczyliście się o nią; oto Ja się zatroszczę o nieprawość waszych uczynków – wyrocznia Pana. Ja sam zbiorę resztę swego stada ze wszystkich krajów, do których je wypędziłem. Sprowadzę je na ich pastwisko, by miały coraz liczniejsze potomstwo. Ustanowię zaś nad nimi pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć, ani trzeba będzie szukać którejkolwiek – wyrocznia Pana. Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana – kiedy wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą. Będzie panował jako król, postępując roztropnie, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi. W jego dniach Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
zamieszkam w domu Pana
o najdłuższe czasy.

(Ef 2,13-18)
Teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je, a one idą za Mną.

(Mk 6,30-34)
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

***********

„Pan jest moim pasterzem”. Co znaczą dla nas te słowa? Wielu współczesnym ludziom wydaje się, że nie potrzebują Pasterza, że sami sobie poradzą, a wtedy często gubią to, co w życiu jest najistotniejsze. Gdy czujemy się skrzywdzeni, osamotnieni i niespełnieni, gdy przechodzimy przez nasze „ciemne doliny”, pamiętajmy, że mamy dobrego Pasterza, takiego, który lituje się nad nami, który jedna nas z Bogiem przez swoją krew wylaną na krzyżu i naucza, jak dobrze przeżyć życie.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 82

„…i wypocznijcie nieco”

Jest to bezpośrednia kontynuacja relacji z ostatniej Ewangelii – o rozesłaniu i działalności misyjnej Apostołów. dziś Apostołowie wracają i dzielą się z Jezusem swoimi doświadczeniami. Jest to dla Kościoła kolejna lekcja i porcja wskazówek do zaadaptowania i wykorzystania we współczesnym duszpasterstwie. Spróbujmy się im przyjrzeć.

Pierwszą rzeczą, którą uczynili uczniowie po powrocie z pracy, było przyjście do Jezusa i podzielenie się swoją radością i refleksjami. Wszystko, co czyni Kościół, musi mieć ścisłe odniesienie do Chrystusa. W nawale zajęć duszpasterskich księżom bardzo zagraża oderwanie się i zapomnienie o Bogu, sprowadzenie duszpasterstwa tylko do socjotechniki i oddziaływania czysto społecznego. Na krótką metę przynosi to pewne zewnętrzne rezultaty, ale są one dość powierzchowne: dotyczą na ogół różnych aspektów życia doczesnego, a nie zbawienia. Wtedy Kościół odchodzi od swojej głównej misji, jaką jest realizowania zbawczego działania Jezusa.

Dlatego spotkanie i przebywanie z Jezusem, czyli to, co określamy ogólnym mianem modlitwy, należy do istoty duszpasterstwa na równi z ewangelizacją, katechezą czy sprawowaniem sakramentów. Ksiądz powinien dzielić się z Jezusem troskami parafii, pytać Go o zdanie, słuchać Jego wskazówek czy choćby skarżyć się swoimi trudnościami i niepowodzeniami. Jezus to zrozumie i zaradzi.

Jezus rozumie także, że człowiek potrzebuje odpoczynku i wytchnienia od codziennych obowiązków, nawet najbardziej szczytnych i szlachetnych,. Być gorliwym i odpowiedzialnym w pracy to wcale nie znaczy zapracować się na śmierć. Praca musi być dobrze zorganizowana, a odpoczynek i nabranie sił, to jeden z istotnych jej elementów, który jednak często skłonni jesteśmy lekceważyć. Ksiądz, ale także dyrektor, nauczyciel, biznesmen, robotnik, który nie potrafi wykorzystać swego urlopu, który po obiedzie nie ma czasu na relaks i pracuje jeszcze do późna w nocy, zaniedbuje w ten sposób swoje obowiązki zawodowe.

Pracy nie mierzy się miarą zmęczenia, lecz miarą efektów. A Psalm 127 mówi: „Chleb spożywacie zapracowany ciężko, a Pan i we śnie darzy swych umiłowanych”. Nie jest to zachęta do bezczynności, lecz wezwanie do tego, by owoce pracy powierzyć Bogu. A to w dalszym rzędzie oznacza zorganizowanie pracy według Bożych zasad, czyli mądrze i sensownie. Dobra i wydajna organizacja pracy jest jednym z przejawów wiary i prawdziwej pobożności. Pan Bóg nie lubi dziadostwa i bałaganu!

Jednakże pomimo szczerych chęci i dobrej organizacji, mogą się nieraz pojawić sytuacje wyjątkowe. Nie należy z nich robić reguły, ale gdy się pojawią, trzeba je podjąć. Właśnie to przytrafiło się Jezusowi i Jego uczniom. Czas zaplanowany na odpoczynek trzeba było poświęcić na dalszy ciąg pracy. Cóż, nieraz tak bywa, ale tym bardziej powinno to nas mobilizować do przemyślanych i zaplanowanych działań, gdyż tylko one mogą systematycznie rozładowywać i zapobiegać podobnym sytuacjom.

Wydarzenie to nasuwa też pewne uzupełnienie i korektę wniosku sprzed tygodnia – żeby nie tracić czasu na bezowocne głoszenie Ewangelii tym, którzy nie chcą jej przyjąć. Otóż zanim postawi się na kimś „krzyżyk”, trzeba dużo cierpliwości i wysiłku, podejmowanego nawet wbrew nadziei. Ludzi są nieraz bardzo biedni i zagubieni, najczęściej z własnej winy. Zanim potrafią zrozumieć i przyjąć Ewangelię, trzeba nieraz pokonać wiele uprzedzeń i niechęci, trzeba dużo wytrwałości i przebaczenia. Tylko miłość potrafi do tego uzdolnić. I tylko miłość potrafi przezwyciężyć te przeszkody. Chrystus takiej miłości nas uczy.

Ks. Mariusz Pohl

W trosce o odpoczynek

Jednym z najprostszych sprawdzianów prawdziwej miłości jest troska o odpoczynek osoby kochanej. Jak długo mąż dostrzega zmęczenie żony, jak długo interesuje się jej samopoczuciem, tak długo autentycznie kocha. Z chwilą gdy zabraknie zainteresowania jej zmęczeniem, mamy znak niezawodny, że jego miłość obumiera. Rzecz jasna nie chodzi tu jedynie o pytanie: „jak się czujesz, kochanie”, choć i ono jest ważne. Ten, kto kocha, intuicyjnie wyczuwa, na jakim zapasie sił podejmuje trud dnia lub kończy go osoba kochana. Istota zaś tego zainteresowania polega na tym, że natychmiast spieszy z pomocą i gotów jest organizować godziny wytchnienia. Bywa, że trzeba to czynić kosztem własnego czasu, własnych sił, ale zawsze jest to czyn radosny, czyn prawdziwej miłości.

Chrystus objawia nam miłość zatroskaną o odpoczynek swych uczniów, gdy w dniach szczególnego zmęczenia wzywa: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!”. Wyczerpanych ilością ludzi, którzy przychodzili do nich, tak „że nawet na posiłek nie mieli czasu”, zabiera do łodzi i udaje się z nimi „na miejsce pustynne, osobno”.

Szkoda, że to wezwanie naszego Zbawiciela nie zostało w chrześcijaństwie pełniej odczytane i nie nadano mu tej rangi, jaką winno posiadać. Odpoczynek jest formą wybawienia człowieka. Jezus jako Zbawiciel troszczy się o regenerację sił swoich uczniów. Do dnia dzisiejszego nie dowartościowano słów Syna Bożego wzywających do odpoczynku. On, jako Syn Człowieczy, z własnego doświadczenia wiedział, jak ważny w naszej ludzkiej egzystencji jest odpoczynek.

W ewangelicznej szkole opanowanie sztuki mądrego odpoczynku musi być zaprogramowane. Praktyka wskazuje na to, że jest to jedna z tych umiejętności, którą u Boga trudno zaliczyć na bardzo dobry. Znacznie łatwiej przychodzi opanowanie solidności w pracy, a nawet sztuki dobrej modlitwy, niż mądrego odpoczynku. Nie spotkałem jeszcze ani jednej dobrej książki, która uczyłaby odpoczynku w duchu Ewangelii. Rzecz to dziwna, gdyż tomy instrukcji dotyczących podejścia do pracy czy doskonalenia modlitwy można układać w całe biblioteki, natomiast prostych wskazówek pomagających w wychowaniu do odpoczynku nie ma prawie w ogóle.

Umiejętność odpoczywania i organizowania odpoczynku dla innych stanowi istotny element miłości bliźniego. Zmęczenie rzutuje bezpośrednio na odniesienie do innych. Znacznie łatwiej zachować spokój w sytuacjach trudnych, gdy człowiek dysponuje świeżymi siłami, niż wówczas gdy pada ze zmęczenia. To prawdziwa miłość wzywa do troski o własny odpoczynek, byśmy mogli być dla ludzi dobrzy, i troski o ich odpoczynek, by oni mogli być dobrzy dla innych.

Nie chodzi tu o wielkie wyjazdy na wczasy, które często są utrudnieniem a nie odpoczynkiem. Chodzi o godziny snu, o kilkugodzinny spacer, o relaks, który pomaga w odnalezieniu siebie i spojrzeniu na całość aktualnych zadań z pewnej perspektywy. Jezus ujął to wspaniale używając w swym wezwaniu słowa „nieco” — „odpocznijcie nieco”. Czasem wystarczy godzina wytchnienia, by na zmęczonej twarzy pojawił się znów uśmiech.

Najgroźniejszym przeciwnikiem odpoczynku we współczesnym świecie jest przeliczanie godzin oddechu na pieniądze, jakie w tym czasie można zarobić. Jest to spojrzenie bardzo krótkowzroczne. Mądry odpoczynek ma wielki wpływ nie tylko na odniesienie do innych ludzi, lecz również na wydajność pracy. Opłaca się zatem zarówno z punktu widzenia dobrej atmosfery między ludźmi, jak i z punktu widzenia ekonomicznego. Warto się o tym przekonać.

Aby refleksja nad wypoczynkiem nie była tylko słowem, spróbujmy w najbliższych dniach, dla swoich bliskich, zorganizować chwilę odpoczynku. Niech to będzie ta forma oddechu, którą oni sami najbardziej lubią.

Ks. Edward Staniek

Zburzył mur wrogości

Jedną z największych tajemnic w misterium nieprawości są źródła, z których wypływa nienawiść, złość, wrogość jednych ludzi wobec drugich. Jest ich wiele. Najczęściej spotykane to doświadczenie krzywdy. Ból potrafi wypełnić serce wrogością do tego, kto rani. Innym źródłem jest strach, zagrożenie. Lęk może prowadzić do nienawiści tego, kogo się człowiek boi. Bywa, że postawę niechęci rodzi zawiedzione zaufanie, które rosnąc zamienia się w nienawiść. Można to obserwować w wielu małżeństwach zawieranych w imię gorącej, wzajemnej miłości, a po kilku latach płonących równie gorącą, wzajemną nienawiścią.

Dziś w śledzeniu źródeł wrogości pomaga genetyka. Okazuje się, że agresywność może być przekazana drogą dziedziczenia. Szereg danych podaje psychologia prenatalna, czyli wiedza zajmująca się psychicznym rozwojem dziecka w łonie matki. Można również wpływać na agresję. Ale to wszystko i tak nie jest w stanie wytłumaczyć istnienia tak licznych źródeł wrogości, a tym bardziej nie jest w stanie w żaden sposób jej usprawiedliwić.

Wrogość możemy obserwować na każdym kroku. Czasami jej wybuchy przypominają eksplozję wulkanu. Skutki jej również mogą mieć wymiary kataklizmu. Jest wśród dzieci i młodzieży, jest w zakładach pracy, rani ludzi na ulicy, w pociągu, autobusie, na stadionie, nawet w drodze z kościoła. Występuje jako straszna siła w konfliktach politycznych, narodowościowych i religijnych.

Ludzkie serce jest szczególnie podatne na iskry wrogości. Czasem wystarczy kilka zdań, które w ciągu minuty zapalają ogień nienawiści, a jego ugaszenie wymaga miesięcy, a nawet lat. Praktyka dowodzi, że pełne wygaszenie nienawiści jest rzeczą bardzo trudną i rzadko się udaje. Z reguły ogień wrogości przygasa, tli się jednak pod grubą warstwą popiołu i wystarczy niewielki podmuch wiatru, by pożar wybuchnął ponownie, i to ze zdwojoną siłą.

Syn Boga przyszedł na ziemię, by przeciwstawić się wrogości, by ją ugasić. Nie zalał jej jednak drogą potopu. Postanowił natomiast usunąć powody wrogości i przekonać ludzi myślących, iż tysiąc razy bardziej twórczą i godną człowieka jest budowa wzajemnego zrozumienia, szacunku i miłości niż podsycanie wrogości. Niósł ludziom pokój. Budził równocześnie sprzeciw i w krótkim czasie został ujęty w żelazne kleszcze podających sobie ręce Jego wrogów. Ginie zamordowany przy ścisłej współpracy wrogo do siebie nastawionych Żydów i Rzymian. Ginie zaś głównie za to, iż traktował jednych i drugich jako braci. Został zamordowany przez Żydów i Rzymian przy rozbieraniu muru wrogości dzielącego jednych i drugich. Bo ani Żydzi, ani Rzymianie nie chcieli traktować się wzajemnie jako bracia.

Św. Paweł, który początkowo był zagorzałym zwolennikiem nacjonalistycznego podejścia i z tej racji prześladował chrześcijan pochodzenia żydowskiego przechodzących na drogę uniwersalizmu zbawczego, czyli traktowania wszystkich ludzi jako dzieci jednego Ojca, po nawróceniu, sam traktowany jako zdrajca interesów narodowych, tłumaczy Efezjanom, że jedyną drogą do zjednoczenia ludzi w jedną rodzinę jest spotkanie w Chrystusie. „On bowiem jest naszym pokojem: On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur — wrogość”. Uczynił to przez objawienie miłości nieprzyjaciół, gdy w chwili ukrzyżowania modlił się: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Modlił się wówczas i za przywódców swego narodu, i za Rzymian, którzy Go przybili do krzyża. Dostrzegł to Apostoł Paweł, gdy powiedział: „aby tak jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym ciele przez Krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości”. Wytyczył tym samym drogę do przezwyciężenia wrogości na ziemi. Odtąd wiedzie ona przez serce każdego mądrego człowieka, który zdobywając się na miłość nieprzyjaciół „w sobie zadaje śmierć wrogości”.

Ks. Edward Staniek

„Pan orzeźwia moją duszę; wiedzie mnie po właściwych ścieżkach” (Ps 23, 3)

Temat o Bogu-pasterzu, a więc o Mesjaszu-pasterzu, tak bardzo drogi Staremu Testamentowi, często powraca w odnowionej liturgii. Posługuje się ona chętnie zdaniami proroków jako wstępem do rozdziałów Ewangelii związanych z tym tematem.

Bóg przez usta Jeremiasza (23, 1-6; I czytanie) gani postępowanie złych pasterzy: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska” (tamże 1). Zamiast gromadzić owce — Lud Boży — rozproszyli jej zamiast strzec ich, doprowadzili do zguby, dlatego Bóg ich ukarze. On sam zatroszczy się o „resztę swego stada” (tamże 3) i powierzy je godniejszym pasterzom, a nawet wzbudzi w potomstwie Dawida „odrośl sprawiedliwą” (tamże 5), Mesjasza, króla-pasterza, pod którego rządami rozproszone owce Izraela zostaną wreszcie zgromadzone i zaznają bezpieczeństwa, sprawiedliwości i pokoju. Psalm responsoryjny, odczytany oczami chrześcijanina, kreśli właśnie postać Jezusa — dobrego pasterza i wyraża radość wiernych, znajdujących w Nim wszelkie dobro: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23, 1). On opiekuje się troskliwie swoją trzodą, broni jej przed niebezpieczeństwami, karmi u stołu bogato zastawionego swoim słowem, ciałem i krwią.

