13 grudnia – wspominamy Świętą Łucję, dziewicę i męczennicę

(So 3,14-18a)
Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego. Owego dnia powiedzą Jerozolimie: Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, (jak w dniu uroczystego święta).

(Ps: Iz 12,2-6)
REFREN: Głośmy z weselem, Bóg jest między nami.

Oto Bóg jest moim zbawieniem,
będę miał ufność i bać się nie będę.
Bo Pan jest moją mocą i pieśnią,
On stał się dla mnie zbawieniem.

Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę
ze zdrojów zbawienia.
Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia,
dajcie poznać Jego dzieła między narodami,
przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.

Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy,
niech to będzie wiadome po całej ziemi.
Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu,
bo wielki jest pośród ciebie, Święty Izraela.

(Flp 4,4-7)
Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

(Iz 61,1)
Duch Pana Boga nade mną, posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.

(Łk 3,10-18)
Pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić? On im odpowiadał: Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: Nauczycielu, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. Pytali go też i żołnierze: A my, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie. Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

**********

„Pan jest blisko” nie tylko dlatego, że na horyzoncie widać już Boże Narodzenie. Pan jest blisko każdego dnia. Jest blisko, ponieważ uczestniczymy w Eucharystii. Jest blisko, bo obok nas jest bliźni. A więc „co mamy czynić?” – z takim pytaniem zwracamy się do Jana Chrzciciela. A on odpowiada niezwykle prosto i daje nam do zrozumienia, że mamy być tam, gdzie jesteśmy. Mamy wykonywać uczciwie wszystkie obowiązki, porzucić to, co w naszym życiu złe, i ufać Bogu. On sam nas znajdzie. Spotkamy Go naszej codzienności.

O. Jakub Kruczek OP, „Oremus” grudzień 2003, s. 62

„Co mamy czynić?”

Dzisiejsza Ewangelia ma wybitnie praktyczny charakter i bardzo konkretną wymowę. I chociaż jej pouczenia dotyczyły czasów i warunków sprzed dwóch tysięcy lat, to jednak ich treść jest uniwersalna i łatwo przełożyć ją na język współczesności.

Co charakterystyczne, Jan kierował swoje kazania i napomnienia do wszystkich, do najszerszych rzesz ludzi, ale nie od wszystkich usłyszał odzew. A ci, od których usłyszał, byli to na ogół ludzie z marginesu, anonimowe tłumy, celnicy, najemni żołnierze, ludzie znani raczej z niezbyt dobrego prowadzenia się. W każdym razie, wśród pilnych słuchaczy Jana na pewno zabrakło tych, od których należałoby się spodziewać wzoru i przykładu nawrócenia – arcykapłanów i faryzeuszy. Zapewne powodem było ich przeświadczenie o własnej bezgrzeszności i zgubna pewność siebie.

Trzeba to mocno podkreślić, bo i dzisiaj wśród tzw. „porządnych” katolików wielu jest takich, którzy uważają, że nie mają się z czego nawracać, że nie mają grzechów do odpuszczania – tłumaczą się najczęściej: „przecież nikogo nie zabiłem, nie mam więc z czego się spowiadać”. Oni nie potrzebują żadnych Janów Chrzcicieli ani Zbawicielów, w ogóle nie potrzebują żadnych pouczeń, bo są sami najmądrzejsi, a najchętniej jeszcze pouczaliby innych. Nie ma gorszej sytuacji człowieka.

W o ileż lepszym położeniu są ewidentni grzesznicy, świadomi swoich grzechów. W zasadzie nie mają oni złudzeń odnośnie siebie i swojego stanu duszy. Będąc jednak „na minusie”, pragną zmiany swojej sytuacji. Może nie zawsze wierzą w jej możliwość, może nie są zdolni do podjęcia konkretnych i wiążących decyzji zrywających z grzechem, ale też i nie roszczą sobie pretensji do przeświadczenia o swej doskonałości. Tacy ludzie chętnie słuchają kazań, choć często brzmią one dla nich jedynie jak piękna, nierealna bajka.

Jednakże jeśli wsłuchamy się uważnie w ton pouczeń Janowych, zauważymy, że dla Jana stan idealny nie oznacza wcale jakichś nadzwyczajnych czy heroicznych postaw. Można by w zasadzie powiedzieć, że ideałem dla Jana jest po prostu normalność, tylko to, co konieczne. Nazywa się to sprawiedliwością: oddać każdemu to, co się należy i wymagać od siebie tego, do czego się jest zobowiązanym. Czyli nic nadzwyczajnego, nic ponad przeciętną.

Ale zarazem doskonale wiemy, jak trudno ten standard normalności zachować. Kto wie, może właśnie uczciwość i sprawiedliwość jest dziś największym problemem życia? Wypełnianie swoich zwyczajnych obowiązków, tego, co się samo przez się należy? To prawda, tłumaczymy się, że przykład idzie z góry i faktycznie, nie jest to na ogół przykład budujący. Ale ostatecznie każdy będzie odpowiadał sam za siebie, i to w pierwszym rzędzie za to, co obowiązkowe.

Jedno jeszcze trzeba zauważyć: Jan w swoich kazaniach reprezentuje i powołuje się na etykę naturalną, na prawo i zobowiązania zapisane w ludzkiej naturze i zasadach życia społecznego. Bóg w swoim prawie objawionym przez Chrystusa i zapisanym w sercach przez Ducha Świętego, oczekuje już czegoś znacznie więcej. Ale też i chrzest Ducha Świętego uzdalnia nas do czegoś więcej niż chrzest wodą. Dlatego też, jeśli uważamy się za chrześcijan, musimy odpowiednio do tego ustawić dla siebie poprzeczkę wymagań. Ten, który jest nieskończenie mocniejszy od Jana i od każdego z nas, da nam siłę, abyśmy temu sprostali.

Ks. Mariusz Pohl

„Cóż więc mamy czynić?”

Udały się Janowi adwentowe rekolekcje. Ludzie słuchali uważnie. Nauka Chrzciciela docierała do ich serc i umysłów. Przeżywali to spotkanie głęboko, ponieważ przychodzili, wyznawali grzechy i przyjmowali chrzest pokuty. To jednak jeszcze nie jest sukcesem kaznodziei. Można wyłożyć prawdę tak jasno, że ludzie wiedzą, co jest dobre a co złe; można wzruszyć tak mocno, że zdobędą się na spowiedź, ale to jeszcze nie wszystko. Najważniejsze jest wezwać słuchaczy do czynu. Janowi się to udało. Podchodzili do niego i stawiali najważniejsze pytanie: Co mamy czynić?

Jan przekonał słuchaczy nie tylko o potrzebie opuszczenia drogi nieprawości, ale i o konieczności wejścia na drogę pełnienia woli Bożej, na drogę czynu. Każdy kaznodzieja mógłby mu pozazdrościć takiego sukcesu.

Co mamy czynić? — oto adwentowe pytanie. Trzeba by postawił je każdy chrześcijanin, by postawiły je grupy zawodowe — górnicy, hutnicy, lekarze, kolejarze, rolnicy, nauczyciele. Winien je postawić cały naród. Udzielenie na nie odpowiedzi, a następnie podjęcie czynu decyduje o nadziei, z jaką możemy spojrzeć w przyszłość.

Do postawienia tego pytania wzywał Jan Paweł II. On, tak jak Jan, głosił do nas adwentowe rekolekcje — wyjaśniał, nauczał, wzruszał, ale w niewielkim stopniu udało mu się skłonić nas do postawienia pytania: Co mamy czynić? Nie udało mu się wezwać nas do czynu, mimo że na wzór Jana Chrzciciela kierował swe słowo do wszystkich grup w naszej Ojczyźnie, począwszy od dzieci, a skończywszy na ludziach piastujących władzę w Kościele i państwie.

Nasz naród jest zasypany słowem. Ono przypomina pianę, którą straż gasi groźny ogień. Potrzebna jest więc oliwa wielkich czynów, która podsyci ogień i odniesie zwycięstwo nad pianą słowa. Cała Ewangelia to czyn. Gdyby to były tylko piękne słowa, jej ogień już dawno wygasłby na ziemi. Chrystus jednak w każdym pokoleniu ma ludzi czynu i oni decydują o trwaniu i życiu Jego Kościoła.

Adwent to czas głębokiej refleksji nad skutecznością słowa i wagą czynu. Bóg wzywa do twórczego milczenia, w którym można usłyszeć Jego odpowiedź na pytanie: Co mamy czynić? A z chwilą gdy ta odpowiedź dotrze do nas, należy uczynić wszystko, by wcielić ją w życie. Tajemnica Bożego Narodzenia to tajemnica wcielenia Słowa Bożego. „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” /J 1, 14/. Nasze słowo tylko o tyle przedstawia wartość, o ile zamienia się w czyn. Dziś zarówno Ojczyzna, jak Kościół czeka nie na słowo, lecz na czyny.

Jest rzeczą znamienną, że Jan zajmował się etyką zawodową. Przybywali do niego z konkretnym pytaniem: co mamy czynić — przedstawiciele administracji, żołnierze, wychowawcy, a nawet sam Herod. Odpowiadał jasno, wzywał do szacunku wobec Bożego prawa, do uczciwości i odpowiedzialności. Wiedział, że prawdziwa reforma, którą miał w wymiarze religijnym kontynuować Chrystus, musi być oparta na fundamencie dobrze ustawionej etyki zawodowej. To ona decyduje o sukcesach w życiu społecznym i gospodarczym. Podejście Jana Chrzciciela nic nie straciło ze swej aktualności.

Ks. Edward Staniek

Skupienie

Znalezienie czasu i miejsca na modlitwę to troska o zewnętrzne warunki potrzebne dla spotkania z Bogiem. One jednak same nie wystarczą. Potrzebne jest wewnętrzne wyłączenie z otaczającego nas świata i skoncentrowanie uwagi na samym spotkaniu, na obecności Boga oraz na treści rozmowy z Nim. W normalnym rytmie dnia jesteśmy wprost bombardowani dziesiątkami spraw, które dostrzegamy, o których myślimy. To one wypełniają nasz umysł, serce, one podnoszą temperaturę naszych uczuć, one wywierają nacisk na wolę. Chcąc wejść w spotkanie z Bogiem, potrzebna jest umiejętność nabrania dystansu do tej otaczającej nas rzeczywistości, potrzebne jest skupienie. To sprawność, którą należy wypracować, i to możliwie w wysokim stopniu.

Najważniejszym momentem w doskonaleniu skupienia jest ten, w którym człowiek odkrywa, iż jest to sprawność nieodzownie potrzebna dla twórczego wykorzystania życia na ziemi. W skupieniu nie chodzi tylko o modlitwę, w skupieniu chodzi o życie. Nie ma bowiem mowy o właściwym przeżyciu jednego dnia bez skupienia. Bez niego człowiek nie potrafi uczynić nic wielkiego.

Błąd wielu, zwłaszcza młodych ludzi polega na tym, iż sądzą, że można życie przeżyć na tzw. „luzie”, tzn. dać się unosić fali chwili obecnej. Stąd próby budowania w sposób tani niewielkiej tratwy i zdanie się na prądy życia społecznego, które unoszą człowieka tam, gdzie chcą. Oto przestronna i wygodna droga, o której wspomina Chrystus.

Kto ma odwagę kształtować swoje życie i sięgać po wartości wielkie, musi się nauczyć pływać pod prąd, a to wymaga nie tylko wysiłku, lecz i wielkiej koncentracji uwagi, skupienia. Muzyk musi się skoncentrować, zanim uderzy w klawiaturę, matematyk musi wejść w głąb świata cyfr i podłączyć do niego komputer swego umysłu, według ściśle określonego programu. Chirurg operujący chorego często przez dwie i trzy godziny musi maksymalnie skoncentrować uwagę na każdym ruchu ręki, jeśli chce, by pacjent wrócił do zdrowia. Takie skupienie kosztuje mnóstwo energii, mobilizacji wszystkich sił człowieka i każda jego minuta wyczerpuje więcej niż ciężka praca górnika, którą w pewnym momencie można wykonywać prawie mechanicznie.

To samo obserwujemy w życiu codziennym. Słucham muzyki — im uważniej nastawię ucho na odbiór, tym pełniej chłonę bogactwo dźwięków. Wędruję przez las, zapominam stopniowo o karuzeli miasta, spraw, ludzi. Czuję się jakbym składał z ramion ciężki plecak. Płuca delektują się świeżym powietrzem, oczy pięknem otaczającej przestrzeni, ucho szumem drzew. Bogactwo lasu przelewa się w moje wnętrze. Jeśli nie potrafię się wyłączyć z życia codziennego, przejdę przez las i nawet nie zauważę jego tajemnicy.

Skupienia wymaga każda praca. Uczennica rozkojarzona nie lubi szkoły, nienawidzi książki. Życie jej pełne jest cierpienia i konfliktów z całym otoczeniem, w domu z rodzicami, w szkole z nauczycielami, nawet z koleżankami, bo ciągle coś psuje, rozbije, zaniedba, spóźni się, zapomni. Dostrzega to młoda nauczycielka, która rozpoczęła pracę. Indywidualne rozmowy i cykl ćwiczeń z zakresu skupienia. Po kilku miesiącach Joanna z pasją czyta książki, z radością wędruje do szkoły. Ma teraz wiele czasu do dyspozycji. To, co dotychczas robiła trzy godziny, teraz potrafi zrobić za dwadzieścia minut. Oto owoc skupienia.

Najczęściej podejmujemy wysiłek skupienia dopiero na modlitwie. Tymczasem ten, kto chce przez kilkanaście minut skoncentrować się na spotkaniu z Bogiem, winien być skupiony przez cały dzień. Jeśli się mu to uda, nie będzie najmniejszych problemów ze skupieniem na modlitwie. Jeśli się nie uda, czas modlitwy zamieni się w walkę z roztargnieniem i zamiast pokoju wypełni wnętrze człowieka niesmakiem nieudanej modlitwy.

Jan Chrzciciel promieniujący wielkim autorytetem moralnym i religijnym jest wzorem człowieka wewnętrznie zmobilizowanego, skupionego. Jego odpowiedzi na pytania stawiane przez żołnierzy, bankierów, wychowawców, a nawet ludzi władzy, świadczą o doskonałej znajomości życia i jego praw. Lapidarność wypowiedzi, wyważenie każdego słowa mówią o jego skupieniu. O wielkości człowieka w dużej mierze decyduje opanowanie sztuki skupienia. Adwent to czas wyciszenia, czas wewnętrznej mobilizacji, czas skupienia.

Ks. Edward Staniek

„Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i nie ulękną się” (Iz 12, 2)

Wobec zbliżającego się Bożego Narodzenia liturgia wzywa nas do radości z powodu wielkiego wydarzenia zbawczego, które niedługo będzie obchodzić, nie przestając równocześnie nawoływać do nawrócenia. O radości mówią dwa pierwsze czytania. „Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!” (So 3, 14). Powodem tak wielkiej radości jest nie tylko odnowienie Jerozolimy, lecz mesjańska obietnica, która daje zakosztować prorokowi obecności Boga wśród swojego ludu: „Owego dnia powiedzą… Pan, twój Bóg, pośród ciebie; On Mocarz i Zbawiciel” (tamże 16–17). „Ów dzień” tak radosny będzie dniem narodzenia Jezusa w Betlejem. Wówczas Pan będzie obecny na świecie w sposób realny, stając się człowiekiem między ludźmi, aby być Zbawicielem wszystkich. Jeśli Jerozolima radowała się oczekując „owego dnia”, Kościół każdego roku wspomina go z radością o wiele większą. Tam była obietnica i nadzieja, tutaj jest rzeczywistość, fakt dokonany. Nie wyklucza to jednak nadziei, ponieważ człowiek jest zawsze w drodze do Pana, który już przyszedł w ciele, a powróci w chwale na końcu czasów. Pielgrzymowanie Kościoła zamyka się między tymi dwoma wydarzeniami, I jak Kościół raduje się z pierwszego, tak też weseli się z powodu ostatniego i zachęca swoich synów do radowania się z nim: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!… Pan jest blisko!” (Flp 4, 4–5). Blisko, ponieważ już przyszedł, blisko, bo powróci; blisko, bo temu, kto Go szuka z miłością, z okazji każdego Bożego Narodzenia przynosi nową łaskę, aby mógł odkryć Pana i zjednoczyć się z Nim na nowo i jeszcze ściślej.

Św. Paweł, jako przygotowanie na przyjście Pana, razem z radością zaleca dobroć: „Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność” (tamże 5). Kładzie na to nacisk Ewangelia poprzez przepowiadanie Jana Chrzciciela przygotowujące ludzi na przyjście Mesjasza. „Cóż więc mamy czynić?” (Łk 3, 10), pytały go tłumy, które się schodziły, by go słuchać. A on odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni” (tamże 11). Miłość ku bliźniemu złączona z miłością ku Bogu jest punktem centralnym nawrócenia. Człowiek egoista, zatroskany tylko o swoje sprawy, musi zmienić swoje nastawienie i zwrócić się ku potrzebom i dobru braci. Również celnikom i żołnierzom, którzy go pytali, Jan stawiał program sprawiedliwości i miłości: nie pobierać więcej ponad to, co się należy, nie znęcać się, nie uciskać bliźniego, poprzestawać na swojej zapłacie. Chrzciciel nie żądał wielkich czynów, lecz miłości bliźniego, objawiającej się konkretną wielkodusznością względem potrzebujących i uczciwością w wykonywaniu własnego zawodu. To był wstęp do przykazania miłości, na które Jezus miał położyć tak wielki nacisk. Wystarczy stanąć całym sercem na tej drodze, by przygotować się godnie na Boże Narodzenie. Jezus rodząc się pragnie być przyjętym nie tylko osobiście, lecz w każdym człowieku, a przede wszystkim w ubogich, uciśnionych, z którymi tak chętnie się utożsamia: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść… byłem nagi, a przyodzialiście Mnie” (Mt 25, 35–36).

  • Oczekujemy dnia rocznicy Twego Narodzenia, o Jezu, i według Twojej obietnicy ujrzymy je niebawem… Spraw, aby nasza dusza, wznosząc się ponad siebie samą, zerwała się upojona radością na Twoje spotkanie, gdy przychodzisz, zwrócona całkowicie naprzód z gwałtownym żarem, pragnąc kontemplować to, co ma przyjść…
    O Panie, przyjdź do nas, jeszcze przed Twoim adwentem, zanim ukażesz się całemu światu, przyjdź i nawiedź nasze serce… Przyjdź teraz i nawiedź nas w czasie miedzy pierwszym a ostatnim Twoim przyjściem, aby Twoje pierwsze przyjście nie było dla nas bezużyteczne, a ostatnie nie przyniosło nam wyroku potępienia. Swoim obecnym przyjściem starasz się poprawić naszą pychę, upodabniając nas do swojej pokory, tak jak ją objawiłeś podczas Twojego pierwszego przyjścia. Wówczas będziesz mógł przemienić nasze nędzne ciało, czyniąc je podobnym do Twojego ciała chwalebnego, które okaże się w chwili Twojego powrotu przy końcu wieków. Dlatego błagamy Cię naszą żarliwą modlitwą i z zapałem: przygotuj nas, abyśmy zasłużyli na te odwiedziny osobiste, jakie nam daje łaska pierwszego przyjścia, a obiecuje chwała ostatniego. Ponieważ Ty, o Boże miłujesz miłosierdzie i prawdę, dasz nam łaskę i chwałę. W miłosierdziu swoim udzielisz nam łaski, a prawdzie swojej nie poskąpisz chwały (zob. Guerrico D’Igny).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 94

Święta Łucja, dziewica i męczennica

Święta Łucja

Łucja pochodziła z Syrakuz na Sycylii. Najstarszy żywot św. Łucji pochodzi z V wieku. Według niego Święta miała pochodzić ze znakomitej rodziny. Była przeznaczona dla pewnego młodzieńca z niemniej szlachetnej rodziny. Kiedy udała się z pielgrzymką na grób św. Agaty do pobliskiej Katanii, aby uprosić zdrowie dla swojej matki, miała się jej ukazać sama św. Agata i przepowiedzieć śmierć męczeńską. Doradziła jej też, by przygotowała się na czekającą ją ofiarę. Kiedy więc Łucja powróciła do Syrakuz, cofnęła wolę wyjścia za mąż i rozdała majętność ubogim; złożyła także ślub dozgonnej czystości. Gdy wkrótce wybuchło prześladowanie chrześcijan, kandydat do jej ręki zadenuncjował ją jako chrześcijankę. Kiedy nawet tortury nie załamały bohaterskiej dziewicy, została ścięta mieczem. Działo się to 13 grudnia ok. 304 roku. Święta miała 23 lata (lub 28, bo w życiorysach można spotkać rok 286 jako datę urodzenia).
Legenda ozdobiła heroiczną śmierć św. Łucji pewnymi szczegółami, których autentyczność trudno sprawdzić. Święta miała być m.in. wiedziona na pohańbienie do domu publicznego, ale żadną siłą nie mogli oprawcy ruszyć jej z miejsca, nawet parą wołów. Kiedy sędzia nakazał spalić ją na stosie, ogień jej nie tknął. Sędzia wtedy w obawie rokoszu skazał ją na ścięcie. Jednak i to przeżyła. Przyniesiona do domu, poprosiła jeszcze o Komunię świętą i dopiero po jej przyjęciu zmarła. Autor opisu jej męczeńskiej śmierci zostawił nadto przepiękny dialog Świętej z sędzią, swego rodzaju arcydzieło nauki moralnej ku zachęcie chrześcijan i ich podbudowaniu.
Posiadamy tak mało informacji o św. Łucji, że niektórzy historycy byli skłonni wykreślić ją z Martyrologium Rzymskiego. W roku 1894 znaleziono jednak w Syrakuzach na cmentarzu św. Jana starożytny napis w języku greckim, który orzeka, że grób ten wystawiła swojej pani Łucji niejaka Euschia.
Relikwie św. Łucji były między rokiem 1204 a 2004 przechowywane w Wenecji, która po 800 latach zdecydowała się je „wypożyczyć” Syrakuzom. Imię Łucji od czasów św. Grzegorza Wielkiego wymienia się w Kanonie rzymskim. Jest patronką Szwecji oraz Toledo; ponadto także krawców, ociemniałych, rolników, szwaczek, tkaczy; orędowniczką w chorobach oczu.
W Skandynawii otoczona jest wielkim kultem. Jej wspomnienie jest świętem światła, kiedy to dzieci zgodnie z tradycja idą w pochodzie prowadzonym przez dziewczynę w wieńcu z zapalonymi świecami na głowie. Tradycja wróżb w dzień św. Łucji spotykana jest także w innych krajach, choćby u słowackich górali. Polscy górale także pamiętają o św. Łucji – od tego dnia przepowiadają pogodę na cały kolejny rok. Jest to również tradycyjny dzień rozpoczęcia przygotowań do Godów.

W ikonografii przedstawia się św. Łucję w stroju rzymskiej niewiasty z palmą męczeństwa w ręce i z tacą, na której leży para oczu. Według bowiem dawnej legendy miała mieć tak duże i piękne oczy, że ściągała nimi na siebie powszechną uwagę. Widząc zachwyt nawet u oprawców, kazała sobie oczy wyłupić. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”. Św. Łucja była tak dalece czczona jako patronka od chorób oczu, że nawet Dante modlił się do niej, kiedy zaczął chorować na oczy (Raj, Pieśń 32, 136). Atrybutami św. Łucji są: lampa, miecz, palma męczeństwa, płomień u stóp; na tacy oczy, które jej wyłupiono; sztylet.

Zobacz także:

•  Święta Odylia (Otylia), opatka

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s