18 kwietnia – wspominamy Świętego Ryszarda Pampuri, zakonnika

(Dz 6,1-7)

Wówczas, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy. Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły – powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce. A słowo Boże rozszerzało się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę.

(Ps 33,1-2.4-5.18-19)
REFREN: Okaż swą łaskę ufającym Tobie

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały.
Sławcie Pana na cytrze,
grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.

Bo słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

Zmartwychwstał Chrystus, który wszystko stworzył i zlitował się nad ludźmi.

(J 6,16-21)

Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.

Z powodu niewystarczającej wiary w Jezusa i braku wytrwałości w podążaniu za Nim uczniowie nie są w stanie odnaleźć właściwego kierunku w swoim życiu; co gorsza, liczą tylko na własne siły. Na szczęście, w ich kierunku podąża Ten, który nigdy nie przestał ich kochać, i przekonuje: „To Ja jestem, nie lękajcie się”. Dzięki Jego obecności odzyskują wystarczającą przenikliwość wzroku, by dostrzec swój brak wiary, grzech, oddalenie… To wystarcza, by znaleźli się w bezpiecznym porcie. Jakże często dostrzegamy Boga dopiero w sytuacjach bez wyjścia!

o. Ryszard Wróbel OFMConv, „Oremus” kwiecień 2012, s. 53

ZAŻYŁOŚĆ Z BOGIEM

O Panie, nie nazwałeś nas sługami, lecz przyjaciółmi (J 15, I5)

Każda forma modlitwy jest spotkaniem człowieka z Bogiem, a w miarę jak modlitwa pogłębia się, spotkanie staje się bardziej zażyłe, staje się prawdziwą łącznością „z Ojcem i Synem Jego, Jezusem Chrystusem” (1 J 1, 3). Św. Teresa od Jezusa widzi modlitwę w takiej oto perspektywie: „Modlitwa wewnętrzna — mówi — nie jest to nic innego, jak poufne i przyjacielskie obcowanie z Bogiem i wylana, po wiele razy powtarzana, rozmowa sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje” (Ż 8, 5). Modlitwa nie jest samotnym rozmyślaniem duszy pozostającej tylko ze swoimi myślami, lecz jest zjednoczeniem. Modlący się ma w swojej samotności towarzystwo Boga, a obcując z Nim poufale, rozważa, modli się, wierzy, kocha. Zwykle należy rozpoczynać od jakiegoś pobożnego rozważania, które by stanowiło podporę dla myśli i ożywiało świadomość miłości Boga w taki sposób, aby duch mógł się skupić, a wola czuła się pobudzona do miłowania. Modlący się, doszedłszy w ten sposób do centrum modlitwy, obcuje serce przy sercu z Bogiem. Zależnie od natchnienia łaski i stanu ducha, modlitwa taka rozwinie się w poufną i samorzutną rozmowę, w czasie której człowiek będzie wyrażał swoją wdzięczność, pragnienie odwzajemnienia się miłości Bożej; lub też będzie przedkładał Panu swoją nędzę i potrzeby, prosił o przebaczenie, powierzał Mu swoje trudności, wzywał Jego pomocy, przedstawiał Mu swoje postanowienia. Od czasu do czasu przerwie rozmowę, aby nadsłuchiwać wewnętrznie, odczuć natchnienia i poruszenia łaski, przez które Bóg do niego przemawia, daje mu zrozumieć swoje tajemnice, pociąga go do siebie, pobudza do dobrego. Kiedy zaś spostrzeże, że myśl jego zaczyna błądzić a wola stygnąć, powraca do rozważania, jednak na tyle tylko, na ile potrzeba, by wzniecić miłość i ożywić pobożność. W ten sposób, przeplatając rozmowę przerwami milczenia, chwilami rozważania czy też modlitwy ustnej, odmawianej powoli i ze czcią, modlący uczy się obcować „sam na sam” z Bogiem i „nawiązywać z Nim tę szczególną przyjaźń”, jaką jest modlitwa (Ż 8, 6).

Panie Jezu, otom ja ze swoimi małostkami i szaleńczymi pragnieniami: okaż mi swoją łaskawość i pomoc; potrzebuje Twojej nieskończonej dobroci: zapomnij, że byłem złym przyjacielem. Pragnę nawiązać z Tobą nową przyjaźń, niechaj w niej wszystko będzie wspólne: przyjaźń na życie i śmierć.

Daj mi serce nowe, wierne, pokorne jak serce Twojej Matki, gorące i nieujarzmione jak serce Pawła.

Matko najmilsza, wyjednaj mi u Jezusa, abym został zrehabilitowany… niechaj nie odmawia mi swojej łaski i siły. Matko, spraw, abym był wspaniałomyślny: skoro przyjmujesz moją ofiarę, przemień także moje serce…

Jezu, spraw, abym był gotowy na to wszystko, czego zażąda ode mnie Twoja przyjaźń.

Oddać wszystko dla przyjaźni z Tobą, Jezu. Ja i Jezus. Wszystko inne jest marnością. Wyrzekłem się wszystkiego. Nie jest to tylko czcze słowo (P. Lyonnet).

Boże mój, Ty uczysz nas, że modląc się nie jesteśmy obowiązani odmawiać modlitw ustnych, lecz że wystarcza rozmawiać z Tobą wewnętrznie, w modlitwie myślnej. Nie jest nawet konieczne mówić do Ciebie wewnętrznie, wypowiadając słowa w czasie tej modlitwy, dość trwać w miłości u Twoich stóp, oddając się kontemplacji i wyrażając na kolanach przed Tobą… podziw, współczucie, oddanie się, pragnienia Twojej chwały… miłość i gorące pragnienia oglądania Cię, na koniec wszystkie uczucia, jakimi natchnie nas miłość. Modlitwa tak żarliwa, chociaż bez słów, jest wspaniała… a polega, jak mówi św. Teresa, nie na tym, by mówić dużo, lecz na tym, by kochać gorąco; to właśnie wynika również z Twoich słów….

O Jezu, spraw, abym umiał miłować i praktykować każdego dnia tę sam na sam poufną modlitwę, w czasie której nikt nas nie widzi prócz naszego Ojca niebieskiego, bo jesteśmy sami i tylko z Nim… poufna i rozkoszna rozmowa pozwalająca wylewać nasze serce swobodnie z dala od ludzkich spojrzeń (Ch. De Foucauld).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 472

Święty Ryszard Pampuri, zakonnik

Święty Ryszard Pampuri

Hieronim Filip urodził się 2 sierpnia 1897 r. w Trivolzio niedaleko Pawii. Był dziesiątym z jedenaściorga dzieci Angeli Campari i Innocenta Pampuriego. Osierocony jako dziecko, był wychowywany przez krewnych – rodzinę wiejskiego lekarza. W czasie studiów medycznych odbył służbę wojskową w armii włoskiej. Był to okres I wojny światowej. Przerażał go bezsens działań wojennych. Pisał wtedy: „Co za marnowanie ludzkiego życia. Tylu rannych, tylu połamanych…”. Z wielkim poświęceniem pielęgnował rannych. Za tę służbę został odznaczony brązowym medalem odwagi. W okresie pobytu w wojsku poważnie chorował. Po ukończeniu studiów i stażu podjął pracę jako lekarz. Jego jedynym marzeniem było służyć Chrystusowi, pomagając chorym i cierpiącym. Do misjonarki w Egipcie pisał: „Módl się, aby pycha, egoizm lub jakakolwiek zła namiętność nie zdołała mnie powstrzymać przed tym, aby widzieć zawsze w moich chorych cierpiącego Jezusa, Jego pielęgnować i Jego pocieszać. Dopóty ta myśl we mnie żyje, jakże piękna i owocna będzie dla mnie praktyka mojego zawodu”.
Jeszcze w czasie studiów został tercjarzem franciszkańskim, jednak do I zakonu nie został przyjęty z powodu problemów zdrowotnych. Odmówili mu także jezuici. W stanie świeckim żył radami ewangelicznymi. Aktywnie udzielał się w swojej parafii, opiekując się młodzieżą i organizując rekolekcje. Przez chorych był bardzo ceniony. Wielu pacjentom pomagał też materialnie. Siły czerpał z codziennej Eucharystii i częstej adoracji. W wieku 30 lat, odpowiadając na wewnętrzne przynaglenie, wstąpił do zakonu braci św. Jana Bożego – bonifratrów. Przyjął imię Ryszard, z wdzięczności dla kapłana, którym Pan Bóg posłużył się dla wskazania mu tej drogi, ks. Riccardo Beretty. Mediolańskie gazety odnotowały, że pacjenci żałowali bardzo porzucenia praktyki przez „świętego doktora”, jak go nazywano.
Ryszard jednak również jako zakonnik kontynuował pełną miłosierdzia i cierpliwości posługę lekarską. W 1930 r., mając zaledwie 33 lata, zmarł na gruźlicę. W roku 1951 w związku z procesem beatyfikacyjnym doczesne szczątki Ryszarda zostały przeniesione do kościoła parafialnego w rodzinnej miejscowości Trivolzio, gdzie spoczywają do dziś. Św. Jan Paweł II beatyfikował go w 1981 r., a kanonizował osiem lat później. Jest patronem lekarzy.
Pod wezwaniem św. Ryszarda Pampuri jest warszawski klasztor bonifratrów. Imię Świętego nosi też znajdująca się przy klasztorze jadłodajnia dla ubogich.

Zobacz także:

•  Błogosławiona Maria od Wcielenia, zakonnica
•  Święty Galdin, biskup

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

17 kwietnia – wspominamy Świętą Katarzynę Tekakwitha

(Dz 5,34-42)
Pewien faryzeusz, imieniem Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud, kazał na chwilę usunąć Apostołów i zabrał głos w Radzie: Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem. Usłuchali go. A przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia /Jezusa/. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

(Ps 27,1.4.13-14)
REFREN: Jednego pragnę: mieszkać w domu Pana

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu,
przez wszystkie dni życia.
Abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 6,1-15)
Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

 *********

Dla wielu ludzi chrześcijaństwo stało się kłopotliwe, gdyż sprzeciwia się światu i jego mądrości. Na szczęście nie brakuje i tych, którzy odkryli, czym jest wiara w Chrystusa. Zobaczyli, że jest ona odpowiedzią na najgłębsze ludzkie potrzeby – nie tylko potrzebę chleba powszedniego, ale też chleba zrozumienia i bliskości. Dopóki więc chrześcijanie trwają przy Chrystusie, mają się czym dzielić i nie zabraknie im chleba, gdyż dając, nie tracą.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 46

ŹRÓDŁO ŻYCIA

„W Tobie jest źródło życia” (Ps 36, 10)

Kościół, który zawsze był „oddany kontemplacji” rzeczy Bożych, nie przestaje zalecać jej swoim dzieciom głosem Soboru. Przede wszystkim zaleca ją kapłanom wzywając ich, aby karmili i wspierali „swą działalność obfitością kontemplacji” (KK 41), a członkom instytutów doskonałości — by przez nią trwali „myślą i sercem przy Nim” (DZ 5).

Chrześcijanin otrzymuje na chrzcie cnotę wiary, która jest początkiem wszelkiego nadprzyrodzonego poznania Boga. Otrzymuje też dary Ducha Świętego jako nadprzyrodzone usposobienie, które udoskonala cnoty i uzdatnia człowieka do przyjmowania światła i natchnień Bożych. Dzięki temu ma on drogę otwartą do kontemplacji. Cnoty boskie i dary Ducha Świętego stanowią normalny organizm życia łaski, dlatego ich działalność w duszy nie może być uważana za wydarzenie nadzwyczajne, lecz normalne, związane z właściwym rozwojem życia chrześcijańskiego. Wynika stąd, że jeśli ktoś współdziała wielkodusznie z łaską, nie zaniedbuje praktyki cnót, to jest w pełni przygotowany na natchnienia Boże, a Pan nie odmówi mu przynajmniej małego łyku wody żywej, czyli jakiejś formy kontemplacji. Św. Teresa od Jezusa jest o tym przekonana i twierdzi: „Tym, którzy idą za Panem, On sam na różny sposób tę wodę podaje, aby żaden nie pozostał bez pociechy i nie umarł z pragnienia’ (Dr.d. 20, 2). Sposób, miara, stopień kontemplacji zależą jedynie od upodobania Bożego, bo On jest Panem swoich darów i użycza ich „jak chce, kiedy chce i komu chce, nic czyniąc nikomu krzywdy” (T. IV, 1, 2). Nie można więc wysuwać w tym wypadku swoich roszczeń; bardziej niż gdziekolwiek mają tu zastosowanie słowa Jezusa: „Gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: <Słudzy nieużyteczni jesteśmy>„ (Łk 17, 10). Lecz Bóg, który miłuje pokornych, wywyższy ich w swoim czasie (zob. 1 P 5,6).

„Jak cenna jest Twoja łaska, o Boże! — wola Psalmista. — Synowie ludzcy przychodzą do Ciebie, chronią się w cieniu Twych skrzydeł… poisz ich potokiem Twoich rozkoszy, albowiem w Tobie jest źródło życia” (Ps 36, 8-10). Te słowa nabierają pełnego znaczenia dla dusz, które oddając się Bogu z całą wspaniałomyślnością, zostają dopuszczone do źródła żywego kontemplacji, aby w niej gasić swoje pragnienie.

  • O Panie, biegnę do źródła, wzdycham do źródeł wód. W Tobie jest źródło życia, źródło niewyczerpane; w Twojej światłości znajduje się światło, które nie zazna nigdy zmierzchu. Pragnę tej światłości, tego źródła… kiedy widzę to światło, wzrok mój wewnętrzny zaostrza się; gdy piję z tego źródła, moje pragnienie wewnętrzne staje się bardziej palące. Biegnę do źródła, wzdycham do źródła; lecz nie idę tam bez zastanowienia… biegnę jak łania… żadnej powolności w tym biegu, biegnę szybko, wzdycham nieustannie do źródła…
    O Panie, wzdycham do źródeł wód. Ty masz mnie czym pokrzepić i napełniasz każdego, kto do Ciebie przychodzi spragniony… dusza moja pragnie Boga żywego… jak łania wzdycha do źródeł wód, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże mój (św. Augustyn).
  • Boże mój, dusza moja raduje się, rozpływa się z radości i wdzięczności, bo pozwalasz jej żyć tym jedynym życiem i nieustannie gasisz jej pragnienie u źródła „wody tryskającej na życic wieczne”…
    O mój Przyjacielu, mój Gościu ukryty, mój Chryste, mój Boże, Ty jesteś moim życiem, Ty cały jesteś moim wszystkim; mógłbym powiedzieć, że jesteś moim prawdziwym ja, tak mocno mnie uchwyciłeś i posiadłeś… O uścisku Boga, radości, słodki pokoju nieustannie rozlewany i obfitujący w wesele, o cudzie Twojej miłości, o zjednoczenie każdej chwili! Tylko to znaczy żyć! Ty nigdy nie nasycisz, bo jesteś nieskończony, nieuchwytny, nieustannie pożądany, a także ciągle posiadany; nasyć mię Tobą, lecz także wzbudź we mnie głód nienasycony i nieugaszone pragnienie. Boże mój, pochwyć mię, wyniszcz mię, spal mię… (G. Canovai),

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 470

Święta Katarzyna Tekakwitha

Święta Katarzyna Tekakwitha

Katarzyna Tekakwitha, zwana także „Genowefą Nowej Francji”, urodziła się na początku kwietnia 1656 r. w osadzie wiejskiej Osserneon (obecnie Auresville w stanie Nowy Jork), należącej do jednego z najbardziej wojowniczych plemion irokeskich. Tekakwitha jest imieniem, które Katarzyna otrzymała od swojego ludu, gdy się urodziła. W języków Mohawków oznacza ono: „ona porządkuje sprawy” albo „ta, która wszystko czyni w należytym ładzie”. Ojciec Katarzyny był naczelnikiem osady, poganinem. Matka pochodziła z plemienia Algonkinów znad Zatoki św. Wawrzyńca i była chrześcijanką. Została porwana przez Irokezów i uratowana od losu branki przez ojca Tekakwithy, któremu później również urodziła syna. Swe praktyki religijne spełniała potajemnie, ale dzieciom opowiadała o Bogu.
Gdy Katarzyna miała cztery lata, jej rodzice i brat zachorowali na ospę i zmarli. Po mamie został jej różaniec. Ona co prawda przeżyła tę chorobę, ale pozostały jej blizny na twarzy i poważnie uszkodzony wzrok. Sierotę adoptowała ciotka Karitha i jej mąż Jowanero, który został wodzem Żółwi. W 1666 r. pięć plemion irokeskich zawarło pokój z Francuzami. Mohawkowie do układów nie przystąpili, dlatego dowódca wojsk kolonialnych, hrabia de Tracy, zorganizował przeciw nim ekspedycję karną. Plemię ukryło się w puszczy.
W roku 1667 misjonarze z zakonu jezuitów – Bruyas, Fremin i Pierron – dotarli do plemienia z misją pokojową. To właśnie dzięki nim Katarzyna zetknęła się po raz pierwszy z chrześcijaństwem i przyjęła jego prawdy z wielkim entuzjazmem. Usiłowano ją wydać za mąż. Dzielnie opierała się tym próbom, a w końcu wyznała, że pragnie przyjąć chrzest.
Kiedy ukończyła 18 lat, poprosiła o to o. Jacquesa de Lamberville, chociaż żyła wśród ludzi wrogo nastawionych do wiary chrześcijańskiej. Mimo protestów opiekunów, przyjęła chrzest w dniu 5 kwietnia 1667 r., biorąc za patronkę Katarzynę ze Sieny. Odtąd nazywano ją Kateri. Indiańska dziewczyna stała się nieustraszoną chrześcijanką, chociaż była obiektem narastającej pogardy i kpin niechrześcijańskiej ludności ze swojej wioski. Szydzono z jej nawrócenia, odmowy pracy w niedziele i niechęci do zawarcia małżeństwa. Ale to nie osłabiło jej wiary. Pewnego dnia młody wojownik postanowił przestraszyć Katarzynę i nakłonić ją do porzucenia nowej wiary. Ozdobiony barwami wojennymi, podniósł maczugę i zamachnął się, tak jakby chciał ją zabić. Dziewczyna myślała, że wkrótce umrze, ale zamknęła oczy i nie poruszyła się z miejsca. Jej odwaga spowodowała, że młody wojownik opuścił maczugę i odszedł.
Katarzyna mieszkała w zajeździe swojego wuja tak długo, jak było to bezpieczne. W październiku 1677 r. została zmuszona do ucieczki do Kahnawake (dziś La-Prairie-de-la-Madelaine) nad rzeką św. Wawrzyńca na południe od Montrealu. Mieszkała tam z Anastazją Tegonhatsihonga, chrześcijanką pochodzenia indiańskiego. W 1677 w Boże Narodzenie przyjęła pierwszą Komunię Świętą, a w uroczystość Zwiastowania Pańskiego w 1679 r. złożyła ślub czystości.

Święta Katarzyna TekakwithaLubiła strugać drewniane krzyżyki, których wystrugała tysiące, by w ten sposób Jezus stał się bardziej znany wśród Indian. Rozdawała je potem ludziom, wieszała na drzewach, zostawiała przy jeziorach i na polach. Podczas zimowego sezonu łowieckiego, gdy wraz z mieszkańcami wioski znalazła się z dala od niej, zrobiła na drzewie małą, drewnianą kapliczkę z wyrzeźbionym krzyżem i tam spędzała czas na modlitwie, klęcząc na śniegu. Katarzyna kochała różaniec i zawsze nosiła go na szyi. Nazywana była lilią plemienia Mohawków.
Indianie, Francuzi i misjonarze podziwiali jej wyjątkową pobożność. Zajmowała się uczeniem dzieci modlitwy i religii, opieką nad chorymi i starcami, aż do momentu, gdy sama śmiertelnie zachorowała.
Zmarła mając zaledwie 24 lata w Kahnawake, 17 kwietnia 1680 r. Była to Wielka Środa. „Jesos konoronkwa”, czyli „Kocham Cię, Jezu” – to były jej ostatnie słowa. Piętnaście minut po jej śmierci – na oczach dwóch jezuitów i tubylców, zgromadzonych w jej pokoju – blizny z jej twarzy zniknęły bez śladu.
Zaczęto modlić się za jej wstawiennictwem tuż po jej śmierci. W 1884 r. w Kahnawake wybudowano pomnik dla uczczenia jej pamięci. 3 stycznia 1943 roku papież Pius XII ogłosił, że córkę wodza Mohawków można nazywać sługą Bożą. Papież św. Jan Paweł II beatyfikował ją 22 czerwca 1980 roku. Papież Benedykt XVI kanonizował Katarzynę na początku Roku Wiary dnia 21 października 2012 r. w Rzymie.
Do dziś wielu pielgrzymów odwiedza jej grób w kościele pw. św. Franciszka Ksawerego w Kahnawake (w pobliżu Montrealu w Kanadzie) i oddaje cześć jej relikwiom. Patronuje ekologom, działaczom ochrony środowiska, wygnańcom, ludziom, którzy utracili rodziców, ludziom mieszkającym na obczyźnie i ludziom wyśmiewanym z powodu pobożności. W 2002 r. patronowała także Światowym Dniom Młodzieży odbywającym się w Toronto w Kanadzie.

W ikonografii jest przedstawiana z lilią w ręku – symbolem czystości, z krzyżem jako wyrazem jej miłości do Chrystusa, i żółwiem, symbolem jej klanu.

Zobacz także:

•  Błogosławiony Baptysta Spagnoli, prezbiter

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

16 kwietnia – wspominamy Świętą Marię Bernadettę Soubirous, dziewicę i zakonnicę

(Dz 5,27-33)
Gdy słudzy przyprowadziwszy apostołów, stawili ich przed Sanhedrynem, arcykapłan zapytał: Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka? Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – odpowiedział Piotr i Apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni. Gdy to usłyszeli, wpadli w gniew i chcieli ich zabić.

(Ps 34,2.9.17-20)
REFREN: Biedak zawołał i Pan go wysłuchał

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.

(J 20,29)
Uwierzyłeś, Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

(J 3,31-36)
Jezus powiedział do Nikodema: Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela /mu/ Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży.

 *************

Prosimy w dzisiejszej liturgii o zdolność kosztowania owoców Paschy „w ciągu całego naszego życia”. Tymi owocami są: przebaczenie grzechów, odnowienie sumienia, nadzieja na życie wieczne, radość wspólnoty, odkrycie Bożego ojcostwa, dar Ducha Świętego. Zauważmy przy tym, że Pascha dokonuje się nie tylko raz do roku, lecz za każdym razem, kiedy przeżywamy Boże tajemnice, przede wszystkim w Eucharystii.

o. Ryszard Wróbel OFMConv, „Oremus” kwiecień 2012, s. 46

ŻYWA WODA

„Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże mój” (Ps 42, 2)

„Opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny popękane, które nie utrzymają wody” (Jr 2, 13), w ten sposób Bóg przez usta Jeremiasza żalił się na swój lud. On jest najczystszym źródłem ożywczej wody, jedynie zdolnej ugasić pragnienie nieskończoności wlane w serce człowieka. Bóg stale zapraszał ludzi, aby gasili pragnienia w Jego źródle, lecz oni, jak Izrael, ciągle oddalali się od Niego i zwracali się ku rozkoszom ziemskim podobnym do popękanych cystern, niezdolnych ugasić ich pragnienia. Syn Boży przychodząc na świat ponowił wezwanie w sposób bardziej wyraźny: „Kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”, i jeszcze: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije… strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 4, 14; 7, 37-38). Jezus jest niewyczerpanym źródłem żywych wód łaski, które udzielając ludziom życia Bożego, zaspokaja ich pragnienie miłości i szczęśliwości oraz daje kosztować, „jak Pan jest dobry” (Ps 34, 9). Dlatego w wodzie żywej, którą obiecał Jezus, święci widzieli nie tylko łaskę uświęcającą, lecz również światło i miłość nadprzyrodzoną z niej płynące. Osiąga się je przede wszystkim przez modlitwę, a szczególnie przez kontemplację.

Św. Teresa od Jezusa wyjaśniając wezwanie Jezusa mówi: „Pan wzywa wszystkich. On jest Prawdą samą, więc wątpić o tym niepodobna. Gdyby Jego wezwanie nie było powszechne, nie wzywałby wszystkich… lecz gdy żadnych nie kładzie zastrzeżeń… więc uważam za pewne, że nie ustając w drodze, trafimy do tego źródła i tę wodę żywą otrzymamy” (Dr.d. 19, 15). Jak życie łaski zostało ofiarowane wszystkim ludziom, tak też wszystkim została ofiarowana, przynajmniej w jakiejś formie, kontemplacja, która jest jej wspaniałym owocem. Bóg bowiem wzywa człowieka do łączności z sobą, aby mógł zakosztować już tu na ziemi przedsmaku Jego dobroci i miłości nieskończonej.

  • Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże mój. Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego, kiedyż wiec przyjdę i ujrzę oblicze Boże?
    Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać, zbawienie mego oblicza i mojego Boga. A we mnie samym dusza jest zgnębiona, przeto wspominam Cię… O Panie, Ty udzielasz swojej dobroci we dnie i w nocy. Śpiewam modlitwę na cześć Twoją, Boże życia mego (Psalm 42, 2-3. 6-7. 9).
  • O Panie, Ty wzywasz wszystkich… „Ja wam dam pić”.
    Dobroć Twoja jest tak wielka, że nie wzbraniasz nikomu czerpać w tym źródle życia. Bądź zawsze błogosławiony! Jakże słusznie mogłeś tego wzbronić takiej jak ja!… Nie, nie oddalasz i odeń nikogo; prawdą jest, że nie wzbroniłeś mi czerpać z tego źródła, skoro już zaczęłam, i nie pozwoliłeś, by mnie odtrącono za moją zuchwałość. Owszem, jawnie i głośno wszystkich przyzywasz.
    O Panie, jest to największa łaska, jaką Ty możesz dać duszy, gdy raczysz u tego źródła gasić jej pragnienie, i pozwolisz jej jeszcze pragnąć: im więcej pije z tego zdroju wody żywej, tym chciwiej pić z niego pożąda.
    O życie, które wszystkich ożywiasz! Nie odmawiaj i mnie tej wody najsłodszej, którą obiecujesz każdemu, kto jej pragnie. Panie, nie ukrywaj się przede mną, bo wiesz, jak bardzo mi Ciebie potrzeba, i wiesz, że ta woda jest jedynym lekarstwem dla duszy, przez Ciebie zranionej…
    O żywe źródła tryskające z ran mojego Boga, jakże hojne i przeobfite czerpałby z was każdy pokrzepienie dla siebie! Jak bezpiecznie postępowałby wśród niebezpieczeństw tego życia, kto by umiał ze spragnionym sercem przykładać do was swe usta! (św. Teresa ad Jezusa: Droga doskonałości 19, 15; 20, 1-2; 19. 2; Wołania duszy do Boga 9, 2).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, 465

Święta Maria Bernadetta Soubirous, dziewica i zakonnica

Święta Maria Bernadetta Soubirous

Maria Bernadetta urodziła się 7 stycznia 1844 r. w Lourdes jako najstarsza z rodzeństwa. Była córką ubogiego młynarza. W dwa dni po urodzeniu otrzymała chrzest. Kiedy miała 11 lat, przyjęła ją do siebie krewna, u której pasała owce. Po trzech latach wróciła do rodzinnego Lourdes, aby przygotować się do I Komunii Świętej. I wtedy – 11 lutego 1858 r. – po raz pierwszy Bernadecie objawiła się Matka Boża nad rzeką Gave, w pobliżu groty Massabielle. Wezwała ją do modlitwy różańcowej oraz do czynów pokutnych w intencji nawrócenia grzeszników. W ciągu pół roku Matka Boża objawiła się Świętej 18 razy. Wizje te dały początek słynnemu sanktuarium w Lourdes. W roku 1862 biskup diecezji Tarbes, Laurence, do której należało Lourdes, ogłosił dekret o prawdziwości objawień.
W tym samym roku Bernadetta zapadła na obustronne zapalenie płuc. Wyzdrowiała, ale postanowiła wstąpić do zakonu. Chciała się po prostu ukryć, by ujść oczu ciekawych. Dzięki pośrednictwu biskupa z Nevers, Forcade, wstąpiła tamże do sióstr „od miłości i nauczania chrześcijańskiego”. Pożegnała się więc z rodziną i z ukochaną grotą massabielską. Schorowanej, powierzono funkcję infirmerki i zakrystianki. Dopiero 22 września 1878 roku złożyła śluby wieczyste. Zmarła 16 kwietnia 1879 r., mając 35 lat.
Kościół nie wyniósł Bernadetty na ołtarze ze względu na głośne objawienia Maryi, ale ze względu na osobistą świętość Bernadetty. Wiele cierpiała z powodu astmy. Doświadczały ją bardzo siostry, gdyż znacznie różniła się od nich wykształceniem i prostymi obyczajami. Sławna w świecie – w klasztorze chciała być ostatnia i cieszyła się z wszelkich upokorzeń. Zwykła powtarzać: „O Jezu, daj mi swój krzyż… Skoro nie mogę przelać swojej krwi za grzeszników, chciałabym cierpieć dla ich zbawienia”. Na najwyższą pochwałę zasługuje to, że podczas gdy Lourdes i jej imię było na ustach całego świata, kiedy tysięczne tłumy codziennie nawiedzały to święte miejsce, sama Bernadetta żyła w ukryciu, nie dawała żadnych wywiadów, uważając po prostu, że jej misja się skończyła, a rozpoczęła swoją misję Matka Boża.
W czasie procesu kanonizacyjnego (1919) stwierdzono, że ciało Bernadetty mimo upływu czasu pozostało nienaruszone. W 1925 roku (rok święty) papież Pius XI ogłosił Marię Bernadettę błogosławioną w obecności ostatniego z jej braci, a w roku 1933 zaliczył ją uroczyście w poczet świętych.

Zobacz także:

•  Święty Benedykt Józef Labre, wyznawca

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

15 kwietnia – wspomnienie Świętych Anastazji i Bazylissy, męczennic

(Dz 5,17-26)

Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zazdrości zatrzymali Apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia! Usłyszawszy to weszli o świcie do świątyni i nauczali. Tymczasem arcykapłan i jego stronnicy zwołali Sanhedryn i całą starszyznę synów Izraela. Posłali do więzienia, aby ich przyprowadzono. Lecz kiedy słudzy przyszli, nie znaleźli ich w więzieniu. Powrócili więc i oznajmili: Znaleźliśmy więzienie bardzo starannie zamknięte i strażników stojących przed drzwiami. Po otwarciu jednak nie znaleźliśmy wewnątrz nikogo. Kiedy dowódca straży świątynnej i arcykapłani usłyszeli te słowa, nie mogli pojąć, co się z nimi stało. Wtem nadszedł ktoś i oznajmił im: Ci ludzie, których wtrąciliście do więzienia, znajdują się w świątyni i nauczają lud. Wtedy dowódca straży poszedł ze sługami i przyprowadził ich, ale bez użycia siły, bo obawiali się ludu, by ich samych nie ukamienował.

(Ps 34,2-9)

REFREN: Biedak zawołał i Pan go wysłuchał

lub: Alleluja

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,

Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.

Dusza moja chlubi się Panem,

niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,

wspólnie wywyższajmy Jego imię.

Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał

i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,

oblicza wasze nie zapłoną wstydem.

Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,

i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,

aby ich ocalić.

Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,

szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

(J 3,16)

Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(J 3,16-21)

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

********

Skoro Bóg posyła swojego anioła, by uwolnił Apostołów z więzienia… Skoro obiecuje, że „każdy, kto w Niego wierzy, będzie miał życie wieczne”… Skoro nie chce potępiać, ale zbawiać i prowadzić do światła – to jakże nie pójść za takim Bogiem i jak w Nim nie szukać ucieczki?

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 38-39

SŁUCHANIE WEWNĘTRZNE

„Mów, Panie! Bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 10)

Liturgia święta jest „szczytem” Bożego kultu i „źródłem” uświęcenia ludzi (KL 7. 10). „Lecz życie duchowe nie ogranicza się do udziału w samej tylko liturgii świętej. Chrześcijanin powołany jest do wspólnej modlitwy, ale powinien także wejść do swego mieszkania i w ukryciu modlić się nieustannie” (KL 12). Skarby nauki zawarte w liturgii świętej i same tajemnice Boże, jakie czynność liturgiczna sprawuje i ofiaruje wierzącym, należy przyswajać sobie w milczeniu i rozważaniu, w owym poufnym sam na sam z Bogiem; stanowi to modlitwę myślną, czyli rozmyślanie. Pismo święte, poczynając od Starego Testamentu, nazywa „błogosławionym” takiego człowieka, który „rozmyśla dniem i nocą nad prawem Pańskim” (Ps 1, 1-2), czyli rozważa Jego słowo, przykazania, tajemnice, by zgłębić ich znaczenie i przemienić je w codzienne działanie. Ewangelia daje nam tutaj przykład Matki Bożej, o której św. Łukasz mówi dwukrotnie, że „zachowywała wszystko”, co widziała i słyszała o Boskim Synu swoim, „rozważając to w swoim sercu” (2, 19; zob. 51). Bez pogłębienia wewnętrznego słowo Boże nie wnika w duszę, pozostaje na powierzchni i nie może przemienić się w czyn życia. Dzieje się wówczas to, co powiedział Jezus o ludziach, którzy „gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo [Boże], lecz nie mają korzenia… a w chwili pokusy odstępują” (Łk 8, 13); inni zaś „wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość” (tamże 15). Nie wystarczy słuchać uchem zewnętrznym, bo to tylko pierwszy krok; potem trzeba słuchać wewnętrznie, sercem. Dusza pozwalając, aby ją przeniknęło słowo Boże, nabiera głębokich przekonań, które potem wprowadza w życie. Jezus nie tylko podkreślił konieczność takiego słuchania, lecz ogłosił je jako błogosławieństwo: „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je!” (Łk 11, 28).

Panie Boże mój, zważ na modlitwy moją… niech Pisma Twoje darzą mnie czystą rozkoszą, niech się sam w nich nie mylę i niech drugich w błąd nie wprowadzam… Boże mój, Światło ślepych, Siło słabych, u zarazem Światło widzących i Siło mocnych, wejrzyj na moją dusze i usłysz wołającego z przepaści. Nie na próżno chciałeś, aby spisano tyle kart o niezgłębionych tajemnicach… O Panie, dopełnij swego dzieła we mnie i odsłoń je przede mną. Oto głos Twój radością moją, glos Twój przewyższa obfitość wszelkich rozkoszy. Daj to, co kocham; kocham bowiem, a tę miłość Ty mi dałeś. Nie zaniedbuj swego daru i nie pogardzaj spragnioną rośliną Twoją. Spraw, niech wyznaje przed Tobą wszystko, cokolwiek znajdę w Twych księgach, i niech słucham głosu chwały, niech wchłaniam Ciebie i rozważam cuda prawa Twego od samego początku, kiedy uczyniłeś niebo i ziemie, aż do wiekuistego królowania z Tobą w świętym mieście Twoim (św. Augustyn: Wyznania XI, 2, 3).

O Panie, cała moja wielkość polega na słuchaniu Ciebie: na słuchaniu zewnętrznych słów Twojego prawa, na słuchaniu wewnętrznych natchnień Twojego Ducha, pośród rozmaitych dróg. na których przemawia Twoja Opatrzność. Słuchać Cię w głębokim pokoju duszy, w płomiennym a pogodnym pragnieniu woli, w oddanej i pokornej codziennej działalności, w głębokiej i prawości życia…

Większa to i cenniejsza rzecz słuchać jednego Twojego słowa, nawiązać z Tobą nieustanną wewnętrzną łączność, niż wiele rzeczy, jakie miłość moja chciałaby Ci złożyć w ofierze. Jak wielką ma zasługę Maryja, która osiągnęła najlepszą i nieutracalną cząstkę. Obym i ja Cię słuchał i umiał Cię słuchać, o mój Mistrzu (zob. G. Canovai)

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy

Święte Anastazja i Bazylissa, męczennice

Żyć Bogiem, t. I, str. 462Anastazja i Bazylissa są wspominane w „Martyrologium rzymskim” jako uczennice apostolskie, matrony rzymskie nawrócone na chrześcijaństwo przez nauczanie świętych Apostołów Piotra i Pawła. Po ich męczeńskiej śmierci, odnalazły ich ciała i pochowały potajemnie pod osłoną nocy. Za to skazano je na tortury (obcięto im języki i kończyny) i ścięcie. Poniosły śmierć za czasów Nerona w roku 67 (lub 68). Są patronkami cenzorów, wzywane w bólach głowy.

W ikonografii atrybutem świętych Anastazji i Bazylissy są nożyce, palma. Często są przedstawiane bez głowy, rąk i nóg.

Opublikowano Ewangelia | Dodaj komentarz

14 kwietnia – wspomnienie Świętego Waleriana, męczennika

(Dz 4,32-37)
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Tak Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy Syn Pocieszenia, lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów.

(Ps 93,1-5)
REFREN: Pan Bóg króluje, pełen majestatu

Pan króluje, oblókł się w majestat,
Pan odział się w potęgę i nią się przepasał.
Tak świat utwierdził,
że się nie zachwieje.Twój tron niewzruszony na wieki,
Ty od wieków istniejesz, Boże.
Świadectwa Twoje bardzo godne są wiary,
Twojemu domowi przystoi świętość,
po wszystkie dni, o Panie.

(J 3,15)
Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.

(J 3,7-15)
Jezus powiedział do Nikodema: Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: Jakżeż to się może stać? Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.

 ********

„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących”. Narodziny z Ducha Świętego, ustanawiają nowy sposób życia uczniów. Bliskość, do której zostają wezwani, to dzielenie się tym, co mają. Każdy według własnych możliwości wnosi do wspólnoty swój dar. Jest to czytelny sposób mówienia o rzeczach niebieskich po ziemsku. Kiedy traci się wrażliwość, otwartość, traci się też wiarygodność.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 34

OJCZE NASZ

„O Panie, niech znajdą uznanie słowa ust moich i myśli mego serca przed Tobą” (Ps 19,15)

Jezus dał nam w „Ojcze nasz” (Mt 6, 9-13) zasadniczy wzór modlitwy chrześcijańskiej. Przede wszystkim pojęcie ojcostwa Bożego. Bóg jest Ojcem, który udziela nam życia Bożego, staje przy nas, zakłada swoje mieszkanie w tych, którzy Go miłują: „Jeśli Mnie kto miłuje… Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego. i będziemy w nim przebywać” (J 14, 23). Równocześnie On jest Najwyższym, „który jest w niebie”, nieskończenie wyższym nad wszelkie stworzenie, Jemu należy się hołd uwielbienia, chwały i poddania. Pierwsza cześć „Ojcze nasz” stwierdza właśnie władcze prawa Boga, Jego transcendencje, a prawa te nie przekreślają zgoła Jego ojcostwa. Prawdziwa modlitwa nie oddaje Boga na służbę człowieka, lecz człowieka na służbę Boga, a służyć Mu, to znaczy święcić Jego imię, pracować nad rozszerzaniem Jego królestwa i wypełnianiem Jego woli. To są wielkie wartości, do których przede wszystkim kieruje Jezus modlitwę chrześcijanina. Sam był doskonałym czcicielem Ojca, pragnie więc włączyć nas w swoją adoracje, chwałę i oddanie się sprawie Ojca.

Lecz Jezus uczy nas, że modlitwa jest również pokornym i ufnym zwróceniem się do Boga we wszystkich potrzebach naszego życia ziemskiego, poczynając od najbardziej materialnych jak codzienny chleb, do najbardziej duchowych jak odpuszczenie grzechów, siła do zwyciężania pokus, wolność od zła. Jak dziecko we wszystkich swoich potrzebach zwraca się z ufnością do ojca ziemskiego, tak chrześcijanin zwraca się z synowską ufnością do Ojca niebieskiego.

„Ojcze nasz” jest streszczeniem wszelkiej modlitwy chrześcijańskiej,’ począwszy od prostej, ustnej modlitwy dziecka a skończywszy na uroczystej modlitwie liturgicznej Kościoła; od modlitwy wewnętrznej, poufnej rozmowy z Bogiem, do modlitwy wspólnej, w której wierni jednoczą się w wychwalaniu jednego Ojca. Odmawiając „Ojcze nasz” serce chrześcijanina winno by tak być przejęte, aby mogło doświadczyć przynajmniej w części tego, co odczuwała św. Teresa od Dzieciątka Jezus: wzruszała się aż do łez, kiedy nazywała Boga słodkim imieniem Ojca, i to jej wystarczało, by pogrążyć się w kontemplacji (R 9).

  • Boże mój, jakże jesteś dobry, skoro pozwalasz mi nazywać się „Ojcem naszym”! Kim jestem ja, że mój Stworzyciel, mój Król, mój Pan najwyższy pozwala mi mówić do siebie „Ojcze mój”? Ale nie tylko pozwala mi, lecz nakazuje. Boże mój, jakże jesteś dobry! Czyż nie powinienem pamiętać o tak słodkim rozkazie w każdej chwili mojego życia! Jaka wdzięczność, jaka radość, jaka miłość, lecz nade wszystko jak wielka ufność powinna mnie napełniać. Ty bowiem jesteś Ojcem moim, o mój Boże, jak bardzo powinienem Ci zawsze ufać! A ponieważ jesteś dla mnie tak dobry, jakże ja powinienem być dobry względem innych! Ty chcesz być Ojcem moim i wszystkich ludzi, czyż wiec nie powinienem żywić względem każdego człowieka, choćby był nie wiadomo jak zły, uczuć oddanego brata!…
    Ojcze nasz, naucz mię, abym to imię miał nieustannie na ustach razem z Jezusem, w Nim i dzięki Niemu, bo móc tak mówić to największe moje szczęście. Ojcze nasz, Ojcze nasz, „bym mógł żyć i umrzeć wymawiając: „Ojcze nasz!”, i przez wdzięczność, miłość oraz posłuszeństwo stać się prawdziwie Twoim wiernym synem, który podoba się Twojemu sercu (Ch. De Foucauld).
  • O Panie, nie dopuszczaj, by ktoś, mając chwalić Ciebie i rozmawiać z Tobą, czynił to tylko ustami!… Czy dlatego, że jesteś tak dobry, mamy Ci okazywać brak uszanowania? Słuszna. rzeczą jest, abyśmy się starali poznać Twoją świętość i majestat, choćby tylko dlatego, by okazać Ci wdzięczność za dobroć, z jaką znosisz nas nędznych, takich jak ja, w swojej obecności.
    O Królu, Boże mój, najwyższa Mocy, najwyższe Dobro, najwyższa Mądrości bez początku i bez końca! Dzieła Twe nie znają granic, a doskonałości są niepojęte i nieskończone, to ogrom cudów. Ty jesteś Pięknem zawierającym w sobie wszelkie piękności, Ty jesteś Mocą nieskończoną! O wielki Boże, gdybym mogła w tej chwili posiąść taką wymowę i mądrość, jaką kiedykolwiek dana była ludziom, wówczas zdołałabym dać lepiej pojąć choć cząstkę tych niezliczonych doskonałości, z których rozważania choć trochę poznać możemy, kim Ty jesteś, nasz Panie i nasze Dobro! (św. Teresa od Jezusa: Droga doskonałości 22, 1.4.6)

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 458

Święty Walerian, męczennik

Święta Cecylia i święty Walerian

Według bardzo skąpych danych historycznych Walerian był bratem św. Tyburcjusza. Obaj zginęli śmiercią męczeńską w II lub na początku III wieku. Zostali pochowani na cmentarzu przy Via Appia. Pozostałe informacje pochodzą z legend o św. Cecylii.
Walerian miał być poganinem, za którego miała być wydana Cecylia. Taka była wola jej rodziców. Ona jednak pragnęła poświęcić swe życie Bogu. W dniu zaślubin powiedziała o tym pragnieniu Walerianowi, przez co doprowadziła do jego nawrócenia. Zaprowadziła go do papieża św. Urbana I, który pouczył go i ochrzcił. Walerian z kolei powrócił do domu swych rodziców i nawrócił swego brata, Tyburcjusza. Od tej pory bracia zaczęli pełnić liczne dzieła miłosierdzia, m.in. grzebali ciała chrześcijańskich męczenników. Zostali przyłapani na tej pracy przez jednego z prefektów, który kazał im złożyć ofiarę pogańskim bogom. Gdy oni odmówili, wyprowadzono ich poza Rzym, skatowano i ścięto mieczem.

Zobacz także:

•  Święta Ludwina, dziewica

Opublikowano Ewangelia | Otagowano , | Dodaj komentarz

13 kwietnia – wspomnienie Świętego Marcina I, papieża i męczennika

(Dz 4,23-31)
Piotr i Jan uwolnieni przybyli do swoich i opowiedzieli, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Wysłuchawszy tego podnieśli jednomyślnie głos do Boga i mówili: Wszechwładny Stwórco nieba i ziemi, i morza, i wszystkiego, co w nich istnieje, Tyś przez Ducha Świętego powiedział ustami sługi Twego Dawida: Dlaczego burzą się narody i ludy knują rzeczy próżne? Powstali królowie ziemi i książęta zeszli się razem przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi. Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły. A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów przez imię świętego Sługi Twego, Jezusa. Po tej modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże.

(Ps 2,1-2.4-5.7-8)
REFREN: Błogosławiony, kto zaufał Panu

Dlaczego się burzą narody,
czemu ludy żywią daremne zamysły?
Buntują się królowie ziemi
i władcy spiskują wraz z nimi
przeciwko Panu i Jego Pomazańcowi.

Śmieje się Ten, który mieszka w niebie,
Pan się z nich naigrawa.
A potem do nich mówi w gniewie swoim
i w swej zapalczywości wzbudza w nich trwogę.

Wyrok Pański ogłoszę:
On rzekł do Mnie: „Ty jesteś moim Synem,
Ja Ciebie dziś zrodziłem.
Żądaj, a dam Ci w dziedzictwo narody
i krańce ziemi w posiadanie Twoje”.

(Kol 3, 1)
Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga.

(J 3,1-8)
Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego. Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.

**********

Dar życia i łaska Ducha Świętego wzajemnie się przenikają. Apostołowie z wiarą modlą się do Boga, który „wyciągać będzie swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów w imię Jezusa” (por. Dz 4,30). Pragną bowiem z odwagą głosić Ewangelię. Dzięki ich żarliwej modlitwie „zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”. Powtórne narodziny to dar Ducha Świętego, który nawet starca czyni młodym. Narodzić się z Ducha to odnaleźć twórczy sposób przeżywania swojej wiary.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 31

DIALOG Z BOGIEM

O Ojcze, obym miał współuczestnictwo z Tobą i z Synem Twoim w jedności Ducha Świętego (1 J 1, 3)

Pierwszy list św. Jana zaczyna się tym niezmiernie ważnym stwierdzeniem: „Oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i słyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem” (1, 3). Całe dzieje stworzenia i odkupienia cztowieka zmierzają do tego jedynego celu: nawiązać ścisłą i przyjacielską łączność między człowiekiem a Bogiem. „Osobliwą rację godności ludzkiej — twierdzi Sobór — stanowi powołanie człowieka do uczestniczenia w życiu Boga. Człowiek już od swego początku zapraszany jest do rozmowy z Bogiem” (KDK 19). Jest to najwyższe powołanie człowieka, różniące go od wszystkich innych stworzeń, które, chociaż wielkie i piękne, nie zdołają nawiązać łączności z Bogiem, odpowiedzieć Temu, który je powołał z nicości. Lecz Bóg, powołując człowieka do życia, stwarza go na swój obraz i podobieństwo, rozumnego i wolnego, zdolnego odpowiedzieć na Jego miłość. W ten sposób rozpoczyna się dialog między Bogiem a człowiekiem. Bóg mówi, objawia się patriarchom, prorokom, odsłania im swoje zamiary dobroci, zbawiania, aby je przekazali ludowi Izraelu i zatroszczyli się o odpowiedź, jaką powinien dać przez przynależność i wierność. Kiedy później ludzie oddalają się do Boga, sprzeniewierzając się Jego przymierzu i prawu, Bóg milczy; nie ma już proroków, którzy by głosili Jego słowo. Milczenie Boże jest karą za grzech, a człowiek stworzony, aby rozmawiać z Bogiem, żyć w łączności z Nim, czuje się opuszczony. Gdy nadeszła pełnia czasów, wówczas Bóg, pragnąc urzeczywistnić swój zamiar zbawienia świata, posyła swego Syna, Słowo odwieczne, aby się wcielił i stał się człowiekiem wśród ludzi. „Oto idę… abym spełniał wole Twoją, Boże” (Hbr 10, 7), mówi Słowo przyjmując ciało ludzkie, i od tej chwili Bóg otrzymuje od Człowieka-Chrystusa najdoskonalszą odpowiedź na swoją miłość; dialog pomiędzy Najwyższym a ludzkością rozwija się już teraz w sposób niezwykle wzniosły. Od tej chwili każdy wierzący jest włączony do tej rozmowy Chrystusa z Ojcem niebieskim, co więcej, jest wezwany do współuczestnictwa w niej przez swoją osobistą modlitwę.

  • Panie, uczyń mię zdolną i godną zrozumieć najwyższy dar Twojej dobroci; dzięki niej raczyłeś nas stworzyć podobnymi do siebie, kiedy uczyniłeś nas rozumnymi i przyodziałeś nas sobą. i swoim rozumem. Dałeś nam rozum. Boże mój, abyśmy mogli Cię poznać. Udzieliłeś nam naprawdę darów swojej mądrości, a jest to dar nad dary kosztować Cię w prawdzie!
    Dałeś nam na koniec dar miłości. O najwyższa Istoto, uczyń mię godną poznawać ten dar wyższy nad wszelki dar, bo i Aniołowie wszyscy, i Świeci nie otrzymali innego daru jak tylko ten, że Cię widzą kochanym, że Cię kochają i kontemplują! O najwyższe Dobro, raczyłeś dać się poznać jako Miłość i udzielasz nam łaski kochania tej Miłości. O Przedziwny, dokonujesz przedziwnych rzeczy w Twoich dzieciach!
    Ponad wszystko uczyniłeś nam dar ze swego Syna, wydałeś Go na śmierć, aby nam przywrócić życie: i to jest dar ponad wszystkie dary… o Jezu Chryste, Ty dałeś nam w posiadanie Boga, Twojego Ojca (zob. bł. Aniela z Foligno).
  • Jak wielkie jest Twoje miłosierdzie, o Chryste Panie, jak wielka jest Twoja łaska i dobroć, że nauczyłeś nas modlić się tak w obecności Boga, że możemy nazywać Go Ojcem! Jak Ty jesteś Synem Boga, tak również my zostaliśmy nazwani dziećmi. Nikt z nas nie śmiałby nigdy użyć tego słowa w modlitwie: trzeba było, abyś Ty sam nas do tego zachęcił. O Jezu, pomóż nam pamiętać, że skoro wzywamy Boga jako naszego Ojca, powinniśmy także postępować jak dzieci Boże. Jeśli mamy upodobanie w Bogu — naszym Ojcu, to również winniśmy Mu dać możność podobania sobie w nas.
    O Ojcze nasz, spraw, abyśmy byli Twoją świątynią i aby ludzie mogli poznać Twoją w niej obecność. Niechaj nasze postępowanie nie zdradza Ducha Twojego; uczyniłeś nas niebiańskimi i duchowymi, pomóż nam myśleć i czynić wszystko to, co jest niebiańskie i duchowe (zob. św. Cyprian).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 455

Święty Marcin I, papież i męczennik

Święty Marcin I

Marcin pochodził z włoskiego miasta Todi (w Umbrii). Był synem kapłana Fabrycjusza. Od młodości przebywał w Rzymie i należał do jego hierarchii duchownej. Wyświęcony na diakona, pełnił przez pewien czas funkcję apokryzariusza, czyli jakby nuncjusza papieskiego na dworze cesarza wschodnio-rzymskiego w Konstantynopolu. Po śmierci Teodora I w 649 r. został wybrany papieżem i konsekrowany bez zatwierdzenia cesarza. Otrzymał wówczas święcenia kapłańskie i sakrę biskupią. Konstanty II, dotknięty takim obrotem spraw, odmówił uznania Marcina I za prawowitego papieża.
Marcin I pragnął wyraźnie określić stanowisko Kościoła rzymskiego wobec monoteletów, którzy utrzymywali, że Pan Jezus posiadał tylko jedną wolę – Bożą, a nie miał woli ludzkiej. Zwołał więc – znów bez pytania cesarza – synod w kościele Zbawiciela na Lateranie, w którym wzięło udział 105 biskupów łacińskich i 30 wschodnich z terenów, które zajęli Arabowie. W 20 anatemach potępiono tam uroczyście błędy monoteletów. Wydano równocześnie pismo wyjaśniające, jaka jest prawdziwa nauka katolicka. Dokumenty synodu zostały rozesłane do wszystkich biskupów i całego duchowieństwa chrześcijańskiego, a także do cesarza Konstantyna II.
Cesarz poczytał to jako osobisty atak papieża na jego autorytet i zareagował bardzo gwałtownie. W 650 r. wysłał swojego przedstawiciela, Olimpiusza, egzarchę Rawenny, do Rzymu, by aresztował papieża, a biskupów zmusił do odwołania dekretów synodu. Olimpiusz widząc jednak poparcie, jakim cieszył się papież, zbuntował się przeciw cesarzowi i ratował się ucieczką na Sycylię. Podanie głosi, że gdy Olimpiusz zamierzał w czasie Mszy świętej osobiście dokonać na św. Marcinie porwania, nagle oślepł. Konstantyn II wysłał wówczas z wojskiem drugiego apokryzariusza w osobie Teodora Kalliopy. Aresztował on papieża Marcina 17 czerwca 653 r. i w bardzo ciężkiej i upokarzającej podróży zawiódł go na Naksos, gdzie chory papież spędził w nędzy cały rok. Następnie Marcin został wywieziony do Konstantynopola, gdzie stanął przed sądem senatu. Został oskarżony nie o obronę ortodoksyjności i potępienie Typos (edykt Konstansa II zakazujący dyskusji na temat liczby woli Chrystusa), ale o podżeganie do buntu egzarchy Olimpiusza, wzniecenie rozruchów i bezprawne ogłoszenie się papieżem.
Sąd cesarski skazał papieża na „degradację” ze wszystkich święceń duchownych i funkcji. Skazany na śmierć, został publicznie odarty z szat pontyfikalnych, zakuty w kajdany i poprowadzony przez miasto na miejsce kaźni. Za wstawiennictwem patriarchy Konstantynopola Pawła II karę śmierci zamieniono Marcinowi na dożywotnie zesłanie do Chersonezu na Krym. Zdołał on stamtąd napisać list, w którym skarży się, że nie ma nawet kawałka chleba, ale modli się, by na Stolicy Apostolskiej nie znalazł się heretyk-monoteleta, narzucony przez cesarza. Z powodu nieludzkich warunków papież zmarł z biedy i udręczenia 13 kwietnia 655 r. Pochowano go w miejscowym kościele pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny. Jego grób stał się nawet celem pielgrzymek. Marcin I był ostatnim, którego Kościół wpisał do katalogu świętych papieży i męczenników.

W ikonografii św. Marcin ukazywany jest w papieskim stroju pontyfikalnym z księgą w dłoni.

Zobacz także:

•  Święty Hermenegild, królewicz i męczennik

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

II niedziela wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego

Dzieje Apostolskie 4,32-35.
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby.

Księga Psalmów 118(117),1.4.13-14.22.24.
REFREN: Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny.

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech bojący się Pana głoszą:
„Jego łaska na wieki”.

Uderzono mnie i pchnięto, bym upadł,
lecz Pan mnie podtrzymał.
Pan moją mocą i pieśnią,
On stał się moim Zbawcą.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.

Pierwszy list św. Jana 5,1-6.
Najmilsi: Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził, i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo jest prawdą.

(J 20,29)
Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Ewangelia wg św. Jana 20,19-31.
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

 ***********

Jezus przychodzi pomimo zamkniętych drzwi i pozwala dotknąć swoich ran, tak aby Tomasz uwierzył. Po raz kolejny przekonuje wylęknionych uczniów o swoim zmartwychwstaniu. Ale to przychodzenie ma jeszcze inny wymiar. Kiedy Zmartwychwstały dotyka ludzkiej niewiary i lęku, kiedy dotyka naszych ran – mówi o swoim miłosierdziu. Dobrze jest więc zobaczyć, że Jego rany to nasze rany i że najczulsza miłość Boga objawia się w przyjęciu przez Niego naszej kruchości.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 27

„Pokój Wam”

Żadnymi słowami nie da się opisać zaskoczenia i radości uczniów, gdy zobaczyli swego Mistrza, którego trzy dni wcześniej bezpowrotnie utracili, całego i zdrowego. Tym bardziej się cieszyli, że przecież na pewno dodatkową udręką była dla nich świadomość i wyrzuty sumienia, że tak haniebnie Go odstąpili w chwili próby. W tamtym momencie ich życie zostało raz na zawsze stracone i przegrane. A oto teraz klęska zamieniła się w zwycięstwo! Jezus żyje!

Mało tego, przychodzi do nich nie z wyrzutami i wymówkami, lecz z orędziem pokoju! Wszystko, w czym zawiedli, przebaczył i puścił w niepamięć, za to wrócił do obietnic, jakie dawał im onegdaj, w dniach powodzenia i sukcesów we wspólnej pracy: „Posyłam was tak, jak Ojciec Mnie posłał”. Czy można się było czegoś takiego spodziewać? Zamiast nagany – awans? Zamiast rozliczeń – premia? Trzeba koniecznie zbadać, co Jezus chciał przez to osiągnąć.

Przede wszystkim rozumiał ich lęk, poczucie klęski, zawiedzione nadzieje. Rozumiał i przebaczył. Przybył właśnie po to, aby je przezwyciężyć i zamienić w radość i męstwo. Dlatego pierwszym Jego darem dla zalęknionych i rozbitych uczniów był pokój. Wszyscy go potrzebujemy, zwłaszcza w chwilach kryzysów. I Chrystus ten pokój chce nam dać, jeśli tylko zechcemy go przyjąć.

Rozumiał także ich zdumienie i niedowierzanie: nie co dzień bowiem zdarza się nam widzieć żywym kogoś, kto niedawno umarł. Dowodem autentyzmu Jego śmierci były rany. On naprawdę umarł. Zmartwychwstanie nie było tylko reanimacją czy też ocuceniem z omdlenia, wymagającym teraz długiej rekonwalescencji i powrotu do sił. Było tryumfalnym zwycięstwem nad śmiercią i zapoczątkowaniem zupełnie nowego rodzaju życia. Uczniowie widzieli, że to był ten sam Jezus, ale już nie taki sam.

Jezus przychodzi do uczniów jako Pan, jako ten, który ma władzę nad światem, który powołuje do specjalnych zadań, posyła do pracy, którą sam kiedyś rozpoczął i wspólnie z nimi prowadził. W ich posłannictwie nic się więc nie zmieniło, ich umiejętności i kwalifikacje się nie zmarnują, będą jednak robić to, w czym pokładali największe nadzieje, a z czego stratą już się jakby pogodzili.

Posłannictwo to jest wzorowane na misji Jezusa, którą otrzymał od Ojca, jest kontynuacją dzieła zamierzonego i kierowanego przez samego Boga. Będą występować w Jego imieniu, otrzymają najlepsze pełnomocnictwa i gwarancje. A także najlepsze wyposażenie i pomoc: „Weźmijcie Ducha Świętego!” On da wam moc odpuszczania grzechów. Będzie wam bardzo potrzebna. Przecież wiecie z własnego doświadczenia, jak łatwo zgrzeszyć, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic człowiekowi nie zagraża. Bez Mojego przebaczenia, będziecie ciągle sparaliżowani swoim grzechem i słabością.

Rzeczywiście, niczego chyba tak nie potrzebujemy, jak świadomości, że nasze grzechy są odpuszczone. To jest właśnie drugi – obok pokoju, owoc Zmartwychwstania Chrystusa. Chrystus umarł i zmartwychwstał właśnie po to, aby okupić nasze winy i przebaczyć grzechy i dlatego zobowiązuje Apostołów do niesienia światu orędzia przebaczenia.

Oczywiście, że człowiek może to orędzie odrzucić. Jest ono bowiem skierowane tylko do tych, którzy w Niego uwierzą, uwierzą w Jego Zmartwychwstanie. Ilustracją tego jest Tomasz. Póki nie wierzył, był poza zasięgiem zbawienia. Gdy uwierzył, Chrystus stał się jego Panem i Bogiem, jego Zbawicielem. Właśnie na tym polega wiara i jej dobrodziejstwo: gdy człowiek zawierzy siebie Chrystusowi, stanie się natychmiast uczestnikiem zbawienia. Dlatego Jezus Mówi: „Błogosławieni, którzy uwierzyli”.

Ks. Mariusz Pohl

Ewangeliczna wspólnota

W Dziejach Apostolskich są dwa krótkie teksty mówiące o szczęściu wspólnoty pierwszych chrześcijan (Dz 2, 42-47 i 4, 32-35). Szczęście to najdoskonalej oddaje zdanie: „Jeden duch i jedno serce ożywiało wszystkich wierzących”. Spotkałem szereg ludzi dobrej woli, którzy potraktowali tę wypowiedź św. Łukasza jako dowód możliwości istnienia na ziemi ewangelicznej wspólnoty „o jednym duchu i jednym sercu”. Często przeznaczali oni sporo czasu na jej poszukiwanie. Jedni chcieli ją dostrzec w małżeństwie, inni w rodzinie lub parafii, jeszcze inni w różnych grupach neokatechumenatu, charyzmatyków, ruchu odnowy, oaz… Poszukiwania jednak z reguły po pewnym czasie kończyły się rozczarowaniem. Wspólnoty „jednego ducha i jednego serca” nie znajdowali. Rozczarowanie niejednokrotnie prowadziło do zerwania z Kościołem, a nawet z Bogiem.

Nieporozumienie wynika z jednostronnego odczytania tekstów Nowego Testamentu. Te dwa krótkie fragmenty Dziejów Apostolskich, mówiące o atmosferze życia pierwszych chrześcijan w Jerozolimie, są bowiem podobne do uśmiechu szczęścia małżonków, którzy z perspektywy lat wspominają swoje pierwsze dni po ślubie, dni uniesienia i oczarowania sobą; dni, w których faktycznie byli „jednego ducha i jednego serca”. Taka jednak sielanka zwykle nie trwa długo. Życie jest wymagające. Pojawiają się trudności, kłopoty, spięcia. O jedno serce i jednego ducha trzeba walczyć, a walka to długa i wcale nie łatwa.

Podobnie było z chrześcijanami w Jerozolimie. Już w kilka lat po wniebowstąpieniu Mistrza Apostołowie musieli interweniować, by przezwyciężyć pierwsze podziały. A poszło nie o co innego tylko, o dary i ich niesprawiedliwy podział (Dz 6, 1). Pęknięcie między chrześcijanami pochodzenia żydowskiego a chrześcijanami pochodzenia pogańskiego było głębokie i krwawiło całe pokolenia. Już z końcem lat trzydziestych, w czasie kamienowania Szczepana, trudno mówić o jednym duchu i jednym sercu jerozolimskiej wspólnoty chrześcijan.

Ktokolwiek uważnie czyta Listy św. Pawła, z łatwością zauważy, że powodów do rozbicia wśród chrześcijań było znacznie więcej. W Koryncie kłócono się o przynależność do wybitnych osobistości apostolskiego Kościoła — Pawła, Piotra, Apollosa. Galacjanie chcieli zmuszać innych do zachowywania Mojżeszowego Prawa, Tessaloniczanie niechętnie imali się pracy itp.

Tak więc już nowotestamentalne teksty natchnione mówią nie tylko o ideale ewangelicznej wspólnoty jednego ducha i jednego serca, ale i o jej realizmie. A realizm ten polega na twórczym wysiłku, by wspólnymi siłami budować dom oparty o prawo miłości. Życie ewangeliczne rozwija się na styku ideału i przeciętności. Podobnie jak życie biologiczne rozwija się na styku ziemi z ciepłymi promieniami słońca. Życia nie ma ani głęboko w ziemi, ani daleko od ziemi. Życie wyrasta z ziemi i kieruje się ku słońcu. Wyrastanie ponad ziemię, w stronę słońca, przy równoczesnym mocnym zakorzenieniu w ziemi, stanowi tajemnicę życia.

Życie Boże w ewangelicznej wspólnocie rozwija się na styku doczesności — z wszystkimi zagrażającymi wspólnocie wymiarami słabości człowieka: jego egoizmu, ociężałości i wygodnictwa — z ową potężną siłą, jaką jest miłość Boga. Wspólnota ewangeliczna żyje wiarą i miłością jej członków. Zniechęcenie i rezygnacja z trudu budowy wspólnoty jest znakiem słabości tego, kto się zniechęca. To jego słaba wiara zagraża wspólnocie. To on gasi jej ducha i dzieli serce.

Chrystus nie mówi o możliwościach stworzenia idealnej wspólnoty na ziemi. Mówi o niej zawsze bardziej jako o zadaniu niż o rzeczywistości, o potrzebie podejmowania ciągłego wysiłku na rzecz umacniania więzów miłości między ludźmi. Ideał jest potrzebny jako ziemia obiecana, do której dążymy. Tylko takie spojrzenie gwarantuje sukces w pracy nad doskonaleniem własnego małżeństwa, rodziny czy parafii. Tylko przy takim podejściu nie grozi pokusa rozczarowania czy zniechęcenia. Trudności na drodze budowy ewangelicznej wspólnoty są nieuniknione, a człowiek wzrasta i staje się coraz wartościowszym jej członkiem, w miarę jak te trudności pokonuje.

Ks. Edward Staniek

Dar odwagi

Św. Jan w swej Ewangelii notuje, że po ukrzyżowaniu Jezusa Apostołowie zostali sparaliżowani strachem. „Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami”. Tym zalęknionym uczniom zmartwychwstały Jezus przynosi pokój.

Wydawałoby się, że spotkanie z Mistrzem, który odniósł zwycięstwo nad śmiercią, winno wszystkich wypełniać wielką odwagą i wezwać do głośnego świadczenia o potędze ich Nauczyciela. Tymczasem fakty mówią co innego. Apostołowie nadal byli spięci strachem przed spotkaniem z otaczającym ich światem, który tak łatwo ukrzyżował ich Mistrza.

Dopiero Zesłanie Ducha Świętego usunie ten lęk i wypełni ich serca odwagą zdumiewającą otoczenie. Potrafią w oparciu o otrzymaną moc Bożą zdecydowanie opowiedzieć się po stronie Zmartwychwstałego i nie przerażą się ani chłostą, ani nawet śmiercią niektórych z nich.

Otrzymując Ducha Świętego otrzymali dar męstwa. Bez tego wyposażenia nie byli bowiem w stanie skutecznie świadczyć o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.

Opowiedzenie się po stronie Ewangelii to decyzja, która w konsekwencji wymaga przeciwstawienia się światu. Opinia publiczna to potężna siła zmuszająca do podporządkowania się myśleniu wyłącznie w kategoriach doczesnych. Ludzkie siły nigdy nie wystarczą, by się przeciwstawić presji opinii. One przy wielkiej mobilizacji wystarczają, by opinię publiczną nieco inaczej ukierunkować, i to się wielu bohaterom w historii udało, lecz nikomu nie udało się popłynąć pod prąd opinii w stronę innego życia, wykraczającego poza doczesność. To wymaga wsparcia ze strony Boga, to wymaga dodatkowego wzmocnienia ludzkich sił. Tym właśnie wzmocnieniem jest dar męstwa.

Zasadniczo wspiera on człowieka w przeciwstawianiu się pokusom, to znaczy sile przyciągania, jaką dysponuje dobro łatwe. Świat ciągle kusi człowieka ofiarując mu swoje wartości. Trzeba wiele siły, by przejść przez pełne kuszących wystaw ulice tego śwata i nie tylko nie obciążać swego bagażu nowymi zakupami, ale nawet nie tracić czasu gapiąc się na oferowane towary.

Świat nieustannie usiłuje ludzi zwabić do siebie krzykliwą reklamą działającą na wszystkie zmysły. Dar odwagi pomaga w zdecydowanym odsunięciu wszystkiego, co przeszkadza w sięganiu po pełne szczęście.

Ten sam dar pomaga w przezwyciężeniu trudności, które piętrzą się na drodze wiodącej do wielkiego dobra. Zniechęcenie, a nawet zwątpienie, nieustannie czyha na śmiałka, który pragnie osiągnąć dobra nieprzemijające. Te dwie słabości bazują na braku odwagi. Ten bowiem, komu brakuje męstwa, popada w zniechęcenie i zwątpienie.

Ewangeliczna droga wiedzie początkowo przez ulice świata, gdzie na straganach w zasięgu ręki jest dobro łatwe, lecz przemijające. Kto nie dał się złowić na to dobro, wchodzi na drogę stromą i niebezpieczną. U jej kresu znajduje się dobro trudne, ale nieprzemijające. Świat obserwuje śmiałka. Podziwia go i nienawidzi za to, że nie dał się złowić na dobro łatwe; jeszcze bardziej ten podziw i ta nienawiść wzrasta, gdy obserwuje, jak pokonuje kolejne przeszkody. Śmiałek staje się świadkiem innego życia — pięknego, ale trudnego, wolnego, ale niebezpiecznego. Ryzyko jednak należy do istoty życia. To przez nie, życie zyskuje specyficzny blask.

Ilu z chrześcijan współczesnych wie, że od bierzmowania dysponują darem odwagi? Ilu umie z tym darem współpracować? Czy nasze świadectwo ewangelicznego życia nie jest słabe właśnie przez to, że przycięliśmy ideał ewangeliczny do naszej słabości? W oparciu o ludzką moc ewangelicznego szczytu zdobyć nie można. Kto to usiłuje czynić, wcześniej czy później zostanie przez świat pokonany i stanie się antyświadkiem Chrystusowych wartości.

Ks. Edward Staniek

O Panie, obym nie był niedowiarkiem, lecz wierzącym! (J 20, 27)

W Ewangelii św. Jana (20, 19-29), w opowiadaniu o Jezusie ukazującym się Apostołom w Wieczerniku, występują fakty o szczególnej doniosłości. W wieczór Zmartwychwstania Jezus, powierzywszy uczniom posłannictwo, jakie otrzymał od Ojca — „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” — daje im Ducha Świętego. „Tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»„. Nie było to udzielenie Ducha Świętego w sposób widzialny i publiczny jak w dzień Zielonych Świąt; jednak jest to fakt niezwykle znaczący, że w sam dzień Zmartwychwstania Jezus wylał na Apostołów swojego Ducha. Duch Święty okazuje się tutaj pierwszym darem Chrystusa zmartwychwstałego dla Kościoła w chwili, kiedy Pan go ustanawia i posyła, by kontynuował Jego misję na świecie. Udzielając Apostołom Ducha Świętego ustanawia pokutę, która z chrztem i Eucharystią jest sakramentem wybitnie wielkanocnym, skutecznym znakiem odpuszczenia grzechów i pojednania ludzi z Bogiem, jako owoc ofiary Chrystusa. Lecz Tomasz w ten wieczór był nieobecny, a kiedy powrócił, nie chciał uwierzyć, że Jezus zmartwychwstał: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. Nie tylko chciał zobaczyć, lecz nawet włożyć rękę w miejsca ran. Jezus bierze go za słowo. „Po ośmiu dniach” powraca i mówi do niego: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce; podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Pan lituje się nad zaciętym w nieufności Apostołem i z niepojętą dobrocią daje mu dowody, jakich ów zuchwale żądał. Tomasz został pokonany, a jego niedowiarstwo zamienia się w gorący akt wiary: „Pan mój i Bóg mój!” Bezcenna nauka jest upomnieniem dla wierzących, aby się nie dziwili wątpliwościom i trudnościom bliźnich w wierze. Trzeba natomiast współczuć i wspierać modlitwą wątpiących i niewierzących, pamiętając, że „miłość Chrystusa… przynagla, aby wobec ludzi, którzy trwają w błędzie albo w niewiedzy co do spraw wiary, postępować z miłością, roztropnością i cierpliwością” (DWR 14).

  • Wielbię Cię, mój Boże, z apostołem Tomaszem. Ponieważ zgrzeszyłem jak on niedowiarstwem, teraz uwielbiam Cię jeszcze goręcej… „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 25), mój Bóg i moje Wszystko. Ciebie, i nikogo innego jak tylko Ciebie powinienem pragnąć.
    Tomasz zbliżył się, by dotknąć Twoich najświętszych ran. Przyjdzie kiedyś dzień, w którym również i ja będę mógł prawdziwie i widzialnie pochylić się i ucałować je. Co za cudowny to będzie dzień, w którym wolny od wszelkiej, choćby najmniejszej nieczystości i grzechu będę mógł zbliżyć się do Boga-Człowieka królującego na tronie chwały! Będzie to wspaniały świt, gdy odpokutowawszy moje winy, własnymi oczami po raz pierwszy zobaczę Twoje oblicze; kiedy będę mógł spoglądać bez obawy na Twoje oczy i usta, klęcząc całować Twoje stopy pełen radości i rzucić się w Twoje ramiona. Jedyny prawdziwy Przyjacielu duszy mojej, już teraz chcę Cię miłować, by móc miłować Cię i potem, w ten dzień.
    Będzie to dzień wieczny, bez końca, tak bardzo różny od dni życia ziemskiego. Teraz odczuwam w sobie ciężar tego „ciała śmierci”, tysiączne myśli zajmują mię i rozpraszają, a jedna z nich może wystarczyć, by mnie pozbawić nieba. W ten dzień natomiast nie będzie już żadnej możliwości zgrzeszenia… doskonały i miły w Twoim obliczu, będę mógł cieszyć się Twoja obecnością bez lęku i, w otoczeniu aniołów i archaniołów, nie będę się wstydził, że jestem widziany.
    Chociaż jeszcze nie jestem gotowy, aby Cię zobaczyć i dotknąć, mój Boże, pragnę mimo to zbliżyć się do Ciebie i dosięgnąć pragnieniem tego czego w pełni nie mogę teraz posiadać (J. H. Newman).
  • O Panie Jezu Chryste, nie widzieliśmy Cię oczyma ciała, kiedy żyłeś w ciele, jednak wiemy, wierzymy i wyznajemy, że Ty jesteś prawdziwym Bogiem. O Panie, prosimy Cię: niechaj nasze wyznanie wiary zaprowadzi nas do chwały; wiara ta niech nas zachowa od drugiej śmierci; nadzieja zaś niech będzie dla nas pociechą, kiedy musimy płakać w tak wielkim ucisku, i niech nas doprowadzi do radości wiecznych. A po doświadczeniach tego życia, kiedy osiągniemy cel powołania niebieskiego i zobaczymy Twoje uwielbione ciało w Bogu… niechaj również nasze ciała dostąpią chwały od Ciebie, o Chryste, nasza Głowo (Liturgia mozarabska).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, 451

Święty Zenon z Werony, biskup

Święty Zenon

Zenon urodził się ok. 300 r. w Cezarei Mauretańskiej (teren dzisiejszej Algierii). Jako młodzieniec był świadkiem męczeństwa św. Arkadiusza – widział, jak odrąbywano mu ręce i nogi, by go zmusić do wyparcia się wiary. W jednym ze swoich pism Zenon podaje, że krew płynęła z ran Arkadiusza, tryskając jakby cztery fontanny. Wreszcie męczennikowi odcięto głowę.
Zenon studiował w znanych ówcześnie ośrodkach kultury i nauki Afryki Północnej: w Syrcie i Madaurze. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach znalazł się w Weronie, gdzie w 350 r. wyświęcono go na kapłana. Dwanaście lat później został biskupem tego miasta. „Trzodę swoją ochraniał przed niebezpieczeństwami arianizmu i panującego wokół pogaństwa” – głosiMartyrologium rzymskie. Pozostawił po sobie 93 tzw. traktaty, będące cennym świadectwem ówczesnej mentalności, metod duszpasterskich i wskazań liturgicznych. W swoich pismach zostawił szczegółowy opis ówczesnej praktyki udzielania chrztu świętego i Eucharystii.
Jego diecezja miała jeszcze sporo pogan. Zenon zabiegał więc, by pozyskać ich dla Chrystusa. Względem katechumenów zachowywał wielką ostrożność i roztropność w dopuszczaniu do chrztu świętego, by nie byli tylko powierzchownymi katolikami, a w życiu nadal poganami. Nauczanie wiary traktował jako swój pierwszy i zasadniczy pasterski obowiązek. Bardziej jednak uczył swoich wiernych życia chrześcijańskiego własnym przykładem niż słowem.
Zmarł w roku 375 (w innych źródłach podawany jest rok 371 lub 380). Jest patronem Werony oraz łaziebnych, żebraków i wędkarzy (do dziś w Weronie pokazywany jest kamień, na którym siadał łowiąc ryby). Jego kult rozpoczął się zaraz po jego śmierci. Werona wystawiła ku jego czci aż 8 kościołów, a w diecezji – 40 jako swojemu głównemu patronowi. Pochwały o nim głosili: św. Ambroży (IV w.), św. Petroniusz (V w.) i św. Grzegorz I Wielki (VI/VII w.). Do wieku XVI św. Zenon z Werony był czczony jako męczennik. Tak również go wspomina Martyrologium Rzymskie. Nie jest to wykluczone, gdyż wtedy właśnie szalał arianizm, popierany przez cesarzy, którzy nie cofali się nawet przed wydawaniem wyroków śmierci na praworządnych biskupów.

W ikonografii Święty jest przedstawiany w stroju biskupim z wędką lub rybą w ręce, z dwiema rybami na książce (symbol gorliwego pasterza) lub w saku (sieci na ryby w kształcie worka) – może dla przypomnienia faktu, który opisuje św. Grzegorz, iż w czasie wylewu Adygi – dopływu Padu, dzięki modlitwie św. Zenona rozszalałe wody, które zalały miasto, oszczędziły jego katedrę. Atrybutami świętego są pastorał, ryba.

Zobacz także:

•  Święty Juliusz I, papież

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , , | Dodaj komentarz

11 kwietnia – Sobota w oktawie Wielkanocy, wspomnienie Świętej Gemmy Galgani, dziewicy

(Dz 4,13-21)
Przełożeni i starsi, i uczeni widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi. Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzili się: Co mamy zrobić z tymi ludźmi? – mówili jeden do drugiego – bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię. Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.

(Ps 118,1.14-16.18.21
REFREN: Dziękuję, Panie, że mnie wysłuchałeś

Dziękuję Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Pan moją mocą i pieśnią,
On stał się moim Zbawcą.

Głosy radości z ocalenia
w namiotach sprawiedliwych:
„Prawica Pana wzniesiona wysoko,
prawica Pańska moc okazała”.

Ciężko mnie Pan ukarał,
ale na śmierć nie wydał.
Dziękuję Tobie, żeś mnie wysłuchał
i stałeś się moim Zbawcą.

(Ps 118,24)
Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy.

(Mk 16,9-15)
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!

 *********

Do wiary dorastamy, uczymy się przyjmować jej tajemnice całym sercem i całym życiem. Jest to długotrwały proces dojrzewania i zmian. Pojawianie się Jezusa i Jego odchodzenie to element Bożej pedagogiki, która chroni Jego uczniów przed rutyną. A jednocześnie sprawia, że spotykają Go coraz bardziej wewnętrznie. Zmartwychwstanie staje się dla nich fundamentalnym odniesieniem i znakiem Bożej mocy, który pozwala im pójść z Ewangelią na krańce świata.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 23

IDŹCIE I GŁOŚCIE EWANGELIĘ

O Panie, któż opowie dzieła Twoje, któż ogłosi wszystkie Twoje pochwały? (Ps 106, 2)

Jezus zmartwychwstały wszystkie swoje zjawienia się kończy nakazem apostołowania. Do Magdaleny mówi: „Nie zatrzymuj mnie… natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego»” (J 20, 17); do innych niewiast: „Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą” (Mt 28, 10). Uczniowie z Emaus, chociaż nie otrzymali podobnego polecenia, zaledwie Jezus zniknął, czują się pobudzeni, by powrócić do Jerozolimy i opowiedzieć Jedenastu, „co ich spotkało w drodze” (Łk 24, 35). Według Marka, który te objawienia podaje w streszczeniu, przyjęto owe wieści nieufnie: uczniowie „nie chcieli wierzyć” (16, 11. 13). Również Łukasz odnośnie do zlecenia danego niewiastom twierdzi, że „słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (tamże 11).

Właśnie na tym upartym niedowierzaniu Marek kończy swoje treściwe sprawozdanie o ukazaniu się Jezusa Apostołom: „i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (16, 14). Taki sam zarzut postawił uczniom z Emaus: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia” (Łk 24, 25). Wyrzut Pana, usprawiedliwiony przez fakt, że On sam przepowiedział kilkakrotnie swoim to, co miało nastąpić, jest dalszym potwierdzeniem, że wiara Apostołów w Zmartwychwstanie nie rodzi się w chwili uniesienia religijnego, lecz opiera się na osobistym doświadczeniu, tak że każdy z nich może powiedzieć, że jest tego świadkiem naocznym.

Jezus dopiero kiedy umocnił wiarę uczniów, daje im wielkie polecenie: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15). Teraz, gdy Zmartwychwstały dał im wszelkie dowody rzeczywistości swego zmartwychwstania, muszą iść i głosić Ewangelię wszystkim ludziom. Istotnie, dzięki zmartwychwstaniu „dobra nowina” o powszechnym zbawieniu, jakiego dokonał Bóg przez Chrystusa, jest pełna i powinna być głoszona po całym świecie, aby się stać historią każdego człowieka.

  • Boże, Ty chciałeś, aby Twój Kościół był dla wszystkich ludów sakramentem zbawienia i prowadził w ciągu wieków zbawcze dzieło Chrystusa Odkupiciela; pobudź, Panie, serca Twoich wiernych, spraw, niech wszyscy odczują naglącą potrzebę swego powołania misyjnego i współdziałają w zbawieniu całego świata, aby ze wszystkich ludów tworzyła się i wzrastała jedna tylko rodzina i jeden lud (Mszał Polski: msza O ewangelizację ludów).
  • O Jezu, mimo mej maleńkości chciałabym oświecać dusze. jak prorocy i doktorzy; odczuwam powołanie apostoła. Chciałabym przebiegać ziemią, głosić Twe imię i umieszczać w ziemi niewiernych Twój chwalebny krzyż. Ale… jedno posłannictwo mi nie starczy, chciałabym w tym samym czasie głosić Ewangelie w pięciu częściach świata, aż po najbardziej odległe wyspy. Chciałabym być misjonarzem nie tylko przez przeciąg kilku lat, lecz od stworzenia świata, aż do dokonania się wieków. Przede wszystkim jednak, o mój ukochany Zbawicielu, chciałabym przelać za Ciebie moją krew, aż do ostatniej kropli… (św. Teresa od Dz. Jezus: Dzieje duszy, r. 9; Rps B f”3’).
  • Jezu Chryste, ukrzyżowany, umarły, zmartwychwstały, chwalebny, Ty jesteś jedyną prawdą, jedyną rzeczywistością świata! Chryste, błagam Cię, spraw, aby dla mnie istotną rzeczą była Twoja Ewangelia, Twoje słowo, Twój pokój. Twój ideał, o Chryste, jest jedyną rzeczywistością.
    Bez Ciebie nic nie mogę zbudować; bez Ciebie nic nie mogę ofiarować ludziom; nie chce nic dawać ludziom prócz Ciebie, oni bowiem szukają tylko tego, tych „rzeczywistości” — zagubieni w swoich małych rzeczywistościach, tak mało rzeczywistych a przemijających tak szybko jak cień. Jaki wstyd. gdybym ja, Twój kapłan, nie był zawsze gotowy mówić im, że istnieje tylko jedna rzeczywistość nie przemijająca, życie wieczne, miłość nieskończona, osoba boska, Bóg-Człowiek, w którym zostają przebóstwieni. Ty, o Chryste, jesteś pokojem świata, albowiem Ty ich jednasz z Ojcem niebieskim i dajesz. sumieniom jedność, czystość, sprawiedliwość, miłość.
    O Chryste!… Nie pragnę niczego prócz Ciebie; Ty jesteś wszystkim dla mnie; chcę głosić światu tylko Ciebie, Twoją odwieczną miłość, Twoją miłość ukrzyżowaną i chwalebną. Człowiek bowiem jest stworzony, aby wyśpiewywać miłość i nieść ją światu (P. I.yonnet).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 447

Święta Gemma Galgani, dziewica

Święta Gemma Galgani

Gemma przyszła na świat 12 marca 1878 roku w Lucce (Włochy) jako piąte z ośmiorga dzieci aptekarza Henryka Galgani i Aurelii z domu Landi. Chrzest otrzymała następnego dnia po urodzeniu wraz z imionami: Gemma Humberta Pia. Jeszcze jako dziecko została oddana do szkoły sióstr Oblatek Ducha Świętego. Przełożoną tej szkoły była bł. Helena Guerra (+ 1914), założycielka tego zgromadzenia. W ósmym roku życia dziewczynka została dopuszczona do I Komunii świętej i do sakramentu Bierzmowania. W wigilię przyjęcia Pana Jezusa napisała w swoim dzienniczku: „Postaram się, aby każdą spowiedź odprawiać i Komunię świętą przyjmować tak, jakby to był ostatni dzień w moim życiu. Będę często nawiedzać Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, zwłaszcza gdy będę strapiona”.
Bóg nie oszczędzał jej cierpień. Mając 8 lat straciła matkę. Potem na gruźlicę zachorował jej ukochany brat. Gemma opuściła szkołę i internat sióstr, by oddać się pielęgnacji brata-kleryka, Eugeniusza, czuwając przy nim dzień i noc. Wyczerpana, zupełnie tak osłabła, że odchorowała to przez trzy miesiące. Do pełnego zdrowia nigdy już nie mogła powrócić. Niedługo potem wywiązała się u niej choroba nóg. W czasie operacji, nader bolesnej, ściskała w rękach krzyż. To był dopiero początek doświadczeń. Wkrótce nadeszła śmierć ojca, zupełny krach majątkowy, gruźlica kręgosłupa, zapalenie nerek. Cały rok Gemma przeleżała w łóżku, unieruchomiona gipsowym gorsetem. Wreszcie musiała opuścić własny dom, gdyż było w nim zbyt ciasno. Na prośbę spowiednika przyjęła ją do siebie pewna pobożna niewiasta z rodziny Gianninich. Był moment, że jej stan był już beznadziejny. Poddała się ponownie operacji. Wpatrzona w wizerunek Chrystusa Pana na krzyżu, zniosła ją bez słowa skargi i jęku.
8 czerwca 1899 r., w wigilię uroczystości Serca Pana Jezusa, Gemma otrzymała dar stygmatów, czyli odbicia ran Pana Jezusa. Sama tak o tym napisała: „Był wieczór, ogarnął mnie ogromny żal za grzechy, jakiego dotąd nie odczuwałam. Uświadomiłam sobie równocześnie wszystkie cierpienia, jakie Pan Jezus poniósł dla mego zbawienia. I oto znalazłam się w obecności mej Matki. Po Jej prawej ręce stał Anioł Stróż. Kochająca Matka nakazała mi wzbudzić żal serdeczny za grzechy, a gdy to uczyniłam, zwróciła się do mnie ze słowami: «Córko, w imię Jezusa masz odpuszczone grzechy. Jezus, mój Syn, bardzo cię ukochał i pragnie dać ci dowód swojej szczególnej łaski. Czy zechcesz okazać się jej godną? Ja ci będę Matką. Czy chcesz mi się okazać prawdziwą córką?» Po czym rozchyliła swój płaszcz i okryła mnie nim. W tej chwili ukazał mi się Pan Jezus. Jego wszystkie rany były otwarte, lecz zamiast krwi wydobywały się z nich płomienie. Natychmiast te płomienie dotknęły moich dłoni, stóp i serca. Miałam wrażenie, że z bólu umieram, i gdyby mnie nie podtrzymała Matka Boża, byłabym upadła na ziemię. Gdy przyszłam do siebie, stwierdziłam, że klęczałam na podłodze. W rękach, w stopach i w sercu wciąż odczuwałam przejmujący ból. Kiedy się podniosłam, zauważyłam, że miejsca, w których odczuwałam ból, silnie krwawią. Okryłam je, jak mogłam, i przy pomocy Anioła Stróża dowlokłam się do łóżka (…). Boleści ustały dopiero w piątek o godzinie trzeciej po południu”. Odtąd stygmaty odnawiały się u Gemmy regularnie, co tydzień. Rany krwawiły od wieczoru w czwartek, kiedy przeżywała mękę Zbawiciela, aż do godz. 15 w piątek. Wtedy przestawały krwawić i natychmiast zasklepiały się. Dwa lata później Gemma została naznaczona kolejnymi stygmatami: korony cierniowej i śladów biczowania.
W roku 1902, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, Gemma zachorowała śmiertelnie. Po chwilowym polepszeniu się zdrowia, nastąpiło gwałtowne pogorszenie. Wezwany spowiednik udzielił jej ostatnich sakramentów. Agonia miała jednak trwać jeszcze przez szereg długich miesięcy, bo aż do 11 kwietnia 1903 roku. W Wielką Środę Gemma przyjęła wiatyk, a w Wielką Sobotę koło południa, mając zaledwie 25 lat, zmarła. Na kilka lat przed śmiercią Gemma zapoznała się z zakonem pasjonistów, któremu założyciel, św. Paweł od Krzyża, wyznaczył jako pierwszy cel słodkie rozważanie męki Pana Jezusa i rozpowszechnianie tego nabożeństwa wśród wiernych Kościoła. Spowiednikami i kierownikami duchowymi św. Gemmy byli pasjoniści. Na ręce jednego z nich złożyła także cztery śluby, właściwe zakonowi.
Papież Pius XI zaliczył Gemmę do chwały błogosławionych w 1933 roku, a papież Pius XII w roku 1940 dokonał jej kanonizacji. Powodem uznania jej świętości stało się świadome, milczące przyjęcie cierpienia. Atrybutem świętej jest lilia. Jest patronką studentów i aptekarzy. W Lucca, w klasztorze pasjonistów, można oglądać skromne sprzęty, których używała św. Gemma, oraz narzędzia pokuty, lekturę, fotografie.

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

10 kwietnia – Piątek w oktawie Wielkanocy, wspomnienie Świętego Fulberta z Chartres, biskupa

(Dz 4,1-12)
Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy. Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to? Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

(Ps 118,1.4.22-25)
REFREN: Kamień wzgardzony stał się fundamentem

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech bojący się Pana głoszą:
„Jego łaska na wieki”.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.
O Panie, Ty nas wybaw,
o Panie, daj nam pomyślność.

(Ps 118, 24)
Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy.

(J 21,1-14)
Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

 *************

Gdy wypaliły się idee, rozwiały nadzieje pokładane w Bogu albo w człowieku, powrót do dawnego sposobu życia jest czymś naturalnym. Uczniowie wrócili więc do łowienia ryb. A Jezus jeszcze raz staje na brzegu jeziora i tak jak dawniej prosi, żeby zarzucili sieci. Połów jest obfity – jak wtedy, gdy obiecał, że będą rybakami ludzi. Zmartwychwstały ożywia to wspomnienie, bowiem pierwsze wezwanie nie straciło mocy. Smak Zmartwychwstania dociera zawsze do najistotniejszych pragnień i wezwań.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 19

TO JEST PAN

Panie Jezu, Ty jesteś moim Bogiem; chce Ci dziękować, chcę Ciebie wywyższać (Ps 118, 28)

Jan opowiada (21, 1-14) jeszcze ukazanie się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim, po nocy, jaką Apostołowie spędzili na bezużytecznym połowie. Nie poznają Go. Stosują się jednak do Jego zalecenia, by ponownie zarzucić sieć, a ta napełniła się tak, że „nie mogli jej wyciągnąć”. Natychmiast „uczeń, którego Jezus miłował”, dostrzega w nadzwyczajnym połowie „znak” obecności Mistrza i mówi: „To jest Pan!” Miłość uczyniła Jana bardziej spostrzegawczym od innych; lecz ta sama miłość czyni Piotra szybszym: zaraz rzuca się do wody, by jak najprędzej znaleźć się przy Panu. „Każdy — wyjaśnia św. Jan Chryzostom — pozostaje wierny swojemu charakterowi, jeden posiadał większą spostrzegawczość, drugi nie mniejszą żywość. Jan pierwszy rozpoznał Jezusa, lecz Piotr pierwszy wyszedł Mu naprzeciw”. Z pełną znaczenia subtelnością Jan, bohater i sprawozdawca wydarzenia, tak tutaj jak i przy grobie podkreśla pierwszeństwo Piotra, uznając chętnie ten prymat, jakiego sam Jezus mu udzielił.

„To jest Pan!” Pod tą nazwą, miłą dla Apostołów, Jan rozpoznaje i wskazuje Jezusa; lecz teraz, po Jego zmartwychwstaniu, tytuł ten nabiera nowej doniosłości, głębszego życiowo znaczenia. Pascha jest istotnie uwieńczeniem panowania Jezusa. Teraz już wszystkie stworzenia należą do Niego, bo je odkupił za cenę swojej krwi, swojego wyniszczenia oraz posłuszeństwa aż do śmierci na krzyżu. „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię; aby… wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Ojca” (Flp 2, 9-11). Wszelki język powinien głosić z radością, że Jezus zmartwychwstały jest „Panem”. Poczynając od proroctw aż do Apokalipsy, całe Pismo święte głosi Jego chwalę: „Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę” (Ap 5, 12). Chrześcijanin powinien przyłączyć się do tego powszechnego chóru i wyśpiewywać na cześć Zmartwychwstałego, pozwalając zatriumfować w sobie Jego władzy. Przed Nim ma ustąpić wszelkie prawo i wielkość; Jemu każdy winien się oddać bez zastrzeżeń, bo On jest jedynym Panem naszego życia.

  • O Piotrze, ty biegniesz wszędzie z zapałem i niezadowolony, że ujrzałeś to, co widziałeś, wracasz, aby zobaczyć, i rozpalony pragnieniem ujrzenia Pana nie jesteś nigdy syty, że Go widzisz. Widzisz Go sam, widzisz Go z Jedenastoma, widzisz Go z siedemdziesięcioma, widzisz Go, gdy Tomasz wyznaje swoją wiarę. Widzisz Go także przy połowie ryb; lecz niezadowolony, że Go widziałeś, stajesz się niecierpliwy na skutek pragnienia, opuszczasz swoją sieć i nie przejmujesz się niebezpieczeństwem, bo zbyt długie wydaje ci się czekanie, by przybić do brzegu razem z innymi żeglując w łodzi. Również kiedy Pan chodził po wodzie, zapomniałeś o właściwościach swojej natury, pobiegłeś Mu naprzeciw po falach morskich. Podobnie i tutaj, gdy Pan czeka na brzegu, ty spieszysz złożyć Mu hołd, zdążając drogą krótszą i bardziej niebezpieczną.
    Niewątpliwie uwierzyłeś, a uwierzyłeś, bo umiłowałeś, a umiłowałeś, bo uwierzyłeś. Dlatego zasmuciłeś się, kiedy Jezus po raz trzeci zapytał Cię: „Miłujesz Mię?” Pan jednak nie wątpił w twoją miłość, nie pytał, by się przekonać, ale by cię pouczyć w chwili, gdy miał wstąpić do nieba, że ciebie nam zostawił jako zastępcę swojej miłości. A ty odpowiedziałeś: „Ty to wiesz dobrze, Panie, że Cię miłuję”. Świadom usposobienia swej duszy, okazujesz miłość, która od dawna znana jest Bogu. Któż inny mógłby tak łatwo powiedzieć to o sobie? O Piotrze, ty, który spośród wszystkich w ten sposób oświadczasz swoją miłość, jesteś postawiony ponad wszystkich, bo miłość twoja jest ponad wszystko (zob. św. Ambroży).
  • Ty, o Panie zmartwychwstały, przychodzisz do mnie; Ty odpokutowałeś grzech przez swoje cierpienia, zwyciężając śmierć zatriumfowałeś nad nią, a teraz żyjesz w chwale dla Ojca swego. Przyjdź do mnie i unicestwij dzieło szatana, zniszcz grzech i moje niewierności; przyjdź i pomnóż we mnie oderwanie od wszystkiego, co nie jest Bogiem; przyjdź i uczyń mię uczestnikiem tej nadobfitości doskonałego życia, które tryska teraz z Twego świętego człowieczeństwa. Wówczas razem z Tobą zaśpiewam Ojcu Twojemu hymn dziękczynienia, On bowiem w ten dzień ukoronował Ciebie, naszą Głowę, czcią i chwałą (K. Marmion: Chrystus w swoich tajemnicach 15).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 444

Święty Fulbert z Chartres, biskup

Święty Fulbert z Chartres

Fulbert urodził się w 960 r. w ubogiej rodzinie. Przypuszcza się, że pochodził z Poitiers. Uczył się w szkole katedralnej w Reims. Jego mistrzem był Gerbert, późniejszy papież Sylwester II. Około 990 r. Fulbert przybył do Chartres, by podjąć pracę nauczyciela w szkole katedralnej, którą wkrótce uczynił ośrodkiem kulturalnym Francji. Został mianowany kanonikiem i kanclerzem tamtejszej kurii biskupiej. Po śmierci biskupa Raula wybrano Fulberta jego następcą (1006).
Był aktywny w wielu dziedzinach życia publicznego, kulturalnego i kościelnego. Swoją wiedzą, gorliwością, a przede wszystkim umiejętnością obcowania z ludźmi rychło pozyskał sobie serca wiernych i duchowieństwa. Król francuski, Robert II Pobożny, nieraz zasięgał jego rady. Fulbert dbał o administrację kościelną i wyróżniał się jako doskonały gospodarz diecezji. Był wnikliwym teologiem, łączył mądrość ze świętością. Po pożarze, jaki nawiedził katedrę, odnowił ją tak okazale, że dzisiaj należy do podziwianych arcydzieł budownictwa sakralnego.
Dbał także o podniesienie poziomu szkolnictwa, z którego na pierwszym miejscu korzystali przyszli kandydaci do stanu duchownego. Odnowił w tym celu szkołę katedralną i postawił ją na tak wysokim poziomie, że przewyższała sławą nawet szkołę w Reims. Zwalczał symonię (handel godnościami kościelnymi i dobrami duchowymi) oraz inne nadużycia, jakie od lat występowały w Kościele. Wyróżniał się szczególnym darem jednania zwaśnionych. Dlatego często w różnych sporach brano go za rozjemcę. Miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, która przywróciła mu zdrowie w ciężkiej chorobie.
Fulbert zostawił po sobie także szereg cennych pism. Wśród nich wyróżniają się kazania i traktaty teologiczne. Był również uzdolnionym poetą łacińskim, autorem pięknych hymnów. Najcenniejsze jednak są listy, które pozwalają poznać głębiej jego osobowość, ideały i działanie. Równocześnie dają nam wgląd w ówczesną, ciekawą epokę.
Fulbert zmarł 10 kwietnia 1028 r. w wieku ok. 68 lat.

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

9 kwietnia – Czwartek w oktawie Wielkanocy, wspomnienie Świętej Marii, żony Kleofasa

(Dz 3,11-26)
Gdy chromy, uzdrowiony, trzymał się Piotra i Jana, cały lud zdumiony zbiegł się do nich w krużganku, który zwano Salomonowym. Na ten widok Piotr przemówił do ludu: Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami. I przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego widzicie i którego znacie, imię to przywróciło siły. Wiara /wzbudzona/ przez niego dała mu tę pełnię sił, którą wszyscy widzicie. Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków. Powiedział przecież Mojżesz: Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu. Zapowiadali te dni także pozostali prorocy, którzy przemawiali od czasów Samuela i jego następców. Wy jesteście synami proroków i przymierza, które Bóg zawarł z waszymi ojcami, kiedy rzekł do Abrahama: Błogosławione będą w potomstwie twoim wszystkie narody ziemi. Dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił każdemu z was w odwracaniu się od grzechów.

(Ps 8,2.5-9)
REFREN: Jak jest przedziwne imię Twoje, Panie!

O Panie, Panie nasz,
jak przedziwne jest imię Twoje po całej ziemi.
Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?

Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
uwieńczyłeś go czcią i chwałą.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich,
wszystko złożyłeś pod jego stopy:

Owce i bydło wszelakie
i dzikie zwierzęta,
ptaki niebieskie i ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza.

(Ps 118, 24)
Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy.

(Łk 24,35-48)
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.

 **********

Kolejne spotkanie w szkole wiary w Zmartwychwstałego. Tym razem Jezus pozwala uczniom przekonać się, że jest tą samą osobą, która wezwała ich, by poszli za Nim. Pozwala się dotknąć, prosi o kawałek ryby, rozmawia. Wchodzi w ich codzienność, przynosząc pokój, tak potrzeby po doświadczeniu krzyża. Umocnieni tym spotkaniem, już za chwilę w Jego imię będą czynić znaki i nauczać. Pewność wiary dojrzewa w spotkaniu ze zmartwychwstałym Chrystusem.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 15-16

POŚRÓD SWOICH

„Pan rzeczywiście zmartwychwstał. Jemu chwała i moc na wieki wieków!” (Łk 24, 34; Ap 1,6)

Jezus, ukazawszy się Magdalenie, pobożnym niewiastom, Piotrowi i uczniom z Emaus, w sam wieczór Paschy ukazuje się Jedenastu i innym, którzy byli zebrani z nimi w Jerozolimie (Łk 24, 35-48). Oni wierzą w Zmartwychwstanie i rozmawiają o tym: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”; ponadto usłyszeli przed chwilą opowiadanie dwóch uczniów z Emaus. A jednak, kiedy Jezus stanął pośród nich, „zatrwożyli się i wylękli”, bo zdawało się im, „że widzą ducha”. Zjawienie się czegoś Bożego tak olśniewa umysł ludzki, że budzi się samorzutnie wątpliwość: czy to prawdziwe? czy to zjawa? Błogosławione jednak są te wątpliwości uczniów! Dowodzą one, że ich wiara w Zmartwychwstałego nie pochodzi z łatwowierności czy entuzjazmu ani z sugestii, ale opiera się na danych obiektywnych, stwierdzonych przez zmysł rzeczywistości. Sam Jezus pomaga im zdać sobie sprawę z prawdy: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Nie tylko zobaczyć, lecz nawet dotknąć; to, czego się dotyka, nie może być urojone. Radość jednak, że odzyskali Mistrza żywego, jest tak wielka, że nie śmią jeszcze wierzyć sobie samym. A Pan, przystosowując się coraz więcej do ich odczuć psychicznych, mówi: „Macie tu coś do jedzenia?” Wziął kawałek ryby i jadł „wobec nich”. Jego chwalebny stan uwalnia Go od wszelkich potrzeb fizycznych, a jednak przyjmuje pokarm, aby udowodnić uczniom konkretną rzeczywistość swojej Osoby. Jest pośród nich w swoim ciele uwielbionym, a chociaż ma ono szczególne właściwości, jak niespodziewane zjawianie się i znikanie, jest to jednak prawdziwe Jego ciało; potwierdzają to znaki gwoździ w rękach i nogach (J 20, 25-27).

Pan zmartwychwstały, we wszystkich zjawieniach dostosowuje się z niezwykłą łaskawością do stanu duszy tych, którym się ukazuje. Nie ze wszystkimi postępuje w jednakowy sposób, lecz różnymi drogami i środkami doprowadza wszystkich do pewności co do swego zmartwychwstania. A właśnie to się liczy. Zmartwychwstanie jest kluczem całego chrześcijaństwa, a Zmartwychwstały chciał wszelakim sposobem upewnić o tym fakcie rodzący się Kościół, aby w ciągu wszystkich wieków wiara wierzących opierała się na mocnym fundamencie. „Pan rzeczywiście zmartwychwstał!” Na tej wielkiej rzeczywistości każdy wierzący może oprzeć własne życie.

  • O Panie, przyjdź do duszy mojej i powiedz moim władzom i zmysłom: „Pokój niech będzie z wami”. Daj mi, Panie, pokój, jakiego świat nie może mi dać. Zaprowadź pokój między moim ciałem a moim duchem, między moimi władzami wewnętrznymi a zewnętrznymi. Daj pokój z Ojcem Twoim i moimi braćmi. O Panie, powiedz duszy mojej: „Ja jestem; nie bój się”, bo jeśli Ty jesteś ze mną, znika wszelka bojaźń.
    Dzięki Ci, Boski Nauczycielu, za wielką łaskę, jaką uczyniłeś swoim uczniom, a przez nich nam wszystkim. Ty sam pozwoliłeś się oglądać i dotykać, udzielając im życia i radości. Błogosławiony, kto mógł być obecny na tym szczęśliwym zebraniu, kto mógł oglądać Twoją piękność, słuchać Twego głosu i dotykać Twoich ran bezcennych. O słodki Jezu, staję w duchu przed Tobą, uwielbiam Twój najwyższy majestat i, upadłszy przed Tobą, chcą ucałować Twoje najkosztowniejsze rany, pełen ufności, że one uzdrowią rany moje.
    Na koniec, o Panie, błagam Cię, abyś odsłonił również przede mną, jak przed swoimi uczniami, tajemnice Pisma świętego. Wyznaję, że wskutek grzechów moich jestem niezdolny je zrozumieć; lecz pamiętaj, że dla zasług swej męki otworzyłeś księgę naznaczoną siedmioma pieczęciami. Otwórz, Panie, dla mnie księgę Twoich tajemnic i oświeć mój umysł, abym mógł je zrozumieć i cały zapłonąć ogniem Twej miłości (zob. L. da Ponte).
  • O Chryste, wyciągając ręce swoje na Krzyżu, napełniłeś świat miłością Ojca. Dlatego śpiewamy hymn zwycięstwa.
    Śmierć na Twoje skinienie, o Władco życia, zbliżyła się do Ciebie ze strachem, jak niewolnica, i przez nią pozyskałeś dla nas życie bez końca i zmartwychwstanie (Liturgia bizantyńska).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 440

Święta Maria, żona Kleofasa

Święta Maria Kleofasowa

Maria należała do rodziny Maryi. Być może była rodzoną siostrą św. Józefa. Św. Hegezyp (+ ok. 180), który żył w początkach chrześcijaństwa i któremu była dobrze znana tradycja apostolska, nazywa Kleofasa (Klopasa, zwanego także Alfeuszem) – bratem św. Józefa, Oblubieńca Maryi. Synami Marii Kleofasowej byli: św. Jakub Młodszy, Józef i Juda Tadeusz (Mt 27, 55-56; Łk 24, 10; Mk 15, 40-41), których Ewangelie nazywają „braćmi”, czyli krewnymi Jezusa.
Maria należała do najbliższego grona Pana Jezusa. Towarzyszyła Mu podczas wędrówek apostolskich i razem z innymi pobożnymi niewiastami troszczyła się o doczesne potrzeby Pana Jezusa, takie jak pożywienie, pranie, a nawet dach nad głową. Trwała przy Nim aż do śmierci. „Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra matki Jego, Maria, żona Kleofasa” – potwierdza w swojej Ewangelii bezpośredni świadek, św. Jan Apostoł (J 19, 25). Kiedy udała się razem z Marią Magdaleną i Joanną w poranek wielkanocny do grobu Pana Jezusa, aby namaścić Jego ciało olejkami, pierwsza ujrzała anioła – świadka zmartwychwstania – i rozmawiała z nim (Mt 28, 1-8; Mk 16, 1-8). Jej też pojawił się w powrotnej drodze Pan Jezus Zmartwychwstały (Mt 28, 9-10). O dalszych losach św. Marii Kleofasowej nic nie wiemy.

Zobacz także:

•  Święty Gaucheriusz, prezbiter

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz