29 listopada – Pierwsza Niedziela Adwentu, wspominamy Błogosławioną Marię Klementynę Anuaritę Nengapeta, dziewicę i męczennicę

Księga Jeremiasza 33,14-16.
Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

Księga Psalmów 25(24),4bc-5ab.8-9.10.14.
REFREN: Do Ciebie, Panie, wznoszę moją duszę

Daj mi poznać, Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń,
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Dobry jest Pan i prawy,
dlatego wskazuje drogę grzesznikom.
Pomaga pokornym czynić dobrze,
pokornych uczy dróg swoich.

Wszystkie ścieżki Pana są pewne i pełne łaski
dla strzegących Jego praw i przymierza.
Bóg powierza swe zamiary tym, którzy się Go boją,
i objawia im swoje przymierze.

Pierwszy list do Tesaloniczan 3,12-13.4,1-2.
Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

(Ps 85,8)
Okaż nam, Panie, łaskę swoją, i daj nam swoje zbawienie!

Ewangelia wg św. Łukasza 21,25-28.34-36.
Jezus powiedział do swoich uczniów: Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.

********

Rozpoczynamy dziś Adwent – okres liturgiczny, w którym przypominamy sobie, że Pan Jezus przyjdzie do nas. Przyjdzie w dniu Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim przyjdzie w dniu ostatnim. Czy zastanie nas przygotowanych? To w dużej mierze zależy od nas. Aby to przyszłe spotkanie nie napawało nas lękiem, lecz było oczekiwane z radością, trzeba już dzisiaj rozpoznać Pana i przyjąć Go, gdy przychodzi w modlitwie, w Eucharystii, w sakramencie pokuty, w drugim człowieku.

O. Jakub Kruczek OP, „Oremus” grudzień 2003, s. 4

„Uważajcie na siebie”

Nowy rok kościelny, który rozpoczynamy pierwszą Niedzielą Adwentu, upłynie nam pod znakiem Ewangelisty Łukasza: cały czas będzie nam towarzyszyła jego Ewangelia. Na inaugurację tego nowego cyklu Kościół przygotował nam prawie to samo czytanie, które zamykało rok Marka: o Sądzie Ostatecznym. Może ta powtórka ma nas jeszcze bardziej uwrażliwić na ostateczny sens i cel życia, jakim jest zbawienie, czyli spotkanie z Bogiem? A może chodzi o to, abyśmy zaczęli sobie bardziej cenić doczesność, ale nie jako cel sam w sobie, lecz jako drogę do wieczności? Po prostu: zanim zaczniemy cokolwiek czytać i rozważać na temat życia chrześcijańskiego, Kościół chce nam na samym początku pokazać ostateczny koniec, tak byśmy wszystko potrafili zobaczyć w jego perspektywie.

Bo bez tej ostatecznej perspektywy łatwo zatracić sens życia, zwłaszcza, gdy jest to życie trudne, naznaczone bezradnością, nieszczęściem, cierpieniem, smutkiem. Kiedy oglądamy dziennik telewizyjny i migawki ze świata, widzimy wyraźnie jak bardzo realistycznie potrafił Chrystus określić sytuację człowieka wobec kataklizmów natury i żywiołów wojny, rozpętanych ręką ludzką. W stanie takiej trwogi nie widać żadnego ratunku, wszystko zawodzi. Człowiek doświadcza wtedy w całej pełni swojej bezradności, samotności i niemocy.

Przez ostatnie dziesięciolecia, w których historia bardzo nas oszczędzała, zdążyliśmy chyba trochę o tych doświadczeniach zapomnieć i nabrać zbytniej pewności siebie. W takim stanie łatwo utracić z oczu obraz końca świata i ostatecznego celu ludzkiego życia. Człowiek pogrąża się w doczesności, tak jakby to było wszystko.

I dlatego Chrystus wzywa nas do czuwania. Właśnie w takiej postawie należy przeżywać życie doczesne: czuwając. A czuwanie to nic innego, jak tylko świadomość końca, świadomość konsekwencji naszych decyzji i postępowania. To ona nas zmobilizuje do wszystkiego, co konieczne.

Przede wszystkim do poczucia odpowiedzialności za losy świata i ludzkości. To jest podstawowy warunek pokoju i sprawiedliwości na świecie. Jeśli odpowiedzialność tę złożymy na barki polityków, wtedy możemy być pewni jakiegoś nieszczęścia. Przecież gdyby w byłej Jugosławii ludzie mieli trochę więcej poczucia osobistej odpowiedzialności, nie byłoby wojny. Najpierw ta wojna rozpętała się w sercu każdego człowieka.

Dalej czuwanie to wolność od wszelkiego wewnętrznego i zewnętrznego zniewolenia. Zniewala pożądanie, przyjemność, wygoda, dobrobyt, ale także nędza i nadmiar trosk, zniewala żądza władzy i ślepe poddanie władzy nieodpowiedzialnej. Czuwanie ma temu zapobiec przez ukazanie właściwych proporcji i nabranie dystansu do tego, co przemijające.

Ale przede wszystkim czuwanie to świadomość zależności od Boga, Jego miłości i opieki, oraz ufne poddanie się Jego mocy. Ale na co dzień często o tym zapominamy. Żyjemy tak, jak byśmy byli jedynymi panami samych siebie i nie musieli się z niczym liczyć. A gdy przychodzą przeciwności i przeszkody nie do pokonania, gdy nagle doświadczamy bezradności i bezsiły, wtedy przychodzi też lęk. Ludzi bez Boga czeka wtedy nieodwołalna rozpacz i trwoga. Kto jednak ma wiarę w sercu wie, że może liczyć na Boga. Ta nadzieja i otucha powinna nam towarzyszyć w każdym momencie naszego życia.

Ks. Mariusz Pohl

Ociężałe serca

Balon przygotowywany do startu jest przytrzymywany przy ziemi dodatkowym obciążeniem. Najczęściej bywają to worki z piaskiem. Zbudowany do latania, nie może wznieść się w niebo z powodu nadmiernego obciążenia. Jeśli ciężar nie zostanie wyrzucony, balon mimo całej swej sprawności nigdy nie oderwie się od ziemi. Zniszczeje, ale nie zazna radości latania.

Podobnie jest z człowiekiem. Został „zaprogramowany” przez Boga do bardzo wysokich lotów, do wolności. Może jednak tak obciążyć swe serce, że nigdy nie oderwie się od ziemi i nie zazna szczęścia prawdziwej wolności.

Chrystus mając na uwadze przemijalność świata doczesnego, wzywa do pozbycia się obciążającego balastu i wzbicia się w górę. Ziemia bowiem ulegnie zniszczeniu, a jej los podzieli to wszystko, co jest z nią związane. Jedynie ten, kto potrafi nabrać dystansu do doczesności, zostanie ocalony. Chrześcijanin winien żyć w ciągłej gotowości do startu, obciążony zaś może być jedynie o tyle, by nie utracił kontaktu z ziemią. Chodzi o to, by dobrze spełniając obowiązki doczesne, zawsze zachował wobec nich dystans i wolność. Jezus nazywa doczesność potrzaskiem — a więc pułapką, która każdego nieostrożnego i ociężałego chwyta w swoje sidła.

Nauczyciel z Nazaretu mówi o konkretnych obciążeniach. Pierwszym z nich jest obżarstwo. Wydaje się, że to słabość mało szkodliwa dla człowieka. Tymczasem ona jedna może zupełnie przylepić nas do ziemi. Podniebienie może mieć nad nami potężną władzę. Ono jest w stanie zniewolić człowieka. Obżarstwo może doprowadzić do tego, że człowiek zamiast jeść, by żyć, zaczyna żyć, by jeść.

Drugi rodzaj obciążenia serca, przed którym przestrzega Jezus, to pijaństwo. Tego ostrzeżenia nie trzeba komentować. Alkohol czy narkotyki rzucają człowieka na ziemię. Odbierają mu wolność. Pijaństwo czyni człowieka ociężałym do tego stopnia, że nawet nie jest w stanie wycofać się w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. Do szpitala przywieziono człowieka ze spalonymi plecami. Znalazł się w mieszkaniu, które ogarnął ogień. Wyniesiono go nieprzytomnego. Upojony alkoholem nie był w stanie uciec przed płomieniami.

Jezus również zwraca uwagę na obciążenie serca przez troski doczesne. Można tak pogrążyć się w zabieganiu o tysiące drobiazgów, które składają się na życie, iż nie będzie w ogóle czasu ani sił nawet na tęsknotę za innym życiem. Świat bardzo sprytnie usiłuje nas przekonać, jak wiele dóbr potrzeba do życia godnego człowieka. Ten, kto da się złowić na tę argumentację, przestaje cieszyć się życiem, a tylko ugania się za tym, co wydaje mu się warunkiem koniecznym do dobrego życia. Zegar czasu szybko jednak odmierza odcinek dzielący nas od śmierci, i nagle, za pięć dwunasta, odkrywamy, że życie się nam nie udało, bo nie zdołaliśmy zgromadzić tego, co jest warunkiem doczesnego sukcesu. Trzeba było natomiast cieszyć się życiem takim, jakie ono było, godzina po godzinie, a wówczas odkrylibyśmy, ile w nim piękna i bogactwa. Do pełni życia wcale nie potrzeba wiele, kromka chleba, wolność ducha i kochające serce.

Serce obciążone troskami doczesnymi nie wzbije się w stronę Boga. Nie zazna też szczęścia. Nie zostało bowiem stworzone do przechowywania piasku doczesności, lecz jako najcenniejszy skarb tej ziemi ma upiększyć dom Ojca niebieskiego.

Początek Adwentu to wezwanie Jezusa do refleksji nad tajemnicą wolności i wspaniałą perspektywą wzbijania się ku górze. Trzeba jednak sprawdzić, czym jest obciążone nasze serce, co przytrzymuje je w doczesności i nie pozwala odkrywać smaku szczęścia zawartego w wolności. Jezus staje przed nami i ostrzega: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask”.

Ks. Edward Staniek

Święty czas

Co mam czynić, aby się modlić? Od dłuższego czasu czuję głód modlitwy, nie wystarczają mi ranne i wieczorne pacierze. Co mam czynić? Coraz częściej przychodzą ludzie umęczeni pracą, zabiegani, utrudzeni i stawiają to konkretne pytanie. Adwent to czas wytężonej modlitwy całego Kościoła, warto więc w nim sformułować odpowiedź na to pytanie.

Samo pojawienie się ludzi, którzy chcą udoskonalić swą modlitwę, jest już wielkim znakiem łaskawości Boga. Grono ludzi wchodzących w bliski kontakt z Bogiem stanowi bardzo cenną cząstkę społeczeństwa. To są ludzie ducha, którzy wnoszą w szare codzienne życie wartości wielkie i promieniują nimi na swe otoczenie. Ten, kto się modli, staje się coraz lepszym przewodnikiem Bożej energii rozprowadzanej w świecie.

Co winien uczynić człowiek, który chce doskonalić swoją modlitwę? Pierwszym krokiem jest znalezienie w ciągu dnia piętnastu minut na wyłączne spotkanie z Bogiem. Najczęściej, gdy spojrzymy na swe przeładowane pracą i przeżyte w pośpiechu dni, wydaje się to wprost niemożliwe. W tak szczelnie wypełnionych dniach, znalezienie jeszcze piętnastu minut zdaje się być dodaniem nowego ciężaru. Jest to jednak pozorna trudność. Nasz przeciwnik robi wszystko, byśmy nie znaleźli tych piętnastu minut na modlitwę, bo wie, że jeśli to uczynimy, zacznie on po kilku miesiącach tracić nad nami panowanie. Stopniowo sprawy zaczną się układać i nie tylko zrobimy wszystko, co robiliśmy dotychczas, lecz uczynimy to szybciej i łatwiej. Znajdziemy nawet czas na wyjście w tygodniu raz i drugi do kościoła, by wziąć udział we Mszy świętej. Życie zacznie nabierać innego rytmu: bez gorączki, pośpiechu, bez tego wielkiego zmęczenia, które maluje się na twarzy wielu współczesnych Polaków.

Czas na modlitwę winien być wybrany tak, by przypadał na godziny dnia, w których człowiek jest możliwie w pełni zmobilizowany fizycznie i psychicznie. Chodzi o najlepszy czas dnia. Z reguły jest to czas ranny. Po przebudzeniu, toalecie, krótkiej gimnastyce można na piętnaście minut wejść wyłącznie w kontakt z żywym Bogiem. Są jednak tacy, którzy rano czują się najgorzej, rozruch ich organizmu trwa całe godziny. Senność nie opuszcza ich przez długi czas. Oni winni wybrać na modlitwę czas w ciągu dnia, a nawet wieczorem. Szereg ludzi wychodzi z pracy, z zakładu lub biura i wstępuje do kościoła, by spędzić kilkanaście minut przed tabernakulum. Dla nich jest to najlepszy czas. Inni, pracujący na zmiany, szukają tego czasu w zależności od pory dnia. Kto chce, zawsze go znajdzie, a kto odkryje jego wartość, już nigdy z niego nie zrezygnuje.

Ważna jest stała godzina oraz nie skracanie czasu modlitwy pod żadnym pozorem. Pokusa taka pochodzi albo ze świadomości braku czasu, albo lenistwa. Gdy człowiek się boryka z pokusą skrócenia czasu przeznaczonego na modlitwę, najlepszą odpowiedzią na nią jest dodanie do przyjętego czasu jeszcze trzy, cztery minuty. Pokusa szybko ustąpi, bo człowiek zamiast tracić — w następstwie jej ataku — zyskuje dłuższy czas na spotkanie z Bogiem. Przeciwnik nasz jest bardzo inteligentny i szybko rezygnuje z ataku, który według jego obliczeń jest stratą, a nie zyskiem.

Ta sama pora w ciągu dnia budzi pewien głód modlitwy. Modlitwa jest pokarmem ducha. Podobnie jak człowiek spożywający regularnie posiłek czuje głód, gdy zbliża się godzina posiłku, tak i ten, który regularnie się modli, czuje głód modlitwy. To bardzo ułatwia wierność modlitwie.

Ten, kto znajdzie stały czas na modlitwę i potrafi go ocalić, po kilku tygodniach zrozumie, że jest to szczególny dar Boga — odpowiedź na pragnienie modlitwy. Odtąd będzie wiedział, że to nie on znalazł czas na modlitwę, lecz sam Bóg czeka na niego o określonej godzinie. Ster modlitewnego spotkania przejmie więc Bóg. Na takie spotkanie już człowiek się nie spóźni, już nic nie może stanąć na przeszkodzie, by o określonej godzinie stawić się przed czekającym Bogiem.

Chcąc zrealizować Chrystusowe wezwanie: „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie” należy rozpocząć od znalezienia piętnastu minut w ciągu dnia na osobiste spotkanie z Bogiem. To jest czas rozpalania serca. Dobrze rozpalone, będzie promieniowało ciepłem przez cały dzień.

Ks. Edward Staniek

O Panie, utwierdź serca nasze jako nienaganne w świętości, na przyjście Pana naszego Jezusa (1 Tes 3, 13)

„Oto nadchodzą dni — wyrocznia Pana — kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu… Wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe” (Jr 33, 14–15). Jeremiasz zapowiada Boży zamiar wypełnienia „pomyślnej obietnicy”, tzn. zapowiada Zbawiciela, który narodzi się z pokolenia Dawida, przedstawionego jako „potomstwo sprawiedliwe”. Ono przywróci „sprawiedliwość na ziemi”, czyli zbawi ludzi od grzechu i pojedna ich z Bogiem.

Spełnienie się tego wielkiego wydarzenia, które dokonało się przez narodzenie Zbawiciela z Dziewicy Maryi, jest jednym z głównych aspektów Adwentu. Kościół stara się, aby lud chrześcijański nie ograniczył się tylko do tradycyjnego wspomnienia: pragnie, aby się przygotował do głębokiego przeżycia niewysłowionej tajemnicy Słowa Bożego, które stało się człowiekiem „dla naszego zbawienia” (Wierzę). A ponieważ będzie ono zupełne, czyli obejmie całą ludzkość, dopiero na końcu czasów, kiedy „ujrzą Syna Człowieczego nadchodzącego… z wielką mocą i chwałą” (Łk 21, 27), Kościół pobudza wiernych do życia w nastroju nieustannego adwentu. Pamiątkę narodzenia Pana należy przeżywać „oczekując obiecanej nagrody i przyjścia Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa” (MP). Pan przyszedł, przychodzi i przyjdzie. Należy więc dziękować Mu, przyjmować Go i wyczekiwać. Jeśli zaś chrześcijanin zejdzie z tej orbity, pobłądzi.

Kościół, rozpoczynając Adwent czytaniem Ewangelii, która opowiada o końcu świata i ostatecznym przyjściu Pana, nie zamierza straszyć swoich synów, lecz napomnieć ich, że czas mija, życie ziemskie zaś jest chwilowe, że celem nadziei i pragnień nie może być ziemia, lecz niebo. Jeśli świat aktualnie jest wzburzony przez wojny, rewolucje, przewrót idei, deprawację obyczajów, wszystko to powinno być ostrzeżeniem: człowiek odrzucając Boga zginie, bo tylko On może go zbawić. A więc: „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28). Kościół pragnie obudzić w sercach pragnienie i potrzebę zbawienia, tęsknotę za Zbawicielem. Zamiast dać się porwać i pochłonąć przez zmienne ziemskie wypadki, trzeba opanować je i przeżywać w świetle przyjścia Pana, „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka” (tamże 34). Należy więc czuwać „modląc się w każdym czasie” (tamże 36) i korzystać z czasu, by postępować w miłości Boga i bliźniego. Takie jest życzenie i zachęta św. Pawia: „Bracia, Pan niech pomnoży i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich… aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości… na przyjście Pana naszego Jezusa” (1 Tes 3, 12–13). Ta sprawiedliwość, ta świętość, jaką Zbawiciel przyniósł na ziemię, winna rodzić się i rozwijać w sercu chrześcijanina, a stąd rozlewać się na świat.

  • Wzdycham do Ciebie, o Panie, przez cały dzień. Wspomnij, Panie, na łaskę i dobroć Twoją, bo one trwają przez całą wieczność… Jesteś dobry i prawy, o Panie, dlatego wskazujesz drogę grzesznikom. Rządzisz pokornymi w sprawiedliwości, ubogich uczysz swej drogi. Wszystkie Twoje ścieżki to łaskawość i wierność dla tych, co strzegą Twojego przymierza i Twoich przykazań (Psalm 25, 5–6. 8–10).
  • Na co się przyda mnie, świadomemu własnych grzechów, że Ty, o Panie, przychodzisz, jeśli nie przyjdziesz do mojej duszy, jeśli nie wstąpisz w mojego ducha, jeśli Ty, o Chryste, nie będziesz żył we mnie i nic będziesz mówił we mnie? To Ty do mnie masz przyjść, dla mnie ma dokonać się Twój adwent. Twoje drugie przyjście, o Panie, dokona się przy końcu świata. Obyśmy mogli wtedy powiedzieć: „Dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata”.
    Spraw, o Panie, aby koniec świata zastał mnie… takim, abym już duchowo żył w niebie… Wówczas dla mnie urzeczywistni się obecność mądrości, obecność cnoty i sprawiedliwości, obecność odkupienia. Istotnie, Ty, o Chryste, raz jeden umarłeś za grzechy ludzi, lecz na to, by zbawiać każdego dnia lud od jego grzechów (zob. św. Ambroży)

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 37

**********

Błogosławiona Maria Klementyna Anuarita Nengapeta, dziewica i męczennica

Błogosławiona Maria Klementyna

Anuarita urodziła się 29 grudnia 1939 roku w Wamba w Prowincji Wschodniej Konga jako córka Amisi Badjulu i Isude Julienne. Pochodziła z plemienia Babudu, z rodziny mającej sześcioro dzieci. Jej rodzice rozwiedli się. Na chrzcie świętym, który przyjęła w wieku sześciu lat razem ze swoją matką, przyjęła imię Alphonsine. Całe swoje wychowanie religijne zdobyła w pierwszej misji chrześcijańskiej na terenach Zairu – w Bafwabaka.
W wieku 16 lat zdecydowała się wstąpić do zgromadzenia Najświętszej Rodziny. W 1959 roku złożyła śluby zakonne i przyjęła imiona Maria Klementyna. Ukończyła szkołę i pracowała jako nauczycielka, otaczając swoich uczniów serdeczną troską. Z wielką życzliwością odnosiła się także do współsióstr. W zakonnej wspólnocie pełniła obowiązki zakrystianki i pracowała w kuchni. Jej życiową dewizą było „służyć i sprawiać radość”.
Zginęła 1 grudnia 1964 r., w okresie wojny domowej w Kongo, broniąc swej czystości. Siostry zostały porwane i wywiezione przez żołnierzy. Dowódca upatrzył sobie Anuaritę i chciał ją zmusić do uległości. Wobec zdecydowanego oporu kazał ją zabić. Siostra Anuarita, zdając sobie sprawę, że za chwilę zginie, powiedziała do oprawców: „Przebaczam wam, bo nie wiecie, co czynicie”. Została zasztyletowana, a odtrącony dowódca dobił ją strzałem. Świadkami jej męczeństwa były siostry uprowadzone razem z nią, które w chwili jej konania odśpiewały Magnificat.
Początkowo została pochowana we wspólnym grobie, ale po zakończeniu rebelii jej ciało przeniesiono do katedry w Isiro. Św. Jan Paweł II beatyfikował ją w Kinszasie 15 sierpnia 1985 r.

Zobacz także:

•  Błogosławieni męczennicy Dionizy i Redempt
•  Święty Saturnin, biskup

*********

Pierwsza Niedziela Adwentu

1385638294

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot – duszę, a płomień – światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa – Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański…” (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.
Więcej: Adwent (kliknij)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „29 listopada – Pierwsza Niedziela Adwentu, wspominamy Błogosławioną Marię Klementynę Anuaritę Nengapeta, dziewicę i męczennicę

  1. Pingback: Adwent – Czekam na Ciebie Dobry Boże | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s