Ewangelia (Mk 6, 30-34) przedstawia w streszczeniu działalność Jezusa-pasterza. Jego pierwsze troski obejmują Apostołów, tę wybraną cząstkę Jego trzody, którą zgromadził wokół siebie po trudach pierwszej ich misji. „Pójdźcie sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco” (tamże 30). Skuteczne apostolstwo jest niemożliwe bez tych chwil wytchnienia obok Mistrza, przeznaczonych nie tylko dla nabrania sił fizycznych, lecz także duchowych: bez chwil modlitwy, wewnętrznego słuchania, by pogłębić słowo Pana i wyrazić je coraz lepiej własnym życiem. Z kolei Ewangelia przedstawia ożywioną działalność Jezusa dla ludu, który ciśnie się wokół, nie zostawiając Panu nawet chwili wytchnienia: „Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu” (tamże 31). A kiedy Pan z Dwunastu wyjeżdża łodzią, by szukać trochę samotności., lud spieszy za Nim, wyprzedza Go, tak że kiedy wychodzą z łodzi, tłum na nowo Go otacza. Na ten widok, zaznacza św. Marek, „ulitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać” (tamże 34). Jezus, zapominając całkowicie o sobie, oddaje się cały na usługi trzody, którą Ojciec Mu powierzył, aby ją teraz pouczył, a później na krzyżu ją zbawił. On jest Dobrym Pasterzem, który daje życie za swoje owce i poucza swoich zastępców, aby czynili podobnie. Aczkolwiek tylko biskupi i kapłani są urzędowymi pasterzami Ludu Bożego, to w znaczeniu skromniejszym i pośrednim uczestniczą w takim urzędzie również wszyscy, którzy zajmują odpowiedzialne miejsce w rodzinie, szkole lub społeczeństwie. Aby wypełnić swoje zadanie, wszyscy powinni zwrócić swój wzrok na Jezusa i na Nim się wzorować.

Drugie czytanie (Ef 2, 13-18) uzupełnia temat obrazem powszechnego zbawienia, jakiego dokonał Chrystus. On to pociągnął do siebie owce dalekie — pogan — jednocząc je w jedną trzodę z owcami Izraela, bliższymi Mu, bo już należały do Ludu Bożego. Z dwóch ludów — pogan i Żydów — uczynił jeden, „by pojednać z Bogiem jednych jak i drugich… przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości” (tamże 16). Istotnie, przez Jego śmierć wszyscy ludzie stali się dla siebie braćmi oraz dziećmi Ojca niebieskiego. Tak więc przez Niego wszyscy, „jedni i drudzy, w jednym duchu mamy przystęp do Ojca” (tamże 18). Jeden Pasterz i jeden Ojciec, jedna trzoda i jedna owczarnia: oto owoc życia, które Jezus ofiarował za swoje owce.

  • O Dobry Pasterzu, Ciebie tylko potrzebujemy. Ty wiesz, czego potrzebujemy, i udzielasz nam tego, kiedy chcesz; daj nam, Twoim biednym owieczkom, pastwisko, jakiego od czasu do czasu potrzebujemy. Nieraz nas pocieszasz, abyśmy nie popadli w zniechęcenie, niekiedy zaś pozwalasz nam odczuć zamieszanie w duszy, by nauczyć nas pokory, która jest prawdą. Jesteśmy w dobrych rękach. Twoje serce nie przestaje czuwać nad nami; miłujesz nas miłością nieskończoną, patrzysz na nas nieustannie, jesteś wszechmocny. Przygotowujesz nam szczęśliwą wieczność przez środki, które Ty sam znasz, każąc nam ciężko pracować, a my, małe dzieci, chcielibyśmy odpoczywać (zob. Ch. de Foucauld).
  • O Panie, dzięki delikatnej trosce Twojej opatrzności raczyłeś nazwać się pasterzem. Nie tylko trapiłeś się o mnie, lecz zacząłeś mnie również szukać; nie tylko mnie odnalazłeś, Ty, który dokonujesz cudów, lecz dzięki niewysłowionej dobroci swojej miłości, uniosłeś mnie na swoich ramionach ożywiając mnie, i włączyłeś mnie do orszaku niebieskiego w dziedzictwie swego Ojca. O, Tyś jest mocny, Tyś źródłem życia, Ty, błogosławiony, litujesz się, okazujesz miłosierdzie i spieszysz z pomocą… teraz na nowo odsłaniasz przede mną głębię swojego miłosierdzia i swojej dobroci (św. Grzegorz z Narek).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 419

Święta Makryna Młodsza

Święta Makryna Młodsza

Makryna (zwana Młodszą, dla odróżnienia od jej babki ze strony ojca, Makryny Starszej, która zginęła podczas prześladowań za Galeriusza) była córką św. Bazylego Starszego, retora, oraz jego żony Emmalion (Emmalii), która także uchodziła za świętą. Małżeństwo to wydało na świat pięć córek i pięciu synów, z których najbardziej się zasłużyli: św. Bazyli zwany Wielkim, św. Piotr, biskup Sebasty, oraz św. Grzegorz, który został biskupem w małoazjatyckiej Nyssie. Najstarszą wśród rodzeństwa była właśnie Makryna. Urodziła się w Cezarei około roku 327. Gdy miała mniej więcej dwanaście lat, zaręczono ją z młodzieńcem, którego imienia nie znamy. Na skutek jego przedwczesnej śmierci nie doszło do małżeństwa. Makryna poświęciła się wtedy wychowywaniu młodszego rodzeństwa, które wedle świadectwa brata Grzegorza wiele jej zawdzięczało.
W tym czasie przeżywała zwykłe tragedie rodzinne: śmierć Naukracjusza, wyjazdy innych braci, śmierć matki Emmalii (373), pochowanej obok ojca w kościele pod wezwaniem Czterdziestu Męczenników. Bazyli i Grzegorz byli już wówczas biskupami, ale rzadko zaglądali do rodzinnego domu. Pierwszy z nich zmarł w sześć lat po matce. Makryna, która od dłuższego czasu oddawała się bez reszty bogomyślności i wraz z towarzyszkami oraz domownikami prowadziła życie na wpół klasztorne, miała niebawem pójść za Bazylim. Przed śmiercią odwiedził ją jeszcze Grzegorz, co było dla niej wielką pociechą.
Zwrócona całkowicie ku Bogu, zmarła w roku 379, może w dniu 19 lipca, w którym ją wspominają synaksaria greckie. Do Martyrologium Rzymskiego wpisana została dopiero w XVI w. (Molanus). Najwspanialsze wspomnienie przekazał Grzegorz z Nyssy w Życiu św. Makryny oraz w Dialogu z siostrą Makryną o duszy i zmartwychwstaniu. Pierwszy z tych utworów stoi na pograniczu hagiografii i literatury duchownej. Prawdziwym klejnotem jest w nim modlitwa Makryny na łożu śmierci.

Zobacz także:

•  Błogosławiona Ludwika z Sabaudii, zakonnica
•  Święty Symmach, papież
•  Błogosławiony Achilles Puchała, prezbiter i męczennik
•  Błogosławiony Herman Stępień, prezbiter i męczennik

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

18 lipca – wspominamy Świętego Szymona z Lipnicy, prezbitera

(Wj 12,37-42)
I wyruszyli Izraelici z Ramses ku Sukkot w liczbie około sześciuset tysięcy mężów pieszych, prócz dzieci. Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto owce i woły, i olbrzymi dobytek. Z ciasta, które wynieśli z Egiptu, wypiekli niekwaszone placki, ponieważ się nie zakwasiło. Wypędzeni z Egiptu bez najmniejszej zwłoki, nie zdołali przygotować nawet zapasów na drogę. A czas pobytu Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat. I oto tego samego dnia, po upływie czterystu trzydziestu lat, wyszły wszystkie zastępy Pana z ziemi egipskiej. Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia.

(Ps 105,1.5.37-38.42-43)
REFREN: Sławmy na wieki miłosierdzie Pana

Sławcie Pana, wzywajcie Jego imienia,
głoście Jego dzieła wśród narodów.
Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.

Lud swój wyprowadził ze srebrem i złotem
i nikt nie był słaby w Jego pokoleniach.
Egipcjanie cieszyli się z ich wyjścia,
bo ogarnął ich lęk przed nimi.

Pamiętał bowiem o swym świętym słowie,
danym Abrahamowi, swojemu słudze.
I wyprowadził swój lud wśród radości,
z weselem swoich wybranych.

(Mt 11,29ab)
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(Mt 12,14-21)
Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.

********

„W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”. Słowa Ewangelii stawiają nas wobec pytania, w kim pokładamy nadzieję. Czy rzeczywiście od Boga oczekujemy pomocy i prowadzenia przez życie, czy też raczej ufamy sobie lub innym ludziom? Jezus jest łagodny i miłosierny – „nie będzie się spierał ani krzyczał, (…) trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi”. Nie wymusza na nas miłości, lecz jedynie delikatnie zachęca do pójścia za Nim. Od nas zależy, czy się na to zdecydujemy.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 77

KTO WIERZY, MA ŻYCIE WIECZNE

Życie wieczne to poznać Ciebie, jedynego prawdziwego Boga (J 17, 3)

Obrzęd chrztu kładzie szczególny nacisk na wiarę, a zwłaszcza na obowiązek, jaki spoczywa na rodzicach, którzy powinni wychowywać w niej własne dzieci: „Starajcie się, aby wasze dzieci, oświecone światłem Chrystusa, postępowały zawsze jako dzieci światłości; a trwając w wierze, szły naprzeciw Pana, który przychodzi wraz ze wszystkimi świętymi, w królestwie niebieskim”, kiedy zaś ochrzczony sam będzie już mógł posługiwać się rozumem, to wiara staje się jego osobistym i zasadniczym obowiązkiem. Wiara istotnie wprowadza w życie chrześcijańskie i otwiera drogę do życia wiecznego. Wiara nie tylko jest obietnicą, lecz także wstępem, darem życia wiecznego. Chrystus Pan powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne” (J 6, 47). Dzięki wierze chrześcijanin zaczyna poznawać Boga, podobnie jak pozna Go kiedyś w niebie; ten sam Bóg, te same tajemnice Boże, które pozna tam w górze bez zasłony w świetle chwały, tutaj na ziemi poznaje pod zasłoną — przez prawdy, jakie wiara podaje mu do wierzenia. Wiara i widzenie uszczęśliwiające, to dwa okresy jednego poznania Boga: wiara jest poznaniem początkowym, ciemnym, niedoskonałym; widzenie uszczęśliwiające jest poznaniem pełnym, jasnym, doskonałym. „Teraz — mówi św. Paweł — widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” (1 Kor 13, 12). W niebie wiara ustanie, miejsce jej zaś zajmie bezpośrednie widzenie Boga; lecz dopóki pielgrzymujemy na tej ziemi, nie mamy innego sposobu poznać Boga jak nawiązać z Nim łączność przez wiarę. Z drugiej strony tylko wiara jest drogą do osiągnięcia widzenia uszczęśliwiającego. Dlatego św. Tomasz uczy, że „wiara jest właściwością rozumu, dzięki której rozpoczynamy życie wieczne” (II-a II-ae 4, 1). Właściwość rozumu, czyli stałe usposobienie, a więc cnota wlana przez Boga w duszę człowieka, aby stał się zdolnym poznać Go w sposób nadprzyrodzony i wierzyć w Niego.

 „A to jest życie wieczne — powiedział Jezus w swojej modlitwie do Ojca — aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś” (J 17, 3).

  • O Panie, będę rozpoczynał od wiary, aby osiągnąć widzenie: idę drogą na poszukiwanie ojczyzny. Podczas drogi mówi dusza moja: przed Tobą jest każde moje pragnienie i nie jest zakryte przed Tobą moje wzdychanie. Lecz w ojczyźnie nie trzeba będzie już prosić, tylko wysławiać, tam bowiem niczego nie brakuje. Tutaj wierzę, tam będę widział; tutaj mam nadzieję, tam będę posiadał; tutaj proszę, a tam otrzymam!
    Teraz zważam na rzeczy, które widzę, a wierzę w te, których nie widzę. Ty, o Panie, nie opuściłeś mnie powołując mię do wiary; chociaż rozkazujesz mi wierzyć w to, czego nie mogę widzieć, nie odmawiasz mi jednak, abym widział te rzeczy, które mi pomagają wierzyć w to, czego nie widzę… Jeśli jest niemożliwością dla mnie widzieć Twoje Bóstwo, mogę jasno widzieć Twoje człowieczeństwo. Oto stałeś się człowiekiem, abym w jednej i tej samej osobie miał przedmiot widzenia i przedmiot wiary (św. Augustyn).
  • >O wiaro Chrystusa, mego oblubieńca, zwracam się do ciebie, bo ty zawierasz i kryjesz w sobie postać i piękność mojego Umiłowanego. Ty jesteś czysta, mocna, jasna, wolna od błędów; jesteś źródłem, z którego płyną wody wszystkich dóbr duchowych. Dlatego Ty, o Chryste, w rozmowie z Samarytanką nazwałeś wiarę źródłem, twierdząc, że dla tych, którzy w Ciebie uwierzą, stanie się źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu.
    Tylko ty, o wiaro, jesteś proporcjonalnie najodpowiedniejszym środkiem zjednoczenia duszy z Bogiem. Takie bowiem jest podobieństwo między tobą a Bogiem, jak między Bogiem widzianym a poznawanym przez ciebie. Istotnie Bóg jest nieskończony, a ty takim Go nam przedstawiasz; Bóg jest Jeden w trzech Osobach i ty podajesz Go nam troistego w jedności; jak Bóg jest ciemnością dla naszego rozumu, tak również ty oślepiasz i pozbawiasz światła nasz rozum. Tak więc, przez ciebie, objawia się Bóg duszy w boskim świetle, przewyższającym wszelkie zrozumienie. Pomnóż więc, Panie, moją wiarę, bo im większą będę miał wiarę, tym więcej będę z Bogiem zjednoczony (Św. Jan od Krzyża: zob. Pieśń duchowa 12, 1-3; Droga na Górę Karmel II, 9, 1).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 412

Święty Szymon z Lipnicy, prezbiter

Święty Szymon z Lipnicy

Szymon urodził się około 1438-1440 r. w Lipnicy. Znane są nam imiona jego rodziców: Grzegorz i Anna. Nie znamy natomiast ich nazwisk. Ojciec był piekarzem. Fakt wysłania Szymona na studia uniwersyteckie wskazywałby na pewną zamożność rodziców, gdyż to suponuje także ukończenie szkół niższych. Jednak zamożność ta była względna, skoro w 1454 r. Szymon wpłacił do kasy Akademii Krakowskiej zaledwie 1 grosz, a więc zaledwie jedną czwartą już i tak skromnej rocznej opłaty. Zapisał się na wydział nauk wyzwolonych (artium). Był to wydział wstępny i najliczniej obstawiony, gdyż dawał przygotowanie do trzech wydziałów pozostałych i udzielał najogólniejszych wiadomości z zakresu siedmiu nauk wyzwolonych. Akademię Krakowską Szymon ukończył w roku 1457 tytułem bakałarza.
W tym samym roku wstąpił wraz z dziesięcioma swoimi kolegami akademickimi do bernardynów, których cztery lata wcześniej sprowadził do Polski i założył ich pierwszy klasztor w Krakowie św. Jan Kapistran. Niewykluczone, że Szymon widział go i słuchał osobiście, kiedy Jan przez osiem miesięcy przebywał w Krakowie na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka. Po roku nowicjatu Szymon złożył śluby zakonne (1458). W Krakowie odbywał swoje studia teologiczne i po roku 1460 otrzymał święcenia kapłańskie.
Szymon musiał wyróżniać się cnotą, wiedzą i powagą, skoro już w roku 1465 – w kilka lat po święceniach – został wybrany gwardianem konwentu w Tarnowie. Z tego powodu wziął udział w kapitule prowincji w Krakowie. W dwa lata później pełnił w Krakowie urząd kaznodziei. Urząd ten w zakonie franciszkańskim był zawsze w wysokim poważaniu. Wybierano na to stanowisko wyjątkowo zdolnych zakonników. Według relacji, jakie nam pozostawiły źródła, Szymon był nie tylko kaznodzieją z urzędu, ale przede wszystkim z powołania. Obowiązek ten miał sprawować przez kilkanaście lat, bo aż do śmierci (1467-1482). Szymon był nie tylko kaznodzieją zakonnym, ale przede wszystkim katedralnym. Dotąd ten zaszczytny i odpowiedzialny urząd pełnili wyłącznie dominikanie i profesorowie teologii Akademii Krakowskiej. Szymon był pierwszym, który przełamał tę tradycję jako bernardyn. Kazania w katedrze wygłaszano do elity umysłowej Krakowa w języku łacińskim. To dowodzi, że Szymon doskonale opanował ten język.

Święty Szymon z LipnicyO wielkiej powadze, jaką się cieszył Szymon wśród swoich współbraci, świadczy i to, że został wybrany wraz z kilkunastoma innymi bernardynami delegatem prowincji polskiej, aby uczestniczył w uroczystościach przeniesienia relikwii św. Bernardyna do nowego kościoła wystawionego ku jego czci w Akwilei (1472).
W roku 1474 został wybrany na kapitule prowincji dyskretem, czyli delegatem na kapitułę generalną do Pawii. Wyruszył na nią wraz z ówczesnym prowincjałem Chryzostomem z Ponieca i gwardianem z Krakowa, Marianem z Jeziorka. Przez pewien czas Szymon pełnił także funkcję komisarza prowincjała i w jego imieniu wizytował niektóre konwenty prowincji. Poważnym wydarzeniem w jego życiu była pielgrzymka do Ziemi Świętej (1478/1479). Odbył ją korzystając z okazji, że był uczestnikiem kapituły generalnej w Pawii. Stamtąd udał się do ziemi Chrystusa Pana.
W zakonie odznaczał się surowością życia, nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej. Umarł posługując chorym podczas zarazy w Krakowie 18 lipca 1482 r. Pogrzeb odbył się w tym samym dniu w godzinach wieczornych. Ciało pochowano w kościele klasztornym pod wielkim ołtarzem, umieszczając je wraz ze szczątkami Tymoteusza i Bernardyna, zmarłych w opinii świętości. W 1488 r. bł. Władysław z Gielniowa, sprawujący wówczas funkcję prowincjała, na podstawie specjalnego breve papieża Innocentego VIII dokonał przeniesienia relikwii Szymona do osobnej kaplicy kościoła, co było wówczas uważane za formalną beatyfikację. Odtąd bowiem można było słudze Bożemu oddawać cześć publiczną. Grobowiec Szymona nawiedzali liczni pielgrzymi, a nagromadzone wota były dowodem jego skutecznego orędownictwa. Zaraz po jego śmierci miało miejsce aż 377 cudownych uzdrowień i łask. Długie zabiegi o formalną beatyfikację doszły do skutku. 24 lutego 1685 roku bł. Innocenty XI ogłosił dekret beatyfikacyjny. Dnia 3 czerwca 2007 r. papież Benedykt XVI kanonizował Szymona z Lipnicy.

W ikonografii św. Szymon przedstawiany jest jako głoszący kazanie.

Zobacz także:

•  Święty Arnulf, męczennik
•  Święty Arnulf z Metzu, biskup
•  Święty Arnold Wyznawca
•  Święty Fryderyk z Utrechtu, biskup i męczennik

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

17 lipca – wspomnienie Świętego Aleksego, wyznawcy

(Wj 11,10-12,14)
Mojżesz i Aaron wykonali wszystkie cuda przed faraonem. Lecz Pan uczynił upartym serce faraona, tak iż wzbraniał się wypuścić Izraelitów ze swego kraju. Pan powiedział do Mojżesza i Aarona w ziemi egipskiej: Miesiąc ten będzie dla was początkiem miesięcy, będzie pierwszym miesiącem roku! Powiedzcie całemu zgromadzeniu Izraela tak: Dziesiątego dnia tego miesiąca niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu, aby była odpowiednia liczba osób. Liczyć je zaś będziecie dla spożycia baranka według tego, co każdy może spożyć. Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. I wezmą krew baranka, i pokropią nią odrzwia i progi domu, w którym będą go spożywać. I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami. Nie będziecie spożywać z niego nic surowego ani ugotowanego w wodzie, lecz upieczone na ogniu, z głową, nogami i wnętrznościami. Nie może nic pozostać z niego na dzień następny. Cokolwiek zostanie z niego na następny dzień, w ogniu spalicie. Tak zaś spożywać go będziecie: Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku. Spożywać będziecie pośpiesznie, gdyż jest to Pascha na cześć Pana. Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej od człowieka aż do bydła i odbędę sąd nad wszystkimi bogami Egiptu – Ja, Pan. Krew będzie wam służyła do oznaczenia domów, w których będziecie przebywać. Gdy ujrzę krew, przejdę obok i nie będzie pośród was plagi niszczycielskiej, gdy będę karał ziemię egipską. Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu świętować będziecie.

(Ps 116b,12-13.15-18)
REFREN: Kielich zbawienia wzniosę w imię Pana

Czym się Panu odpłacę
za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia
i wezwę imienia Pana.

Cenna jest w oczach Pana
śmierć Jego świętych.
Jam sługa Twój, syn Twej służebnicy.
Ty rozerwałeś moje kajdany.

Tobie złożę ofiarę pochwalną
i wezwę imienia Pana.
Wypełnię me śluby dla Pana
przed całym Jego ludem.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je. a one idą za Mną.

(Mt 12,1-8)
Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat. A On im odpowiedział: Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom? Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu.

************

Jezus nie chce od nas tylko zewnętrznych oznak wiary. Pragnie być Panem naszych serc. On dał nam wszystko. Żydzi obchodząc Paschę, zabijali baranka, a On, Baranek bez skazy, oddał swoje życie dla zgładzenia naszych win. W swym wielkim miłosierdziu uczynił jeszcze więcej. Pozostał z nami, obecny w Najświętszym Sakramencie, dał nam siebie do końca. Nigdy nie będziemy zdolni odwdzięczyć się za tak wielką miłość. Niech ta Eucharystia będzie naszym dziękczynieniem, naszą ofiarą pochwalną.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 73

WIARA JEST DAREM BOGA

Panie, daj mi światłe oczy serca (Ef 1, 18)

„Bez wiary nie można podobać się Bogu” (Hbr 11, 6). Wiara jest podstawą łączności z Bogiem. Dla człowieka niewierzącego Bóg nie ma żadnego znaczenia, żadnej wartości, żadnego miejsca w jego życiu. Przeciwnie, im wiara jest żywsza, tym więcej Bóg wchodzi w życie człowieka i staje się jego wszystkim, jego jedyną wielką rzeczywistością, dla której żyje i podejmuje odważnie cierpienie i śmierć. „Jeżeli żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli umieramy, umieramy dla Pana” (Rz 14, 8). Tym, co prowadzą życie duchowe, nie brakuje wiary. Często jednak brakuje wiary żywej, konkretnej, która zawsze ukazuje Boga we wszystkich rzeczach, daje zmysł Jego rzeczywistości transcendentalnej, nadzmysłowej i wiecznej, nieskończenie wyższej nad wszystkie rzeczywistości doczesne.

Wiara nie opiera się na danych zmysłowych, na tym, co się widzi lub czego się dotyka, ani nawet na tym, co rozum ludzki może zrozumieć o Bogu, lecz przewyższając to wszystko, czyni ona człowieka uczestnikiem takiego poznania, jakie Bóg ma sam o sobie. Jest to wielki dar, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi podnosząc go do stanu swego dziecka i czyniąc go w ten sposób uczestnikiem swojej natury, a zatem życia będącego poznaniem i miłością. Wiara udziela mu poznania Boga, miłość zaś kochania Go. Na chrzcie, razem z łaską uświęcającą, chrześcijanin otrzymuje te cnoty, dzięki którym jest zdolny nawiązać z Bogiem łączność myślą i miłością. Jak łaska jest darem darmo danym, tak samo i wiara: to Bóg powołuje do wiary i udziela wiary. „Łaską — twierdzi Apostoł — jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie z was, lecz jest darem Boga” (Ef 2, 8). Sobór Watykański II zaś dodaje: „By móc okazywać taką wiarę, trzeba mieć łaskę Bożą uprzedzającą i wspomagającą oraz wewnętrzne pomoce Ducha Świętego, który by poruszał serca i zwracał je do Boga, otwierał oczy rozumu i udzielał «wszystkim słodyczy w uznawaniu i dawaniu wiary prawdziwej»” (KO 5). W praktyce nie zastanawiamy się dość głęboko nad tym, że wiara to czysty dar Boga, a nie osobista zasługa. Bóg jest przedmiotem wiary, a także jej dawcą; Bóg udziela człowiekowi pragnienia poznania Go, wierzenia w Niego i czyni go zdolnym do aktu wiary.

  • Panie, ja wierzę; ja chcę wierzyć w Ciebie. O Panie, spraw, aby moja wiara była pełna, bez zastrzeżeń, aby przeniknęła mój umysł, mój sposób osądzania rzeczy Bożych i ludzkich.
    Panie, spraw, aby moja wiara była wolna, to znaczy, aby towarzyszyło jej moje osobiste współdziałanie, moje przylgnięcie, aby przyjęła wyrzeczenia i powinności, jakie z sobą niesie, i aby wyrażała najwyższą decyzję mojej osobowości: wierzę w Ciebie, Panie.
    O Panie, spraw, aby moja wiara była pewna: pewna ze względu na zewnętrzną zgodność dowodów i na wewnętrzne świadectwo Ducha Świętego; pewna dzięki swojemu światłu utwierdzającemu, dzięki celowi zapewniającemu pokój, dzięki jej przyswojeniu, które daje ukojenie.
    Panie, spraw, aby wiara moja była mocna, nie obawiała się sprzeczności problemów, z których wywodzi się pełne doświadczenie naszego życia żądnego światła, aby nie obawiała się sprzeciwu ze strony ludzi, którzy ją roztrząsają, zwalczają, odrzucają, przeczą jej; niech się umocni w wewnętrznym dowodzie Twojej prawdy… o Panie, spraw, aby moja wiara była radosna, dała memu duchowi pokój i wesele, uzdolniła go i do modlitwy, i do rozmowy z ludźmi, aby duch mój promieniował swym wewnętrznym szczęściem zarówno w rozmowie o rzeczach świętych, jak i o sprawach świata.
    O Panie, spraw, aby moja wiara była czynna, aby poprzez prawdziwą przyjaźń z Tobą i ukochanie Ciebie była ciągłym poszukiwaniem, nieustannym świadectwem, ustawicznym ożywianiem nadziei.
    O Panie, spraw, aby moja wiara była pokorna, aby nie przeceniała osiągnięć mej myśli i mojego uczucia, lecz aby poddała się świadectwu Ducha Świętego i nie miała innej rękojmi poza uległością względem tradycji i powagi urzędu nauczycielskiego Kościoła świętego. Amen (Paweł VI).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 409

Święty Aleksy, wyznawca

Święty Aleksy

Według syryjskiego tekstu z V wieku, Aleksy był Rzymianinem z bardzo zamożnej rodziny rzymskich patrycjuszów: Eufemiusza i Agle. W dniu swego ślubu potajemnie opuścił dom i udał się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. W Edessie miał być żebrakiem. Żył tam z jałmużny. Budował wszystkich niezwykłą pobożnością. Dzielił się z ubogimi wszystkim, co mu tylko zbywało. Tuż przed śmiercią wyjawił, kim jest.
Następnie powrócił do Rzymu, gdzie, nierozpoznany, przeżył 17 lat w maleńkiej celi pod schodami rodzinnego domu. Życie spędził na modlitwie i nawiedzaniu sanktuariów rzymskich. Po śmierci znaleziono w jego ręku kartkę z opisem życia. Według legendy jego śmierć miały zwiastować dzwony wszystkich świątyń Wiecznego Miasta. W pogrzebie miał wziąć udział sam papież i cały Rzym. W jego życiorysie przemieszana jest tradycja z legendą.

W średniowieczu św. Aleksy był bardzo popularną postacią w Europie i Północnej Afryce. Patron licznych zakonów, a także ubogich, pielgrzymów, wędrowców, żebraków. Orędownik podczas trzęsienia ziemi, suszy, złej pogody, w czasie epidemii i plag. Powstały nawet rodziny zakonne pod jego patronatem: bracia aleksjanie, siostry aleksjanki (w. XIV), Kongregacja Sióstr Najświętszego Serca Jezusa i Maryi (w. XIX). Domniemany dom św. Aleksego miał stać w Awentynie. Tam też wystawiono w średniowieczu klasztor benedyktyński i kościół pod wezwaniem św. Aleksego (w. X). Obecna bazylika św. Aleksego pochodzi z w. XVII i należy do najpiękniejszych kościołów rzymskich.
Św. Aleksy był ulubioną postacią w średniowiecznej literaturze i w sztuce scenicznej. Poemat o św. Aleksym jest jednym z najstarszych zabytków języka we Francji. Pojawia się również wcześnie m. in. w tekstach niemieckich i polskich – „Legenda o św. Aleksym” (XV w.). W Polsce święty Aleksy odbierał szczególną cześć w Tumie pod Łęczycą oraz w Płocku.

W ikonografii św. Aleksy przedstawiany jest w ubiorze pustelnika lub pielgrzyma, czasami jako postać leżąca pod schodami. Atrybuty: księga, kij pielgrzyma, schody, zwój.

Zobacz także:

•  Błogosławione dziewice i męczennice Teresa od św. Augustyna i Towarzyszki
•  Błogosławiony Paweł Piotr Gojdič, biskup
•  Święty Leon IV, papież

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

Najświętsza Maryja Panna z góry Karmel, Szkaplerz karmelitański

(Wj 3,13-20)
Mojżesz rzekł do Boga: Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTORY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. Mówił dalej Bóg do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. Idź, a gdy zbierzesz starszych Izraela, powiesz im: Objawił mi się Pan, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba i powiedział: Nawiedziłem was i ujrzałem, co wam uczyniono w Egipcie. Postanowiłem więc wywieść was z ucisku w Egipcie i zaprowadzić do ziem Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty, do ziemi opływającej w mleko i miód. Oni tych słów usłuchają. I pójdziesz razem ze starszymi z Izraela do króla egipskiego i powiecie mu: Pan, Bóg Hebrajczyków, nam się objawił. Pozwól nam odbyć drogę trzech dni przez pustynię, abyśmy złożyli ofiary Panu, Bogu naszemu. Ja zaś wiem, że król egipski pozwoli nam wyjść z Egiptu tylko wtedy, gdy będzie zmuszony ręką przemożną. Wyciągnę przeto rękę i uderzę Egipt różnymi cudami, jakich tam dokonam, a wypuści was.

(Ps 105,1.5.8-9.24-27)
REFREN: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu

Sławcie Pana, wzywajcie Jego imienia,
głoście Jego dzieła wśród narodów.
Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.

Na wieki On pamięta o swoim przymierzu,
obietnicy danej tysiącu pokoleń,
o przymierzu, które zawarł z Abrahamem,
przysiędze danej Izaakowi.

Bóg swój naród bardzo rozmnożył,
uczynił go mocniejszym od jego wrogów.
Ich serce odmienił, aby znienawidzili lud Jego
i wobec sług Jego postępowali zdradziecko.

Posłał wtedy sługę swego Mojżesza
i Aarona, wybranego przez siebie.
Okazali wśród nich Jego znaki
i cuda w krainie Chama.

(Mt 11,28)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

(Mt 11,28-30)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

*************

Na górze Karmel prorok Eliasz przeżył swoje spotkanie z Bogiem. W średniowieczu zamieszkali tu pustelnicy oddający cześć Najświętszej Maryi Pannie. Była Ona dla nich Mistrzynią życia duchowego, wzorem łagodności i pokory serca umożliwiającej głęboką więź z Panem. Dziś, w swoje wspomnienie, Maryja przypomina nam o tym, że Bóg jest zawsze wierny swojemu przymierzu, danym obietnicom. On pochyla się nad nami zwłaszcza wtedy, gdy przeżywamy utrapienia. Prośmy Matkę Bożą o wstawiennictwo, abyśmy tak jak Ona umieli dostrzegać i przyjmować miłość Boga. Abyśmy tak jak Ona ufali Mu do końca i kroczyli Jego drogami.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 70

DLA BOGA WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

„Dzieła Twoje są wielkie i godne podziwu, Panie, Boże wszechwładny! Sprawiedliwe i wierne są Twoje drogi” (Ap 15, 3)

Mówiąc o dziele stwórczym Boga, Izajasz kończy: „Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te [gwiazdy]? — Ten, który wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli” (40, 26). Bóg jest wszechmocny, może uczynić wszystko, co chce, jak chce, kiedy chce: „Cokolwiek Panu się podoba, to uczyni na niebie i na ziemi, na morzu i we wszystkich głębinach” (Ps 135, 6). Nic nie może przeszkodzić Jego działaniu, nic nie może sprzeciwić się Jego woli, nic nie jest dla Niego trudne: „Dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37). Dzieła człowieka, nawet najprostsze, wymagają czasu, trudu, materiału, współpracy; Bóg zaś wykonuje nawet największe dzieła w jednej chwili, prostym aktem swojej woli. Jest tak wszechmocny, że jednym słowem powołał wszystko z nicości do bytu: „Ty rzekłeś i stało się… i nie ma nikogo, kto by się sprzeciwił Twemu głosowi” (Jdt 16,14). Słowa człowieka są pustym dźwiękiem, który ginie w powietrzu; słowo Boga jest tak skuteczne, że sprawia wszystko, co wyraża: „Pan rozkazał, a wszystko… zaczęło istnieć” (Ps 33, 6). Bóg jest tak wszechmocny, że stworzywszy człowieka wolnym, rządzi nim i kieruje według swego upodobania, nie naruszając jednak jego woli. Bóg jest tak wszechmocny, że przekształca ludzi, dzieci grzechu, w dzieci przybrane, uczestników swojego boskiego życia. Bóg jest tak wszechmocny, że wyprowadza dobro ze zła. Wszechmoc Boga jest zawsze w akcie, zawsze działa nie znając zmęczenia; i ta olbrzymia wszechmoc, nieskończona, wieczna, jest do tego stopnia na usługi Jego nieskończonej dobroci lub, lepiej, jest samą nieskończoną Dobrocią, że może uczynić wszystko dobro, jakie chce. Jak bardzo potrzebujemy Jego pomocy my, tak słabi, że chociaż pragniemy dobra, to jednak często jesteśmy niezdolni je spełnić!

  • Twoja jest, o Panie, wielkość, moc, sława, majestat i chwała, bo wszystko, co jest na niebie i na ziemi, jest Twoje… Bogactwo i chwała od Ciebie pochodzi, Ty nad wszystkim panujesz, a w ręku Twoim siła i moc, i ręką Twoją wywyższasz i utwierdzasz wszystko. Teraz więc, Boże nasz, dzięki Ci składamy i wychwalamy przesławne imię Twoje (Pierwsza Księga Kronik 29, 11-13).
  • Panie i Stworzycielu mój, Ty jesteś moim Panem, panujesz w pełni w niebie i na ziemi. Takie jest Twoje panowanie, że każda rzecz stworzona zależy od Twojej nieskończonej wszechmocy. Ty jesteś moim władcą, możesz uczynić ze mną wszystko, co Ci się podoba. Ty, mądrości wieczna, ukształtowałeś mnie z niczego i udzieliłeś mi bytu i pożywienia, zaspokajając moje ciągłe potrzeby…
    O Boże najwyższy, ja jestem… sługą, który nie ma nic, aby Ci się odpłacić, Ty bowiem jesteś moim władcą, Ja, o Panie, jestem tym biednym Łazarzem, tak podległym nędzom naturalnym, jakie niesie z sobą część niższa człowieka, i tak biednym, że nie mam w sobie żadnej cnoty, bym Ci się mógł podobać; lecz pragnę gorąco miłować Cię…
    Udziel mi, o Boże mój, bogactw łaski Twojej i uczyń mnie bogatym w nią, abym mógł ofiarować Ci wszystkie akty cnotliwe, jakie ona rodzi: skruchę, że obraziłem Ciebie, postanowienie nieobrażania Cię, wytrwałość naśladowania Cię w życiu i w śmierci, w radości i cierpieniu; a na koniec daj mi zdanie się na Twoją wolę we wszystkim, abym we wszystkim, co mi się przydarzy, tak miłym, jak i gorzkim dla duszy, mówił zawsze: bądź Twoja święta wola, jako w niebie tak i na ziemi (św. Karol z Sezze).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 406

***

Najświętsza Maryja Panna z góry Karmel, Szkaplerz karmelitański

Dzisiejsze wspomnienie zwraca nas ku Maryi objawiającej się na górze Karmel, znanej już z tekstów Starego Testamentu – z historii proroka Eliasza (1 Krl 17, 1 – 2 Krl 2, 25). W XII wieku po Chrystusie do Europy przybyli, prześladowani przez Turków, duchowi synowie Eliasza, prowadzący życie kontemplacyjne na Karmelu. Również w Europie spotykali się z niechęcią. Jednakże Stolica Apostolska, doceniając wyrzeczenia i umartwienia, jakie podejmowali zakonnicy, ułatwiała zakładanie nowych klasztorów.

Maryja ofiarowuje szkaplerz karmelitański św. Szymonowi StockowiSzczególnie szybko zakon rozwijał się w Anglii, do czego przyczynił się m.in. wielki czciciel Maryi, św. Szymon Stock, szósty przełożony generalny zakonu karmelitów. Wielokrotnie błagał on Maryję o ratunek dla zakonu. W czasie jednej z modlitw w Cambridge, w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r., ujrzał Bożą Rodzicielkę w otoczeniu Aniołów. Podała mu Ona brązową szatę, wypowiadając jednocześnie słowa:

Przyjmij, synu, szkaplerz twego zakonu, jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania.

Szymon Stock z radością przyjął ten dar i nakazał rozpowszechnienie go w całej rodzinie zakonnej, a z czasem również w świecie. W XIV wieku Maryja objawiła się papieżowi Janowi XXII, polecając mu w opiekę „Jej zakon” karmelitański. Obiecała wówczas obfite łaski i zbawienie osobom należącym do zakonu i wiernie wypełniającym śluby. Obiecała również wszystkim, którzy będą nosić szkaplerz, że wybawi ich z czyśćca w pierwszą sobotę po ich śmierci. Cały szereg papieży wypowiedziało się z pochwałami o tej formie czci Najświętszej Maryi i uposażyło to nabożeństwo licznymi odpustami. Wydali oni około 40 encyklik i innych pism urzędowych w tej sprawie.
Do spopularyzowania szkaplerza karmelitańskiego przyczyniło się przekonanie, że należących do bractwa szkaplerza Maryja wybawi z płomieni czyśćca w pierwszą sobotę po ich śmierci. Tę wiarę po części potwierdzili papieże swoim najwyższym autorytetem namiestników Chrystusa. Takie orzeczenie wydał jako pierwszy Paweł V 29 czerwca 1609 r., Benedykt XIV je powtórzył (+ 1758). Podobnie wypowiedział się papież Pius XII w liście do przełożonych Karmelu z okazji 700-lecia szkaplerza. Nie ma jednak ani jednego aktu urzędowego Stolicy Apostolskiej, który oficjalnie i w pełni aprobowałby ten przywilej. O przywileju sobotnim milczą najstarsze źródła karmelitańskie. Po raz pierwszy wiadomość o objawieniu szkaplerza pojawia się dopiero w roku 1430.
Nabożeństwo szkaplerza należało kiedyś do najpopularniejszych form czci Matki Bożej. Jeszcze dzisiaj spotyka się bardzo wiele obrazów Matki Bożej Szkaplerznej (z Góry Karmel), ołtarzy i kościołów. We Włoszech jest kilkaset kościołów Matki Bożej z Góry Karmel, w Polsce blisko setka. Wiele obrazów i figur pod tym wezwaniem zasłynęło cudami, tak że są miejscami pątniczymi. Niektóre z nich zostały koronowane koronami papieskimi. Szkaplerz w obecnej formie jest bardzo wygodny do noszenia. Można nawet zastąpić go medalikiem szkaplerznym. Z całą pewnością noszenie szkaplerza mobilizuje i przyczynia się do powiększenia nabożeństwa ku Najświętszej Maryi Pannie.
Szkaplerz nosili liczni władcy europejscy i niemal wszyscy królowie polscy (od św. Jadwigi i Władysława Jagiełły poczynając), a także liczni święci, również spoza Karmelu, m.in. św. Jan Bosko, św. Maksymilian Maria Kolbe i św. Wincenty a Paulo. Sama Matka Boża, kończąc swoje objawienia w Lourdes i Fatimie, ukazała się w szkaplerzu, wyrażając przy tym wolę, by wszyscy go nosili. Na wzór szkaplerza karmelitańskiego powstały także inne, jednakże ten pozostał najważniejszy i najbardziej powszechny. W wieku 10 lat przyjął szkaplerz karmelitański także św. Jan Paweł II. Nosił go do śmierci.
Święto Matki Bożej z Góry Karmel karmelici obchodzili od XIV w. Benedykt XIII (+ 1730) zatwierdził je dla całego Kościoła. W Polsce otrzymało to święto nazwę Matki Bożej Szkaplerznej.

Szkaplerz karmelitańskiSzkaplerz początkowo był wierzchnią szatą, której używali dawni mnisi w czasie codziennych zajęć, aby nie brudzić habitu. Spełniał więc rolę fartucha gospodarczego. Potem przez szkaplerz rozumiano szatę nałożoną na habit. Pisze o nim już reguła św. Benedykta w kanonie 55 dotyczącym ubrania i obuwia braci. Wszystkie dawne zakony noszą po dzień dzisiejszy szkaplerz. Współcześnie szkaplerz oznacza strój, który jest znakiem zewnętrznym przynależności do bractwa, związanego z jakimś konkretnym zakonem. Tak więc istnieje szkaplerz: brunatny – karmelitański (w. XIII); czarny – serwitów (w. XIV), od roku 1860 kamilianów; biały – trynitarzy, mercedariuszy, dominikanów (w. XIV), Niepokalanego Serca Maryi (od roku 1900); niebieski – teatynów (od roku 1617) i Niepokalanego Poczęcia Maryi (w. XIX); czerwony – męki Pańskiej; fioletowy – lazarystów (1847) i żółty – św. Józefa (w. XIX).
Ponieważ było niewygodnie nosić szkaplerz taki, jaki nosili przedstawiciele danego zakonu, dlatego z biegiem lat zamieniono go na dwa małe kawałki płótna, zazwyczaj z odpowiednim wizerunkiem na nich. Na dwóch tasiemkach noszono go w ten sposób, że jedno płócienko było na plecach (stąd nazwa łacińska scapulare), a druga na piersi. Taką formę zachowały szkaplerze do dnia dzisiejszego. W roku 1910 papież św. Pius X zezwolił ze względów praktycznych na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym.
W przypadku szkaplerza karmelitańskiego na jednym kawałku powinien być umieszczony wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej, a na drugim – Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jedna część powinna spoczywać na piersiach, a druga – na plecach. Szkaplerz musi być poświęcony według specjalnego obrzędu.

Szkaplerz, będący znakiem maryjnym, zobowiązuje do chrześcijańskiego życia, ze szczególnym ukierunkowaniem na uczczenie Najświętszej Maryi Dziewicy potwierdzanym codzienną modlitwą Pod Twoją obronę.

Zobacz także:

•  Święta Maria Magdalena Postel, dziewica
•  Święte dziewice i męczennice z Orange
•  Błogosławiony Bartłomiej od Męczenników, biskup

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | 1 komentarz

15 lipca – wspominamy Świętego Bonawenturę, biskupa i doktora Kościoła

(Wj 3,1-6.9-12)
Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził pewnego razu owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala? Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: Mojżeszu, Mojżeszu! On zaś odpowiedział: Oto jestem. Rzekł mu Bóg: Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Powiedział jeszcze Pan: Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do Mnie, bo też naocznie przekonałem się o cierpieniach, jakie im zadają Egipcjanie. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu. A Mojżesz odrzekł Bogu: Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu? A On powiedział: Ja będę z tobą. Znakiem zaś dla ciebie, że Ja cię posłałem, będzie to, że po wyprowadzeniu tego ludu z Egiptu oddacie cześć Bogu na tej górze.

(Ps 103,1-4.6-7)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

Błogosław, duszo moja, Pana
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.

On odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.

Dzieła Pana są sprawiedliwe,
wszystkich uciśnionych ma w swojej opiece.
Drogi swoje objawił Mojżeszowi,
swoje dzieła synom Izraela.

(Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

(Mt 11,25-27)
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

***********

Aby zbliżyć się do Boga i posiąść prawdziwą mądrość, trzeba stać się człowiekiem pokornym i nauczyć się prostoty miłości. Nieważne, jak słabi i mali jesteśmy, ważne, by Bóg był z nami. Patron dzisiejszego dnia, św. Bonawentura (ok, 1218-1274), franciszkanin, był jednym z najwybitniejszych teologów średniowiecza. Przez 16 lat był przełożonym generalnym swego zakonu. Umiał postępować roztropnie, jednocząc ludzi o różnych poglądach i prowadząc wszystkich do duchowego wzrostu. Jego mądrość wypływała z pokory i bogatego życia wewnętrznego. Gdy papież Grzegorz X w 1273 roku mianował go kardynałem oraz biskupem, wiadomość o nominacji zastała świętego przy myciu naczyń kuchennych w klasztorze. Prośmy za jego wstawiennictwem o pokorę i prawdziwą mądrość.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 66

RZĄDZI WSZYSTKIM Z DOBROCIĄ

„Pokładam ufność w Tobie, Panie!… W Twoim ręku są moje losy” (Ps 31,15-16)

Mądrość Boga „sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią” (Mdr 8, 1). Mądrość Boża utożsamia się więc z Bożą Opatrznością, która wszystkim rządzi, kieruje i prowadzi do osiągnięcia określonego celu; celem zaś ostatecznym i najwyższym jest chwała Boża; celem najbliższym i drugorzędnym: dobro i szczęśliwość stworzeń. Nic nie istnieje bez przyczyny i nie dzieje się na świecie z przypadku, lecz wszystko wchodzi w ogromny plan Boskiej Opatrzności, ponieważ Bóg „wszystko urządził pod miarą, liczbą i wagą” (Mdr 11, 20).

Jeśli niekiedy nie rozumiemy przyczyny istnienia okoliczności i stworzeń sprawiających nam cierpienie, to dlatego, że nie umiemy odkryć miejsca, jakie one zajmują w planie Opatrzności Bożej. Jest pewne jednak, że każdym wydarzeniem, nawet smutnym i bolesnym, rządzi miłosna Opatrzność Boga. „Każdy rozkaz Jego w swoim czasie jest wykonany! Nie można mówić: «Cóż to? Dlaczego tamto?» Wszystko bowiem się pozna w swoim czasie… wszystko bowiem zostało stworzone w zamierzonym celu.

— Przez Niego też Jego posłaniec będzie miał szczęśliwą drogę, bo słowo Jego wszystko układa” (Syr 39, 16. 21; 43, 26). Dlatego właśnie nic nie może umknąć spod mądrych i ojcowskich rządów Boga i niczego nie należy się lękać; nawet najtrudniejszych i najciemniejszych okoliczności, które przekreślają najlepsze plany i krzyżują je, a w oczach ludzkich nie ukazują żadnego rozwiązania. Bóg nieomylnie skieruje je do dobra. „Bóg — mówi św. Paweł — współdziała we wszystkim dla dobra tych, którzy Go miłują” (Rz 8, 28). A św. Augustyn wyjaśnia: „Bóg wszechmogący nie pozwoliłby wkraść się żadnemu złu do swoich dzieł, gdyby nie był tak potężny i dobry, że może wyciągnąć dobro ze zła”. To wielkie przekonanie powinno nas ożywiać, abyśmy się nie gorszyli cierpieniem i nie wątpili w Opatrzność Bożą. Możemy wątpić w naszą własną dobroć i wierność, lecz nie w dobroć i wierność Boga. Jego dobroć bowiem przewyższa niebiosa, wierność Jego wznosi się ponad chmury, a Jego Opatrzność ojcowska prowadzi każdą rzecz (Ps 108, 5; Mdr 14, 3).

  • Tylko Ty, Boże mój, jesteś nieskończenie mądry i nieskończenie roztropny. W mądrości swojej postanowiłeś wszystkie wydarzenia mojego życia, od pierwszego do ostatniego. Wszystko ustaliłeś w najdoskonalszy sposób.
    Ty wiesz, co mi się wydarzy, z roku na rok, aż do końca; Ty wiesz, jak długo będę żył i jaką będzie moja śmierć. Wszystko przewidziałeś i wszystko chciałeś, oprócz grzechu. Każde wydarzenie mojego życia jest najlepsze z możliwych, ponieważ pochodzi od Ciebie.
    Ty mnie prowadzisz naprzód, rok za rokiem, w swojej cudownej Opatrzności, od młodości do wieku dojrzałego, z najdoskonalszą wiedzą i najdoskonalszą miłością…
    Wiem, o Panie, że tak jak ja pragnę dzięki łasce Twojej wypełnić moje obowiązki względem Ciebie, tak Ty niewątpliwie ze swej strony nie zawiedziesz. Wiem dobrze, że nie możesz zapomnieć o tych, którzy Cię szukają, ani nie możesz zawieść tych, co w Tobie pokładają nadzieję. Lecz wiem również, że im natarczywiej proszę o Twoją opiekę, tym pewniej i pełniej ją otrzymam. Dlatego proszę Cię teraz i błagam, abyś uwolnił mnie ode mnie samego i nie pozwolił mi być posłusznym innej woli niż Twoja. Błagam Cię również z tego samego powodu, abyś w swoim nieskończonym miłosierdziu raczył pamiętać o mojej słabości. Proszę także, abyś nie był względem mnie surowy, lecz pobłażliwy.
    Nie zsyłaj na mnie, o mój umiłowany Panie, nie zsyłaj na mnie, jeśli mi wolno tak prosić, tych doświadczeń, jakie mogą znosić tylko święci. Zlituj się nad moją słabością… Wszystko oddaję w Twoje ręce, o mój umiłowany Zbawicielu, ponieważ nie chcę układać się z Tobą. Jeśli zechcesz zesłać na mnie najtrudniejsze doświadczenia, użycz także łaski, napełnij mnie swoją siłą i swoją pociechą, aby te doświadczenia nie były dla mnie przyczyną śmierci, lecz życia i zbawienia (J. H. Newman).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 402

Święty Bonawentura, biskup i doktor Kościoła

Święty Bonawentura

Jan di Fidanza urodził się około 1218 r. w Bagnoregio koło Viterbo. Jego ojciec był lekarzem. Rodzice obawiali się, czy ich dziecko długo pożyje, było bowiem bardzo słabowite. Pobożna matka złożyła więc ślub, że poświęci syna na służbę Bożą, jeśli ten wyzdrowieje. Podanie głosi, że dziecię miało zostać przyniesione do św. Franciszka z Asyżu, który w natchnieniu miał powiedzieć: O, buona ventura! – co znaczy: O, szczęśliwa przyszłość!
Pierwsze nauki Bonawentura odbył w konwencie minorytów w rodzinnym miasteczku. Po ukończeniu szkoły średniej udał się na na studia filozoficzne na uniwersytecie w Paryżu (1242-1248). Tu, mając 25 lat, wstąpił do franciszkanów. Otrzymał imię zakonne Bonawentura – od słów, jakimi przywitał go wiele lat wcześniej św. Franciszek. Po nowicjacie studiował teologię w Paryżu (1243-1248) pod kierunkiem słynnych franciszkańskich teologów: Aleksandra z Hales, Jana z La Rochelle i Wilhelma z Overnii. Po otrzymaniu stopnia magistra studiował jeszcze dalsze trzy lata (1248-1251), a równocześnie wykładał Pismo święte i Sentencje Piotra Lombarda. W tym też czasie stoczył słowny i pisemny „pojedynek” z Wilhelmem z Saint-Amour i z Tomaszem z Yorku w obronie zakonów żebraczych (franciszkanów i dominikanów). Z tego też czasu pochodzi jego szczytowe dzieło z zakresu teologii dotyczące Trójcy Świętej. Bonawentura zajął się także filozoficznym problemem poznania ludzkiego. W tej kwestii odszedł od Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, a zbliżył się do Platona i św. Augustyna. Wreszcie w tym samym czasie wydał tom rozpraw, w którym można odnaleźć syntezę jego myśli filozoficznej i teologicznej.
Następne lata Bonawentura spędził w różnych klasztorach franciszkańskich w charakterze wykładowcy. Musiał imponować niezwykłą wiedzą, świętością i zmysłem organizacyjnym, skoro na kapitule generalnej 2 lutego 1257 r. został wybrany przełożonym generalnym zakonu, kiedy miał zaledwie 39 lat. Wybór ten okazał się dla młodego zakonu opatrznościowym. Zakon przechodził wówczas trudny czas. Powstały bowiem dwie zwalczające się zaciekle frakcje: gorliwych (zelantów), którzy byli za zachowaniem pierwotnej reguły Ojca Franciszka, oraz zwolennicy reguły łagodniejszej, możliwej do zachowania także przez przeciętnych członków. To jednak groziło rozluźnieniem. Bonawentura umiał wybrać „złoty środek”, a przez swoje roztropne zarządzenia nadał zakonowi właściwy kierunek. Zakon miał również licznych zewnętrznych wrogów, patrzących nieprzychylnym okiem na liczne przywileje, dane mu od papieży. Jako przełożony Bonawentura umiał je obronić. Przez 16 lat swoich rządów (1257-1273) doprowadził zakon do niebywałego rozwoju. W roku 1260 ułożył pierwsze konstytucje jako wykładnię reguły św. Franciszka. W ten sposób przeciął wieloraką dotąd jej interpretację. Zakonem rządził z konwentu paryskiego. Rzadko jednak bywał na miejscu, gdyż musiał odbywać stale wizytacje: w Anglii (1258 i 1265), we Flandrii, czyli w dzisiejszej Belgii i Holandii (1253), w Niemczech i w Hiszpanii (1264) oraz we Włoszech (1262-1272). Dla tych zasług niektórzy historycy nazywają go drugim „Ojcem Zakonu”.
Posiadał umiejętność łączenia życia czynnego i publicznego z bogatym życiem wewnętrznym. Miał wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i ku jej czci układał przepiękne poematy. Głośno było o nim także na dworze papieskim. Dlatego to papież Grzegorz X w 1273 r. mianował go kardynałem oraz biskupem Albano pod Rzymem. Delegacja papieża z wiadomością o nominacji zastała go przy myciu naczyń kuchennych w klasztorze. Bonawentura musiał zrzec się urzędu przełożonego generalnego zakonu, aby oddać się wyłącznie sprawom publicznym. Towarzyszył papieżowi w podróży do Mugello koło Florencji, a w listopadzie 1273 r. udał się do Lyonu na sobór powszechny. Otrzymał zaszczytne wyróżnienie wygłoszenia przemówienia inauguracyjnego. Był szczęśliwy, że doszło do unii między Kościołem rzymskim a greckim, która jednak niebawem została zerwana.

Święty BonawenturaGłówny ciężar prac przygotowawczych do soboru spadł na barki Bonawentury. Wyczerpany tymi obowiązkami, zmarł 15 lipca 1274 r. podczas soboru w Lyonie. W pogrzebie wziął udział papież i wszyscy ojcowie soboru w liczbie 500 biskupów i ok. 1000 prałatów i teologów. Pogrzeb miał więc królewski. Papież wygłosił mowę pogrzebową ku jego czci. Jego ciało złożono najpierw w zakrystii kościoła św. Franciszka, a w roku 1450 w nowo wystawionej świątyni. Znaleziono wówczas język św. Bonawentury zupełnie nietknięty rozkładem, a nawet zaczerwieniony. Miał to być znak niezwykłego daru wymowy Bonawentury. Kronikarze notują, że tego dnia wielu chorych odzyskało zdrowie.
Bonawentura był jednym z najwybitniejszych teologów średniowiecza. Pozostawił po sobie wiele traktatów i dzieł teologicznych. Składają się na nie konstytucje, liczne traktaty i komentarze teologiczne, 440 kazań i wiele innych. Bonawentura stworzył własną szkołę teologiczną. Do najznakomitszych jego dzieł należą: Lignum vitae i Itinerarium mentis in Deum, jak też Illuminationes Ecclesiae.Bullę kanonizacyjną Bonawentury ogłosił Sykstus IV w 1482 roku, a papież Sykstus V ogłosił go doktorem Kościoła (1588). Św. Bonawentura jest patronem franciszkanów, matek oczekujących potomstwa, dzieci, robotników i teologów.

W ikonografii przedstawiany jest w habicie franciszkańskim z biskupim krzyżem na piersiach; jako kardynał w cappa magna; jako teolog nad pulpitem. Jego atrybutami są: anioł przynoszący mitrę, kapelusz kardynalski trzymany przez anioła lub leżący u stóp, księga, krzyż w dłoniach, drzewo Krzyża Świętego (jest to aluzja do traktatu Lignum vitae), zwój.

Zobacz także:

•  Święty Pompiliusz Maria Pirrotti, prezbiter
•  Święty Włodzimierz I Wielki, książę
•  Błogosławiony Antoni Beszta-Borowski, prezbiter i męczennik

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

14 lipca – wspominamy Świętego Kamila de Lellis, prezbitera i zakonnika

(Wj 2,1-15a)
Pewien człowiek z pokolenia Lewiego przyszedł, aby wziąć za żonę jedną z kobiet z tegoż pokolenia. Ta kobieta poczęła i urodziła syna, a widząc, że jest piękny, ukrywała go przez trzy miesiące. A nie mogąc ukrywać go dłużej, wzięła skrzynkę z papirusu, powlekła ją żywicą i smołą, i włożywszy w nią dziecko, umieściła w sitowiu na brzegu rzeki. Siostra zaś jego stała z dala, aby widzieć, co się z nim stanie. A córka faraona zeszła ku rzece, aby się wykąpać, a jej służące przechadzały się nad brzegiem rzeki. Gdy spostrzegła skrzynkę pośród sitowia, posłała służącą, aby ją przyniosła. A otworzywszy ją, zobaczyła dziecko: był to płaczący chłopczyk. Ulitowała się nad nim mówiąc: Jest on spośród dzieci Hebrajczyków. Jego siostra rzekła wtedy do córki faraona: Chcesz, a pójdę zawołać ci karmicielkę spośród kobiet Hebrajczyków, która by wykarmiła ci to dziecko? Idź – powiedziała jej córka faraona. Poszła wówczas dziewczyna zawołać matkę dziecka. Córka faraona tak jej powiedziała: Weź to dziecko i wykarm je dla mnie, a ja dam ci za to zapłatę. Wówczas kobieta zabrała dziecko i wykarmiła je. Gdy chłopiec podrósł, zaprowadziła go do córki faraona, i był dla niej jak syn. Dała mu imię Mojżesz mówiąc: Bo wydobyłam go z wody. W tym czasie Mojżesz dorósł, poszedł odwiedzić swych rodaków i zobaczył jak ciężko pracują. Ujrzał też Egipcjanina bijącego pewnego Hebrajczyka, jego rodaka. Rozejrzał się więc na wszystkie strony, a widząc, że nie ma nikogo, zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku. Wyszedł znowu nazajutrz, a oto dwaj Hebrajczycy kłócili się ze sobą. I rzekł do winowajcy: Czemu bijesz twego rodaka? A ten mu odpowiedział: Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą? Czy chcesz mię zabić, jak zabiłeś Egipcjanina? Przeląkł się Mojżesz i pomyślał: Z całą pewnością sprawa się ujawniła. Także faraon usłyszał o tej sprawie i usiłował stracić Mojżesza.

(Ps 69,3.14.30-31.33-34)
REFREN: Ożyje serce szukających Boga

Ugrzązłem w błotnej topieli
i nie mogę znaleźć oparcia,
trafiłem na wodną głębinę
i nurt mnie porywa z sobą.

Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie
w czasie łaski, o Boże;
wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
w Twojej zbawczej wierności.

Ja zaś jestem nędzny i pełen cierpienia;
niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
Pieśnią chcę chwalić imię Boga
i wielbić Go z dziękczynieniem.

Patrzcie się i cieszcie się, ubodzy,
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych
i swoimi więźniami nie gardzi.

(Ps 95,8ab)
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

(Mt 11,20-24)
Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie.

***********

Nie zawsze umiemy doceniać Boże dary. Serce niewdzięczne to serce zatwardziałe, niezdolne do nawrócenia. Módlmy się więc, byśmy umieli być wdzięczni i nigdy nie wątpili w Bożą opiekę, zwłaszcza wtedy, gdy jest nam najtrudniej, gdy wydaje się, że spotykają nas tylko cierpienia. W tych najcięższych chwilach szukajmy Boga, prośmy Go o pomoc i od Niego oczekujmy ratunku. A gdy go otrzymamy, umiejmy być wdzięczni.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 61

PAN JEST SPRAWIEDLIWY

„Usłysz, o Panie, moją modlitwę, przyjm moje błaganie, w wierności swojej, wysłuchaj mnie w swej sprawiedliwości” (Ps 143, 1)

Autor Księgi Mądrości, zwracając się do Boga tak się wyraża: „Tyś sprawiedliwy i rządzisz wszystkim sprawiedliwie… Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga; wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz… potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością” (Mdr 12, 15-18). Sprawiedliwość i moc wydają się małemu rozumowi ludzkiemu sprzeczne z dobrocią, łaskawością, miłosierdziem; w Bogu natomiast te przymioty utożsamiają się do tego stopnia, że można twierdzić, iż On jest miłosierny, ponieważ jest sprawiedliwy, i że jest sprawiedliwy, ponieważ jest miłosierny. „Właśnie dlatego, że jest sprawiedliwy — pisze św. Teresa od Dzieciątka Jezus — Bóg jest równocześnie litościwy” (Lt. CIII). Nikt lepiej niż On nie pamięta o ludzkiej słabości; On dobrze zna możliwości każdego stworzenia i nigdy nie żąda niczego ponad jego siły.

Pismo święte, mówiąc o sprawiedliwości Boga, bardzo często łączy ją z Jego wiernością i dziełem zbawienia: „Twoja sprawiedliwość — jak najwyższe góry, Twoje wyroki — jak Wielka Otchłań; Panie, Ty niesiesz ocalenie ludziom i zwierzętom” (Ps 36, 7). „Sprawiedliwość Jego przetrwa na zawsze… dzieła rąk Jego to wierność i sprawiedliwość” (Ps 111, 3. 7). Sprawiedliwość Boga nie jest nastawiona na zgubę człowieka, lecz na jego dobro, zbawienie i nie tyle na dobra doczesne, ile — i to przede wszystkim — na wieczne. Dlatego Bóg używa swojej sprawiedliwości karząc grzech, by człowiek się opamiętał. „Znakiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara… [Bóg] nigdy nie cofa od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu” (2 Mch 6, 13-16). Dopóki żyjemy na tej ziemi, sprawiedliwość Boga ma za cel tryumf miłosierdzia, czyli nawrócenie i przebaczenie grzeszników; jednak Bóg karząc, łagodzi następnie sprawiedliwość miłosierdziem, karząc zawsze o wiele mniej, niż grzech zasługuje: „Jeśli uniży, ma litość w dobroci swej niezmiernej; niechętnie przecież poniża i uciska synów ludzkich” (Lm 3, 32-33). Można by powiedzieć, że Bóg karze z przykrością i czyni to tylko wówczas, kiedy jest konieczne przyprowadzić stworzenie do dobrego i zapewnić mu szczęśliwość wieczną.

  • Tyś sprawiedliwy, Panie, i rządzisz wszystkim sprawiedliwie. Skazać kogoś, kto nie zasłużył na karę, uważasz na niegodne Twojej potęgi. Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga; wszechwładza Twoja sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, ‘że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie (Księga Mądrości 12, 15-19).
  • O Panie, obdarzyłeś mnie swoim nieskończonym miłosierdziem, w którego świetle rozważam i adoruję wszystkie pozostałe doskonałości Boże. Wszystkie one ukazują mi się opromienione miłością, nawet sama sprawiedliwość, ona może nawet bardziej niż inne wydaje mi się przyodziana miłością. Jakaż to słodka radość pomyśleć, że Ty, o dobry Boże, jesteś sprawiedliwy, to znaczy, że zważasz na nasze słabości, że doskonale znasz kruchość naszej natury. I czegóż tedy miałabym się lękać? Ach, Ty, Boże, tak nieskończenie sprawiedliwy, że z taką dobrocią przebaczasz synowi marnotrawnemu popełnione przezeń winy, czyż nie będziesz sprawiedliwy również w stosunku do mnie, która zawsze jestem z Tobą?
    Wiem, że trzeba być bardzo czystym, by stanąć przed Tobą, o Boże wszelkiej świętości, ale wiem również, że jesteś nieskończenie sprawiedliwy, a ta właśnie sprawiedliwość, która przeraża tyle dusz, jest dla mnie źródłem radości i ufności. Być sprawiedliwym, to nie oznacza jedynie wymierzać surową karę winowajcom, ale także uznać intencje prawe i wynagradzać cnotę.
    Spodziewam się tyle od sprawiedliwości Twojej, o dobry Boże, ile od Twego miłosierdzia; a właśnie dlatego, że jesteś sprawiedliwy i równocześnie litościwy i miłościwy, powolny do karania, a hojny w miłosierdzie. Ty znasz ułomność naszą, pamiętasz, że jesteśmy prochem (św. Teresa od Dzieciątka Jezus: Dzieje duszy, r. 8; Rps A, f 83. — List CCIII).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 399

Święty Kamil de Lellis, prezbiter i zakonnik

Święty Kamil de Lellis

Kamil urodził się 25 maja 1550 r. w Abruzzach. Matka Kamila, po przedwczesnej śmierci pierwszego syna, wybłagała sobie u Pana Boga narodziny Kamila; miała już wówczas prawie 60 lat. Przed urodzeniem dziecka miała tajemniczy sen: ujrzała swojego syna w otoczeniu wielu mężów z krzyżami na piersiach. Przerażona odczytała ten sen jako napomnienie Boże, że jej syn skończy jako herszt bandy i zawiśnie wraz ze swoją szajką na krzyżu. Pierwsze lata życia Kamila zdawały się potwierdzać przeczucia matki. Syn prowadził życie odległe od ascezy chrześcijańskiej. Podobnie jak ojciec, był porywczego i niespokojnego charakteru.
Gdy Kamil miał około 20 lat, utworzyła mu się rana w nodze. Udał się więc do Rzymu, do szpitala św. Jakuba dla nieuleczalnie chorych. Nie wyleczył się zupełnie z rany, ale opuścił szpital i udał się na wojnę z Turkami: najpierw do Dalmacji (1571), potem nawet do Tunisu (1571-1574). Kiedy w grze w karty przegrał uzbierany kapitał, udał się do Manfredodi, do klasztoru kapucynów, jako pracownik fizyczny. Tam przeżył nawrócenie. 2 lutego 1575 r. postanowił pozostać na zawsze w zakonie, który mu udzielił dachu nad głową. Niestety, rana ponownie się otworzyła i tak dalece zaczęła mu dokuczać, że musiał powrócić do szpitala w Rzymie. Tu przebywał 4 lata. W czasie choroby z niezwykłym poświęceniem oddawał się posłudze nieuleczalnie chorym. Kiedy zaś rana jako tako się zagoiła, Kamil powrócił do kapucynów. Po pewnym czasie rana ponownie się odnowiła; Kamil zrozumiał, że jego miejsce nie jest u kapucynów.

Święty Kamil de LellisPowrócił więc do Rzymu, gdzie w Kolegium Rzymskim odbył studia teologiczne. Po ich ukończeniu przyjął święcenia kapłańskie (1584). W tym samym roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP w kościółku Matki Bożej Cudownej z kilkoma towarzyszami, których w czasie studiów zdołał pozyskać dla swoich planów, wdział habit nowej rodziny zakonnej i złożył trzy śluby proste: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, z dodaniem ślubu czwartego: oddania się bez reszty posłudze chorym. Wszyscy udali się do szpitala Świętego Ducha, gdzie pod kierunkiem Kamila przez 28 lat spełniali tę samarytańską posługę.

Święty Kamil de Lellis18 marca 1586 r. Kamil otrzymał od papieża Sykstusa V zatwierdzenie nowej rodziny zakonnej: Towarzystwa Sług Chorych. Tego samego roku papież zezwolił na noszenie osobnego habitu Kleryków Regularnych, koloru czarnego z czerwonym krzyżem na piersi. 8 grudnia 1591 r. Kamil wraz z 25 towarzyszami złożył śluby uroczyste z dodaniem ślubu czwartego: „wiecznej obecności ciałem i duszą przy chorych, nawet zarażonych”. Dzieło zaczęło wydawać owoce. Liczba członków zakonu rosła, powstawały też nowe placówki: w Neapolu, Mediolanie, Genui, Florencji, Mantui, Bolonii, Chieti, Viterbo, Mesynie i Palermo. Kamil napisał ustawy dla nowego zakonu, a także szczegółowy regulamin i wskazania, jak należy zajmować się chorymi. Są one najpiękniejszym świadectwem miłości chrześcijańskiej. Za życia Kamila jego duchowi synowie otworzyli 65 własnych szpitali. W tym samym czasie ponad 100 kamilianów zmarło wskutek zarażenia od chorych, którym służyli.Święty Kamil de LellisKamil zmarł 14 lipca 1614 r. w domu macierzystym swojego zakonu w Rzymie. Jego ciało spoczywa dotąd w kościele przy centralnym domu w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Pan Bóg obdarzył Kamila darem kontemplacji, proroctwa oraz cudów za życia i po śmierci. Do chwały świętych wyniósł go papież Benedykt XIV w 1746 roku. Papież Leon XIII ogłosił Kamila de Lellis wraz ze św. Janem Bożym patronem szpitali i chorych (1886), papież Pius XI oddał mu także patronat nad służbą zdrowia – pielęgniarzami i pielęgniarkami (1930).
W ikonografii św. Kamil przedstawiany jest w sutannie, na której widnieje czerwony krzyż. Jego atrybutami są: anioł, krzyż, księga, różaniec.

Zobacz także:

  •  Święty Henryk II, cesarz
•  Błogosławiony Jakub de Voragine, biskup
•  Święty Franciszek Solano, prezbiter
•  Święci Jan Jones i Jan Wall, prezbiterzy i męczennicy
•  Błogosławiona Angelina Marsciano, zakonnica

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

13 lipca – wspominamy Świętych Andrzeja Świerada i Benedykta, pustelników

(Wj 1,8-14.22)
Rządy w Egipcie objął nowy król, który nie znał Józefa. I rzekł do swego ludu: Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas. Roztropnie przeciw niemu wystąpmy, ażeby się przestał rozmnażać. W wypadku bowiem wojny mógłby się połączyć z naszymi wrogami w walce przeciw nam, aby wyjść z tego kraju. Ustanowiono nad nim przełożonych robót publicznych, aby go uciskali ciężkimi pracami. Budowano wówczas dla faraona miasta na składy: Pitom i Ramses. Ale im bardziej go uciskano, tym bardziej się rozmnażał i rozrastał, co jeszcze potęgowało wstręt do Izraelitów. Egipcjanie bezwzględnie zmuszali synów Izraela do ciężkich prac i uprzykrzali im życie uciążliwą pracą przy glinie i cegle oraz różnymi pracami na polu. Do tych wszystkich prac przymuszano ich bezwzględnie. Faraon wydał wtedy całemu narodowi rozkaz: Wszystkich nowo narodzonych chłopców Hebrajczyków należy wyrzucić do rzeki, a dziewczynki pozostawić przy życiu.

(Ps 124,1-8)
REFREN: Naszą pomocą jest nasz Pan i Stwórca

Gdyby Pan nie był po naszej stronie,
przyznaj, Izraelu,
gdyby Pan nie był po naszej stronie,
gdy ludzie przeciw nam powstali.

Wtedy pochłonęliby nas żywcem,
gdy gniew ich przeciw nam zapłonął,
wówczas zatopiłaby nas woda,
potok by popłynął nad nami,
wówczas potoczyłyby się nad nami wezbrane wody.

Błogosławiony Pan, który nas nie wydał na pastwę ich zębom.
Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sideł ptaszników,
sidło się podarło i zostaliśmy uwolnieni.
Nasza pomoc w imieniu Pana,
który stworzył niebo i ziemię.

(Mt 10,40)
Kto przyjmuje apostoła, przyjmuje Chrystusa, a kto przyjmuje Chrystusa, przyjmuje Ojca, który Go posłał.

(Mt 10,34-11,1)
Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić [Ewangelię] w ich miastach.

************

Jezus nie zapewnia nam spokojnego i beztroskiego życia, nie zaciera różnicy między dobrem a złem. Wręcz przeciwnie, ukazał nam, że każdy człowiek musi jednoznacznie wybrać, czy pójdzie za Nim, czy nie. A pójście za Jezusem to także wzięcie swojego krzyża, to zgoda na cierpienie, które jest nieodłączną częścią życia. Uczą nas tego patroni dzisiejszego dnia, święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy żyjący na przełomie X i XI wieku. Stawiając miłość do Boga ponad radości tego świata, dają nam przykład radykalnego wyboru Jezusa. Andrzej Świerad był benedyktynem; osiadł w pustelni w Tropiu nad Dunajcem, opodal Czchowa. Benedykt zaś był jego uczniem i wieloletnim towarzyszem. Obaj zostali kanonizowani już w 1083 roku, jako jedni z pierwszych Polaków.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 57

BÓG MIŁOSIERNY I ŁASKAWY

„Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, bardzo łagodnym i wiernym” (Ps 86,15)

Bóg objawiając się Mojżeszowi nazwał się „miłosiernym, litościwym, cierpliwym, bogatym w łaskę i wierność, zachowującym swą łaskę w tysięczne pokolenia, przebaczającym niegodziwość, niewierność, grzech” (Wj 34, 6-7), Miłość Boga ku człowiekowi przybiera szczególną cechę, odpowiednią dla jego słabości, cechę miłosierdzia. Miłosierdzie jest miłością pochylającą się nad nędznymi, aby ich podnieść, uleczyć, wzbogacić. Bóg, nieskończona miłość, pragnie zaradzić potrzebom człowieka: swoją dobrocią pragnie uleczyć jego złość, a swoją mądrością jego niewiedzę, czystością zaś jego nieczystość, mocą słabość. „Jak się lituje Ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją. Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem” (Ps 103, 13-14). Bóg nienawidzi grzechu, lecz jeśli z tego powodu jest zmuszony cofnąć swoją przyjaźń, czyli łaskę od grzesznika, to i tak Jego miłosierdzie umie znaleźć sposób, aby go dalej miłować. Nie mogąc go miłować jako przyjaciela, miłuje go zawsze jako dzieło rąk swoich, miłuje go ze względu na dobro, które w nim pozostało i korzysta z tego, aby go przywieść do nawrócenia. Kiedy wreszcie grzesznik się opamięta, Bóg nie zwleka i przygarnia go do siebie z jeszcze większą miłością. Pan, zwracając się do Jerozolimy upadłej w grzechy, mówił: „Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę. W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem” (Iz 54, 7-8). Miłosierdzie Boga jest tak wielkie, że żaden grzech, nawet najhaniebniejszy, byle tylko został obżałowany, nie może go wyczerpać lub powstrzymać. Tylko pyszna wola człowieka, który się zamyka we własnej nędzy, gardząc miłosierdziem Bożym, ma tę smutną moc. Przypomina to, dla naszego upomnienia pieśń Najświętszej Maryi Panny: „Pan rozprasza pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia” (Łk 1, 51-53).

  • O wieczne miłosierdzie, które zakrywasz błędy stworzeń Twoich! Nie dziwię się, że mówisz do tych, co porzucają grzech śmiertelny i wracają do Ciebie: Nie będę pamiętał, że kiedykolwiek Mnie obraziłeś. O niewysłowione miłosierdzie, nie dziwię się, że mówisz to do tych, którzy porzucają grzech, skoro mówisz o tych, co Cię prześladują: Chcę, abyście modlili się za nich, iżbym uczynił im miłosierdzie. O miłosierdzie, które wypływa z Boskości Twojej, Ojcze wieczny, które rządzi przez moc Twą całym światem! Przez miłosierdzie Twoje zostaliśmy stworzeni i przez miłosierdzie Twoje zostaliśmy na nowo stworzeni we krwi Syna Twojego. Miłosierdzie Twoje zachowuje nas. Miłosierdzie kazało Synowi Twemu rozstrzygnąć bój na drzewie krzyża. Wtedy życie pokonało śmierć, a przez śmierć dało życie…
    Miłosierdzie Twoje daje życie i daje światło, i daje nam poznać Twoje zmiłowanie dla każdego stworzenia, dla sprawiedliwych i grzeszników. Na wysokości nieba Twoje miłosierdzie jaśnieje w świętych Twoich. Gdy spojrzę na ziemię, ziemia opływa w miłosierdzie Twoje. W ciemnościach piekła świeci miłosierdzie Twoje, bo nie zadajesz potępionym tak wielkiej kary, na jaką zasłużyli. Miłosierdzie Twoje łagodzi sprawiedliwość; przez miłosierdzie obmyłeś nas we krwi, przez miłosierdzie zechciałeś obcować z Twymi stworzeniami. O szaleńcze miłości! Nie dość Ci było wcielić się, że jeszcze zechciałeś umrzeć?…
    O miłosierdzie! Serce się spala na myśl o Tobie, bo gdziekolwiek zwrócę ducha, nie znajdę nic prócz miłosierdzia. O Ojcze wieczny, przebacz ciemnocie mojej, że ośmieliłam się mówić w obliczu Twoim, lecz miłość miłosierdzia Twojego wybaczy mi w obliczu dobroci Twojej (św. Katarzyna ze Sieny: Dialog 30).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 395

Święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy

Święci Andrzej Świerad i Benedykt wśród uczniów

Według tekstu z 1064 r., napisanego przez węgierskiego opata benedyktyńskiego i biskupa Maurusa, Andrzej Świerad (Andrzej Żurawek) pochodził z Polski, z rodziny rolniczej. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach znalazł się na Węgrzech. W roku 997/998 wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru św. Hipolita na górze Zabor koło Nitry. Opatem klasztoru był wtedy Filip. On też nadał nowemu zakonnikowi imię Andrzej, gdyż wtedy św. Andrzeja Apostoła uważano za głównego patrona Węgier. W klasztorze mieszkali także mnisi żyjący według reguły wschodniej. Do tej właśnie ławry wstąpił Świerad. Widocznie bardziej przystępny był dla niego język słowacki, aniżeli bardzo trudny węgierski. Spełniał różne posługi w klasztorze. Maurus wspomina, że Andrzej wstąpił do opactwa benedyktynów już zaawansowany w życiu ascetycznym. Uprzednio bowiem prowadził życie pustelnicze.
Po przekroczeniu 40 lat, mnich mógł iść na pustelnię w towarzystwie jednego ucznia, który zmieniał się co kilka lat, by służyć Bogu w zupełnym odosobnieniu. Pustelnia była odległa od opactwa około pół dnia drogi. Co tydzień Andrzej musiał wracać do opactwa w sobotę wieczór i zostać na całą niedzielę. Jego zajęciem było karczowanie lasu. Pomimo tak ciężkiej pracy Andrzej trzy dni zupełnie pościł: w poniedziałek, w środę i piątek. Na Wielki Post brał od opata Filipa tylko 40 orzechów włoskich, które były jedynym jego pokarmem przez osiem tygodni (jeden orzech na dzień) za wyjątkiem sobót i niedziel, gdzie przyjmował wspólny posiłek w opactwie. Aby nawet sen sobie uprzykrzyć, siedział przez całą noc na pieńku, otoczonym ostrymi prętami. Gdy ciało przechylało się w jakąś stronę, budził się raniony. Aby uniemożliwić zaś ruchy głową, zakładał na nią koronę z drewna z zawieszonymi czterema kamieniami, o które uderzał przy każdym skłonie. Ponadto Andrzej opasał swoje ciało mosiężnym łańcuchem, który z czasem obrósł skórą. To właśnie było bezpośrednią przyczyną jego śmierci ok. 1030-1034 r., gdyż po pęknięciu naskórka wywiązało się zakażenie. Wezwany opat Filip przybył już po śmierci Świerada. Przy obmywaniu ciała zauważył na jego brzuchu klamrę, która zdradziła istnienie łańcucha.

Towarzyszem pustelniczego życia Andrzeja i jednym z jego uczniów był Benedykt. Po jego śmierci opowiadał biskupowi Maurusowi o cnotach i umartwieniach swego mistrza. Kontynuował surowy tryb życia w pustelni. Podobnie jak św. Andrzej miał przybyć de terra Poloniensi – z ziemi polskiej. W trzy lata po śmierci św. Andrzeja napadli go zbójcy i zabili. Ciało wrzucili do rzeki Wag. Maurus dodaje legendę, że orzeł przez cały rok pilnował ciała Męczennika i że dzięki niemu ciało zostało odnalezione w stanie zupełnie nie zepsutym. Obydwu – ucznia i mistrza – pochowano obok siebie w kościele zakonnym.

Święci Andrzej Świerad i Benedykt na tle góry Zabor i katedry w NitrzeKult obu świętych szybko rozszerzał się. Naturalnym ośrodkiem tego kultu był klasztor na Zaborze. Tu początkowo znajdował się ich grób, tu również przechowywano ze czcią łańcuch św. Andrzeja. Opat Filip, który opowiadał o obu świętych Maurusowi, ówczesnemu opatowi w klasztorze św. Marcina na Górze Panońskiej, podarował mu nawet część łańcucha. Relikwię tę zabrał ze sobą Maurus do Pesc, kiedy został mianowany tam biskupem (1036). Z czasem powstały w Słowacji dwa odrębne sanktuaria: św. Andrzeja w pobliżu Nitry, gdzie była jego pustelnia, oraz św. Benedykta, gdzie poniósł śmierć od pogańskich rozbójników w Skałce nad Wagiem na północ od Tręczyna. Około 1064 r. Świerad i Benedykt zostali uroczyście proklamowani przez biskupów Węgier świętymi. Wtedy zapewne przeniesiono ich ciała do katedry w Nitrze, gdzie spoczywają do dziś. Andrzej Świerad w hagiografii polskiej wybija się jako największy asceta wśród świętych i błogosławionych polskich.
Andrzej i Benedykt są pierwszymi Polakami, wyniesionymi do chwały ołtarzy (1083) po polskich kamedułach z eremu międzyrzeckiego: Izaaku, Mateuszu i Kryspinie, kanonizowanych przez papieża Jana XVIII (1004-1009). W ziemi krakowskiej kult św. Andrzeja Świerada jest szczególnie żywy w Tropiu. Od dawna ściągają tu pielgrzymi z Sądecczyzny i Słowacji na dzień dorocznego święta. Miejscowa ludność wierzy, że woda w źródełku, z którego Świerad miał czerpać, ma cudowną moc. Kościół w Tropiu posiada relikwie św. Świerada, sprowadzone z Nitry.

W ikonografii ukazuje się św. Andrzeja jako pustelnika. Jego atrybutem jest dziupla.

Zobacz także:

•  Święta Teresa od Jezusa de Los Andes, dziewica
•  Święta Klelia Barbieri, dziewica
•  Święty Sylas (Sylwan), biskup
•  Święty Ewagriusz z Pontu
•  Błogosławiony Marian od Jezusa Euse Hoyos, prezbiter
•  Błogosławiona Marianna Biernacka, męczennica
•  Joel, prorok
•  Ezdrasz, pisarz

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

12 lipca – wspominamy Świętego Brunona Bonifacego z Kwerfurtu, biskupa i męczennika

(Am 7,12-15)
Amazjasz, kapłan w Betel, rzekł do Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!

(Ps 85,9-14)
REFREN: Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie

Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie
dla tych, którzy się Go Boją,
i chwała zamieszka w naszej ziemi.

Spotkają się ze sobą łaska i wierność,
ucałują się sprawiedliwość i pokój.
Wierność z ziemi wyrośnie,
a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

Pan sam obdarzy szczęściem,
a nasza ziemia wyda swój owoc.
Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,
a śladami Jego kroków zbawienie.

(Ef 1,3-14)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu.

(Ef 1,17-18)
Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

(Mk 6,7-13)
Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

************

Niepojęta jest wielkość daru, jakim zostaliśmy obdarowani. Sam Bóg wybrał nas i powołał, byśmy stali się świadkami Jego miłości. On pierwszy nas ukochał i pragnie, by każdy człowiek przyjął tę miłość i na nią odpowiedział. Pozwólmy dziś Jezusowi przeniknąć nasze serca swoim światłem i nadzieją, byśmy radowali się z przynależności do Kościoła i nie lękali się nieść Boga innym ludziom.

Katarzyna Zielińska, „Oremus” lipiec 2009, s. 53

„Zaczął ich rozsyłać…”

Epizod z dzisiejszej Ewangelii ukazuje wyraźnie, że Jezus miał ściśle określony plan działania, który konsekwentnie realizował. Był to plan zakrojony na szeroką skalę, zarówno organizacyjną, przestrzenną jak i czasową. Plan ten dotyczył nie tylko Jezusa i Jego zadań, lecz całego Kościoła. Jest więc aktualny także i dziś. Warto się zastanowić, czy jesteśmy mu wierni, ale może najpierw, czy w ogóle plan ten znamy.

Jest to chyba kluczowe pytanie dla Kościoła, bo odpowiedź na nie określa jego misję w świecie. Bez jasno i precyzyjnie postawionego celu, będziemy tylko kluczyć po omacku i wynajdywać sobie różne zastępcze zajęcia, do niczego nie prowadzące. Kościół musi dobrze wiedzieć, czym i po co ma się zajmować, musi znać kryteria sprawdzające, czy trzyma się właściwego kierunku.

W pierwszym etapie realizacji plan obejmował najbliższych uczniów Jezusa. Był to dla przyszłego Kościoła taki jakby poligon doświadczalny, pierwsza praktyczna lekcja ewangelizacji, z której powinniśmy obficie czerpać najogólniejsze zasady i dostosowywać je do aktualnych warunków. Na czym te zasady polegają? Zobaczmy.

Najpierw trzeba podkreślić, że to Jezus swoim osobistym autorytetem i decyzją zgromadził i rozesłał Apostołów. W ten sposób zostaje obalone chwytliwe, lecz z gruntu fałszywe hasło: „Jezus – tak, Kościół – nie!” Jeśli Jezus tak, to i Kościół tak. Co najwyżej, można się zastanawiać, czy ja jako członek Kościoła jestem wierny posłannictwu Jezusa, czy tworzę taki Kościół, jakim chciałby go widzieć Jezus.

Po drugie,: Jezus nie wysyłał nikogo samotnie, lecz w towarzystwie. W Kościele nie ma miejsca na samotne „rajdy” i akcje w pojedynkę. Chrystus nie chce, żebyśmy się popisywali swą indywidualną sprawnością czy wykazywali swoją niezbędność i niezastąpioność. Działanie, które nie ma szans na kontynuację, dla którego nie przygotowano następców i współpracowników, jest niepełne.

Wynika stąd dla Kościoła pewne zadanie wypracowania takich form posługi duszpasterskiej, które umożliwiłyby przekazywanie i przejmowanie obowiązków np. przez kolejnych wikariuszy. Tej ciągłości i kontynuacji nieraz zupełnie brakuje. Przyczyna leży najczęściej w braku jakichkolwiek długofalowych planów i działań duszpasterskich w parafii. Oczywiście chodzi o plany konkretne, realizowane i zakorzenione w danym środowisku, a nie tylko o ogólnikowe stwierdzenia w rodzaju: „prowadzić ludzi do Boga”, bo to nic nie znaczy.

Realizacja ta wymaga specjalnego, trwałego podłoża, zaplecza. Jezus nakazał apostołom aby znaleźli dla siebie dom – bazę, z której podejmowaliby szczegółowe zadania misyjne. O ile wyposażenie na drogę mogłoby być dla uczniów zbędnym obciążeniem i balastem, o tyle baza w terenie jest niezbędna. Chodziło o to, by zakładać trwałe struktury, związane z życiem danej społeczności. Kościół musi być zakorzeniony w normalnym, codziennym życiu i środowisku, powinien w naturalny sposób wyrastać z możliwości lokalnych, takich, jakie one są. Dopiero potem może je przekształcać i doskonalić.

Istotna jest także wskazówka o strząsaniu prochu z nóg na świadectwo. Chrystus nie chciał, żeby Apostołowie trudzili się na próżno, żeby podejmowali działania bezowocne i skazane z góry na niepowodzenie. Jeśli ktoś słyszy jasno wyłożoną Ewangelię, a mimo to świadomie ją odrzuca, nie ma sensu narzucać mu jej siłą. To będzie tylko strata czasu i sił, które można o wiele sensowniej wykorzystać tam, gdzie ludzi są spragnieni Słowa Bożego.

To tylko kilka bardzo ogólnych wskazówek dla Kościoła. Czy realizujemy je w naszym życiu parafialnym? Warto się nad tym zastanowić, a może nawet porozmawiać ze swoim księdzem. Bo my wszyscy jesteśmy posłani czyli odpowiedzialni za Kościół.

Ks. Mariusz Pohl

„Strząśnijcie proch z nóg”

Chrystus uczynił wybranych ludzi posłańcami Boga. Idąc z Dobrą Nowiną z góry wiedzieli, że jedni ją przyjmą, drudzy odrzucą. Zostali do tego przygotowani przez samego Mistrza. Rzecz znamienna, Jezus troszczy się o jednych i drugich. Chodzi Mu o to, by odrzucający Nowinę przekazaną przez Boga wiedzieli, co robią, aby za swą postawę wzięli pełną odpowiedzialność. Dlatego poleca uczniom, by w godzinie odrzucenia łaski „strząsnęli proch z nóg swoich na świadectwo dla nich”.

Z odrzuceniem wiadomości o zbawieniu nie jest tak jak z rezygnacją z kupna miotły. Czasem jeszcze dziś można obserwować wędrownego sprzedawcę mioteł. Puka i grzecznie ofiaruje swe wyroby. Jedni kupują, inni stwierdzają, że miotła jest im niepotrzebna i zamykają drzwi. Posłaniec Boga ofiaruje wielką wartość. Człowiek, do którego się zwraca, odpowiada zarówno za jej przyjęcie, jak i za odrzucenie. Jezus chce, by odrzucający wiedzieli, co czynią, i każe zostawić na ich progu proch strząśnięty z nóg posłańca. Ten proch ma świadczyć o niewykorzystanej szansie. Bóg miał im coś bardzo ważnego do powiedzenia, a oni nie chcieli słuchać. Aby kiedyś nie mieli pretensji do Niego, że nie zapukał, nie przyszedł — Jezus każe zostawić na ich progu proch. Ten proch będzie świadczył przeciw nim.

Wielu sądzi, że skoro w Polsce co kilka kilometrów stoi kościół, to w każdej chwili, w której zechcą, mogą podejść do Boga. Mogą odkładać nawrócenie na czas dla nich odpowiedni. Tymczasem nawrócenie jest łaską ofiarowaną przez Boga. On zaś ma swoją godzinę. Kiedy puka, trzeba Mu odpowiedzieć. Jeśli odejdzie, może się okazać, że człowiek już Go nie dopędzi, już nie zdąży nawiązać z Nim kontaktu. Zostanie tylko na progu domu proch strząśnięty z nóg Jego posłańca. Proch, który Bóg wezwie na świadka godziny Jego łaski.

To konkretne wskazanie jest ważne nie tylko dla odmawiających przyjęcia daru łaski, lecz i dla posłańca. On musi być świadom, że odrzucenie łaski wcale nie musi dokonywać się z jego winy. Mimo dobrze wykonanego zadania przez posłańca, dar Boga może być odrzucony.

Niewielu posłańców Boga dziś stosuje się do zaleceń Jezusa. Wydają się one nie harmonizować z postawą tolerancji. W rzeczywistości są najczęściej znakiem niezrozumienia wagi posłannictwa. Pan Bóg, tam gdzie chodzi o wielkie wartości, przemawia w sposób drastyczny — strząsanie prochu z nóg jest taką twardą mową. Kiedyś może się okazać, że niestrząśnięty proch z nóg posłańców będzie świadczył przeciw nim, iż źle wykonali zadanie. Ci, którzy nie skorzystali z daru Bożego w godzinie łaski, obciążą posłańców odpowiedzialnością za to, iż nie uświadomili im, o jak wielki dar chodzi.

Sprzedający miotły może być tolerancyjny. Głosiciel Ewangelii musi dbać o to, by ludzie wiedzieli, z czego rezygnują. Miotła może być w domu i może jej nie być — choć trudno sobie dom bez miotły wyobrazić. Łaska Boża natomiast jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Rezygnacja z niej decyduje o całej wieczności człowieka.

Jezusowi w tym konkretnym nakazie chodzi również o to, by w serce posłańca nie dostało się nic z tego, co należy do świata człowieka zamkniętego na łaskę. Strząśnięcie prochu z nóg ma być znakiem takiej właśnie postawy. Posłaniec przez to wyznaje: „ja nie mam z tobą nic wspólnego. Oczyszczam się nawet z twego prochu”.

Ks. Edward Staniek

Niedoceniony sakrament

Chrystus gromadził wokół siebie ludzi chorych. On, który nazwał siebie życiem, był jak źródło uzdrawiające z wszelkich chorób i słabości. Ktokolwiek dotknął się Go z wiarą, wracał do sił. Wieloletnie choroby, kalectwa od urodzenia, znikały w spotkaniu z Jego Boską mocą.

Jezus mając na uwadze chorych na całym świecie, ustanowił specjalny sakrament. Przygotował uczniów do szafowania nim już wtedy, gdy w ramach praktyki wyruszali, by głosić nadejście królestwa Bożego. Św. Marek notuje: „Wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali”. Wszystkie sakramenty są znakiem obecności Jezusa w Kościele. On, Zmartwychwstały, jest z nami i działa równie skutecznie, jak to czynił na palestyńskiej ziemi. Trzeba wyłącznie wiary, by to spotkanie z Nim wydało w naszym życiu owoce.

Sakrament namaszczenia chorych został na przestrzeni wieków zapomniany, a nawet można powiedzieć odrzucony przez wiernych. Dokonało się to na skutek dodania do jego nazwy specjalnego określenia ostrzegającego przed zbyt częstym używaniem. Został nazwany „Ostatnim namaszczeniem”. Jezus nie ustanawiał sakramentu dla umierających, nie czynił również tego Kościół. Ten bowiem od początku traktował jako sakrament konających — Wiatyk, czyli ostatnią na ziemi Komunię świętą. Kto bowiem jest gotów spotkać się z Jezusem w Komunii świętej na ziemi, jest również przygotowany do spotkania z Nim w wieczności.

Sakrament chorych jest lekarstwem dla dotkniętych słabością ciała, systemu nerwowego, psychiki, a jego działanie jest dwuwymiarowe. Często przywraca ciału siły, a nawet w pełni zdrowie. Bywają wypadki, że zatrzymuje rozwój groźnej choroby i ratuje chorego od śmierci. Wiele tu zależy od wiary przyjmującego sakrament chorych.

Cenniejszy jest jednak drugi jego wymiar. On zawsze leczy ducha. Ten zaś umocniony potrafi w sposób twórczy podejść do cierpienia ciała i dni, miesiące, a nawet lata cierpienia potrafi zamienić w ofiarę miłą Bogu i uszczęśliwiającą chorego. Aż dziw bierze, że chorzy wierzący mając do dyspozycji doskonałe Boskie lekarstwo, nie korzystają z niego tak często, jak to tylko możliwe. Z radością należy przyjmować te wszystkie dni, organizowane w ramach rekolekcji czy misji, kiedy do tego sakramentu podchodzą setki osób. Przychodzą jak po lekarstwo i wracają do domów umocnieni dotknięciem samego Jezusa.

Prawo do przyjęcia tego sakramentu daje każda dłuższa choroba, każda decyzja na operację, podeszły wiek i wszystkie poważniejsze wady. Można by zaryzykować twierdzenie, że każdy rencista, o ile otrzymał rentę w oparciu o uczciwe badanie lekarskie, ma prawo przynajmniej raz w roku korzystać z tego sakramentu.

Trzeba możliwie szybko usunąć z opakowania tego Boskiego lekarstwa owo ostrzeżenie zawarte w słowie „ostatnie”. Zostało ono sprytnie przylepione do niego nie po to, by z niego korzystać, ale by od niego odstraszać. Zło ma różne metody przeszkadzania ludziom w korzystaniu z bogactwa Bożej łaski. W tym wypadku zastosowało małe słówko „ostatnie” namaszczenie i skutecznie odpychało ludzi od korzystania z niego.

Chrystus w Kościele pragnie dotknąć przez sakrament namaszczenia chorych każdego człowieka cierpiącego, każdego, który ma udział w bolesnych doświadczeniach. Jednych po to, by uleczyć, innych po to, by dopuścić do współudziału w swoim zbawczym cierpieniu.

Ks. Edward Staniek

„Będę słuchać tego, co mówi Pan, oto ogłasza pokój ludowi swemu” (Ps 85, 9)

Plan zbawienia, jaki dzisiaj ukazuje drugie czytanie (Ef 1, 3 – 14), może służyć za punkt wyjścia do rozważania liturgii słowa. Św. Paweł mówi o powołaniu do zbawienia wierzących, błogosławionych w Chrystusie i „wybranych w Nim przed założeniem świata” (tamże 4), przeznaczonych przez Boga na „przybranych synów swoich” (tamże 5). Ten wspaniały plan miłosierdzia dokonuje się „przez Jezusa Chrystusa”; to Jego krew odkupuje ludzi z grzechów i udziela im „bogactwa Jego łaski” (tamże 7). Lecz trzeba również pracy poszczególnych ludzi: wiary i osobistego wkładu, aby „być świętymi i nieskalanymi przed obliczem Boga w miłości” (tamże 4). Słuszne wiec, aby wierzący, otrzymawszy tyle dobrodziejstw — „słowo prawdy, Ewangelię… zbawienia” (tamże 13) — głosili to braciom. Nikt nie może myśleć, że powołanie do zbawienia, do świętości kończy się na trosce o własne dobro; wówczas nie byłoby już świętości chrześcijańskiej, dokonującej się w miłości Chrystusa, który oddał życie swoje na odkupienie całej ludzkości, w miłości Ojca niebieskiego ogarniającego wszystkich ludzi. Każdy chrześcijanin jest obowiązany, chociaż w różny sposób, przekazywać innym „Ewangelię zbawienia”.

Niektórzy jednak otrzymali szczególny nakaz: to prorocy i apostołowie. Mówi o tym pierwsze czytanie i Ewangelia (Mk 6, 7-13). Powołuje ich Bóg, wybierając z całkowitą wolnością spośród wszystkich rodzajów osób i mając szczególne upodobanie w najbardziej pokornych i prostych. Oto Amos, wybrany nie spośród proroków zawodowych, lecz spośród pasterzy: „Od trzody wziął mnie Pan i rzekł do mnie: «Idź, prorokuj do narodu mego izraelskiego»” (Am 7, 15). Bóg posyła go do ziemi obcej, aby głosił sprawiedliwość; nienawidzą go miejscowi kapłani i chcieliby się go pozbyć. Lecz Amos nie ugina się, świadomy i silny powołaniem Boga, który nakazuje mu mówić wszystkim wszystko z całą swobodą; nie szuka swojej korzyści, nie stara się zyskać wdzięczności ludzi, chce jedynie zanieść im słowo Boga.

Oto Apostołowie, których wybrał Jezus spośród prostych ludzi, uczynił uczestnikami swego posłannictwa i swojej władzy. „Przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch” (Mk 6, 7), nakazując im głosić nawrócenie i udzielając im władzy wyrzucania szatanów i uzdrawiania chorych. Jezus nakazuje im postępować z jak największą prostotą i bezinteresownością: nie zabierać na drogę niczego, co nie jest ściśle konieczne, nie troszczyć się o to, by gromadzić zapasy dla własnego utrzymania; zaufać natomiast opatrzności Ojca niebieskiego, który będzie się troszczył o nich poprzez gościnność — mniej lub więcej obfitą, z którą się spotkają w miejscach odwiedzanych. Jeśli warunki lub zwyczaje współczesnego społeczeństwa nie pozwalają kierować się ściśle tymi normami, to jednak należy koniecznie zachować ducha ubóstwa i oderwania. Współpracownicy Tego, który przyszedł głosić Ewangelię ubogim, apostołowie wszystkich czasów, powinni iść jak On — ubodzy do ubogich; bogaci jedynie powołaniem otrzymanym, łaską i Duchem Chrystusa. Jeśli Ewangelia nie jest w ten sposób głoszona — bezinteresownie i z całkowitym oddaniem — nie będzie przyjęta ani nie przekona. Z drugiej strony również ci, którym głosi się słowo Boże, mają pewien obowiązek do spełnienia: przyjąć ją z uległością, uznając w proroku lub w apostole wysłańca Bożego i zaopatrując z miłością jego potrzeby: „Wart jest bowiem robotnik swej strawy” (Mt 10, 10). Kto odrzuca słowa Pana i nie chce ich słuchać, ten opiera się łasce i zamyka sobie drogę do zbawienia.

  • Boże, Ty chcesz, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy; wielkie jest Twoje żniwo: spojrzyj na nie, Panie, i poślij na nie robotników, aby wszystkim ludziom była głoszona Ewangelia, a Twój lud, zjednoczony przez słowo żywota i umocniony sakramentami, postępował drogą zbawienia i miłości (Mszał Polski: msza [23] O ewangelizację narodów).
  • Co do mnie, Ojcze, Boże wszechmogący, pierwszym obowiązkiem, jakiego jestem świadom, jest ten, aby każde moje słowo, każda myśl głosiła tylko Ciebie. Dar słowa otrzymuję od Ciebie. Nic innego nie może mi przynieść innej lub większej radości jak służba Tobie i głoszenie światu, który Cię nie zna, heretykowi, który Ci zaprzecza, że jesteś Ojcem, Ojcem, mówię, jedynego Syna Bożego. Oto moja duma.
    Błagam Cię też o pomoc oraz miłosierdzie, aby rozwinęły się żagle naszej wiary i wyznania chrześcijańskiego, pod tchnieniem Ducha. Prowadź nas dobrą drogą, abyśmy mogli lepiej głosić Twoje posłannictwo. Dotrzymuje obietnicy Ten, kto powiedział: „Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”.
    Dlatego w naszym ubóstwie zwracamy się do Ciebie, będziemy rozważać wytrwale słowa Twoich proroków i apostołów, będziemy pukać do wszystkich zamkniętych drzwi rozumu. Do Ciebie należy tylko udzielić nam tego, o co prosimy, dać znaleźć to, czego szukamy, otworzyć, gdy pukamy (św. Hilary z Poitiers).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 389

Święty Brunon Bonifacy z Kwerfurtu, biskup i męczennik

Święty Brunon Bonifacy z Kwerfurtu

Brunon urodził się w 974 r. w rodzinie grafów niemieckich w Kwerfurcie. W roku 986 uczył się w szkole katedralnej w Magdeburgu. Studia odbywał pod kierunkiem magistra Geddona. Tu zetknął się z metropolitą magdeburskim, Gizylerem, i z Thietmarem, późniejszym biskupem w Merserburgu, autorem znanej Kroniki. W roku 995 został mianowany kanonikiem katedralnym w Magdeburgu. W roku 997 wraz z cesarzem Ottonem III udał się do Rzymu. Tu w roku następnym (998) wdział habit benedyktyńskiego mnicha na Awentynie w opactwie świętych Bonifacego i Aleksego. Pięć lat wcześniej w tym samym klasztorze przebywał św. Wojciech i bł. Radzim. Brunon otrzymał jako imię zakonne Bonifacy.
W roku 999 złożył śluby zakonne. W tym samym czasie zaprzyjaźnił się ze św. Romualdem, który miał już sławę świętego męża i ojca nowej rodziny zakonnej. W roku 1001 Bonifacy znalazł się wśród jego synów duchowych w eremie Pereum koło Rawenny. W tym samym roku jesienią udała się do Polski pierwsza grupa kamedułów z Pereum: Św. Jan i św. Benedykt. Misję tę zorganizował św. Romuald na prośbę cesarza Ottona III i króla polskiego, Bolesława Chrobrego. Mieli oni działać wśród Słowian nadodrzańskich. Do nich to miał się dołączyć Brunon. Dla wyjednania misji odpowiednich przywilejów papieskich, św. Romuald wysłał go do Rzymu. Papież Sylwester II chętnie udzielił wszystkich potrzebnych dla misjonarzy indultów. Brunon otrzymał także od papieża paliusz, a więc tym samym nominację na metropolitę misyjnego. Dawało mu to uprawnienia do mianowania biskupów na terenach misyjnych. Z niewiadomych przyczyn, sakrę biskupią Brunon Bonifacy otrzymał dopiero w roku 1004 w Magdeburgu. W ten sposób stał się pierwszym metropolitą pogańskich Słowian zachodnich, do których był wysłany jako misjonarz.
Złożona sytuacja polityczna na terenie Polski sprawiła, że Brunon zatrzymał się we Włoszech, a potem na dworze cesarza. W 1005 r. udał się na Węgry, aby tam szukać pola dla swojej działalności. W roku 1006 był w Polsce, by w roku następnym (1007) znaleźć się po raz drugi na Węgrzech. Papież wysłał go w tym samym czasie także do Kijowa, a nawet do Pieczyngów nad Morzem Czarnym. Wyprawę finansował zapewne Bolesław Chrobry. W roku 1008 Bonifacy był ponownie w Polsce i usiłował udać się z kolei do Szwecji, aby przez swoich uczniów zorientować się w sytuacji tamtejszego Kościoła. W 1009 roku udał się do Jaćwierzy z wyraźnym zamiarem rozpoczęcia tam misji. Niestety, nie było mu dane dokończyć pomyślnie rozpoczętego dzieła. Według podania miał nawrócić nad Bugiem jednego z książąt jaćwieskich, Nothimera. Rywale księcia wykorzystali ten moment i pozbawili go władzy. Brunon zaś, z 18 towarzyszami, miał zginąć z ich ręki 9 marca 1009 roku, gdzieś w okolicach Pojezierza Suwalskiego. Miał wówczas zaledwie 35 lat życia. Bolesław Chrobry wykupił jego ciało. Niestety, ślad o relikwiach Męczennika zaginął.
Brunon jest autorem trzech zachowanych do dziś utworów pisanych: Żywotu św. Wojciecha, Listu do cesarza Henryka II (1008) i Żywotu Pięciu Braci Kamedułów(1008 lub 1009), zamordowanych przez na pół pogańskich pachołków królewskich. Styl i język tych pism wskazują na wysoką kulturę św. Brunona.
Kult św. Brunona Bonifacego rychło rozszedł się po świecie. Już w roku 1040 wychodzi jego żywot wpleciony przez św. Piotra Damiana do żywota św. Romualda. Jego cześć rozwijała się w zakonie kamedułów, a także w kolegiacie w Kwerfurcie, której sam św. Bronon miał być fundatorem. W Martyrologium Rzymskim figuruje od XVI w. W XVII w. św. Brunon Bonifacy został uznany za patrona Warmii, a w 1963 został ogłoszony głównym patronem diecezji łomżyńskiej.

Zobacz także:

•  Święci Jazon i Sozypater, biskupi i męczennicy

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz