17 kwietnia – Wielka Środa, wspomnienie Świętej Katarzyny Tekakwithy

PIERWSZE CZYTANIE
Iz 50, 4-9a
Proroctwo o cierpiącym słudze Boga

Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie! Oto Pan Bóg mnie wspomaga. Któż mnie potępi?
Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 69 (68), 8-10. 21-22. 31 i 33-34 (R.: por. 14c)

Refren: W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie.

Dla Ciebie znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa, †
dla braci moich stałem się obcym *
i cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera *
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.

Refren.

Hańba złamała me serce i sił mi zabrakło, †
czekałem na współczucie, lecz nikt się nie zjawił, *
i na pocieszycieli, lecz ich nie znalazłem.
Domieszali trucizny do mego pokarmu, *
a gdy byłem spragniony, poili mnie octem.

Refren.

Pieśnią chcę chwalić imię Boga *
i wielbić Go z dziękczynieniem.
Patrzcie i cieszcie się, ubodzy, †
niech ożyje serce szukających Boga. *
Bo Pan wysłuchuje biednych i swoimi więźniami nie gardzi.

Refren.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

Witaj, nasz Królu i Zbawicielu,
Ty sam zlitowałeś się nad grzesznymi.

Albo:

Witaj, nasz Królu, posłuszny woli Ojca,
jak cichego baranka na zabicie zaprowadzono Ciebie na ukrzyżowanie.

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

EWANGELIA
Mt 26, 14-25
Zdrada Judasza

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?» On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda». Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?» On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził». Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty».
Oto słowo Pańskie.

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

Jezus pełen smutku ogłasza uczniom, że jeden z nich Go zdradzi. Ich reakcja jest zaskakująca: Chyba nie ja, Panie? Apostołowie są przecież tak blisko Jezusa! Czy naprawdę nie wiedzą, na co ich stać, co dzieje się w ich sercach? Nasze oczy automatycznie zwracają się w stronę Judasza. Jednakże Piotr, który z takim przekonaniem zapowiadał, że jest gotów oddać życie za Mistrza, będzie musiał przejść życiową lekcję pokory. W tym momencie nie ma jeszcze istotnej różnicy między Judaszem a Piotrem; zobaczymy ją dopiero wówczas, kiedy jeden z nich nie będzie potrafił przyjąć tej lekcji pokory i sobie przebaczyć.
O. Przemysław Ciesielski OP; Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 184

***
GODZINA CIEMNOŚCI
„O Panie, zmiłuj się nade mną, uzdrów mnie, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie” (Ps 41, 5)

„Zaprawdę powiadam wam: Jeden z was mnie zdradzi” (J 13, 21; Mt 26, 21). Słowa, jakie przytoczył Jan, powtarza Mateusz, dodając inne szczegóły. Nie tylko Piotr pragnął się dowiedzieć, kto jest zdrajcą, także inni tym zaniepokojeni i,, bardzo zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: Chyba nie ja, Panie?” (Mt 26, 22). Nawet Judasz śmiał postawić to samo pytanie. Jezus już go wskazał Janowi pod osłoną gestu: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu” (J 13, 26), na pytanie zaś wszystkich odpowiedział wymijająco: „Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi” (Mt 26, 23). Judasz jednak z cyniczną obojętnością siedzi przy stole jak przyjaciel, choć myśli o zdradzie. Przyjmując bez drgnienia kęs ujawniający go, nie może pozostać ukryty; sam powoduje swoje ujawnienie: „Czy nie ja, Rabbi?”, na co Jezus mu odpowiedział:,, Tak jest, ty” (tamże 25). To, co Mistrz miłosiernie i z delikatnością osłonił, teraz był zmuszony powiedzieć otwarcie. Chociaż Jezus znał koniec Judasza, wybrał go i umiłował jak innych, upominał go także. Słowa, które wypowiedział przed rokiem: „Czyż nie wybrałem was Dwunastu? a jeden z was jest diabłem!” (J 6, 70), były skierowane do niego, dla ostrzeżenia. Podczas Ostatniej Wieczerzy Pan, by go wskazać, posłużył się gestem przyjacielskim; kawałek chleba umoczony i podany miał być milczącym wezwaniem do opamiętania. W ogrodzie oliwnym uczynił ostatni wysiłek, by go wyciągnąć z przepaści, kiedy nie wzdragał się przyjąć zdradzieckiego pocałunku. Lecz Judasz stał się już zdobyczą Złego, któremu oddał się w zamian za 30 srebrników. Jezus zaś zmuszony był oświadczyć: „Syn Człowieczy odchodzi, lecz biada temu człowiekowi przez którego „Syn Człowieczy jest wydany” (Mt 26, 24). Te poważne słowa ukazują we właściwym świetle straszliwą odpowiedzialność zdrajcy. Judasz poszedł za Mistrzem nie z miłości, ale z egoizmu, mając na względzie materialne korzyści. Chciwość uczyniła go złodziejem. Zaczął kraść drobne pieniądze, a potem dla niewielkiej kwoty wydał Pana. Nie interesował się Nim zbytnio, ponieważ nie mógł się spodziewać od Niego ziemskich zysków. Sprawdziły się w ten sposób słowa psalmu: „Nawet mój przyjaciel… który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę” (Ps 41, 10).

  • O Jezu, zbytnia była Twoja dobroć względem zatwardziałego ucznia!… Chociaż nie wyjaśniasz mi bezbożności zdrajcy, jestem przeniknięty bezgranicznie Twoją najsłodszą łagodnością, o Baranku Boży. Ta łagodność została nam dana za wzór… Oto tutaj, o Panie, powiernik, który zdawał się być tak ściśle z Tobą złączony. Twój doradca i przyjaciel, człowiek, co jadł Twój chleb, a w czasie świętej uczty pożywał z Tobą słodkie pokarmy, przygotował na Ciebie zamach nieprawości. A mimo to… Ty, najłagodniejszy Baranku… nie wahałeś się nadstawić grzesznym ustom, aby w godzinie zdrady pocałowały Cię… Nie odmówiłeś mu niczego, by dać mu wszystko, co by mogło złamać upór złego serca.
    Jak wielu, dobry Jezu, jest takich, którzy Cię uderzają! Uderza Cię Ojciec Twój, Tobie bowiem nie przebaczył, lecz wydał Cię jako ofiarę za nas wszystkich. Uderzasz sam siebie, wydając na śmierć swoja, duszę, tę, której nikt od Ciebie wziąć nie może bez Twojej woli. Ponadto uderza Cię uczeń, zdradzając Cię pocałunkiem. Uderza Cię Żyd kopnięciami i szturchańcami. Uderzają Cię poganie biczami i gwoźdźmi. Oto ile osób, ile upokorzeń, ilu oprawców!
    A iluż masz zdrajców! Ojciec niebieski wydal Cię za nas wszystkich; a Ty wydałeś sam siebie, jak śpiewa z radością św. Paweł:,, Umiłował mnie i wydał samego siebie za mnie”. Tu zamiana jest istotnie cudowna! Pan wydał samego siebie za sługę. Bóg za człowieka, Stworzyciel za stworzenie, niewinny za grzesznika (św. Bonawentura).
  • Najłaskawszy Panie mój, jak mam Ci dziękować, że znosisz mnie, chociaż zgrzeszyłam tysiąc razy gorzej niż Judasz? Uczyniłeś go swoim uczniem, mnie zaś oblubienicą i córką… O Jezu mój, ja Cię zdradziłam nie jeden raz jak on, lecz tysiąc razy i nieskończone razy…
    Kto Cię ukrzyżował? Ja. Kto Cię biczował przy słupie? Ja. Kto Cię ukoronował cierniami? Ja. Kto Cię napoił octem i żółcią? Ja. Panie mój, Ty wiesz, dlaczego mówię Ci, że uczyniłam to wszystko? Bo zobaczyłam… w Twojej światłości, że o wiele więcej udręczyły Cię i zasmuciły ciężkie grzechy, jakie popełniłem, niż ci wszyscy, którzy Ci zadali te męki (bł. Kamila z Varano).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I,
 str. 405

Święta Katarzyna Tekakwitha

Święta Katarzyna Tekakwitha

Katarzyna Tekakwitha, zwana także „Genowefą Nowej Francji”, urodziła się na początku kwietnia 1656 r. w osadzie wiejskiej Osserneon (obecnie Auresville w stanie Nowy Jork), należącej do jednego z najbardziej wojowniczych plemion irokeskich. Tekakwitha jest imieniem, które Katarzyna otrzymała od swojego ludu, gdy się urodziła. W języków Mohawków oznacza ono: „ona porządkuje sprawy” albo „ta, która wszystko czyni w należytym ładzie”. Ojciec Katarzyny był naczelnikiem osady, poganinem. Matka pochodziła z plemienia Algonkinów znad Zatoki św. Wawrzyńca i była chrześcijanką. Została porwana przez Irokezów i uratowana od losu branki przez ojca Tekakwithy, któremu później również urodziła syna. Swe praktyki religijne spełniała potajemnie, ale dzieciom opowiadała o Bogu.
Gdy Katarzyna miała cztery lata, jej rodzice i brat zachorowali na ospę i zmarli. Po mamie został jej różaniec. Ona co prawda przeżyła tę chorobę, ale pozostały jej blizny na twarzy i poważnie uszkodzony wzrok. Sierotę adoptowała ciotka Karitha i jej mąż Jowanero, który został wodzem Żółwi. W 1666 r. pięć plemion irokeskich zawarło pokój z Francuzami. Mohawkowie do układów nie przystąpili, dlatego dowódca wojsk kolonialnych, hrabia de Tracy, zorganizował przeciw nim ekspedycję karną. Plemię ukryło się w puszczy.
W roku 1667 misjonarze z zakonu jezuitów – Bruyas, Fremin i Pierron – dotarli do plemienia z misją pokojową. To właśnie dzięki nim Katarzyna zetknęła się po raz pierwszy z chrześcijaństwem i przyjęła jego prawdy z wielkim entuzjazmem. Usiłowano ją wydać za mąż. Dzielnie opierała się tym próbom, a w końcu wyznała, że pragnie przyjąć chrzest.
Kiedy ukończyła 18 lat, poprosiła o to o. Jacquesa de Lamberville, chociaż żyła wśród ludzi wrogo nastawionych do wiary chrześcijańskiej. Mimo protestów opiekunów, przyjęła chrzest w dniu 5 kwietnia 1667 r., biorąc za patronkę Katarzynę ze Sieny. Odtąd nazywano ją Kateri. Indiańska dziewczyna stała się nieustraszoną chrześcijanką, chociaż była obiektem narastającej pogardy i kpin niechrześcijańskiej ludności ze swojej wioski. Szydzono z jej nawrócenia, odmowy pracy w niedziele i niechęci do zawarcia małżeństwa. Ale to nie osłabiło jej wiary. Pewnego dnia młody wojownik postanowił przestraszyć Katarzynę i nakłonić ją do porzucenia nowej wiary. Ozdobiony barwami wojennymi, podniósł maczugę i zamachnął się, tak jakby chciał ją zabić. Dziewczyna myślała, że wkrótce umrze, ale zamknęła oczy i nie poruszyła się z miejsca. Jej odwaga spowodowała, że młody wojownik opuścił maczugę i odszedł.
Katarzyna mieszkała w zajeździe swojego wuja tak długo, jak było to bezpieczne. W październiku 1677 r. została zmuszona do ucieczki do Kahnawake (dziś La-Prairie-de-la-Madelaine) nad rzeką św. Wawrzyńca na południe od Montrealu. Mieszkała tam z Anastazją Tegonhatsihonga, chrześcijanką pochodzenia indiańskiego. W 1677 w Boże Narodzenie przyjęła pierwszą Komunię Świętą, a w uroczystość Zwiastowania Pańskiego w 1679 r. złożyła ślub czystości.

Święta Katarzyna TekakwithaLubiła strugać drewniane krzyżyki, których wystrugała tysiące, by w ten sposób Jezus stał się bardziej znany wśród Indian. Rozdawała je potem ludziom, wieszała na drzewach, zostawiała przy jeziorach i na polach. Podczas zimowego sezonu łowieckiego, gdy wraz z mieszkańcami wioski znalazła się z dala od niej, zrobiła na drzewie małą, drewnianą kapliczkę z wyrzeźbionym krzyżem i tam spędzała czas na modlitwie, klęcząc na śniegu. Katarzyna kochała różaniec i zawsze nosiła go na szyi. Nazywana była lilią plemienia Mohawków.
Indianie, Francuzi i misjonarze podziwiali jej wyjątkową pobożność. Zajmowała się uczeniem dzieci modlitwy i religii, opieką nad chorymi i starcami, aż do momentu, gdy sama śmiertelnie zachorowała.
Zmarła mając zaledwie 24 lata w Kahnawake, 17 kwietnia 1680 r. Była to Wielka Środa. „Jesos konoronkwa”, czyli „Kocham Cię, Jezu” – to były jej ostatnie słowa. Piętnaście minut po jej śmierci – na oczach dwóch jezuitów i tubylców, zgromadzonych w jej pokoju – blizny z jej twarzy zniknęły bez śladu.
Zaczęto modlić się za jej wstawiennictwem tuż po jej śmierci. W 1884 r. w Kahnawake wybudowano pomnik dla uczczenia jej pamięci. 3 stycznia 1943 roku papież Pius XII ogłosił, że córkę wodza Mohawków można nazywać sługą Bożą. Papież św. Jan Paweł II beatyfikował ją 22 czerwca 1980 roku. Papież Benedykt XVI kanonizował Katarzynę na początku Roku Wiary dnia 21 października 2012 r. w Rzymie.
Do dziś wielu pielgrzymów odwiedza jej grób w kościele pw. św. Franciszka Ksawerego w Kahnawake (w pobliżu Montrealu w Kanadzie) i oddaje cześć jej relikwiom. Patronuje ekologom, działaczom ochrony środowiska, wygnańcom, ludziom, którzy utracili rodziców, ludziom mieszkającym na obczyźnie i ludziom wyśmiewanym z powodu pobożności. W 2002 r. patronowała także Światowym Dniom Młodzieży odbywającym się w Toronto w Kanadzie.

W ikonografii jest przedstawiana z lilią w ręku – symbolem czystości, z krzyżem jako wyrazem jej miłości do Chrystusa, i żółwiem, symbolem jej klanu.

Zobacz także:

  •  Błogosławiony Baptysta Spagnoli, prezbiter

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „17 kwietnia – Wielka Środa, wspomnienie Świętej Katarzyny Tekakwithy

  1. Pingback: Wielki Tydzień ze św. Janem Pawłem II – Wielka Środa | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

Możliwość komentowania jest wyłączona.