24 czerwca – wspominamy Narodzenie św. Jana Chrzciciela

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

(Ps 139,1-3.13-15)
REFREN: Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła.

I duszę moją znasz do głębi.
Nie tajna Ci istota,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.

(Dz 13,22-26)
W synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: Bóg dał ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: ” Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach „. Bracia, synowie rodu Abrahama, i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu.

(Łk 1,76)
Ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogę.

(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

**********

Świętujemy dziś narodziny największego i ostatniego z proroków – Jana, który łączy Stare i Nowe Przymierze. Zapowiedź jego narodzin została przez Zachariasza przyjęta z niedowierzaniem. To takie ludzkie – wydaje nam się, że wiemy, czym jest Tajemnica, dopóki nie dotyczy nas bezpośrednio. Ile już mieliśmy w życiu takich Bożych zwiastowań, ile już razy przychodziła do nas Dobra Nowina, a my ją analizowaliśmy, dzieląc włos na czworo… Zabrakło tylko wiary. Na szczęście Bóg jest większy od naszych zwątpień. Po miesiącach milczącego oczekiwania rodzi się Jan, który przedstawi światu Mesjasza.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 101

BĘDZIEMY W NIM PRZEBYWAĆ

„O światłości nieustająca, błogosławiona Jedności i Trójco, wlej miłość w nasze serca” (LG: Uroczystość Trójcy Przenajśw.)

Bóg już naszym pierwszym rodzicom pragnął się oddać nie tylko jako Stwórca, lecz także jako Trójca. Grzech jednak przerwał to poufne, przyjacielskie obcowanie, z jakim Bóg chciał odnosić się do człowieka jako do dziecka, przyjaciela, pragnąc mu objawić tajemnicę swojego życia wewnętrznego i dać mu w nim uczestnictwo. Wszystko to zostanie zwrócone człowiekowi przez Wcielenie Słowa, przez Chrystusa, Człowieka-Boga, Pośrednika między Bogiem a ludzkością. Jezus przez odkupienie człowieka z grzechu przywrócił mu zdolność przyjęcia daru Bożego: łaskę uświęcającą, a więc miłość, która go czyni uczestnikiem natury i życia Bożego. Jezus na mocy odkupienia, jakiego dokonał, może uczynić wielką obietnicę: „Jeśli Mnie kto miłuje… Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do Niego, i będziemy w nim przebywać” (J 14, 23). W tym, kto miłuje, czyli w wiernym żyjącym w łasce i miłości, Trójca Przenajświętsza podoba sobie i zakłada swoje mieszkanie, ponieważ, jak mówi św. Jan; „Bóg jest miłością; kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). Bóg sam wlewa do duszy człowieka miłość, uczestnictwo stworzone w Jego bycie, naturze boskiej; wlewa ją Ojciec, który jest jej głównym źródłem, Syn zaś wysługuje ją, a Duch Święty udziela. Jest to dar darmo dany i całkowicie uprzedzający, ponieważ Bóg „sam pierwszy nas umiłował” (tamże 19), lecz to człowiek musi otworzyć się na przyjęcie tego daru, nie stawiać mu przeszkód ani oporu. Im lepiej potrafi przyjąć miłość Bożą i żyć w niej, z tym większym upodobaniem Trójca Przenajświętsza będzie przebywać w nim, jak przyjaciel podoba sobie w obcowaniu z przyjacielem, utrzymując z nim słodką zażyłość. „Oto — mówi Pan — stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Jaka będzie nasza odpowiedź?

  • „O dusze, stworzone do takich wielkości i do nich wezwane — woła św. Jan od Krzyża — co czynicie? I na czym się zatrzymujecie?” (P.d. 39, 7). Trójca Przenajświętsza pragnie udzielić nam swego boskiego życia. Czy gdzie indziej więc będziemy kierować wzrok naszej duszy?
    Święta i nierozdzielna Trójco, dobroci niezawodna, wysłuchaj moich błagań: ponieważ uczyniłaś mnie uczestnikiem swoich tajemnic bez żadnej z mojej strony zasługi, lecz tylko dzięki Twojej darmo danej dobroci, spraw, abym do ostatniej godziny wytrwał w wierze, nadziei i miłości…
    Boże w Trójcy jedyny, przyjmij modlitwy Twojego pokornego sługi. Daj mi, o Panie, pilność w szukaniu Ciebie, mądrość w odnajdywaniu Cię, duszę, która by Cię poznała, oczy, które by Cię widziały, obcowanie, które by Ci się podobało, wytrwałość aż do końca, szczęśliwy koniec, wieczną nagrodę…
    Tobie, o Panie, odkrywam tajemnice mojego serca. Tobie wyznaję wszystkie moje grzechy… Kieruj wszystkimi moimi czynnościami według swego upodobania, abym postępował z dnia na dzień z cnoty w cnotę. Do Ciebie, o Panie, zanoszę moją modlitwę błagalną, Tobie składam jęk mojego serca…
    O Trójco, błogosławiona światłości, pomnóż we mnie wiarę, nadzieję, miłość, uwolnij mnie, zbaw mnie, racz usprawiedliwić mnie…
    Przyjdź, o litościwy Panie, i zamieszkaj między nami, abyśmy odczuwali Twoją obecność w naszych sercach (św. Anzelm).
  • O Trójco Święta, Ojcze, Synu i Duchu Święty, niechaj Twoja boska wszechmoc kieruje mną i utwierdzi mnie, Twoja boska mądrość niechaj mnie poucza i oświeca, Twoja boska dobroć niech wzmocni i udoskonali moją wiarę, abym mogła oddać ją Tobie w godzinie śmierci pełną i bez zmazy, wzbogaconą w obfitość wszystkich cnót.
    Ojcze niebieski, Królu królów, racz przygotować we mnie uroczystość weselną dla Króla, Twojego Syna. Jezu Chryste, Synu Boga żywego, spraw, aby moja miłość złączyła się z Tobą, ponieważ Ty jesteś równocześnie moim królem i moim Bogiem. Duchu Święty Pocieszycielu, zjednocz na wieki moje serce z Jezusem tym samym węzłem miłości, jakim jednoczysz Ojca i Syna (św. Gertruda).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 314

Święty Jan Chrzciciel

Święty Jan Chrzciciel

Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza tyle, co „Bóg jest łaskawy”. Jan Chrzciciel urodził się jako syn kapłana Zachariasza i Elżbiety (Łk 1, 5-80). Jego narodzenie z wcześniej bezpłodnej Elżbiety i szczególne posłannictwo zwiastował Zachariaszowi archanioł Gabriel, kiedy Zachariasz jako kapłan okadzał ołtarz w świątyni (Łk 1, 8-17). Przyszedł na świat w sześć miesięcy przed narodzeniem Jezusa (Łk 1, 36), prawdopodobnie w Ain Karim leżącym w Judei, ok. 7 km na zachód od Jerozolimy. Wskazuje na to dawna tradycja, o której po raz pierwszy wspomina ok. roku 525 niejaki Teodozjusz. Przy obrzezaniu otrzymał imię Jan, zgodnie z poleceniem anioła. Z tej okazji Zachariasz wyśpiewał kantyk, w którym sławi wypełnienie się obietnic mesjańskich i wita go jako proroka, który przed obliczem Pana będzie szedł i gotował mu drogę w sercach ludzkich (Łk 1, 68-79). Kantyk ten wszedł na stałe do liturgii i stanowi istotny element codziennej porannej modlitwy Kościoła – Jutrzni. Poprzez swoją matkę, Elżbietę, Jan był krewnym Jezusa (Łk 1, 36).
Św. Łukasz przekazuje nam w Ewangelii następującą informację: „Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywało na miejscach pustynnych aż do czasu ukazania się swego w Izraelu” (Łk 1, 80). Można to rozumieć w ten sposób, że po wczesnej śmierci rodziców będących już w wieku podeszłym, Jan pędził żywot anachorety, pustelnika, sam lub w towarzystwie innych. Nie jest wykluczone, że mógł zetknąć się także z esseńczykami, którzy wówczas mieli nad Morzem Martwym w Qumran swoją wspólnotę. Kiedy miał już lat 30, wolno mu było według prawa występować publicznie i nauczać. Podjął to dzieło nad Jordanem, nad brodem w pobliżu Jerycha. Czasem przenosił się do innych miejsc, np. Betanii (J 1, 28) i Enon (Ainon) w pobliżu Salim (J 3, 23). Swoje nauczenie rozpoczął w piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza (Łk 3, 1), czyli w 30 r. naszej ery według chronologii, którą się zwykło podawać.

Święty Jan ChrzcicielJako herold Mesjasza Jan podkreślał z naciskiem, że nie wystarczy przynależność do potomstwa Abrahama, ale trzeba czynić owoce pokuty, trzeba wewnętrznego przeobrażenia. Na znak skruchy i gotowości zmiany życia udzielał chrztu pokuty (Łk 3, 7-14; Mt 3, 7-10; Mk 1, 8). Garnęła się do niego „Jerozolima i cała Judea, i wszelka kraina wokół Jordanu” (Mt 3, 5; Mk 1, 5). Zaczęto nawet go pytać, czy przypadkiem on sam nie jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan stanowczo rozwiewał wątpliwości twierdząc, że „Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie: ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów” (Mt 3, 11). Na prośbę Chrystusa, który przybył nad Jordan, Jan udzielił Mu chrztu. Potem niejeden raz widział Chrystusa nad Jordanem i świadczył o Nim wobec tłumu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29. 36). Na skutek tego wyznania, przy Chrystusie Panu zjawili się dwaj pierwsi uczniowie – Jan i Andrzej, którzy dotąd byli uczniami św. Jana (J 1, 37-40).
Na działalność Jana szybko zwrócili uwagę starsi ludu. Bali się jednak jawnie przeciwko niemu występować, woleli raczej zająć stanowisko wyczekujące (J 1, 19; Mt 3, 7). Osobą Jana zainteresował się także władca Galilei, Herod II Antypas (+ 40), syn Heroda I Wielkiego, który nakazał wymordować dzieci w Betlejem. Można się domyślać, że Herod wezwał Jana do swojego zamku, Macherontu. Gorzko jednak pożałował swojej ciekawości. Jan bowiem skorzystał z tej okazji, aby rzucić mu prosto w oczy: „Nie wolno ci mieć żony twego brata” (Mk 6, 18). Rozgniewany król, z poduszczenia żony brata Filipa, którą ku ogólnemu oburzeniu Herod wziął za własną, oddalając swoją żonę prawowitą, nakazał Jana aresztować. W dniu swoich urodzin wydał ucztę, w czasie której, pijany, pod przysięgą zobowiązał się dać córce Herodiady, Salome, wszystko, o cokolwiek zażąda. Ta po naradzeniu się z matką zażądała głowy Jana. Herod nakazał katowi wykonać wyrok śmierci na Janie i jego głowę przynieść na misie dla Salome (Mt 14, 1-12). Jan miał wtedy trzydzieści kilka lat.

Święty Jan ChrzcicielJezus wystawił Janowi świadectwo, jakiego żaden człowiek z Jego ust nie otrzymał: „Coście wyszli oglądać na pustyni? (…) Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 7-11; Łk 7, 24-27).

Jan Chrzciciel jako jedyny wśród świętych Pańskich cieszy się takim przywilejem, iż obchodzi się jako uroczystość dzień jego narodzin. U wszystkich innych świętych obchodzimy jako święto dzień ich śmierci – czyli dzień ich narodzin dla nieba. Ponadto w kalendarzu liturgicznym znajduje się także wspomnienie męczeńskiej śmierci św. Jana Chrzciciela, obchodzone 29 sierpnia.
W Janie Chrzcicielu uderza jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru, bezkompromisowość. Był pierwszym świętym czczonym w całym Kościele. Jemu dedykowana jest bazylika rzymska św. Jana na Lateranie, będąca katedrą papieża. Jan Chrzciciel jest patronem Austrii, Francji, Holandii, Malty, Niemiec, Prowansji, Węgier; Akwitanii, Aragonii; archidiecezji warszawskiej i wrocławskiej; Amiens, Awinionu, Bonn, Florencji, Frankfurtu nad Menem, Kolonii, Lipska, Lyonu, Neapolu, Norymbergi, Nysy, Wiednia, Wrocławia; jest patronem wielu zakonów, m. in. joannitów (Kawalerów Maltańskich), mnichów, dziewic, pasterzy i stad, kowali, krawców, kuśnierzy, rymarzy; abstynentów, niezamężnych matek, skazanych na śmierć. Jest orędownikiem podczas gradobicia i w epilepsji.

Święty Jan ChrzcicielW ikonografii św. Jan przedstawiany jest jako dziecko, młodzieniec lub mąż ascetyczny, ubrany w skórę zwierzęcą albo płaszcz z sierści wielbłąda. Jego atrybutami są: Baranek Boży, baranek na ramieniu, na księdze lub u stóp, baranek z kielichem, chłopiec bawiący się z barankiem, głowa na misie, krzyż. W tradycji wschodniej, zwłaszcza w ikonach, ukazywany jest jako zwiastun ze skrzydłami.

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , , | Dodaj komentarz

23 czerwca – wspominamy Świętego Józefa Cafasso

(Rdz 13,2.5-18)
Abram był bardzo zasobny w trzody, srebro i złoto. Lot, który szedł z Abramem, miał również owce, woły i namioty. Kraj nie mógł utrzymać ich obu, bo zbyt liczne mieli trzody; musieli więc się rozłączyć. A gdy wynikła sprzeczka pomiędzy pasterzami trzód Abrama i pasterzami trzód Lota – mieszkańcami kraju byli wówczas Kananejczycy i Peryzzyci – rzekł Abram do Lota: Niechaj nie będzie sporu między nami, między pasterzami moimi a pasterzami twoimi, bo przecież jesteśmy krewni. Wszak cały ten kraj stoi przed tobą otworem. Odłącz się ode mnie! Jeżeli pójdziesz w lewo, ja pójdę w prawo, a jeżeli ty pójdziesz w prawo, ja – w lewo. Wtedy Lot, spojrzawszy przed siebie, spostrzegł, że cała okolica wokół doliny Jordanu aż do Soaru jest bardzo urodzajna, była ona bowiem jak ogród Pana, jak ziemia egipska, zanim Pan nie zniszczył Sodomy i Gomory. Lot wybrał sobie zatem całą tę dolinę Jordanu i wyruszył ku wschodowi, I tak rozłączyli się obaj. Abram pozostał w ziemi Kanaan, Lot zaś zamieszkał w owej okolicy, rozbiwszy swe namioty aż po Sodomę. Mieszkańcy Sodomy byli źli, gdyż dopuszczali się ciężkich przewinień wobec Pana. Po odejściu Lota Pan rzekł do Abrama: Spójrz przed siebie i rozejrzyj się z tego miejsca, na którym stoisz, na północ i na południe, na wschód i ku morzu; cały ten kraj, który widzisz, daję tobie i twemu potomstwu na zawsze. Twoje zaś potomstwo uczynię liczne jak ziarnka pyłu ziemi; jeśli kto może policzyć ziarnka pyłu ziemi, policzone też będzie twoje potomstwo. Wstań i przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz: tobie go oddaję. Abram zwinął swe namioty i przybył pod Hebron, gdzie były dęby Mamre. Osiedliwszy się tam, zbudował ołtarz dla Pana.

(Ps 15,1-5)
REFREN: Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie

Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie?
Kto zamieszka na Twej górze świętej.
Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie
i mówi prawdę w swym sercu.

Kto swym językiem oszczerstw nie głosi,
kto nie czyni bliźniemu nic złego,
nie ubliża swoim sąsiadom,
kto za godnego wzgardy uważa złoczyńcę,
ale szanuje tego, kto się boi Pana.

Kto dotrzyma przysięgi dla siebie niekorzystnej,
kto nie daje swych pieniędzy na lichwę
i nie da się przekupić przeciw niewinnemu.
Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje.

(Ps 25,4b.5)
Naucz mnie, Boże mój, chodzić twoimi ścieżkami, prowadź mnie w prawdzie, według Twych pouczeń.

(Mt 7,6.12-14)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.

*************

„Wchodźcie przez ciasną bramę. (…) Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ja znajdują”. Na szerokiej drodze łatwo ominąć człowieka. Łatwo ominąć Boga. Chrystus jest drogą, ale bardzo wąską, gdzie aż roi się od naszych bliźnich. Na tej drodze nigdy nie jesteśmy sami, wciąż ktoś nas potrzebuje. A gdy będziemy bezgranicznie oddani innym – to wtedy obok nas, bardzo blisko (bo droga jest przecież wąska) – będzie szedł sam Bóg.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 97

TAJEMNICA BOGA ŻYWEGO

„Moje serce i ciało radośnie wołają do Boga żywego” (Ps 84, 3)

Tajemnica Trójcy lepiej niż jakakolwiek inna ukazuje nam naszego Boga jako „Boga żywego”, i życie Jego istotowo i nieustannie tak płodne, że Ojciec daje Synowi całą swoją naturę i istotę, Ojciec zaś i Syn przekazują ją Duchowi Świętemu, nie pozbawiając jej siebie, lecz posiadając razem w tym samym stopniu i doskonałości nieskończonej. „W Trójcy tej nie ma nic późniejszego ani wcześniejszego, nic większego ani mniejszego, lecz są trzy Osoby w pełni równe i współwieczne” (Symbol pseudo-atanazjański).

Tajemnica Trójcy lepiej też niż jakakolwiek inna objawia nieskończoną dobroć Boga, czyli mówi, że Bóg jest dobry nie tylko jako dobro nieskończonej lecz także dlatego, że daje całe swoje dobro: Ojciec Synowi, a Syn razem z Ojcem Duchowi Świętemu. Życie Trójcy jest wzajemnym i nieustannym udzielaniem się w doskonałej łączności: Ojciec daje się całkowicie Synowi, Syn zaś daje się całkowicie Ojcu, a przez ten Ich dar wzajemny pochodzi Duch Święty, Dar istotowy, który ze swej strony daje się Ojcu i Synowi. Wynika stąd, że „Ojciec jest cały w Synu i cały w Duchu Świętym; Syn jest cały w Ojcu i cały w Duchu Świętym; Duch Święty jest cały w Ojcu i cały w Synu” (sobór florencki). Jest to tajemnica Boga żywego, „Boga prawdziwego, jedynego w Trójcy i troistego w Jedności” (LG).

Opierając się na Objawieniu i na nauce Kościoła, człowiek może poznać tę wzniosłą tajemnicę, lecz nie może jej pojąć. Wobec niej odczuwa bardziej niż kiedykolwiek nieskończoną nieproporcjonalność między rozumem ludzkim a tajemnicami Bożymi, zauważa bardziej niż kiedykolwiek niepojętą odległość, jaka zachodzi między stworzeniem a Bogiem, nieskończonym Bytem, Najwyższym, Bogiem jedynym w Trójcy. Lecz jeśli głębokość tajemnicy oślepia rozum ludzki, to rozum oświecony wiarą nie pobłądzi: upokarza się uznając własną niewystarczalność, wierzy i uwielbia. „Im bardziej jakaś tajemnica przewyższa porządek przyrodzony — pisze św. Teresa od Jezusa — tym mocniej w nią wierzę i tym głębszą wzbudza we mnie pobożność; tłumaczę ją sobie wszechmocą Boga, który może czynić wszystkie te wspaniałe rzeczy” (Ż. 19, 9),

  • Wzywam Cię, o błogosławiona, święta i chwalebna Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty; Boże, Panie i Pocieszycielu; miłości, łasko i darze.
    Wzywam Cię, który rodzisz, Ciebie, który jesteś zrodzony, i Ciebie, który odradzasz; prawdziwe światło z prawdziwego światła i prawdziwa światłości; zdroju, rzeko i nawodnienie; z jednego wszystko, przez jednego wszystko i w jednym wszystko; z którego, przez którego i w którym są wszystkie rzeczy; życie żywe, życie pochodzące z żywego i ożywiciel żyjących jeden od siebie; jeden z jednego i jeden z obydwóch… prawdą jest Ojciec, prawdą jest Syn i prawdą Duch Święty…
    Bóg, najwyższa i prawdziwa szczęśliwość, z której, przez którą i w której wszystko jest szczęśliwe, co jest szczęśliwe. Bóg, prawdziwe i najwyższe życie, z którego, przez które i w którym żyje wszystko, co prawdziwe, i szczęśliwie żyje (Pseudo-Augustyn).
  • O nadziejo moja, Ojcze mój, Stwórco mój, Panie mój prawdziwy i Bracie, gdy wspomnę na słowa Twoje, iż rozkoszą Twoją jest mieszkać z synami człowieczymi, dusza moja wielce się raduje. Panie nieba i ziemi, czyż grzesznik słysząc te słowa może jeszcze rozpaczać? Czy brak Ci może, Panie, kogoś, z kim byś używał rozkoszy, że szukasz sobie takiego jak ja nędznego robaka? Kiedy Syn Twój przyjmował chrzest w Jordanie, usłyszano głos nad Nim, że Ty upodobałeś sobie w Nim. Czy jesteśmy na równi z Nim, Panie?
    O, jakiż to nadmiar miłosierdzia, jaki ogrom łaski, na którą nigdy nie mogliśmy zasłużyć! I my, śmiertelni, możemy jeszcze o tym wszystkim nie pamiętać? Panie, Ty wszystko wiesz, wspomnij na naszą słabość i nie zapominaj o naszej bezgranicznej nędzy!
    O duszo moja, rozważaj tę wielką rozkosz miłości, jaką ma Ojciec poznając Syna swego, a Syn Ojca swego, i święty zapał miłości, z jakim Duch Święty jednoczy się z Ojcem i Synem! Żadna z trzech Osób nie może się odłączyć od tej miłości i od tego poznania, bo wszystkie Trzy są jedną istnością; wzajemnie siebie poznają, wzajemnie siebie miłują i wzajemne mają w sobie upodobanie. Na cóż im potrzebna miłość moja? Na co jej żądasz ode mnie, Boże mój? Co na niej zyskasz? Bądź błogosławiony, Boże mój, na wieki! Niechaj wszystko stworzenie chwali Ciebie, Panie, bez końca, jak Ty jesteś bez końca! (Św. Teresa od Jezusa: Wołania duszy do Boga 7, 1-2).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 310

Św. Józef Cafasso

Św. Józef Cafasso, kapłan (1811-1860). Urodził się w Castelnuovo d’Asti w Piemoncie. Po studiach teologicznych w Turynie przyjął święcenia kapłańskie. Miał wtedy 22 lata. Był wykładowcą, a później rektorem Instytutu Teologii Moralnej. Zasłynął jako duchowy przewodnik młodych kapłanów. Przez wiele lat posługiwał jako kapelan więzienny Żył w skrajnym ubóstwie. Beatyfikowany przez Piusa XI, który nazwał Świętego „perłą kleru Italii”. Kanonizowany w 1947 roku. Jest patronem więźniów i więzień.

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

22 czerwca – wspominamy Świętego Paulina z Noli, biskupa

(Rdz 12,1-9)
Bóg rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi. Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot. Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu. I zabrał Abram z sobą swoją żonę Saraj, swego bratanka Lota i cały dobytek, jaki obaj posiadali, oraz służbę, którą nabyli w Charanie, i wyruszyli, aby się udać do Kanaanu. Gdy zaś przybyli do Kanaanu, Abram przeszedł przez ten kraj aż do pewnej miejscowości koło Sychem, do dębu More. – A w kraju tym mieszkali wówczas Kananejczycy. Pan, ukazawszy się Abramowi, rzekł: Twojemu potomstwu oddaję właśnie tę ziemię. Abram zbudował tam ołtarz dla Pana, który mu się ukazał. Stamtąd zaś przeniósł się na wzgórze na wschód od Betel i rozbił swój namiot pomiędzy Betel od zachodu i Aj od wschodu. Tam również zbudował ołtarz dla Pana i wzywał imienia Jego. Zwinąwszy namioty, Abram wędrował z miejsca na miejsce w stronę Negebu.

(Ps 33,12-13.18-20.22)
REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana.

Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
Pan spogląda z nieba,
widzi wszystkich ludzi.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

Dusza nasza oczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.

(Hbr 4,12)
Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

(Mt 7,1-5)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka /tkwi/ w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.

*************

Bóg zaprasza nas do wędrówki, do wyjścia w nieznane, do zupełnie nowego życia. Podobnie jak Abram, także uczniowie Jezusa są wezwani do opuszczenia tego, co znane, oswojone. Mamy zostawić swoją mądrość, porzucić sądy o bliźnich i udać się w długą drogę oczyszczania serca. Na tej drodze ocalimy siebie, bo ocalimy bliźniego w swoim sercu: spojrzymy na niego tak, jak widzi go Bóg – czystymi oczyma.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 93

O BŁOGOSŁAWIONA TRÓJCO!

„Tobie chwała, Tobie uwielbienie, Tobie dziękczynienie na wieki wieków, o błogosławiona Trójco” (LG: Uroczystość Trójcy Przenajświętszej).

Człowiek jest całkowicie niezdolny zrozumieć samym tylko swoim rozumem tajemnicę Trójcy, nie ma też żadnego prawa, by ją poznać. Tajemnica ta przewyższa go całkowicie. Fakt, że Bóg mu ją objawił, ukazuje Boży zamiar, by dopuścić człowieka do zażyłości ze swoją rodziną jako syna, jako przyjaciela. „Już was nie nazywam sługami — powiedział Jezus — bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15, 15). To „wszystko”, co objawił Chrystus, dochodzi aż do najgłębszej osobistej tajemnicy Boga, tajemnicy Trójcy. Jak przyjaciel chowa dla przyjaciela najdroższe wewnętrzne tajemnice i odkrywa mu je na dowód przyjaźni, tak Słowo wcielone, Bóg prawdziwy, najdoskonalej równy Ojcu i Duchowi Świętemu, na dowód pełnej zaufania miłości objawił ludziom tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, którą On sam tylko widział i nieustannie widzi na łonie Ojca; dopiero po objawieniu tej tajemnicy nazywa ich przyjaciółmi.

Chrystus powierzył uczniom „wszystko, co słyszał od Ojca”, wszystko co oni mogą zrozumieć o życiu wewnętrznym Boga; w tym celu, aby i oni mogli radować się z Nim tą tajemnicą: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (tamże 11). On raduje się nieskończenie swoim Ojcem, raduje się, że jest Jego Synem, Jego doskonałym i istotowym obrazem, że Go miłuje i odbiera od Niego tę miłość z nieskończoną mocą Miłości nie stworzonej, raduje się tą miłością wzajemną, jaka pochodzi od Niego i od Ojca, a która jest Osobą Boską, Duchem Świętym. Tej swojej radości pragnie udzielić ludziom, aby i oni radowali się Ojcem, Synem, Duchem Świętym. Lecz ostatecznym celem, dla którego Chrystus objawia tę tajemnicę, jest chwała Boga, aby Bóg był uwielbiony przez ludzi nie tylko w jedności swojej natury, lecz także w swoich trzech Osobach; aby również na ziemi rozbrzmiewał hymn uwielbienia: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”.

  • Panie Boże nasz, wierzymy w Ciebie Ojcze, Synu i Duchu Święty… Trzymając się tej zasady wiary, kierowałem całym swoim wysiłkiem, aby szukać Ciebie, nie szczędziłam własnych sił liczyłem na Twoją pomoc. Pragnąłem widzieć siłami umysłu to, w co uwierzyłem: wiele dociekałem, wiele pracowałem, Panie, Boże mój, jedyna nadziejo moja, wysłuchaj mnie, spraw, abym nie uległ zmęczeniu i nie zaniechał poszukiwania Ciebie, ale bym zawsze gorliwie szukał oblicza Twego. Ty sam daj mi siły na poszukiwanie. Tyś bowiem pozwolił, abym Cię znalazł, Tyś mi dał nadzieję, że znajdować Cię będę coraz więcej.
    Przed Tobą jest moc i niemoc moja: moc zachowaj, niemoc ulecz. Przed Tobą jest wiedza moja i niewiedza; w bramie przez Ciebie uchylonej przyjmij mnie. U drzwi zamkniętych, kiedy pukam, otwórz mi. Niech o Tobie pamiętam, niech Ciebie zrozumiem, niech Ciebie pokocham. Wzmocnij we mnie te trzy pragnienia, aż mnie całkowicie odnowisz…
    Skoro przyjdziemy do Ciebie, ustanie wielkość słów, które wypowiadamy nie dosięgając Ciebie. Ty jeden będziesz wszystko we wszystkich i bez końca będziemy wypowiadali jedno, chwaląc Cię w jedności i w Tobie stawszy się jednością (św. Augustyn).
  • Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu świętemu, nieśmiertelnemu i mocnemu; zmiłuj się nad nami, zbaw nas. Alleluja, Alleluja, Alleluja!
    Wszystkie razem cudowne stworzenia Boże, nie milczcie ani rano, ani wieczór! Nie milknijcie ani gwiazdy świecące, ani niebosiężne góry, ani głębiny morskie, ani źródła bystrych potoków, dopóki my śpiewamy hymny na cześć Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Wszyscy aniołowie niebiescy niech odpowiadają: Amen! Amen! Amen!
    Moc, uwielbienie, cześć i chwała wieczna Bogu naszemu, jedynemu Panu wszelkiej łaski! Amen! Amen! Amen! (Preghiere dei primi cristiani 98).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 306

Święty Paulin z Noli, biskup

Święty Paulin z Noli

Urodził się w 353 r. w pobliżu Bordeaux. Był potomkiem możnego rodu patrycjuszowskiego; naprawdę nazywał się Pontius Meropius Anicius Paulinus. Zaliczany jest do grona mędrców, którzy tworzyli zręby wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa. Jego pierwszym nauczycielem w Bordeaux, a potem protektorem i przyjacielem, był wybitny retor i poeta Auzoniusz, który zarządzał prowincją i cieszył się względami cesarzy rzymskich. Rychło więc rozpoczął karierę urzędniczą, został konsulem i gubernatorem Kampanii. Prawdy wiary poznał od samego św. Ambrożego. W 379 r. poślubił Tharasię, chrześcijankę z Hiszpanii, i wkrótce przyjął chrzest z rąk św. Delfina, biskupa Bordeaux. Z Tharasią miał syna Celsusa, który jednak szybko zmarł; małżonkowie złożyli wówczas ślub czystości i postanowili poświęcić się wyłącznie Bogu. Młodzi małżonkowie powrócili do Francji, nawiedzając grób św. Marcina w Tours. Tu Paulin doznał niezwykłej łaski uzdrowienia z choroby oczu.
Paulin znalazł się w dobrach rodzinnych pod Barceloną, gdzie w 394 r. – z woli miejscowej ludności i za zgodą żony – przyjął święcenia kapłańskie. Sprzedał majątek i w Noli założył wspólnotę: pieniądze przeznaczył na wsparcie ubogich i wdów, na wykup niewolników, a także na budowę kościoła i ozdobienie grobu św. Feliksa z Noli. Wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do niego i ułożył ku jego czci kilka hymnów. Wiódł żywot mnicha, wedle surowych zasad. Zwyczajem ówczesnym miejscowy kler i ludność wybrali go w 410 r. na biskupa Noli. Zasłynął konsekwentną walką z herezją pelagianizmu oraz działalnością charytatywną. Szczególne oddanie potrzebującym wykazał podczas barbarzyńskiego najazdu Wizygotów na Italię. Jako biskup Paulin nawiązał szerokie stosunki z wieloma znakomitymi osobistościami Kościoła, przyjaźnił się ze świętymi: Augustynem (+ 430) i Hieronimem (+ 419 lub 420).
Zmarł 22 czerwca 431 r. Jego żywot napisał kapłan Uraniusz, który spędził szereg lat u boku Świętego. Św. Paulin zostawił po sobie sporo listów i poezji. Z jego hymnów dochowało się do naszych czasów 31. Należy więc do czołowych poetów pierwszych wieków chrześcijaństwa na Zachodzie. Od samego początku jego grób, położony obok sanktuarium św. Feliksa z Noli, był celem czci i pielgrzymek. W wieku XI jego ciało przeniesiono do Rzymu, do kościoła na wyspie rzeki Tybr. Obecnie spoczywają w sarkofagu-trumnie w kościółku w miejscowości Sutera na Sycylii obok relikwii św. Onufrego Wielkiego. Paulin jest patronem Noli (region Kampania we Włoszech).

Zobacz także:

•  Święty Paulin z Noli, biskup
•  Błogosławiony Innocenty V, papież

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

21 czerwca – wspominamy Świętego Alojzego Gonzagę, zakonnika

(Hi 38,1.8-11)
I z wichru Pan odpowiedział Hiobowi te słowa: Kto bramą zamknął morze, gdy wyszło z łona wzburzone, gdym chmury mu dał za ubranie, za pieluszki ciemność pierwotną? Złamałem jego wielkość mym prawem, wprawiłem wrzeciądze i bramę. I rzekłem: Aż dotąd, nie dalej! Tu zapora dla twoich nadętych fal.

(Ps 107,23-26.28-31)
REFREN: Chwalmy na wieki miłosierdzie Pana.

Ci, którzy statkami ruszyli na morze,
by handlować na wodach ogromnych,
widzieli dzieła Pana
i Jego cuda wśród głębin.

Rzekł i zerwał się wicher
burzliwe piętrząc fale.
Wznosili się pod niebo, zapadali w otchłań,
ich dusza truchlała w nieszczęściu.

Wołali w niedoli do Pana,
a On ich uwolnił od trwogi.
Zamienił burzę na powiew łagodny,
umilkły morskie fale.

Radowali się w ciszy, która nastała,
przywiódł ich do upragnionej przystani.
Niechaj dziękują Panu za Jego miłosierdzie,
za Jego cuda wobec synów ludzkich.

(2Kor 5,14-17)
Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł /Chrystus/ po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój.

(Mk 4,35-41)
Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: Przeprawmy się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

************

„Wołali w niedoli do Pana, a on uwolnił ich od trwogi”. Dzisiejsze czytania prowadzą nas nad brzeg życia i śmierci. Tam gdzie musimy opowiedzieć się, czy słuchamy lęku i trwogi, czy jesteśmy dziećmi odwagi płynącej z zaufania Bogu. Jezus swoją śmiercią pokonał już wszystko, co budzi w nas lęk. On nad wszystkim panuje. Strach, oddany w Jego ręce, już nie paraliżuje w nas miłości, która jest silniejsza od śmierci i która przynagla do ofiarowania swego życia.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 89

„Milcz, ucisz się”

Chyba żaden fragment Ewangelii nie zestawia tak wyraziście ludzkich i boskich cech Jezusa. Najpierw czytamy, że Jezus cały dzień nauczał tłumy. Możemy więc wyobrazić sobie Jego zmęczenie, gdy przez wiele godzin, w upale, spragniony napoju i odpoczynku, przyjmował ludzi, okazywał im zainteresowanie, pomagał. Nie ma więc co się dziwić, że wieczorem chciał się oddalić od tłumów i wypocząć. I nic też dziwnego w tym, że w łodzi kołysanej falami twardo usnął.

Ale łagodne fale pod wpływem wiatru, szybko zamieniły się w groźne bałwany, zalewające łódkę. Apostołowie przerazili się nie na żarty, zaczęli gorączkowo wylewać wodę z łodzi, by ratować się przed zatonięciem. Pewnie nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Być może, burza była dla nich zaskoczeniem, choć przecież jako rybacy z Jeziora Galilejskiego, powinni znać jego zasadzki i niespodzianki bardzo dobrze.

Ale Jezus był tak zmęczony, że nawet groźna burza Go nie obudziła. Chyba słusznie uczniowie mieli do Niego pretensje, że się nimi nie interesuje. Cały dzień miał czas dla wszystkich, a teraz, gdy grozi im śmierć, beztrosko sobie śpi. Kiedy więc Go budzili, byli nie tylko przerażeni, ale też i źli.

I trudno się im dziwić. Chociaż byli świadkami rzeczy niezwykłych – uzdrowień, egzorcyzmów, ale pod wpływem szalejącej wichury wspomnienia te stały się jak nierealny sen. W obliczu niebezpieczeństwa realne były tylko fale i naczynia do wylewania wody. I to, że jeden z nich bezczynnie spał, gdy inni walczyli o życie. W tym momencie widzieli w Jezusie tylko człowieka i dwie dodatkowe ręce do pracy.

Gdy wyrwany ze snu Jezus, bez wysiłku uporał się z wichrem i kipielą, pierwszą rzeczą, jaką uczynił, było udzielenie Apostołom ważnej lekcji.

O wiele groźniejszy od burzy był ich brak wiary. To wskutek braku wiary ogarnął Apostołów strach. Brak wiary powoduje bowiem osamotnienie człowieka wobec świata, a zwłaszcza śmierci. Bo cóż może człowiek w obliczu ogromu wszechświata i swego nieuchronnego końca, jeśli nie ma Boga, jeśli się w Niego nie wierzy? Człowiek podejmuje wtedy rozpaczliwą walkę o ratowanie siebie, ale nadaremnie. Bo samemu nie można się zbawić.

Walka ta wydaje się nam nieraz szlachetnym, prometejskim buntem, ale w istocie wysiłek ten jest motywowany pychą, chęcią absolutnej niezależności – zwłaszcza od Boga. A gdy człowiek nie widzi i nie chce wierzyć w Boga, wszystko traci sens. Zatraca się wtedy poczucie proporcji i ważności spraw, pogrążamy się w doczesności, w gorączkowym szukaniu ratunku, nieraz zapomnienia. Stąd ludzki niepokój, który próbuje się tłumić różnymi środkami: władzą, bogactwem, sławą, przemocą. Ale są to tylko pozory, które jeszcze dodatkowo pogłębiają rozpacz.

Skuteczny ratunek może przyjść tylko z zewnątrz – od Boga. Jego rozwiązanie jest zawsze niezwykle proste i przekraczające wszelkie nasze oczekiwania, jak w tej łodzi. Apostołowie liczyli na wylewanie wody z wnętrza łódki, a Jezus po prostu uspokoił wodę w całym jeziorze. Tylko On ma taką władzę i może tego dokonać.

Jego władza trwa także i dziś. Ale i dziś wymaga to wiary. Warto wyciągnąć wnioski z zachowania Apostołów w czasie burzy. Zapomnieli, co Jezus czynił i nauczał jeszcze parę godzin wcześniej. Dali się pochłonąć aktualnemu zagrożeniu, zapominając, że nie są sami. Sprowadzili Jezusa do tylko ludzkich wymiarów i możliwości. Właśnie tak przejawia się brak wiary. Człowiek wie, że Bóg jest, ale nie wie kim jest, co może zrobić, czego naucza. I dlatego się niepotrzebnie boi. A rozwiązanie jest w zasięgu ręki.

Ks. Mariusz Pohl

Wychować odważnych

Burza na jeziorze musiała poważnie zagrażać płynącym łodzią rybakom z Galilei, skoro z trwogą budzą Mistrza i błagają o ratunek. Ocenili sytuację trzeźwo: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” Jezus najpierw ucisza szalejący żywioł: „Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.” Następnie ucisza wypełnionych lękiem uczniów: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Mistrz ma do uczniów pretensje o słabość ich wiary. Ukazuje im też ścisły związek, jaki istnieje między mocą wiary i odwagą.

Chrystus jako doskonały pedagog stawia uczniów w sytuacjach trudnych. Obserwuje ich zachowanie i ukazuje im słabe jego strony. Dopiero w sytuacjach krytycznych poznaje się wartość ludzi. Jedni w obliczu zagrożenia zostają sparaliżowani strachem, inni mobilizują siły i zdają egzamin na bardzo dobry. W czasie burzy na jeziorze Genezaret uczniowie nie zaliczyli egzaminu ani z wiary, ani z odwagi.

Powiedzenie: „brak okazji, odwagi i ochoty to przyczyna niejednej cnoty” jest wciąż aktualne. Sytuacje trudne to okazje, w których człowiek może udoskonalić siebie. To zadania, które należy podjąć dla własnego dobra. Człowiek pokonując trudności wzrasta. Tę właśnie prawdę głęboko analizuje Józef Conrad w swoim dziele <MI>Lord Jim<D>. Bohater zawiódł w trudnej sytuacji i w jego sercu pozostaje gorycz do siebie samego. Nie spełnił zadania, tak jak winien je spełnić. Upływają lata, a on ciągle czeka na możliwość rehabilitacji, na taką okazję, w której udowodni sobie samemu, że jest człowiekiem odważnym.

W pracy pedagogicznej wychowywanie ludzi odważnych stanowi jedno z najtrudniejszych zadań. Podstawowa trudność polega na tym, że może to czynić jedynie odważny wychowawca, a takich nigdy na ziemi nie było zbyt wielu. Mądra odwaga to skarb wielkiej ceny, rzadko spotykany w ludzkich sercach. Wszyscy ludzie na świecie, bez względu na przekonania religijne czy poziom kultury, wysoko cenią mądrą odwagę. Odważny czyn stanowi wykładnik wielkości człowieka.

Druga trudność w wychowywaniu do odwagi polega na tym, że cnoty tej nie zdobywa się przez słuchanie uczonych wykładów. Jej trzeba się uczyć w konkretnych sytuacjach. Tych zaś w dzisiejszym wychowaniu nie tylko się nie stwarza, ale celowo unika. Jedynie niektóre dyscypliny sportu takie jak lotnictwo, żeglarstwo, alpinizm programowo wychowują do odwagi. Powszechne nauczanie zda się tej wartości w ogóle nie dostrzegać.

Czy jednak wychowanie do mądrej odwagi nie powinno być programowo ujęte jako istotny cel katechezy? Czy to przypadek, że Jezus ściśle połączył słabość wiary z tchórzostwem Apostołów? Czy uczeń Chrystusa może zrezygnować z bolesnej lekcji odwagi, jakiej udziela Mistrz w czasie burzy na jeziorze? O osiągnięciu dojrzałości ewangelicznej bez mądrej odwagi nie ma mowy. Wystarczy spojrzeć na wielkich patriotów, których Jan Paweł II stawia przed nami: bł. Rafał Kalinowski, św. Brat Albert, bł. Michał Kozal, św. Maksymilian Kolbe, bł. Urszula Ledóchowska. Czy oni wszyscy nie zdumiewają mądrą odwagą?

W głębokiej refleksji nad chrześcijańskim wychowaniem odwaga musi być dowartościowana. Bez odwagi nie ma ludzi wielkiego formatu.

Ks. Edward Staniek

„Milcz, ucisz się”

Trwają, i jeszcze długo trwać będą, prace nad usuwaniem skutków cyklonu, który zniszczył duże tereny wybrzeża Bangladeszu. Nikt nie jest w stanie podać dokładnej liczby tych, którzy stracili życie w samym kataklizmie, nikt też nie zdoła podać w cyfrach strat spowodowanych chorobami wynikłymi z braku zdrowej wody, żywności, lekarstw potrzebnych dla tych, którzy ocaleli.

Czytam ewangeliczną scenę uciszenia burzy na Jeziorze Genezaret. Jezus, obudzony przez przerażonych grozą żywiołu Apostołów, wstaje i słowem ucisza burzę. Ocaleni uczniowie pytają ze zdziwieniem: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Podobieństwo narzuca się samo i trudno je pominąć. Czyżby ten, który uratował dwunastu rybaków z Galilei, nie mógł uratować dwudziestu pięciu tysięcy rybaków przebywających w czasie cyklonu przy brzegach Bangladeszu? Dlaczego tym razem nie sięgnął po swe wszechwładne słowo, którego słucha morze i słucha cyklon? Dlaczego zgodził się na tak wielkie cierpienie i doświadczenie setek tysięcy ludzi ubogiego kraju? Przecież cyklon jest żywiołem, a człowiek wobec niego jest zupełnie bezradny. To wobec takich pytań, w obliczu takich nieszczęść najłatwiej stracić wiarę, nie tylko w to, że Bóg jest miłością, ale i w to, że On istnieje. Jak może stwarzać słabego człowieka, a następnie spokojnie patrzeć jak cyklon steruje w stronę lądu niszcząc po drodze wszystko. Czyż On sam, Bóg Stwórca, nie jest pilotem tego cyklonu?

Sielanka na Galilejskim Jeziorze, w zestawieniu z dramatem typu Bangladesz 1991, staje się w naszym odbiorze „baśnią”.

Wszystkie jednak ostre pytania, jakie stawiamy w tym zestawieniu, dodajmy pytania bez odpowiedzi, rodzą się wówczas, gdy chcemy Boga z Jego wszechmocą i miłością wykorzystać do szczęśliwego urządzenia naszej doczesnej egzystencji. Tam, gdzie jesteśmy bezradni wobec grożącego nam niebezpieczeństwa, On ze swoją mocą i mądrością, ma nam gwarantować spokojne życie. Jeśli tego nie czyni, mamy do Niego wielkie pretensje.

Tymczasem Chrystus nigdzie nie gwarantuje nam swej niezawodnej opieki w budowaniu gmachu życia doczesnego. Wręcz przeciwnie ciągle przypomina, że doczesność jest bardzo krucha i przemijająca. Pewne jest jedynie to, co mamy w swoich dłoniach w chwili obecnej, za kilka sekund możemy to stracić, i to bezpowrotnie. W tej kruchości i braku jakiegokolwiek zabezpieczenia naszego jutra Jezus ukazuje drogę do gromadzenia skarbów, których ani złodziej nie kradnie, ani mól nie gryzie, ani rdza nie niszczy, ani cyklon nie rozwala…

Utrata dóbr doczesnych, łącznie z życiem, jest zawsze bardzo bolesna, ale według Jezusa trzeba być na tę stratę przygotowanym, i to w każdym momencie. Ofiary cyklonu w Bangladeszu straciły dobra doczesne, ale nie zostały razem z tymi dobrami unicestwione. Przez to doświadczenie ludzie owi sięgnęli po inne dobra nieutracalne. Ich religia, każda na swój sposób, te dobra ukazywała. Każda bowiem religia przestrzega przed budowaniem stałego mieszkania na ziemi i sprowadzaniem Boga do roli szefa firmy ubezpieczającej.

Na Jeziorze Genezaret chodziło nie o ratowanie życia Apostołów, ale o zwrócenie ich uwagi na Boską moc Jezusa. Prawie każdy z nich przeżyje spotkanie z inną „burzą”, która go pogrąży w odmętach śmierci, i wówczas Jezus nie będzie tej „burzy” uciszał.

Tragedia Bangladeszu jest wielkim znakiem dla całego świata kruchości i przemijalności życia doczesnego. Nie podcina ona wiary we wszechmoc i miłość Boga, lecz wzywa do refleksji nad wiecznymi jej wymiarami, dla których śmierć nie stanowi żadnej bariery.

Ks. Edward Staniek

O Panie, Ty uwalniasz od ucisku, Ty burzę zamieniasz w ciszę (Ps 107, 28–29)

Dzisiejsza liturgia słowa omawia temat wszechmocy Boga, Jego panowania we wszechświecie. Stary Testament opisuje szczególne widzenie, które miał Hiob jako odpowiedź na swoje narzekania i pełne udręki pytania wywołane ciężkimi nieszczęściami, jakie na niego spadły. Bóg ukazuje się mu jako Stworzyciel i Pan wszystkich rzeczy, jako władca morza, które zamknął w określonych granicach. „Aż dotąd, nie dalej. Tu zapora dla twoich nadętych fal” (Hi 38, 11). Ukazując mu swoją potęgę i nieskończoną wielkość, Bóg chce dać mu zrozumieć, że człowiek nie może odważyć się spierać z Bogiem i żądać od Niego uzasadnienia swojego działania. Hiob, człowiek sprawiedliwy, rozumie, odwołuje swoje zastrzeżenia i poddaje się niezbadanym wyrokom Bożym. Chrześcijanin do tej pełnej poddania się uległości Hioba — która pozostaje świetlanym przykładem — jest w stanie dołączyć ufność i zdanie się synowskie na opatrzność Ojca niebieskiego, którą objawił nam Jezus.

W Ewangelii powraca ten sam temat w aspekcie naświetlonym obecnością Chrystusa, który posiada wszechmoc Bożą. Jest noc: Mistrz ze swoimi jest w łodzi na jeziorze, zmęczony po trudach dnia, zasypia. Nagle zrywa się „gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała” (Mk 4, 37). Uczniowie przerażeni budzą Jezusa, a On prostym rozkazem ucisza całą nawałnicę: „On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza” (tamże 39). Uczniowie uratowani od burzy znowu doznają trwogi: widzieli Jezusa śpiącego w głębi łodzi jak zwykły człowiek i nagle widzą, że czyni rzeczy niemożliwe dla człowieka. I pytali jeden drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” (tamże 41). Lecz Mistrz już odpowiedział, kiedy mówił: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary” (tamże 40). Karcąc ich za brak wiary, Jezus uprzytamnia im zarazem, że jest Bogiem, ponieważ tylko Bóg może wymagać, aby się wierzyło w Jego moc opanowania burzy i zachowania od śmierci. Przestrach tak wstrząsnął słabą jeszcze wiarą uczniów, że zapomnieli o poprzednich cudach Jezusa.

Dzisiaj również nieszczęścia, cierpienia, niebezpieczeństwa, burzliwe koleje życia osobistego i życia Kościoła, wstrząsają wiarą wielu wierzących. Wówczas szemrzą, jak Hiob, lub lękają się, jak uczniowie na jeziorze, zapominając, że Chrystus jest zawsze ze swoimi wiernymi i w swoim Kościele. Nie przestaje być z nimi, chociaż Jego obecność jest zakryta i milcząca, podobna do obecności Mistrza śpiącego w łodzi. Powinni zrozumieć, dlaczego nie obudzi się, by czynić cuda, i dlaczego nie należy żądać, aby je czynił. Wielkim cudem jest, że Chrystus prowadzi Kościół i poszczególnych wiernych do zbawienia poprzez burze i przeciwności. Kto wierzy mocno, nie zginie, lecz stanie się „nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17) i nie będą nim wstrząsać utrapienia, bo będzie zakotwiczony w Tym, który umarł i zmartwychwstał dla nas.

  • Do Ciebie, Panie, wołam, Skało moja, nie bądź głuchy względem mnie, usłysz głos mego błagania! Jeśli zamilkniesz wobec mnie, stanę się jak ci, którzy zstępują do grobu. Usłysz głos mego błagania, gdy wołam do Ciebie, gdy wznoszę ręce do świętego przybytku Twojego…
    O Panie, moja Mocy i Tarczo, Tobie ufa moje serce. Doznałem pomocy, więc moje serce się cieszy i pieśnią moją składam Ci dzięki. Panie, Tyś jest mocą dla swojego ludu, twierdzą zbawienia dla swego pomazańca. Ocal Twój lud, błogosław Twemu dziedzictwu (Psalm 28, 1-2. 7-9).
  • Błagamy, o Panie, aby szybko został nam dany pokój i pomoc w tych ciemnościach i niebezpieczeństwach, i aby spełniły się obietnice, jakie raczyłeś zapowiedzieć Twoim sługom: odnowienie Kościoła, pewność zbawienia wiecznego, po deszczu pogoda, po ciemnościach światło, po burzy przyjemna cisza.
    Prosimy jeszcze o łaskawą pomoc Twojej miłości ojcowskiej, o cuda Twego boskiego majestatu na zawstydzenie prześladowców, o szczerą pokutę dla upadłych i o to, aby żywa i mocna wiara tych, którzy są wytrwali, została nagrodzona (św. Cyprian).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 302

Święty Alojzy Gonzaga, zakonnik

Święty Alojzy Gonzaga

Alojzy urodził się 9 marca 1568 r. koło Mantui jako najstarszy z ośmiu synów margrabiego Ferdynanda di Castiglione. Ojciec pokładał w nim duże nadzieje. Chłopiec urodził się jednak bardzo wątły, a matce groziła przy porodzie śmierć. Rodzice uczynili więc ślub odbycia pielgrzymki do Loreto, jeśli matka i syn wyzdrowieją. Tak się też stało. Ojciec marzył o ostrogach rycerskich dla syna. W tym właśnie czasie flota chrześcijańska odniosła świetne zwycięstwo nad Turkami pod Lepanto (1571). Ojciec Alojzego brał udział w wyprawie. Dumny ze zwycięstwa ubrał swojego trzyletniego syna w strój rycerza i paradował z nim w fortecy nad rzeką Padem ku radości żołnierzy. Kiedy ojciec podążył na wyprawę wojenną do Tunisu (1573), pięcioletni Alojzy wrócił pod opiekę matki.
Kiedy Alojzy miał 7 lat, przeżył swoje „nawrócenie”, jak sam twierdził. Poczuł nicość ponęt tego świata i wielką tęsknotę za Panem Bogiem. Odtąd duch modlitwy, otrzymany od matki, wzrósł w nim jeszcze silniej. Codziennie z budującą pobożnością odmawiał na klęczkach oprócz normalnych pacierzy rannych i wieczornych siedem psalmów pokutnych i oficjum do Matki Bożej. Ojciec był z tego niezadowolony. Po swoim powrocie z wyprawy wziął syna do Florencji na dwór wielkiego księcia Franciszka Medici, by tam nabrał manier dworskich. Alojzy jednak najlepiej czuł się w słynnym sanktuarium, obsługiwanym we Florencji przez serwitów, w kościele Annuntiata. Tu też przed ołtarzem Bożej Matki złożył ślub dozgonnej czystości. Jak głoszą jego żywoty, w nagrodę miał otrzymać przywilej, że nie odczuwał pokus przeciw anielskiej cnocie czystości.
W 1579 r. ojciec Alojzego został mianowany gubernatorem Monferrato w Piemoncie. Przenosząc się na tamtejszy zamek, zabrał ze sobą Alojzego. W następnym roku, z polecenia papieża Grzegorza XIII, wizytację kanoniczną diecezji Brescia odbywał św. Karol Boromeusz. Z tej okazji udzielił Alojzemu pierwszej Komunii świętej. Jesienią tegoż roku (Alojzy miał wówczas 12 lat) rodzice chłopca przenieśli się do Madrytu, gdzie na dworze królewskim spędzili wraz z Alojzym dwa lata. Alojzy nadal pogłębiał życie wewnętrzne przez odpowiednią lekturę. Rozczytywał się w dziełach św. Piotra Kanizego i w Ćwiczeniach duchowych św. Ignacego z Loyoli. Modlitwę swoją przedłużał do pięciu godzin dziennie. Równocześnie kontynuował studia.

Święty Alojzy GonzagaWreszcie zdecydował się na wstąpienie do zakonu jezuitów. Kiedy wyjawił swoje postanowienie ojcu, ten wpadł w gniew, ale stanowczy Alojzy nie ustąpił. Na korzyść swego brata, Rudolfa, zrzekł się prawa do dziedzictwa i udał się do Rzymu. W drodze zatrzymał się kilka dni w Loreto. 25 listopada 1585 roku wstąpił do nowicjatu jezuitów w Rzymie. Jak sam wyznał, praktyki pokutne, które zastał w zakonie, były znacznie lżejsze od tych, jakie sam sobie nakładał. Cieszył się jednak bardzo, że miał okazję do ćwiczenia się w wielu innych cnotach, do jakich zakon dawał mu okazję.
Jesienią 1585 r. Alojzy uczestniczył w publicznej dyspucie filozoficznej w słynnym Kolegium Rzymskim, gdzie olśnił wszystkich subtelnością i siłą argumentacji. Zaraz potem otrzymał święcenia niższe i został skierowany przez przełożonych na studia teologiczne. Był na trzecim roku studiów, kiedy we wrześniu 1589 roku przybył do Kolegium Rzymskiego św. Robert Bellarmin; wezwał on Alojzego, by powrócił do Castiglione i pojednał swojego brata Rudolfa z ojcem, który chciał wydziedziczyć syna tylko za to, że ten odważył się wejść w związek małżeński z osobą niższego stanu. Po załagodzeniu sporu Alojzy wrócił do Rzymu na czwarty rok studiów teologicznych, który miał zakończyć święceniami kapłańskimi (1590).
Wyroki Boże były jednak inne. W latach 1590-1591 Rzym nawiedziła epidemia dżumy. Alojzy prosił przełożonych, by zezwolili mu posługiwać zarażonym. Wraz z innymi klerykami udał się na ochotnika do szpitala św. Sykstusa oraz do szpitala Matki Bożej Pocieszenia. Wyczerpany studiami i umartwieniami organizm kleryka uległ zarazie. Alojzy zmarł jako kleryk, bez święceń kapłańskich, 21 czerwca 1591 r. w wieku zaledwie 23 lat.
Sława świętego Alojzego była tak wielka, że już w roku 1605 papież Paweł V ogłosił go błogosławionym. Kanonizacja odbyła się jednak dopiero w roku 1726. Dokonał jej papież Benedykt XIII jednocześnie z kanonizacją św. Stanisława Kostki. Ten sam papież ogłosił w 1729 św. Alojzego patronem młodzieży, szczególnie młodzieży studiującej. W 1926 roku papież Pius XI ogłosił św. Alojzego patronem młodzieży katolickiej. Jego relikwie spoczywają w kościele św. Ignacego w Rzymie.
Szczególnym nabożeństwem do świętych Stanisława Kostki i Alojzego Gonzagi wyróżniał się św. Robert Bellarmin. Miał on ich wizerunki w swoim pokoju. Niemniej serdecznym nabożeństwem do św. Alojzego wyróżniał się św. Jan Bosko. Ku jego czci obchodził nabożeństwo 6 niedziel, przygotowujących do dnia św. Alojzego, który obchodził bardzo uroczyście. Swoje drugie z kolei oratorium, w Turynie, nazwał właśnie jego imieniem.

W ikonografii św. Alojzy przedstawiany jest w sutannie jezuickiej, w białej komży z szerokimi rękawami. Jego atrybutami są: czaszka, Dziecię Jezus w ramionach, mitra książęca u stóp, krzyż, lilia, czaszka.

Zobacz także:

•  Najświętsza Maryja Panna Opolska
•  Najświętsza Maryja Panna z Góry Iglicznej, Przyczyna naszej radości
•  Święty Rajmund z Barbastro, biskup

Opublikowano Ewangelia, Święci | Dodaj komentarz

20 czerwca – wspomnienie Świętej Wincenty Gerozy, dziewicy

(2 Kor 12,1-10)
Jeżeli trzeba się chlubić – choć co prawda nie wypada – przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty – czy w ciele – nie wiem, czy poza ciałem – też nie wiem, Bóg to wie – został porwany aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek – czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, /też nie wiem/, Bóg to wie – został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać. Z tego więc będę się chlubił, a z siebie samego nie będę się chlubił, chyba że z moich słabości. Zresztą choćbym i chciał się chlubić, nie byłbym szaleńcem; powiedziałbym tylko prawdę. Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy. Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

(Ps 34,8-13)
REFREN: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry;
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Bójcie się Pana wszyscy Jego święci,
ci, co się Go boją, nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie.

Zbliżcie się, synowie, posłuchajcie, co mówię,
będę was uczył bojaźni Pańskiej.
Kim jest ten człowiek, co pożąda życia
i długich dni pragnie, by się nimi cieszyć?

(2 Kor 8,9)
Jezus Chrystus będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić.

(Mt 6,24-34)
Jezu powiedział do swoich uczniów: Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

**********

Nie potrafimy wypuścić z rąk troski o rzeczy, sprawy, o ludzi. Jakby wszystko miało od nas zależeć. Angażujemy się do tego stopnia, że stajemy się niewolnikami i sami próbujemy zniewalać innych. W takim stylu życia, w takim świecie nie ma miejsca dla Boga żywego. Nie da się służyć Bogu i mamonie powodzenia, sukcesu, pełnego brzucha. Jak cudowną wolność przynosi zdanie się na Bożą Opatrzność!

Tomasz Zamorski OP, „Oremus” czerwiec 2013, s. 95

PRZEZ CHRYSTUSA DO OJCA

Współuczestnictwo nasze niech będzie z Tobą, Ojcze, i z Twoim Synem Jezusem Chrystusem (1 J 1, 3)

Objawienie Boga ludziom rozpoczęło się w raju ziemskim, gdy przed grzechem Bóg sam obcował z naszymi pierwszymi rodzicami (Rdz 3, 8); a potem przychodziło przez patriarchów i proroków, lecz pełnię osiągnęło dopiero w Chrystusie, Synu Boga. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1-2). Bóg zastrzegł dla Syna posłannictwo objawienia światu najwznioślejszej tajemnicy, odnoszącej się do Jego życia wewnętrznego, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Tylko Jednorodzony Ojca, który jest Bogiem z Boga, światłością ze światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego… współistotny Ojcu (Wierzę), mógł objawić człowiekowi sekret tego tajemniczego nieustannego przypływu życia Bożego, które od wieków rozlewa się w łonie Trójcy: obieg światłości, miłości, nieskończonej płodności, jaki krąży w trzech Osobach doskonale równych, współwiecznych, nieskończonych, lecz różnych nawet w jedności tej samej natury. Jezus w swojej modlitwie do Ojca powiedział: „To jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3); w istocie w czasie swojego nauczania Jezus użył wszystkich środków, aby dać ludziom poznać prawdziwego Boga, w trójcy jedynego: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Dał poznać Ojca, swojego Ojca i Ojca naszego (J 20, 17), Jego dobroć, miłosierdzie, opatrzność, Jego miłość nieskończoną, i o Nim też powiedział: „Ojciec was miłuje” (J 16, 27). Dając poznać Ojca, dał poznać samego siebie, i odwrotnie: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy. — Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca… Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 10, 30; 14, 9-10); i mówił o Duchu Świętym, który miał wykończyć Jego dzieło: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu. On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystkim, co Ja wam powiedziałem” (J 14, 25-26). Ewangelista słusznie wyjaśnia: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Syn, który jest w łonie ojca, o Nim pouczył” (J 1,18).

  • O Chryste, spraw, abym żył Twoim życiem, a ponieważ Ty jesteś Bogiem, abym żył z Boga i w Bogu, przez Ciebie i w Tobie. Nasze życie jest teraz ukryte z Tobą w tajemniczej głębi Ojcowskiego łona, lecz przyjdzie dzień, w którym zajaśnieje Twoja chwała, o Chryste, życie dusz naszych, i wówczas również my zjednoczeni z Tobą zajaśniejemy chwałą…
    Ty, o Chryste, przyszedłeś na świat i stałeś się dla nas drogą, prawdą i życiem, aby nas zaprowadzić do Ojca. Kiedy z serca Filipa wyrwała się ta prośba: „Mistrzu, ukaż nam Ojca, a to nam wystarczy”, odpowiedziałeś: „Filipie, kto widzi Mnie, widzi Ojca mego”. O mój Jezu, mój Królu i Mistrzu, mój Arcykapłanie, moja żywa Głowo, ukaż mi Ojca! I cóż innego nam trzeba, jeśli nie Jego? Ukaż się nam, abyśmy mogli widzieć Go w Tobie i przez Ciebie; ześlij nam Twojego Ducha, aby nam objawił Twoją chwałę i ukazał Tego, od którego ona pochodzi (D. Mercier).
  • Panie Jezu, Słowo wcielone, wierzę, że jesteś Bogiem; Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego; Deus verus de Deo vero. Nie widzę Twojego Bóstwa, lecz ponieważ Ojciec powiedział: „Ten jest mój Syn umiłowany”, wierzę w to, a ponieważ wierzę, pragnę poddać Ci się zupełnie, ciało i duszę, sąd, wolę, serce, zmysły, wyobraźnię, wszystkie moje siły. Pragnę, aby spełniły się na mnie słowa Twojego Psalmisty: „Aby wszystkie rzeczy były poddane pod Twoje stopy jako hołd”… pragnę, abyś Ty był moją głową, a Twoja Ewangelia moją światłością, Twoja wola moim przewodnikiem. Nie chcę myśleć inaczej niż Ty, boś Ty jest prawdą nieomylną, ani działać nic poza Tobą, boś Ty jest jedyną drogą, aby dojść do Ojca, ani nie szukać chwały poza Twoją wolą, albowiem Ty jesteś zdrojem życia. Uczyń mnie swoim całkowicie przez Ducha Świętego, na chwałę Ojca (K. Marmion).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 295

Święta Wincenta Geroza, dziewica

Święta Wincenta Geroza

Katarzyna (takie imię otrzymała na chrzcie) urodziła się w Lovere (diecezja Brescia we Włoszech) 29 października 1784 roku. Była najstarszą spośród 3 sióstr i 3 braci. Jej rodzicami byli Jan Antoni Gerosa i Jakubowa Macario. Zajmowali się oni garbowaniem i sprzedażą skór, co było wówczas zajęciem większości tamtejszych mieszkańców. Rodzina cieszyła się powszechnym szacunkiem z racji swojej uczciwości, pobożności i miłosierdzia dla ubogich.
Katarzyna jako najstarsza w rodzeństwie zajmowała się gospodarką domową. Kiedy zachorował jej ojciec, oddała się z całym poświęceniem posłudze względem niego. Na jej rękach ojciec pożegnał świat, niebawem zmarła także matka. Katarzyna miała wówczas 30 lat. Cały ciężar utrzymania domu i rodzeństwa spadł więc na jej barki (1814).
W tym samym roku do Lombardii weszły wojska austriackie, grabiąc i pustosząc wszystko. Po ich odejściu nastała nędza, głód i epidemie. Tłumy nędzarzy nawiedzały również Lovere, błagając o kawałek chleba. Katarzyna chętnie dzieliła się z potrzebującymi czym tylko mogła. Umiała również zdobyć się na słowa ufności i nadziei w Bogu.
Prawdziwą ręką Opatrzności Bożej dla potrzebujących był także w owym czasie miejscowy proboszcz, Rustycjan Barboglio. Wystawił on szpital dla chorych i opuszczonych. Do jego obsługi wybrał pobożne dziewczęta swojej parafii, z których utworzył nową rodzinę zakonną sióstr miłosierdzia z Lovere. Do współpracy zaprosił również Katarzynę. Oddała ona ojcowiznę rodzeństwu, a sama wstąpiła do zgromadzenia i tu złożyła śluby, przyjmując imię Wincenta ku czci św. Wincentego a Paulo. Przełożoną dzieła od kilku lat była św. Bartłomieja Capitanio. Oprócz szpitala siostry prowadziły także „oratorium” dla ubogich dziewcząt, wkrótce powstała także szkoła. Wincenta z całym zapałem pomagała współzałożycielce w tej pięknej pracy.
26 lipca 1833 roku Bartłomieja zmarła w wieku zaledwie 26 lat. Wincenta miała wówczas 49 lat. Została wybrana przełożoną młodej rodziny zakonnej. Najpierw postarała się o ułożenie reguł i regulaminów (1835). Następnie musiała zatroszczyć się o zatwierdzenie tych reguł. Otrzymała je w stosunkowo krótkim czasie w Rzymie (1839) i w Wiedniu (1841), ponieważ Lombardia należała wówczas do Austrii. Za rządów Wincenty młode zgromadzenie otworzyło 23 nowe placówki, w tym 12 szpitali, dwa sierocińce i jeden ośrodek dla nawróconych ze złej drogi dziewcząt. Przyjęła do zgromadzenia 243 siostry.
Kiedy w maju 1847 roku dotknęła ją ciężka choroba, była pewna, że zbliża się jej ostatni dzień. Z całą przytomnością umysłu wydała ostatnie rozporządzenia, mające na celu zapewnienie dziełu stabilizację i rozwój. Do ostatniej chwili dawała siostrom rady i życzliwe napomnienia. Zmarła 20 czerwca 1847 roku w wieku 63 lat. Jej beatyfikacji dokonał papież Pius XI w roku świętym 1933, a kanonizował ją wraz ze św. Bartłomieją Capitanio również w roku świętym 1950 papież Pius XII. Ciała obu Świętych spoczywają w kościele sióstr miłosierdzia w Lovero tuż przed prezbiterium, w kryształowych trumnach. Leżą zwrócone do siebie głowami.

Opublikowano Ewangelia | Dodaj komentarz

19 czerwca – wspominamy Świętego Romualda z Camaldoli, opata

(2 Kor 11,18.21b-30)
Ponieważ wielu chlubi się według ciała – i ja będę się chlubił. Jeżeli inni zdobywają się na odwagę – mówię jak szalony – to i ja się odważam. Hebrajczykami są? Ja także. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama? I ja. Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości.

(Ps 34,2-7)
REFREN: Bóg sprawiedliwych wyzwala z niedoli.

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Mt 6,19-23)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!

*********

Dla św. Pawła skarbem cenniejszym nad wszystko jest Chrystus, głoszenie słowa Bożego i doświadczenie własnych słabości. Jeszcze dwa pierwsze można zrozumieć, ale uważać za skarb swoje słabości? Przeczuwamy, że to dla św. Pawła bardzo ważne. Jeśli byłby mocny, zbierałby zasługi dla siebie, na swoje konto, bo byłby w stanie czynić wiele. Skoro jednak jest słaby, nie z siebie to czyni, ale czerpie moc z zewnątrz – ze skarbca zasług Chrystusa Odkupiciela, do którego nie ma dostępu ani mól, ani rdza, ani złodzieje. Dlatego wszystko, co budujemy polegając na sobie, dla własnej chwały, szatan obraca w strzępy, kruszy albo wykrada. Św. Paweł, aby odkryć sekret skarbu, potrzebował 20 lat.

Wojciech Skóra MIC, „Oremus” czerwiec 2012, s. 94

OBMYŁ NAS W SWOJEJ KRWI

O Jezu, „zostałeś zabity i nabyłeś nas krwią Twoją” (Ap 5, 9)

Na pierwszej stronie Apokalipsy, księgi prorockiej opisującej tryumf Słowa Bożego, Chrystus jest wysławiany jako Zbawiciel, który wylał krew na odkupienie świata. „Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od grzechu… chwała i moc na wieki wieków!” (1, 5). Tajemnica miłości Chrystusa ku ludziom objawia się głównie podczas Jego męki, której krwawy aspekt w szczególny sposób uwidacznia krew wylana aż do ostatniej kropli. Ewangelia wylicza momenty szczytowe. „Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę” (J 19, 1-2). Bicze i ciernie szybko zraszają krwią głowę, twarz, ramiona Zbawiciela. W takim stanie został ukazany tłumowi: „Oto człowiek!” (tamże 5). Wtedy zachodzi fakt najbardziej wstrząsający w historii. Piłat, poganin, oświadcza: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego” (Mt 27, 24), a naród wybrany, tak umiłowany przez Boga i obsypany tylu dobrodziejstwami przez Jezusa, teraz podburzony przez najwyższych kapłanów i starszych, wola: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (tamże 25). To zdanie wskazuje na pełną odpowiedzialność, jaką lud wziął na siebie za wyrok śmierci na Jezusa. Lecz może nie jest zbytnią śmiałością powiedzieć, że wyraża ono nieświadomie wołanie całej ludzkości potrzebującej krwi Chrystusa dla obmycia z brudów grzechowych. Całe Pismo święte potwierdza tę rzeczywistość. „Niemożliwe jest bowiem — pisze św. Paweł — aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto przychodząc na świat [Chrystus] mówi: ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało… Wtedy rzekłem: Oto idę — abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 4-7). To ciało, które Ojciec Mu przygotował, ta krew, jaką dała Mu natura ludzka, została całkowicie złożona i wylana w ofierze na odkupienie ludzkości. „Zostaliście wykupieni — przypomina św. Piotr — nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako Baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19).

  • O Chryste ukrzyżowany, my byliśmy tą ziemią, w którą został zatknięty sztandar Twojego krzyża: my byliśmy naczyniem dla przyjęcia Twojej krwi, która spływała z krzyża na ziemię… ziemia nie mogła utrzymać prosto krzyża; byłaby nawet odmówiła tej niesprawiedliwości; ani gwóźdź nie wystarczał, by utrzymać Cię zranionym i przybitym do krzyża, gdyby niewysłowiona miłość, jaką pałałeś dla naszego zbawienia, nie była Cię przytrzymała. Tak więc płomienna miłość dla chwały Ojca i naszego zbawienia trzymała Cię [na krzyżu]…
    Jeśli znam i poślubiam tę prawdę, znajdę we krwi Twojej, o Chryste, łaskę, bogactwo i życie łaski, znajdę okrycie dla mojej nagości, szatę ślubną płomiennej miłości, skropioną i przetykaną krwią i ogniem, a Ty tę krew z miłości wylałeś i zjednoczyłeś z Bogiem.
    O Chryste ukrzyżowany, spraw, abym we krwi Twojej… karmiła się miłosierdziem; przez krew niech ustanie ciemność i niech kosztuję światłości, przez krew bowiem pozbędę się chmury miłości własnej i niewolniczego lęku sprawiającego cierpienie, a zdobędę świętą bojaźń i pewność Bożej miłości, którą znajdę we krwi. Lecz kto nie stanie się miłośnikiem tej Prawdy… pozostanie w ciemnościach i odarty z szaty łaski… Nie z braku Twojej krwi, lecz ponieważ pogardził krwią i jakby zaślepiony miłością własną, nie widział i nie poznał Prawdy krwi.
    Spraw, abym się zanurzyła więc we krwi Twojej, o Chryste, który mnie kąpiesz we krwi i odziewasz krwią. Jeśli będę niewierną, ochrzcij mnie we krwi; jeśli szatan zaciemni oko mojego rozumu, obmyj krwią moje oko; jeśli stanę się niewdzięczną z powodu darów niedocenionych, uczyń mnie wdzięczną we krwi… Spraw, niechaj przez żar krwi ustanie oziębłość; a przez światło krwi niechaj ustąpi ciemność, abym się stała oblubienicą Prawdy (św. Katarzyna ze Sieny).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 292

Święty Romuald z Camaldoli, opat

Święty Romuald z Camaldoli

Romuald pochodził z Rawenny z możnej rodziny diuków Onesti. Urodził się ok. 951 r. Dla zadośćuczynienia za grzech ojca, który w pojedynku zabił swojego krewnego, miał według podania wstąpić do benedyktynów, którzy mieli swoje opactwo przy kościele św. Apolinarego. Jednak życie wspólne mu nie odpowiadało. Tęsknił za życiem samotnym. Dlatego po trzech latach opuścił ów klasztor. Spragniony doskonalszego skupienia, podjął życie pustelnicze. Wraz ze swym przyjacielem, Marynem, udał się na pogranicze Francji i Hiszpanii i wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego w Cuxa. Do nich przyłączyli się wkrótce patrycjusze weneccy: Jan Gradenigo i Jan Morosini. Za zezwoleniem opata, nawiązując do pierwotnej reguły św. Benedykta, zakonnicy ci żyli w oddzielnych domkach, uprawiali ziemię i gromadzili się tylko na wspólny posiłek i pacierze. Po śmierci św. Piotra Orseolo (988) Romuald wraz z towarzyszami, Gradenigo i Marynem, opuścili gościnne opactwo w Cuxa i udali się na Monte Cassino. Stąd rozeszły się ich drogi: Maryno udał się do Apulii, gdzie wkrótce poniósł śmierć męczeńską z rąk Saracenów; Gradenigo założył własny klasztor w pobliżu Monte Cassino; Romuald natomiast wrócił do Rawenny, gdzie w pobliżu opactwa benedyktyńskiego założył sobie pustelnię.
Wkrótce zaczął zakładać podobne pustelnie w całej Italii. Takich eremów-pustelni Romuald miał założyć kilkanaście. Uczniów i naśladowców nie brakowało. Zgłaszało się ich coraz więcej. Do największej sławy doszły opactwa w Pereum koło Rawenny oraz w Camaldoli (Campo di Maldoli) w Toskanii, od którego zakon otrzymał swoją popularną nazwę „kamedułów”. Godłem zakonu zostały dwa gołąbki, pijące z jednego kielicha – jako symbol połączenia życia wspólnotowego z pustelniczym, ducha anachoreckiego z monastycznym. Do najgłośniejszych uczniów św. Romualda należeli: św. Bruno z Kwerfurtu (Bonifacy), kapelan cesarza Ottona III, św. Benedykt z Benewentu i św. Jan z Wenecji, których św. Bruno zabrał ze sobą do Polski, gdzie też obaj ponieśli śmierć męczeńską (+ 1003), oraz św. Piotr Damiani (+ 1072).
Romuald zmarł w klasztorze Val di Castro, niedaleko Ankony, 19 czerwca 1027 r., mając 75 lat. Jego relikwie były do roku 1480 własnością tegoż opactwa. Obecnie znajdują się w Fabriano w kościele św. Błażeja, który dotąd jest pod zarządem kamedułów. Eremy kamedulskie składają się z szeregu domków-cel, w których pojedynczo mieszkają mnisi, zbierając się tylko razem na wspólną modlitwę, a kilka razy w roku, w największe święta, na wspólny posiłek i rekreację. Kameduli zachowują prawie stałe milczenie i nie wolno im przyjmować potraw mięsnych. Święty Romuald jest patronem kamedułów.

W ikonografii św. Romuald przedstawiany jest jako stary człowiek w białym, długim habicie kamedulskim, czasami w stroju opata. Często pokazuje się go, jak we śnie widzi tajemniczą drabinę, sięgającą nieba, po której białe postacie jego duchowych synów opuszczają ziemię. Jego atrybutami są: czaszka, otwarta księga, kij podróżny, laska. Wizerunek św. Romualda widnieje w herbie Suwałk (obok św. Rocha).

Zobacz także:

•  Święci męczennicy Gerwazy i Protazy
•  Błogosławiony Tomasz Woodhouse, męczennik
•  Święta Juliana Falconieri, dziewica

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

18 czerwca – wspominamy Świętą Elżbietę z Schönau, dziewicę, zakonnicę

(2 Kor 11,1-11)
O, gdybyście mogli znieść trochę szaleństwa z mojej strony! Ależ tak, wy i mnie znosicie! Jestem bowiem o was zazdrosny Boską zazdrością. Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę. Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę. Jeśli bowiem przychodzi ktoś i głosi wam innego Jezusa, jakiegośmy wam nie głosili, lub bierzecie innego ducha, któregoście nie otrzymali, albo inną Ewangelię, nie tę, którąście przyjęli – znosicie to spokojnie. Otóż sądzę, że dokonałem nie mniej niż wielcy apostołowie. Choć bowiem niewprawny w słowie, to jednak nie jestem pozbawiony wiedzy. Zresztą ujawniliśmy się wobec was we wszystkim, pod każdym względem. Czyż popełniłem jakiś grzech przez to, że poniżałem siebie, by was wywyższyć? Że za darmo głosiłem wam Ewangelię Bożą? Ogołacałem inne Kościoły, biorąc co potrzebne do życia, aby wam przyjść z pomocą. A kiedy byłem u was i znajdowałem się w potrzebie, nikomu nie okazałem się ciężarem. Czego mi nie dostawało, to dopełnili bracia przybyli z Macedonii. W niczym nie obciążyłem was i nadal nie będę was obciążał. Zapewniam was przez będącą we mnie prawdę Chrystusa, że nikt nie pozbawi mnie tej podstawy do chlubienia się w granicach Achai. Dlaczego? Czy dlatego, że was nie miłuję? Bóg to wie.

(Ps 111,1-4.7-8)
REFREN: Dzieła Twe, Panie, zawsze sprawiedliwe

Z całego serca będę chwalił Pana
w radzie sprawiedliwych i na zgromadzeniu.
Wielkie są dzieła Pana,
zgłębiać je mają wszyscy, którzy je miłują.

Jego dzieło jest wspaniałe i pełne majestatu,
a Jego sprawiedliwość trwa na wieki.
Sprawił, że trwa pamięć Jego cudów,
Pan jest miłosierny i łaskawy.

Dzieła rąk Jego są sprawiedliwe i wierne,
wszystkie Jego przykazania są trwałe,
ustalone na wieki wieków,
nadane ze słusznością i z mocą.

(Rz 8,15)
Otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!

(Mt 6,7-15)
Jezu powiedział do swoich uczniów: Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień.

***********

Bóg Ojciec pragnie nas słuchać, jesteśmy przecież Jego dziećmi. Nie wymaga od nas retorycznych zabiegów i stylistycznego kunsztu. Przywilejem dziecka jest mówić: „Nie potrafię. Potrzebuję pomocy”. Modlitwa, której uczy nas dziś Jezus, jest ufną modlitwą dziecka zwracającego się do Ojca w swoich potrzebach. Dziękujemy Ci, Nauczycielu, za tę modlitwę, za jej pokorę i prostotę – teraz już wiemy, jak Ty rozmawiasz z Ojcem.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 77

POKORNY SERCEM

O Jezu pokorny sercem, naucz mnie upokarzać się „pod mocną ręką Boga” (1 P 5, 6)

Św. Paweł napisał najpiękniejszy hymn na cześć pokory Chrystusa: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci” (Flp 2, 6-8). Nie można głębiej i trafniej określić Jezusa, który jest „pokorny sercem”. Apostoł dotknął istoty tej tajemnicy: przede wszystkim Jego wyniszczenie, ogołocenie się z zewnętrznej jasności swego majestatu nieskończonego po to, by stanąć na poziomie człowieka, ukrycie Bóstwa pod osłoną ciała, by okazać się człowiekiem jak wszyscy inni ludzie. Następnie Jego wyniszczenie jako człowieka: ubogi wśród ubogich, „syn cieśli” (Mt 13, 55) i sam pokorny rzemieślnik, przyszedł nie na to, „aby Mu służono, lecz aby służyć” (Mt 20, 28). Posuwa swoją służbę aż do oddania życia na okup za ludzi, a swoje wyniszczenie aż do hańbiącej śmierci na krzyżu. Pokora człowieka jest zabawką dziecięcą wobec pokory Syna Bożego. Człowiek jest tak mały wobec Niego: słaby, nędzny, ubogi, ograniczony, grzeszny, a jednak tak bardzo skłonny do pychy, tak bardzo niezdolny do prawdziwej pokory. Ogromnie potrzebuje, aby Jezus zachęcił go swoim przykładem: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11, 29).

Nie przez przypadek Pan razem z łagodnością ukazuje pokorę, albowiem ona jest bezpośrednim fundamentem pierwszej. Jezus był łagodny, ponieważ był pokorny; nie starał się podkreślać siebie samego, nie szukał poklasku i swojej chwały, chciał tylko czci, chwały, królestwa Ojca, miał na celu tylko wypełnienie posłannictwa, jakie Ojciec Mu powierzył, był całkowicie oddany Jego sprawie i zbawieniu ludzi.

Człowiek nie jest łagodny, bo nie jest pokorny, nawet w dobrych uczynkach nie umie wyrzec się podkreślania samego siebie.

  • O Jezu, Ty posunąłeś zapomnienie siebie samego aż do przyjęcia upokorzeń i wzgardy od wszystkich, aż do osądu i wydania wyroku przez ludzi, aż do hańbiącej śmierci na krzyżu. — Czyż więc ja mogę, jeśli pragnę być Twoim uczniem i obiecałem naśladować Cię, postępować inaczej, a nawet, wprost przeciwnie niż Ty… zajmować się tylko sobą i szukać we wszystkim tylko siebie? Jak mogę być tak wrażliwy, zazdrosny, trudny w znoszeniu małych błędów u innych, skoro sam ich tyle posiadam? Jaki wstyd, o mój Boże, że jestem tak daleki od Ciebie i że żyję w sposób tak mało zgodny z Twoją nauką i Twoimi przykładami!
    Udziel mi łaski, o Jezu, za przyczyną Najświętszej Panny Maryi, tak pokornej i małej we własnych oczach, abym w niczym nie szukał siebie, przyjmował wszystko z pokorą i miłością, zapomniał i nie mówił nigdy o sobie, nie zajmował się już więcej sobą, nie zważał na to, co kto o mnie pomyśli czy powie, a w Tobie tylko pokładał całą moją ufność, starał się podobać Tobie we wszystkim, nie zajmując się zgoła sądami ludzkimi, bym usiłował uciszyć w sobie wszystkie myśli przeciwne miłości i pokorze chrześcijańskiej (A. Chevrier).
  • O Jezu najsłodszy, udziel mi swojej łaski, aby ze mną była, ze mną żyła i ze mną dotrwała do końca. Daj, abym zawsze chciał i pragnął tego, co Tobie jest bardziej miłe i co Ci się więcej podoba; niech Twoja wola będzie moją, a moja wola niech idzie zawsze za Twoją i zgadza się z nią jak najlepiej. Niech moje chcenie i niechcenie będzie z Twoim jedno, o Panie. Obym mógł chcieć lub nie chcieć tylko tego, czego Ty chcesz lub czego nie chcesz. Spraw, abym obumarł wszystkiemu, co jest na świecie, i żebym dla Ciebie umiłował to, że mną gardzą i nie znają mnie na tym świecie. Daj, abym nad wszystkie pragnienia w Tobie szukał odpoczynku, i żeby moje serce znalazło ukojenie w Tobie (O naśladowaniu Chrystusa III, 15, 3-4).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 288

Święta Elżbieta z Schönau, dziewica, zakonnica

Święta Elżbieta z Schönau

Elżbieta urodziła się około 1129 r. zapewne w niemieckim Bonn. Pochodziła ze znakomitej rodziny. Była jeszcze dzieckiem, kiedy pobożni rodzice ówczesnym zwyczajem oddali ją na naukę i wychowanie do klasztoru benedyktynek w Schönau nad Renem (Hesja w Niemczech). Tu pozostała na zawsze. W roku 1147 jako 18-letnie dziewczę przywdziała welon zakonny, by niedługo potem złożyć śluby. Po 10 latach została wybrana na mistrzynię nowicjatu, a potem na przełożoną.
W pięć lat po wstąpieniu do klasztoru Elżbieta zapadła na ciężką chorobę, którą znosiła przez 12 lat z heroiczną cierpliwością. Kiedy cierpienia się wzmagały i nie mogła chodzić o własnych siłach, wykorzystywała cenny czas na słodką modlitwę z Bogiem. Obdarzona darem kontemplacji, doznawała objawień Pana Jezusa, Matki Bożej i świętych Pańskich. Obdarzył ją Pan Bóg także darem proroctwa. Jej wizje miały wpływ na mariologię i religijność średniowiecza. Korespondowała ze znaną mistyczką, św. Hildegardą z Bingen, doktorem Kościoła.
Kiedy Elżbieta umierała 18 czerwca 1164 r., miała 35 lat. Została pochowana w opactwie św. Floryna w Schönau. Do Martyrologium Rzymskiego wpisał ją w 1584 r. papież Grzegorz XIII. W roku 1632 relikwie Elżbiety zostały w czasie wojny trzydziestoletniej sprofanowane i zniszczone przez protestanckich Szwedów. Zachowała się jedynie szczęśliwie relikwia głowy św. Elżbiety.
Święta zostawiła po sobie bogatą korespondencję. Naglona nadprzyrodzonymi wizjami, pisała do biskupów w sprawie reformy Kościoła. Jej listy zebrał starannie i opublikował jej brat, Ekbert, który był opatem klasztoru. Jest patronką osób cierpiących na depresję, wzywana w obronie przed pokusami.

W ikonografii przedstawiana jest w habicie benedyktyńskim jako zakonnica doświadczająca wizji. Jej atrybutem jest: księga, pastorał, krzyż.

Zobacz także:

•  Błogosławiona Hosanna z Mantui, dziewica

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

17 czerwca – wspominamy Świętego Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika

(2 Kor 9,6-11)
Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki. Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości. Wzbogaceni we wszystko, będziecie pełni wszelkiej prostoty, która składa przez nas dziękczynienie Bogu.

(Ps 112,1-4.9)
REFREN: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Błogosławiony człowiek, który boi się Pana
i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

Dobrobyt i bogactwo będą w jego domu,
a jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze.
On wschodzi w ciemnościach jak światło dla prawych,
łagodny, miłosierny i sprawiedliwy.

Rozdaje i obdarza ubogich,
jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
wywyższona z chwałą
będzie jego potęga.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy.

(Mt 6,1-6.16-18)
Jezu powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

*********

Patron dnia dzisiejszego, św. Albert Chmielowski (ur. 1845), walczył w Powstaniu Styczniowym, gdzie odniósł poważne rany, następnie w Niemczech i Francji studiował inżynierię, a także malarstwo – które przybliżyło go do tajemnicy Boga. Mając prawie 40 lat, został tercjarzem franciszkańskim. Dochodami ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał nędzarzy i bezdomnych, w których rozpoznał oblicze Boga. Po pewnym czasie zrezygnował z malowania i całkowicie poświęcił się służbie najbiedniejszym. Swoich naśladowców uczył „być dobrym jak chleb”. Stając dziś na uczcie Chrystusa, prośmy o podobnie wrażliwe spojrzenie na drugiego człowieka jak to, którym został obdarzony św. Brat Albert.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 73-74

ŁAGODNY SERCEM

O Panie, wlej w moje wnętrze tego ducha łagodności i pokoju, który jest tak cenny przed Twoimi oczami (1 P 3, 4)

Jezus mówił do prostaczków, ubogich, chorych i cierpiących, którzy tłumnie Go otaczali: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11, 28-29). Pragnąc przyciągnąć ludzi do siebie, ukazuje swoją naukę, swoje prawo i samą swoją osobę w aspekcie tej łagodności i pokory, jakie już ogłosił w błogosławieństwach. Prorok przedstawił Go podobnie: „Oto mój sługa, którego wybrałem… Nie będzie się spierał ani krzyczał… Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi” (Mt 12,18-20). Jezus posiądzie serca ludzkie dzięki łagodności swojego serca; On, „który jest Mistrzem i naszym Panem, łagodny i pokornego serca, cierpliwie przyciągał ku sobie i zapraszał uczniów” (DWR 11). Jakub i Jan, którzy chcieli sprowadzić ogień z nieba na Samarytan, zostali zganieni, ponieważ, jak Jezus później powie, „jest wolą Tego, który mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił” (J 6, 39). Faryzeuszom, którzy gorszyli się tym, że zasiadał do stołu z celnikami lub że przekraczał, ich zdaniem, nakaz świętowania szabatu, powtarza: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9, 13), Nikomu nie narzuca się gwałtownie i nikogo nie potępia, lecz oświadcza: „Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić” (J 12, 47). Jezus wypełnia swoje posłannictwo Zbawiciela przede wszystkim poprzez łagodność i ofiarę z siebie: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce”(J 10, 11). Tę łagodność ukazuje swoim uczniom jako warunek wewnętrznego pokoju. Ludzie zbyt często tracą pokój serca, a w następstwie burzą pokój we wzajemnym obcowaniu, ponieważ unoszą się gniewem. Do nich to Chrystus mówi: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. Lecz ukazuje łagodność także jako warunek, by czynić dobrze, by pozyskać Boga i własnych braci. Gwałtowność nie przekonuje nikogo, lecz raczej usposabia źle i zatwardza serca; łagodność natomiast nagina i ocala.

  • „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”. O Panie, wszyscy jesteśmy utrudzeni, jesteśmy bowiem ludźmi śmiertelnymi, słabymi, ułomnymi, a jako naczynia gliniane jesteśmy wzajemną przyczyną tysięcznych utrapień. Lecz skoro naczynia ciała są powodem utrapień, spraw, abyśmy poszerzyli zakres miłości. Dlaczego więc mówisz: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście”, jeśli nie dlatego, abyśmy więcej nie trudzili się? Oto obietnica: a Ja was ochłodzę. I dodajesz: weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie; nie jak stwarzać światy, tworzyć rzeczy widzialne i niewidzialne, dokonywać cudów na tej ziemi czy wskrzeszać umarłych, lecz jak być „cichymi i pokornymi sercem” (zob. św. Augustyn).
  • O Najświętsze Serce Jezusa, które tak bardzo pragniesz obsypywać dobrodziejstwami ubogich i pouczać tych, którzy chcą czynić postępy w szkole Twojej świętej miłości, zapraszasz mnie nieustannie, abym była jak Ty cicha i pokorna sercem. Spraw, abym się przekonała, że chcąc pozyskać Twoją przyjaźń i stać się Twoją prawdziwą uczennicą, nie mogę uczynić nic lepszego jak starać się być naprawdę cichą i pokorną. Udziel mi więc tej prawdziwej pokory, która uczyni mnie uległą wobec wszystkich i dopomoże znosić w milczeniu małe upokorzenia, co więcej, dopomoże przyjmować je ochotnie, pogodnie, bez tłumaczeń, bez narzekania, pamiętając, że zasługuję na więcej i na większe.
    O Jezu, pozwól mi wejść do Twojego serca jako do szkoły. Niechaj w tej szkole nauczę się umiejętności świętych, wiedzy czystej miłości. O dobry Mistrzu, niechaj słucham z uwagą Twojego głosu, gdy mi mówisz: Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie prawdziwe ukojenie dla duszy (zob. św. Małgorzata M. Alacoque).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 285

Święty Brat Albert Chmielowski, zakonnik

Święty Albert Chmielowski

Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Sześć dni później na chrzcie św. z wody dano mu imiona Adam Bernard. W czasie uroczystego chrztu św. 17 czerwca 1847 roku w warszawskim kościele Matki Bożej na Nowym Mieście dodano jeszcze imię Hilary. Pochodził ze zubożałej rodziny ziemiańskiej. Jako sześcioletni chłopiec został przez matkę poświęcony Bogu w czasie pielgrzymki do Mogiły. Kiedy miał 8 lat, umarł jego ojciec, sześć lat później zmarła matka.
Chłopiec kształcił się w szkole kadetów w Petersburgu, następnie w gimnazjum w Warszawie, a w latach 1861-1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Razem z młodzieżą tej szkoły wziął udział w Powstaniu Styczniowym. 30 września 1863 roku został ciężko ranny w bitwie pod Mełchowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W prymitywnych warunkach polowych, bez środków znieczulających amputowano mu nogę, co zniósł niezwykle mężnie. Miał wtedy 18 lat.
Przez pewien czas przebywał w więzieniu w Ołomuńcu, skąd został zwolniony dzięki interwencji rodziny. Aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie, potem przeniósł się do Belgii i studiował inżynierię w Gandawie, lecz powrócił wkrótce do malarstwa i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium. Wszędzie, gdzie przebywał, wyróżniał się postawą chrześcijańską, a jego silna osobowość wywierała duży wpływ na otoczenie. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju. Zaczął poszukiwać nowego ideału życia, czego wyrazem stało się jego malarstwo. Oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych.

Obraz Ecce Homo autorstwa św. Brata Alberta ChmielowskiegoJeden z jego najlepszych obrazów Ecce Homo jest owocem głębokiego przeżycia tajemnicy bezgranicznej miłości Boga do człowieka (obraz ten znajduje się obecnie w ołtarzu sanktuarium Brata Alberta w Krakowie przy ulicy Woronicza 10). Religijne obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano „polskiego Fra Angelico”. Bez wątpienia duże znaczenie w życiu duchowym Adama Chmielowskiego miały rekolekcje, które odbył u jezuitów w Tarnopolu.
W 1880 r. nastąpił duchowy zwrot w jego życiu. Będąc w pełni sił twórczych porzucił malarstwo i liczne kontakty towarzyskie i mając 35 lat wstąpił do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi z zamiarem pozostania bratem zakonnym. Po pół roku, w stanie silnej depresji, opuścił nowicjat. Do stycznia 1882 roku leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Kulparkowie koło Lwowa. Następnie przebywał u swojego brata na Podolu, gdzie w atmosferze spokoju i miłości powrócił całkowicie do równowagi psychicznej. Zafascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu, zapoznał się z regułą III zakonu i rozpoczął działalność tercjarską, którą pragnął upowszechnić wśród podolskich chłopów. Wkrótce ukaz carski zmusił go do opuszczenia Podola.
W 1884 r. przeniósł się do Krakowa i zatrzymał się przy klasztorze kapucynów. Pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał najbiedniejszych. Jego pracownia malarska stała się przytuliskiem. Tutaj zajmował się nędzarzami i bezdomnymi, widząc w ich twarzach sponiewierane oblicze Chrystusa. Poznał warunki życia ludzi w tzw. ogrzewalniach miejskich Krakowa. Był to kolejny moment przełomowy w życiu zdolnego i cenionego malarza. Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski po raz drugi zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród biedoty, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej, ale i moralnej.
25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie „albertynami”. Przejęło ono od zarządu miasta opiekę nad ogrzewalnią dla mężczyzn przy ulicy Piekarskiej w Krakowie. W niecały rok później brat Albert wziął również pod swoją opiekę ogrzewalnię dla kobiet, a grupa jego pomocnic, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska, stała się zalążkiem „albertynek”.
Formacja dla kandydatów i kandydatek do obu zgromadzeń organizowana była w domach pustelniczych; najbardziej znanym stała się tzw. samotnia na Kalatówkach pod Zakopanem. Nowicjat był surowy, aby zawczasu z życia w tych zgromadzeniach mogły wycofać się osoby słabsze. Do trudnej pracy potrzeba bowiem było ludzi wyjątkowo zahartowanych zarówno fizycznie, jak i moralnie. Przytuliska znajdujące się pod opieką albertynów i albertynek były otwarte dla wszystkich potrzebujących, bez względu na narodowość czy wyznanie, zapewniano pomoc materialną i moralną, stwarzano chętnym możliwości pracy i samodzielnego zdobywania środków utrzymania.
Albert był człowiekiem rozmodlonym, pokutnikiem. Odznaczał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc los z najuboższymi i pragnąc przywrócić im godność. Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe. Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr. Przykładem swego życia Brat Albert uczył współbraci i współsiostry, że trzeba być „dobrym jak chleb”. Zalecał też przestrzeganie krańcowego ubóstwa, które od wielu lat było również jego udziałem.
Zmarł w opinii świętości, wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia w przytułku, który założył dla mężczyzn, 25 grudnia 1916 r. w Krakowie. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 roku stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej. Św. Jan Paweł II beatyfikował go 22 czerwca 1983 r. na Błoniach krakowskich, a kanonizował 12 listopada 1989 r. w Watykanie. Jest patronem zakonów albertynek i albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.
Postacią brata Alberta, artysty, który porzucił sztukę dla służby Bogu, był zafascynowany Karol Wojtyła już w latach swojej młodości. Tej postaci poświęcił dramat „Brat naszego Boga”, napisany w latach 1944-1950. Sztukę zaczęto wystawiać w polskich teatrach zaraz po wyborze kard. Wojtyły na papieża. W 1997 r. na jej podstawie powstał film w reżyserii Krzysztofa Zanussiego pod tym samym tytułem.

W ikonografii św. Albert przedstawiany jest w szarobrązowym płaszczu zakonnym. Ramieniem otacza ubogiego.

Zobacz także:

•  Święta Alina z Forest, męczennica
•  Święty Grzegorz Barbarigo, biskup

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

16 czerwca – wspominamy Świętego Benona, biskupa

(2 Kor 8,1-9)
Donosimy wam, bracia, o łasce Bożej, jakiej dostąpiły Kościoły Macedonii, jak to w dotkliwej próbie ucisku uradowały się bardzo i jak skrajne ich ubóstwo zajaśniało bogactwem prostoty. Według możliwości, a nawet – zaświadczam to – ponad swe możliwości okazały gotowość, nalegając na nas bardzo i prosząc o łaskę współdziałania w posłudze na rzecz świętych. I nie tylko tak było, jakeśmy się spodziewali, lecz ofiarowały siebie samych najprzód Panu, a potem nam przez wolę Bożą. Poprosiliśmy więc Tytusa, aby jak to już rozpoczął, tak też i dokonał tego dzieła miłosierdzia względem was. A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość. Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić.

(Ps 146,1-2.5-9)
REFREN: Przez całe życie będę chwalił Pana.

Chwal, duszo moja, Pana.
Będę chwalił Pana do końca swego życia,
będę śpiewał mojemu Bogu,
dopóki istnieję.

Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
On stworzył niebo i ziemię, i morze,
ze wszystkim, co w nich istnieje.

On wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych,
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

(J 13,34)
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.

(Mt 5,43-48)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

*********

Idole. Wyznaczają trendy, wywołują zachwyt i podziw. Chcemy pobyć trochę w ich blasku, który jednak nie daje ciepła. A czy Bóg może stać się już nie idolem, ale wzorem dla naszego życia? Poprzeczka jest podniesiona niezwykle wysoko: Miłujcie! Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. Ale nagroda jest na miarę wymagań: „tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie”. Nie przemijający, złudny blask, ale ciepło Ojcowskiego serca. Bądźmy blisko Niego, a On uczyni nasze serca według serca swego.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 70

JESTEŚCIE MOIMI PRZYJACIÓŁMI

„O Jezu, obym trwał w Twojej miłości” (J 15, 10)

W Słowie wcielonym „przybrana natura nie uległa zniszczeniu… Syn Boży… ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim kochał sercem” (KDK 22). Syn Boży swoją miłością pokonał wszystkie przestrzenie, stał się jednym z nas, zmieszał się z nami, upodobnił się do nas we wszystkim, prócz grzechu (Flp 2, 7-8; Hbr 4, 15). Raczył dzielić z nami nasze życie i losy: pracował, cierpiał, kochał jak my. Okazał swoją boską miłość poprzez wszystkie objawy miłości ludzkiej: tkliwość, współczucie, przyjaźń aż do łez. Ewangelia ukazuje, jak Jezus pragnął otaczać się dziećmi: „I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je” (Mk 10, 16); jak wzruszył się na widok wdowy opłakującej zmarłego syna i rzekł: „Nie płacz!” (Łk 7,13), a Jego współczucie sprawiło cud. Wzrusza się na widok trędowatych, paralityków, niewidomych, którzy wołają: „Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!” (Mt 20, 30); wzrusza się na widok tłumu, idącego za Nim od trzech dni, i nie chce go odprawić głodnym. Lituje się nad grzesznikami i nie wzdraga się zasiąść z nimi do stołu. Lituje się nad kobietą cudzołożną, którą odsyła po rozgrzeszeniu, nad kobietą występną, która w domu Szymona rzuciła się do Jego stóp. A gdy ludzie opierają się Jego miłości, Jezus cierpi roniąc łzy; na widok Jerozolimy „zapłakał nad nią, i rzekł: «O, gdybyś i ty poznała w ten dzień to, co służy pokojowi!»” (Łk 19, 41-42).

Serce Chrystusa zna także najdelikatniejsze uczucie przyjaźni ludzkiej: Żydzi widząc, jak Jezus płacze nad śmiercią przyjaciela, Łazarza, mówią: „Oto jak go miłował!” (J 11 36); a Jan, ulubieniec, który doświadczył tkliwej przyjaźni Chrystusa, kiedy ma mówić o sobie, ukrywa się używając czułego określenia: „uczeń, którego Jezus miłował” (J 13, 23). Kiedy w wigilię swojej męki Pan powie: „Miłujcie się wzajemnie” (J 15, 12), uczniowie będą mogli kierować się miarą rzeczywistą, konkretną, stwierdzoną, przeżytą — miłością Mistrza.

  • Panie, Ty jesteś właśnie tym, kogo bardzo mi brakowało, i nigdy bym nie ośmielił się mieć tej nadziei, że będę Cię posiadał, wiedząc, jak jesteś wspaniały. Czyż mogłem myśleć, że będę mówił do Boga, tak jak mówię do człowieka?
    A oto Ty jesteś Bogiem, który żyje jak człowiek… O objawienie Boga światu… O Boże, Jezu Chryste, by poznać Cię, nie potrzebuję już dręczyć się; najlepszą rzeczą jest być prawdziwie człowiekiem. Ponieważ przyjąłeś moją naturę, nie ma nic ludzkiego, co nie mogłoby stać się moją religią, to jest więzią z Tobą.
    Przychodzę do Ciebie z moim sposobem myślenia, gdyż teraz, by poznać Boga, który stał się człowiekiem, najlepszą rzeczą jest posiadać oczy ciała i rozum ludzki. Przychodzę do Ciebie kochając na swój sposób, o Serce święte, którego uderzenia odmierzają miłość zgodnie z moim sercem… Przychodzę do Ciebie jak do swego brata, i w każdym człowieku — co za cud! — czczę Boga. Przychodzę do Ciebie cierpiąc na swój sposób, o Ukrzyżowany, którego krwi zakosztowała ziemia, a ludzie słyszeli jęki i sprzeciw…
    Przychodzę do Ciebie modląc się, jak umiem, Ty bowiem masz usta, by mi odpowiadać, bo miałeś matkę, niewiastę ziemską, tak jak ja ją miałem…
    Przychodzę do Ciebie z moimi grzechami, o Baranku Boży, który przyszedłeś wziąć je na siebie i zgładzić (P. Lyonnet).
  • O Panie mój, jak wielka jest dobroć Twoja! Bądź błogosławiony na wieki, niech Cię chwalą wszystkie stworzenia! Tak nas umiłowałeś, że z wszelką prawdą możemy mówić, że już nawet na tym wygnaniu raczysz udzielać się i obcować z duszami. Nawet dla cnotliwych i sprawiedliwych to obcowanie jest wielką Twoją hojnością i wspaniałomyślnością godną Ciebie, Panie mój, który gdy dajesz, dajesz po Bożemu! O szczodrobliwości nieskończona Boga mojego, jakże wspaniałe są dzieła Twoje! Zdumiewa się nad nimi, ktokolwiek oderwał się od wszystkiego, by lepiej zrozumieć prawdę. A jednak te wielkie łaski czynisz nawet tym duszom, które Cię ciężko obrażały!… Doprawdy rozum ustaje! I dalej postąpić nie mogę, kiedy o tym myślę. Bo i gdzież postąpiłabym, kiedy każdy mój krok byłby krokiem wstecz? Nie wiem, jak mam Ci dziękować za takie wielkie łaski (św. Teresa od Jezusa: Życie 18, 3).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 281

Święty Benon, biskup

Święty Benon

Benon pochodził z arystokratycznej rodziny saskiej. Urodził się około roku 1010. Pobierał nauki u benedyktynów w Hildesheim, a potem w szkole katedralnej. Zaraz po ukończeniu studiów wstąpił do benedyktynów. Wyświęcony na kapłana (1040), zdobył sobie wielki szacunek u mnichów; niebawem wybrali go na swojego opata. Życie ascetyczne, a przy tym jego wielka roztropność w rządzeniu, zwróciły uwagę cesarza Henryka IV, za którego poparciem Benon został biskupem Miśni (Saksonia w południowo-wschodnich Niemczech).
Czas posługi pasterskiej Benona to trudny okres. Wybuchła wówczas otwarta wojna między cesarzem a papieżem św. Grzegorzem VII. Benon opowiedział się po stronie papieża i jego reform. Cesarz najechał na jego diecezję i ograbił jej dobra biskupie. Benon musiał uciekać. Dopiero kiedy papież obłożył cesarza klątwą i cesarz był zmuszony udać się do Canossy, Benon mógł powrócić na swoją stolicę. Kiedy jednak Henryk IV ponownie wypowiedział papieżowi wojnę i zmusił go do opuszczenia Rzymu, zemścił się także i na Benonie, deponując go na sejmie w Moguncji.
W roku 1085 papież Grzegorz VII zmarł. Benon przekonany, że antypapież Klemens III jest jego prawowitym następcą, udał się do Włoch, by mu złożyć homagium. Kiedy jednak dowiedział się, że prawowitym namiestnikiem Chrystusa jest bł. Urban II, opowiedział się za nim. W swojej diecezji przywrócił karność kościelną i uzdrowił administrację. Mimo podeszłego wieku do ostatniej chwili posługiwał w swojej diecezji słowem i listami pasterskimi. Zmarł prawdopodobnie 16 czerwca ok. 1106 roku, mając ponad 90 lat.
Kult św. Benona trwał nieprzerwanie. Jego żywoty przypominają nawet cuda zdziałane za jego wstawiennictwem tak za życia, jak też i po jego śmierci. Kanonizował go jednak dopiero papież Hadrian VI w 1523 roku. Wtedy także relikwie Benona umieszczono w godnym miejscu. Właśnie z okazji tej kanonizacji Marcin Luter wystąpił z gwałtownymi protestami przeciwko czci świętych.
W czasach reformacji biskup Miśni Jan VIII przeniósł relikwie św. Benona, by je ustrzec przed profanacją, do swojego zamku w Stolp. Stamtąd z kolei przewieziono święte szczątki do Würzen, a potem do Monachium, gdzie złożono je ostatecznie w tamtejszej katedrze (1580). Św. Benon jest patronem Miśni, Monachium i Bawarii. Czczony jest jako orędownik chorych, rybaków i zwierząt domowych.

Ikonografia przedstawia św. Benona w szatach biskupich z rybą i kluczem. Według bowiem legendy, kiedy Benon udał się do Włoch jako wygnaniec, cesarz Henryk IV kazał klucz od katedry wrzucić do Łaby. Kiedy Święty wrócił na swoją stolicę, podano mu rybę, a w niej biskup znalazł klucz od katedry.
Św. Benon jest mało znany w Polsce. Ma jednak swój kościół w Warszawie, a przy nim bractwo pod wezwaniem św. Benona, założone w 1623 roku. W 1629 roku biskup poznański, Maciej Łubieński, do którego diecezji należała Warszawa aż do roku 1794, ufundował przy tym kościele klasztor dla zakonników, zwanych benonitami, którzy mieli roztaczać opiekę nad sierotami, starcami i opuszczonymi w stolicy. W 1787 roku fundację tę przekazano św. Klemensowi Hofbauerowi, którą prowadził do roku 1808. Dzisiaj gospodarzami tego kościoła są redemptoryści.

Zobacz także:

•  Święta Lutgarda, dziewica
•  Błogosławiona Florida Cevoli, dziewica
•  Święty Jan Franciszek Régis, prezbiter

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

15 czerwca – wspominamy Błogosławioną Jolentę, księżną, zakonnicę

(2 Kor 6,1-10)
Napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem /Pismo/: W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. Nie dając nikomu sposobności do zgorszenia, aby nie wyszydzono /naszej/ posługi, okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez /objawy/ Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko.

(Ps 98,1-4)
REFREN: Pan Bóg okazał ludziom swe zbawienie.

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
i święte ramię Jego.

Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.

(Ps 119,105)
Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich i światłem na mojej ścieżce.

(Mt 5,38-42)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb!” A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

*********

Św. Paweł określa naszą misję w świecie: mamy być we wszystkim ze wszystkimi, mamy ubogacać innych, obdarzać ludzi łagodnością i miłością. Taka była bł. Jolanta (1244-1298) – wzorowa żona i matka, księżna na dworze piastowskim. Jej bogobojność udzieliła się także mężowi, księciu Bolesławowi, któremu nadano przydomek Pobożny. Ona sama wprowadziła na dwór klimat ładu i zgody politycznej. Po śmierci męża wstąpiła wraz ze swoją siostrą, św. Kingą, do klasztoru klarysek. Jej życie pokazuje nam, że sługą Boga można być wszędzie – nie tylko za klasztornymi murami, ale także w rodzinie i w życiu społecznym.

Jacek Szymczak OP, „Oremus” czerwiec 2009, s. 67

ZROZUMIENIE TAJEMNICY CHRYSTUSA

Daj mi, Ojcze, łaskę pojąć „miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę” (Ef 3, 19).

Św. Paweł razem z apostołem Janem może być uważany za pierwszego teologa tajemnicy ukrytej w sercu Chrystusa. W liście do Efezjan nie waha się oświadczyć, że otrzymał misję głoszenia wszystkim ludziom bez różnicy „bogactwo niezgłębione Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu” (Ef 3, 8-9), Jest to tajemnica zbawienia ludzkości, wypełniona „w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (tamże 11), która objawia „dobroć Boga względem nas” (Ef 2, 7). Głęboko przejęty niezmierzoną wielkością tej tajemnicy, a czując się niezdolny przekazać innym jej zrozumienie, Paweł zwraca się do Boga z gorącą prośbą: „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem… abyście… wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest szerokość, długość, wysokość i głębokość, i poznać miłość Chrystusa przewyższającą wszelką wiedzę” (Ef 3, 14. 18-19). Wymienia wszystkie wymiary, by wyrazić w jakiś sposób to, czego nie można wypowiedzieć słowami. Tajemnica miłości Boga, od której pochodzi plan zbawienia, tajemnica tego planu wypełnionego przez Słowo wcielone (J 1, 14), tajemnica miłości Chrystusa, który umiłował ludzi i wydał samego siebie za nich (Ga 2, 20), są rzeczywistością niewysłowioną, przewyższającą możliwości wszelkiego ludzkiego poznania. Żaden człowiek, nawet bardzo święty i uczony, nie może udzielić innym jej zrozumienia. Może go udzielić tylko Bóg, dlatego Paweł prosi Go o to dla wszystkich wierzących. Kto nie wnika w tajemnicę miłości Boga, miłości Chrystusa, nie może zrozumieć istoty chrześcijaństwa wypływającego właśnie z takiej miłości. Dlatego Apostoł prosi Ojca, aby wierni zostali „wzmocnieni przez Ducha Jego… i aby Chrystus zamieszkał przez wiarę w ich sercach, i aby byli w miłości wkorzenieni i ugruntowani” (Ef 3, 16-18). Tylko Duch. Święty, miłość istotna, odradzająca wiernych w Chrystusie i wlewająca w ich serca miłość (J 3, 5; Rz 5, 5), może dać im możność „ogarnąć duchem niepojęte wymiary miłości Chrystusa”. Intuicja ta jest raczej owocem miłości niż zrozumienia.

  • Boże mój, nie pozostaje mi nic innego, jak upaść na kolana razem z wielkim heroldem tajemnicy łaski i błagać Cię, Ojcze mój, abyś pomnożył przez swego Ducha Świętego moje sprawności duchowe, wiarę i miłość, abym zdołał ogarnąć duchem, czym jest szerokość, długość, wysokość, głębokość miłości Chrystusa i zdać sobie sprawę, że ona przewyższa wszelkie zrozumienie, i że powinienem dać się przeniknąć łasce życia Bożego. O Ojcze, niech żyje we mnie Jezus, a ja przez Niego będę miał udział w Twojej miłości… Nie jestem czysty, lecz krew Syna Twojego oczyszcza mnie; żyję daleko od Ciebie, w ciemnościach, w kłamstwie, w śmierci, lecz On jest Drogą, Prawdą, Życiem. Naucz mnie opuszczać siebie samego, zapierać się i ogołacać, umierać sobie, a gdy Chrystus stanie się jedynym moim życiem, Ty, Ojcze, będziesz miał upodobanie we ranie…
    O mój Panie Jezu, Ty jesteś wśród nas, a my nie znamy Ciebie; jesteś Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata, a my tego nie uznajemy (D. Mercier).
  • O Chryste, głosy czcigodnych proroków zapowiadające plan oswobodzenia, jakie miało przynieść Twoje błogosławione przyjście… są tylko słabym obrazem i nikłą figurą… wobec objawienia Twojej dobrej nowiny i odkupienia przez Twój krzyż.
    Na każdym miejscu istotnie zbudowałeś przybytek… przymierze Krwi Twojej, która nieustannie woła… zwycięstwo dobrodziejstw Twojej walki, słodkie i nieśmiertelne życie dzięki Twoim łaskom: chrzest, zmartwychwstanie, odnowienie, zażyłość z Tobą, zjednoczenie z Twoim Duchem Świętym, wynagrodzenie, wolność, oświecenie, wieczna czystość, prawdziwa szczęśliwość… I to, czego nawet nie śmie się wypowiedzieć… tajemnica naszego przebóstwienia przez podniesienie do stanu łaski, naszego zjednoczenia z Tobą, o Stworzycielu, przez przyjmowanie Twojego Ciała, o Panie.
    Ty, Odkupicielu, przyszedłeś z bogactwami Twojego Ojca; dokonałeś i wypełniłeś w sposób niezawodny długie i nieustannie żywe oczekiwanie Ciebie; Ty wynagradzasz za wszystkich! Tobie niech będzie chwała razem z Ojcem Twoim za łaskę błogosławieństw Twojego Ducha Świętego na wieki wieków (św. Grzegorz z Narek).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 278

Błogosławiona Jolenta, księżna, zakonnica

Błogosławiona Jolanta

Węgierskie imię Jolenta (Johelet) jest tylko jedno w wykazach hagiograficznych. Otrzymała to imię zapewne dla pamięci ciotki, królowej aragońskiej (+ 1251). Sama Błogosławiona była najczęściej jednak nazywana za życia Heleną. Według Jana Długosza imię Helena mieli nadać Jolencie Polacy, a księżna chętnie je przyjęła.
Jolenta urodziła się w 1244 r. w Ostrzyhomiu jako ósme z rzędu dziecko węgierskiego króla Beli IV i Marii z cesarskiego rodu Laskarisów. Z jej najbliższej rodziny aż 4 osoby dostąpiły chwały ołtarzy: obie jej siostry – św. Kinga i św. Małgorzata Węgierska, ciotka – św. Elżbieta i stryjenka – bł. Salomea.
Ówczesnym zwyczajem jako kilkuletnia dziewczynka Jolenta przybyła do Krakowa na dwór swej siostry, św. Kingi, żony Bolesława Wstydliwego, i tu się wychowywała. Bela IV miał bowiem w planie wydać ją za kogoś z książąt piastowskich. W 1256 r. zaręczył się z Jolentą książę kaliski, Bolesław. Miała wówczas 12 lat, podczas gdy książę liczył wówczas lat 35. Uroczysty ślub odbył się jednak dopiero dwa lata później za specjalną dyspensą papieską, gdy Jolenta miała lat 14. Ślubu udzielił biskup krakowski, Prandota. Z małżeństwa tego urodziły się trzy córki: Jadwiga, Elżbieta i Anna.
Jolenta była wzorową żoną i matką. Swoją postawą wywierała wielki wpływ na otoczenie. W życie domowe wprowadziła klimat ładu, spokoju, szczerej pobożności i miłości. Wpływ księżnej tak dalece udzielił się mężowi, że potomność nadała mu przydomek Pobożnego. Jednak o jej udziale w zręcznej polityce męża wiadomości nie mamy. W roku 1257 zmarł książę Wielkopolski, Przemysł I, i prawem spadku cały ten obszar przeszedł pod panowanie Bolesława. Kochający książę Bolesław wciągał do swoich rządów także bł. Jolentę. W dokumentach podpisuje się nieraz sformułowaniem „umiłowana małżonka, pani Jolenta”. Książę okazał się nie tylko doskonałym organizatorem i administratorem książęcych dzielnic kaliskiej i wielkopolskiej, ale również dobrym opiekunem Kościoła. Sprowadził franciszkanów do Kalisza, Gniezna, Obornik, Pyzdr i Śremu; uposażył w trzy wsie klaryski w Zawichoście, gdzie ksienią była wówczas bł. Salomea; powiększył także uposażenie cystersek w Ołoboku i benedyktynów w Mogilnie. Czynił to nie bez udziału żony. Jolenta chętnie opiekowała się także biednymi i chorymi.
Po śmierci męża w kwietniu 1279 r. i szwagra, męża św. Kingi, Bolesława Wstydliwego, zwolniona już od obowiązków rodzinnych, postanowiła oddać się wyłącznie zbawieniu własnej duszy. Wraz z siostrą Kingą wstąpiła do klasztoru klarysek w Starym Sączu. Po śmierci Kingi przeniosła się w 1284 r. do klarysek w Gnieźnie. Nie wiemy, czy piastowała urząd ksieni (przełożonej), czy też wolała zostać zwykłą siostrą. Nekrolog z Lądu podaje jako datę jej śmierci w opinii świętości dzień 17 czerwca 1298 roku. Jej grób zasłynął wkrótce łaskami i cudami i stał się miejscem pielgrzymek.
Jolenta musiała jednak długo czekać na swojego hagiografa. Dopiero w roku 1631 prymas polski, Jan Wężyk, wyznaczył komisję kanoniczną dla kościelnego procesu. Wtedy też dokonano otwarcia jej grobowca i przełożenia jej śmiertelnych szczątków do nowej trumienki. Zaczęto prowadzić księgę łask. Pierwszy żywot Jolenty ukazał się dopiero w roku 1723. W 1775 r. generał franciszkanów wyznaczył osobnego prokuratora dla sprawy tej beatyfikacji w osobie o. Franciszka Cybulskiego. Napisał on i ogłosił drukiem Życie i cuda wielkiej sługi Bożej Jolenty. Równocześnie król Stanisław August Poniatowski wniósł do Rzymu prośbę o formalną beatyfikację. Odbyła się ona 14 czerwca 1827 r. Leon XII wyznaczył na dzień święta Jolenty 17 czerwca (obecnie – 15 czerwca). Na skutek trudności, jakie stawiał ówczesny rząd pruski, uroczystości beatyfikacyjne mogły się odbyć w Wielkopolsce dopiero w roku 1834. Z tej okazji relikwie bł. Jolenty przeniesiono do kaplicy klarysek.
Jolenta jest patronką archidiecezji gnieźnieńskiej oraz miasta Kalisza.

W ikonografii bł. Jolenta przedstawiana jest w habicie klaryski. Czasami klęczy obok św. Kingi.

Zobacz także:

•  Święty Wit, męczennik
•  Święty Bernard z Menthon, zakonnik
•  Święta Maria Michalina od Najświętszego Sakramentu, dziewica

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz