7 lutego – wspominamy Świętego Ryszarda, króla

(Iz 6,1-2a.3-8)
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!

(Ps 138,1-5.7-8)
REFREN: Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu

Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie kiedy, Cię wzywałem,
pomnożyłeś pomoc mojej duszy.

Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich,
i będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.

Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystko dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki;
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.

(1 Kor 15,1-11)
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem… Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

(Łk 5,1-11)
Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

***********

Słynne wezwanie: „Wypłyń na głębię!”, Jezus kieruje do Piotra po nieudanym nocnym połowie ryb, gdy mogło się zdawać, że cały wysiłek rybaków poszedł na marne. Tymczasem połów okazuje się znacznie obfitszy, niż mogli się spodziewali. Po zmartwychwstaniu to właśnie Piotrowi ukaże Jezus potęgę Bożej chwały i ponownie wezwie go do obfitego połowu. A Piotr, który rozpozna ogrom własnego grzechu, będzie gotowy, by wypłynąć na głębię przebaczenia i miłości.

ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 38

„Zarzućcie sieci…”

Jest to niezwykle malownicza Ewangelia, zawierająca zarazem bardzo uniwersalne treści, które jak sądzę, potrafimy rozpoznać także we własnym życiu i postawach.

Żeby odkryć to podobieństwo i wyciągnąć wnioski, trzeba wczuć się w sytuację Szymona. Był on znakomitym rybakiem, prawdziwym fachowcem, wykonującym swój zawód z gorliwością i poświęceniem. Na pewno zaimponowało mu, że Jezus wybrał właśnie jego łódź jako swoją mównicę. Pomimo zmęczenia całonocnym, a do tego nieudanym połowem, był gotów poświęcić swój czas dla Jezusa. Niewątpliwie słowa Mistrza musiały zrobić na nim duże wrażenie, skoro po skończonym kazaniu, na prośbę Jezusa, zdecydował się wypłynąć na połów jeszcze raz.

Na pewno nie wierzył w powodzenie. Doskonale znał te wody i jeśli przez całą noc nie złowił niczego, to musiał być pewien, że w tych stronach nie ma w tej chwili ani jednej ryby. Kto wie, może nawet musiał pohamować złość? Spróbujcie nad ranem zmęczonemu, zziębniętemu, głodnemu i rozeźlonemu brakiem ryb wędkarzowi zaproponować, by jeszcze raz zarzucił wędkę! Więc jeśli Szymon wypłynął zarzucić sieci, to chyba bardziej po to, aby udowodnić Jezusowi, że chociaż mówi piękne kazania, to jednak na łowieniu ryb się nie zna.

Jak wielkie musiało być jego osłupienie, gdy sieć napełniła się pięknymi rybami! Niemożliwe! A jednak: sieć jest pełna, omal nie zaczyna pękać, trzeba się spieszyć i prosić o pomoc! Szymon był pewien, że to nie był żaden zbieg okoliczności ani rybackie szczęście. Takie rzeczy się normalnie nie zdarzają! To musiał być Jezus!

Kto wie, jakie myśli przemknęły jeszcze przez głowę Szymonowi. Faktem jest, że coś się w nim zmieniło. Uświadomił sobie, że oto tuż obok niego, przy jego udziale, zadziałał sam Bóg. Najpierw przez swoje słowo, wypowiedziane przez Jezusa, potem przez myśli Szymona, wreszcie przez polecenie Jezusa i niespodziewany połów. Wszystko to musiało tworzyć jakiś logiczny i jasny dla Szymona ciąg myśli i zdarzeń. Tak przekonujący i pewny, że musiał zaowocować skruchą i nawróceniem.

Często w naszym życiu zdarza się, że jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami takiego cudu, czy raczej znaku. Dla wszystkich innych jest to tylko co najwyżej zbieg okoliczności, szczęśliwy traf. Ale w kontekście naszych myśli, przeczuć, ulotnych wrażeń, wydarzenia nabierają głębszego sensu, stają się dla nas czytelną wskazówką nie pozostawiającą żadnych wątpliwości odnośnie działania Bożego. Często ogarnia nas wtedy niepokój, że Bóg wie o nas wszystko, lęk, jak przed Nim wypadniemy, co z nami będzie, skoro jesteśmy całkowicie w Jego ręku.

To samo musiał odczuć Szymon: przestraszył się i z pokorą i lękiem wyznał swoją grzeszność. Wymagało to na pewno wielkiej odwagi, by publicznie upaść przed Jezusem na kolana i prosić o przebaczenie. Jezus to wyznanie przyjął. Uspokoił Szymona. Boga nie trzeba się lękać. On i tak wie wszystko, ale jeśli człowiek zaufa Mu i powierzy siebie, wtedy wszelka wina zostanie przebaczona i zmazana.

Właśnie taka jest miłość Boga: nie chce człowieka upokarzać ani starszyć, lecz chce przemienić i dać szansę nowego życia. Póki człowiek liczy tylko na siebie i próbuje sam – wszystko na nic, lecz jeśli pozwoli działać Bogu, wtedy efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania. Obyśmy także i my mogli się o tym przekonać.

Ks. Mariusz Pohl

Oczyścić wargi

Prorok Izajasz głęboko przeżył moment swego powołania. W świątyni stanął przed majestatem świętego Boga. Oczami serca zobaczył chwałę, jaką oddawały Mu istoty duchowe. Ze zdumieniem obserwował, jak jedna z nich ujęła w kleszcze rozżarzony węgiel i dotknęła nim jego warg mówiąc: „Twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”.

Oto symboliczne przygotowanie człowieka do podjęcia trudnej misji ratowania narodu z jego upadku moralno-religijnego. Izajasz wiedział, że jest „mężem o nieczystych wargach i mieszka wśród ludu o nieczystych wargach”. Rozumiał potrzebę chwili. Izraelitom potrzebny był człowiek, który przemówi czystymi wargami, człowiek prawdy.

Pan Bóg oczyszcza wargi i serce Izajasza. Czyni go swoim prorokiem. Odtąd Izajasz będzie mógł spokojnie rozmawiać z Bogiem i ludźmi. Towarzysząca mu świadomość grzechu, w spotkaniu ze świętym Bogiem, wydawała nań wyrok śmierci. Stąd jego okrzyk przerażenia: „Biada mi! Jestem zgubiony!”. Dopiero po oczyszczeniu mógł spokojnie stać przed Bogiem.

Oczyszczenie warg jest koniecznym warunkiem dobrej modlitwy. Tak niewielu ludzi to rozumie, dlatego niewielu się prawdziwie modli. Wargi nieczyste mogą jedynie szeptać słowa błagania o miłosierdzie: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Żadna inna modlitwa przez nie nie przejdzie.

Oczyszczenie warg jest również koniecznym warunkiem twórczej rozmowy z ludźmi. Słowo jest narzędziem ubogacania lub niszczenia ludzkiego serca. Jeśli przekazuję słowo prawdy, sprawiedliwości, życzliwej miłości, serce słuchacza rośnie, rozwija się. Jeśli przekazuję słowo kłamstwa, zatrute jadem zazdrości lub nienawiści, serce mego słuchacza zostanie zranione, a nawet zamordowane.

Żyjemy w świecie, który nie szanuje słowa, żyjemy pośród ludzi o nieczystych wargach. Ta nieczystość ma dwa wymiary. Jeden to brak kultury słowa. Wulgarny język słychać prawie wszędzie. Wielu posługuje się nim, nawet nie wiedząc o tym, niektórzy czynią to w formie popisywania się obrzydliwością swego słownika, radując się, gdy to robi wrażenie na słuchaczach. Swoistego rodzaju ekshibicjonizm, zboczenie polegające na odsłanianiu swego zniszczonego wnętrza przed innymi. Troska o oczyszczenie warg przez dotknięcie ich płomieniem kultury winna być dziełem całej zdrowej części społeczeństwa, która odczuwa zagrożenie ze strony wysokiej fali prymitywnej formy zła, przekleństw i wulgaryzmów, zalewającej nasz naród.

Drugi wymiar nieczystości naszych warg jest głębszy i może być pięknie zapakowany w kulturalne słowa. To wszystkie formy zniekształcania prawdy, ucieczki od prawdy. To jednostronne akcentowanie pewnych elementów życia z pominięciem innych. Serce bije rytmem szczęścia jedynie w atmosferze prawdy. Gdy jej zabraknie, rozpoczyna się jego dramat.

Tak trudno dziś znaleźć człowieka, któremu można zaufać. Tak łatwo przeżyć zawód, a nawet zdradę. Słowo ludzi wypowiedziane nawet uroczyście, pod przysięgą zostaje odrzucone jak papierek po cukierku, gdy tylko smak cukierka rozpłynie się w ustach. Małżonkowie przysięgają i łamią przysięgi. Kapłani, siostry zakonne ślubują i łamią śluby. Ludzie o nieczystych wargach. A ilu ich jest na stanowiskach państwowych. Ile obietnic, programów, które okazują się złudą?

O ile możemy się sami uporać z plagą niekulturalnego słowa, o tyle nie potrafimy oczyścić serc zdradzających prawdę. Wypada upaść na kolana i błagać Boga, by sam zechciał przysłać swego serafina z żarzącym węglem i oczyścił nasze serca jeszcze tu na ziemi, by nie musiał czynić tego, wrzucając je w żar ognia wiecznego.

Ks. Edward Staniek

„Na Twoje słowo”

Św. Łukasz szczegółowo opisuje wydarzenie, jakie poprzedziło powołanie Szymona na Apostoła. Piotr z towarzyszami spędził noc w łodzi na jeziorze. Rankiem dobił do brzegu, ale ich łodzie tym razem były puste. Do tej pustej łodzi wszedł Jezus i poprosił, zmęczonego bezowocną pracą Szymona, o jej wypożyczenie. Chciał z niej wygłosić kazanie do zebranego na brzegu tłumu. Być może, że chciał w ten sposób zatrzymać Piotra. Ten bowiem po takiej nocy bezowocnej pracy nie miał chyba większej ochoty na słuchanie kazań. Nic też nie świadczy o tym, by jakieś słowo Jezusa szczególnie głęboko zapadło w jego serce.

Po kazaniu Chrystus każe Piotrowi wypłynąć na głębię i zarzucić sieci. Szymon, dobry rybak, wie, że skoro połów nie udał się w nocy, to tym bardziej nie uda się w ciągu dnia. Gotów jest jednak spełnić życzenie Jezusa. Stwierdza jasno: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Odpowiedź Jezusa była natychmiastowa. „Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać”. Musieli korzystać z pomocy współtowarzyszy w drugiej łodzi. Szymon widząc łodzie wypełnione rybami, przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”.

Trzeba dokładnie odtworzyć to ewangeliczne wydarzenie, bo w nim jest ukazana droga dochodzenia do zawierzenia Bogu. Człowiek wpierw musi uwierzyć w siebie, poznać swoje możliwości i wiedzieć, na co go stać. Z kolei, po okresie radości z własnych sukcesów, musi przeżyć gorycz rozczarowania. Musi zwątpić w siebie odkrywając, jak jego możliwości są ograniczone. Piotr dobrze opanował sztukę połowów, ale noc bezowocnej pracy pomogła mu odkryć, jak niewiele może. Bezowocna praca jest zawsze godziną zwątpienia w siebie.

Dopiero wówczas, gdy człowiek ma za sobą te dwa etapy, pierwszy — wiary w siebie, drugi — zwątpienie w siebie, może wejść w etap trzeci — świadomego zawierzenia Bogu. Piotr na słowo Mistrza zarzuca sieci. Łowi mnóstwo ryb, lecz wie, że tym razem nie o ryby chodzi, lecz o jego wiarę. Stanął na drodze zawierzenia Bogu i odtąd uczyni wszystko, by z tej drogi nie zejść. Przeżyje momenty potknięć, ale z drogi zawierzenia nie zejdzie. Słowo Jezusa będzie dla niego rozstrzygające, nawet gdy Mistrz zapowie Jego trzykrotne zaparcie.

Ludzie najczęściej utożsamiają zawierzenie Bogu z wiarą w siebie. Sądzą, że wiara to jest środek dopingowy, a ten, kto go zażyje, staje się nie do pokonania. Tymczasem człowiek wierzący wie, na co go stać i doskonale zna granice swoich możliwości, ale równocześnie z doświadczenia zna potęgę wszechmocy Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To nie on dokonuje rzeczy zdumiewających, lecz Bóg. Piotr dobrze wiedział, że to nie on zagarnął mnóstwo ryb, mimo że we własnych rękach trzymał sieci. On wiedział, że jest to dzieło Jezusa.

Wiara jedynie umożliwia człowiekowi uczestniczenie w dziełach Boga. Człowiek dalej zostaje słaby, ale mimo to może z Bogiem współpracować. Wszystko zaś sprowadza się do posłuszeństwa Bogu. „Na Twoje słowo zapuszczę sieci”.

Utożsamienie zawierzenia Bogu z wiarą w siebie pociąga za sobą fatalne skutki, które ujawniają się szczególnie ostro w momencie zwątpienia w siebie. Jest ono bowiem odbierane jako zwątpienie w Boga. Bywa, że wątpiący nie dostrzegając sensownego życia sięga po samobójstwo. Tymczasem zwątpienie w siebie stanowi wezwanie do zawierzenia Bogu. Wtedy właśnie człowiek dotyka stopą drogi wiary religijnej i albo na nią wejdzie, albo wycofa się w świat swojej bezradności. Jeśli chcemy uczestniczyć w cudownych połowach, muszą być dni, w których nasze sieci będą puste. Ciągle jednak Bogu nie chodzi o pełne sieci, lecz o odkrycie potęgi wiary.

Miała dwadzieścia siedem lat, gdy mąż zostawił ją z dwójką dzieci. Po roku pojawił się bardzo atrakcyjny człowiek i zaproponował małżeństwo. Życie w samotności wydawało jej się koszmarem. Musiała dokonać wyboru. Serce mówi „szukaj przyjaciela”, a Bóg mówi „nie cudzołóż”. Na Jego słowo odrzuciła propozycję powtórnego małżeństwa. Wkrótce spotkała wspaniałą rodzinę. Ułożyli życie razem, pomogli jej wychować dzieci, stworzyli wspólnotę tak szczęśliwą, o jakiej się jej nie śniło. W dyskusji nad rozwodami odpowiedziała krótko: „Trzeba zawierzyć słowu Boga, a wtedy można oglądać cuda. Ja tego doświadczyłam”.

Ks. Edward Staniek

O Panie, prawdziwie jesteś wzniosły; a jednak patrzysz łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzegasz z daleka (Ps 138, 6)

Liturgia słowa ukazuje dzisiaj powołanie trzech ludzi: Izajasza, Piotra i Pawła. Powołanie Boże każdego z nich poprzedziło jakieś objawienie: Bóg, zanim powierzy człowiekowi szczególną misję, objawia się mu i daje się poznać. Wspaniałego objawienia dostąpił Izajasz: „Ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie” (Iz 6, 1), wokół Niego Serafini upadli na twarz w adoracji, śpiewając: „Święty, Święty, Święty jest Pan zastępów” (tamże 3). Wobec tak wielkiego majestatu i świętości Izajasz drży: czuje się bardziej niż kiedykolwiek nieczysty, niegodny, by stać w obecności Boga. Lecz kiedy słyszy głos Pana mówiącego do niego: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?”, nie waha się ani chwili i odpowiada: „Oto ja, poślij mnie!” (tamże 8). Nikt nie może samowolnie podjąć się misji współpracy z Bogiem; lecz jeśli Bóg go wzywa, to niegodność człowieka nie może być powodem do cofnięcia się.

Całkiem inne są okoliczności ostatecznego powołania Piotra na „rybaka ludzi”. Zdarzenie nie zachodzi w świątyni jak w wypadku Izajasza, lecz nad jeziorem, w okolicznościach bardzo prostych i ludzkich, jak przystoi Bogu, który stał się człowiekiem i przyszedł dzielić życie z ludźmi. Kiedy Jezus wygłosił kazanie z lodzi Piotra, nakazuje mu zapuścić sieci. „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5). Jego uległość i ufność zostały nagrodzone. Zagarnęli takie mnóstwo ryb, że sieci się rwały, i napełnili nimi dwie łodzie, „tak, że się prawie zanurzały” (tamże 7). Nieprzewidziany cud ukazuje, kim jest Jezus, a Piotr, zmieszany jak Izajasz, rzuca się na kolana wołając: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (tamże 8). Wobec Boga, który się objawia, człowiek ze swej strony stwierdza własną nicość, nędzę, odczuwa głęboką potrzebę upokorzenia się. Za aktem pokory idzie wielkie wezwanie: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Również tutaj odpowiedź jest natychmiastowa, i to nie tylko odpowiedź Piotra, lecz także jego towarzyszy: „I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli na Nim” (tamże 10–11).

W drugim czytaniu Paweł mówi o swoim powołaniu na herolda tajemnicy Chrystusowej. Również jemu Chrystus ukazał się na drodze do Damaszku, a Paweł został tym niejako unicestwiony — do tego stopnia, że przez całe życie uważał się. nie tylko za ostatniego z Apostołów, lecz za „poroniony płód” (1 Kor 15, 8). Odpowiedź jednak jego była całkowita i dzięki temu mógł stwierdzić, że łaska Boża nie pozostała w nim daremna.

Trzy różne powołania, lecz jednakowa postawa pokory i uległości, warunek wszelkiej odpowiedzi Bogu, który powołuje.

  • O Boże, Ty mnie stworzyłeś dla ściśle określonej misji, powierzając mi zadanie, którego nie powierzyłeś nikomu innemu… w pewnym stopniu również i ja jestem potrzebny Twoim. boskim planom… jeśli upadnę, Ty możesz wybrać kogo innego; wiem o tym, że możesz wzbudzić z kamieni nowych synów Abrahamowi, lecz to nie przeszkadza, abym miał udział w Twoim dziele, o Boże mój, abym był ogniwem łańcucha, węzłem łączącym ludzi. Ty nie stworzyłeś mnie na próżno… Spraw, abym był posłuszny Twoim przykazaniom i służył Ci w moim powołaniu, pełniąc dobro i stając się aniołem pokoju i świadkiem prawdy, pozostając na miejscu, jakie Ty, o Panie, mi przeznaczyłeś (J. H. Newman).
  • „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Również ja, Panie, wiem, że dla mnie panuje noc, kiedy Ty milczysz… wypuściłem jak strzałę glos mój… i jeszcze nie pochwyciłem nikogo. Wypuściłem ją w ciągu dnia; teraz czekam na Twój rozkaz: na słowo Twoje zapuszczę sieci. Albo próżna zarozumiałość, albo owocna pokora! Ci, którzy przedtem nic nie złowili, na słowo Twoje, Panie, łowią ogromną ilość ryb. To nie jest owoc wymowy ludzkiej, lecz skutek powołania niebieskiego (św. Ambroży).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 110

Święty Ryszard, król

Święty Ryszard

Ryszard był niegdyś dość popularnym świętym, choć o jego życiu niewiele wiemy. Zachowały się dwa żywoty, choć niekompletne i nie w pełni wiarygodne. Historia przypisała mu kilka tytułów: Ryszard z Lukki (od miejsca śmierci), Pielgrzym (z racji wyprawy do Rzymu), Ryszard z Saksonii lub z Wessex (domniemane miejsca, w których mógł być władcą).
Urodził się w połowie VII wieku, prawdopodobnie w Wessex w Brytanii. Żaden dokument historyczny nie potwierdza, że był królem, ale prawdopodobnie należał do rodziny królewskiej i nosił tytuł księcia (choć w martyrologiach pozostaje królem). Spokrewniony był ze św. Bonifacym-Winfrydem, apostołem Niemiec. Nie jest pewne, czy ten biskup i męczennik był bratem Ryszarda, czy jego żony Wunny (Bonny). Potwierdzone jest natomiast, że troje dzieci Ryszarda i Wunny (Willibald, Winebald i Walburga) dostąpiło chwały ołtarzy.
Prawdopodobnie Ryszard owdowiał i wtedy postanowił wybrać się z pielgrzymką pokutną do Rzymu i Ziemi Świętej (jedna z legend podaje, że w tym celu zrzekł się korony). 11-letnią córkę Walburgę (Walpurgę) pozostawił pod opieką zakonnic w klasztorze św. Scholastyki w Wimborne, do którego Walburga później wstąpiła. Sam z dwoma nastoletnimi synami: Willibaldem i Winebaldem wyruszył do Italii. Ok. 720 r. wypłynął z Hamble-Haven (na południu Anglii, obecnie w hrabstwie Hampshire), dotarł morzem do frankijskiej Neustrii (północna część Francji), następnie ruszył lądem do Rouen, gdzie zatrzymał się na dłużej. Stamtąd wyruszyli w kierunku Italii, nawiedzając po drodze święte miejsca: sanktuaria, kościoły i groby Świętych. W drodze wydarzył się cud – w czasie postoju w gospodzie Ryszard miał uzdrowić napotkanego pielgrzyma.
Wkrótce jednak trudy podróży okazały się zbyt wielkie dla niego samego. Kiedy dotarli do Lukki w Toskanii, Ryszard zachorował i zmarł tam w dniu 7 lutego 722 r. Pochowany został w kościele św. Frediana (San Frediano). Jego grób szybko zasłynął cudami. W 1152 r. przeniesiono relikwie do wybudowanego specjalnie ołtarza św. Ryszarda. Część szczątków została przeniesiona do katedry w bawarskim Eichstätt (i złożona razem z relikwiami św. Walburgi i św. Willibalda), a inna część do Canterbury. Mniejsze cząstki przekazano do Bolonii i Volaterrae. Ryszard jest patronem Lukki.

Interesujące są dalsze losy dzieci Ryszarda. Po śmierci ojca synowie kontynuowali pielgrzymkę jeszcze przez 5 lat. Mieli dotrzeć do grobu św. Jana Ewangelisty w Efezie, zwiedzić Egipt i Sycylię, na Cyprze nawiedzić kościół w Antadoros (Tartus), w którym przechowywano głowę św. Jana Chrzciciela. Później dotarli do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej zatrzymali się na dwa lata w Konstantynopolu. Po powrocie wstąpili do opactwa benedyktynów na Monte Cassino. Już jako mnisi zostali wezwani przez swojego wuja, Bonifacego-Winfryda, do pomocy w misjach na terenie dzisiejszej Bawarii. Willibald został biskupem Eichstätt, natomiast Winebald pełnił funkcję opata podwójnego klasztoru w Heidenheim. Bracia wezwali do pomocy w pracy misyjnej swą siostrę Walburgę, która przez 26 lat przebywała w klasztorze w Wimborne. Przybyła ona z grupą 30 współsióstr, by zakładać żeńskie klasztory i nauczać dziewczęta. Została przeoryszą klasztoru w Bishofsheim nad rzeką Tauber. Później została przez brata przeniesiona do podwójnego klasztoru (tzn. mającego część dla mnichów i osobną dla mniszek, ale wspólne kierownictwo) w Heidenheim. Po śmierci swego brata, opata Winebalda, przejęła jego obowiązki i pełniła je aż do swojej śmierci.

W ikonografii św. Ryszard przedstawiany jako pielgrzym w gronostajowym płaszczu, w koronie, czasami siedzący na książkach, w towarzystwie synów – biskupa i opata.

Zobacz także:

•  Święty Teodor, żołnierz, męczennik
•  Święta Koleta z Corbie, dziewica
•  Święty Gwaryn, biskup
•  Święty Jan z Triory, prezbiter i męczennik
•  Błogosławiony Pius IX, papież

*******
Biblia w rok – czytania na 7 lutego

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Pismo Święte, Święci i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s