30 listopada – wspomnienie Świętego Andrzeja, Apostoła

Księga Izajasza 63,16b-17.19b.64,3-7.
Tyś, Panie, naszym Ojcem, „Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił przed Tobą skłębiły się góry. Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.

Księga Psalmów 80(79),2ac.3b.15-16.18-19.
Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie.

Usłysz, Pasterzu Izraela,
Ty, który zasiadasz nad chrubinami.
Zbudź swą potęgę
i przyjdź nam z pomocą.

Powróć, Boże, Zastępów,
wejrzyj z nieba, spójrz i nawiedź tę winorośl.
Chroń to, co to zasadziła Twoja prawica,
latorośl, którą umocniłeś dla siebie.

Wyciągnij rękę nad mężemTwej prawicy,
nad synem człowieczym,
którego umocniłeś w swej służbie.
Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie,
daj nam nowe życie, a bedziemy Cię chwalili.

Pierwszy list do Koryntian 1,3-9.
Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa. On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym.

(Ps 85, 8)
Okaż nam, Panie, łaske swoją i daj nam swoje zbawienie.

Ewangelia wg św. Marka 13,33-37.
Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!

 ************

Czasem spada na nas nagle, czasem dojrzewa powoli, wspomagane kaprysami losu albo kolejnym fiaskiem naszych dobrych chęci – poczucie, że wszystko dzieje się tak, jakby Boga nie było. Mamy wrażenie, jakbyśmy błąkali się po wielkim domu, który nam zostawił, wyjeżdżając w daleką podróż. Czy rzeczywiście tu był? Czy powróci kiedyś? Skąd tyle zła? Jak długo jeszcze? Zgiełk pytań, na które nie możemy znaleźć odpowiedzi. A może przestaliśmy już pytać? Dziś zaczyna się Adwent – czas powrotu do zapomnianych pytań, czas spodziewania się, czas nadziei.

Wojciech Czwichocki OP, „Oremus” grudzień 2008, s. 4

„Czuwajcie, bo nie wiecie…”

Chyba nikt z nas nie lubi takiego ostrzegawczo-karcącego tonu, któremu często towarzyszy jeszcze grożenie palcem: „Uważaj, bo jak nie, to…” Więc i słowa Chrystusa przyjmujemy z oporem, albo i nie przyjmujemy: po prostu, puszczamy je mimo uszu, żeby nas nie niepokoiły i nie spędzały snu z oczu.

Ale przecież Chrystusowi wcale nie chodzi o to, żeby nas straszyć, lecz żeby nas zmobilizować do nawrócenia. Właśnie dlatego tekst ten czyta się w pierwszą niedzielę Adwentu, czyli na początku nowego roku kościelnego. Ma to być zachęta, żeby zacząć coś na nowo, inaczej niż w zeszłym roku. Z nowym rokiem zostaje nam bowiem dany nowy czas do wykorzystania i trzeba być czujnym, aby go nie zmarnować, żeby nam nie przepłynął między palcami, bezpowrotnie nie uciekł.

Na tym właśnie polega postawa czuwania. Jest to nie tylko natężona uwaga, aby nie przeoczyć jakiegoś zagrożenia, lecz znacznie więcej. W czasie pamiętnego spotkania z młodzieżą na Apelu Jasnogórskim w 1983 r. Papież powiedział: „Czuwam, to znaczy staram się być człowiekiem sumienia”. Sumienie jest tą władzą w człowieku, która wzywa go, względnie powstrzymuje od działania nie ze względu na ewentualne konsekwencje, kary, nagrody, ludzkie sądy, lecz ze względu na wewnętrzną wartość i prawdę czynu. Człowiek, który chce i potrafi być wierny swojemu sumieniu, ma poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny pokój, płynący z przekonania, że postępuje dobrze.

Czuwać, to znaczy dostrzegać drugiego człowieka, jego potrzeby, prawa, dobro. Właśnie takie było podstawowe zadanie odźwiernego z dzisiejszej ewangelii: czuwać nad służbą i całym domem. Najlepszym przykładem takiej postawy jest matka: jej wrażliwość na dzieci, gotowość do poświęcenia się w razie potrzeby.

I wreszcie czuwam, to znaczy jestem odpowiedzialny. Człowiek odpowiedzialny to ten, na którym można polegać, można być pewnym, że wywiąże się ze swoich obowiązków, a nawet więcej, zrobi to, co wprost do niego nie należy, ale co powinno być zrobione. Taki człowiek nie marnuje okazji do działania, ani nie czeka, aż inni go wyręczą. Przejawia on osobistą inicjatywę działania i jest gotów podjąć się nawet sporego trudu i niewygody, jeśli sytuacja tego wymaga.

Właśnie takiego człowieka przedstawia nam dzisiejsza ewangelia. Ale obraz ten dotyczy nie tylko zaangażowania doczesnego, zawodowego, społecznego czy rodzinnego. To wszystko jest bardzo ważne, ale dopiero na drugim miejscu. Pierwszeństwo musi mieć zaangażowanie w sprawy królestwa Bożego, a wtedy wszystko inne też będzie zrealizowane.

My często oddzielamy, albo wręcz przeciwstawiamy sobie sprawy nieba i sprawy ziemi, ale to nie jest zgodne z wolą Bożą. Bóg chce, żeby człowiek już tu, na ziemi, w ziemskim życiu, zaczął urzeczywistniać Jego królestwo. Bóg chce naszej pomyślności, porządku, ładu, pokoju, dostatku, sprawiedliwości, bezpieczeństwa. Jest gotów nam w tym pomóc, dając wszelkie konieczne wyposażenie, moc i motywację do zaangażowania i działania. Człowiek, który czuwa, potrafi te możliwości wykorzystać – i ma efekty: potrafi osiągnąć sukces, czyli to, do czego Bóg go wzywa i powołuje. Przykładem – Jan Paweł II i wielu innych „chrześcijan sukcesu”.

Cóż z tego, skoro my jednak wolimy słodko sobie drzemać i wylegiwać się, zamiast czuwać. Wtedy wszystkie te dary się marnują i nie przynoszą żadnego owocu. Często motywacje finansowe, żądza sławy, bogactwa, władzy – czyli duch tego świata, okazuje się silniejszy niż pragnienie królestwa Bożego. I właśnie dlatego u progu nowego roku i adwentu, Jezus do wszystkich wierzących kieruje swoje wezwanie: czuwajcie!

Adwentowe lektury

Chrześcijanin chcąc wytrwać na ewangelicznej drodze musi ustawicznie doskonalić swoją czujność. Jest to droga ciągłych niespodzianek. Spotykają się bowiem na niej dwa odmienne światy: Boży i księcia ciemności. Spotkanie z nimi wymaga wielkiej czujności. Stąd Chrystusowe wezwanie: „Czuwajcie!”.

Łaska działa zawsze zaskakująco. To interwencja Boga, której formy nigdy nie można przewidzieć. Raz przychodzi w drugim człowieku, innym razem ukryta jest w słowie pisanym; trafia w nasze serca przez wydarzenia i natchnieniem oświeca umysły; pojawia się w blaskach wschodzącego słońca i spada razem z błyskiem piorunu. Trzeba być ustawicznie nastawionym na odbiór Bożych znaków i słuchanie Jego tajemniczej mowy. Jak radiotelegrafista nie może zasnąć, lecz musi uważać na każdy sygnał dochodzący z aparatów nadawczych, tak człowiek wędrujący ewangeliczną drogą musi być otwarty na odbiór każdego znaku pochodzącego od Boga. Ewangeliczna droga to wielka i pasjonująca przygoda, to spotkanie z żywym Bogiem. Niewielu katolików odkrywa jej piękno i czar. Sprowadziliśmy religię do kilku praktyk religijnych, co w rezultacie staje się balastem przysłaniającym Boga. Czas odmawiania pacierza i pobytu w kościele staje się niewygodnym obowiązkiem, a nie przygodą pełną napięcia, życia, niespodzianki. Jest to owoc zlekceważenia wezwania Chrystusa: „Czuwajcie!”. Do śpiących, roztargnionych, leniwych głos Boga nie dotrze. Oni spotkania z Nim nie przeżyją.

Ci, którzy chcą odkryć w religii żywe napięcie, jakie istnieje w spotkaniu z Bożym światem, winni przeczytać, dostępną w języku polskim, niewielką książeczkę Carlo Carretto „Szukałem i znalazłem” (Warszawa, 1986). Autor dzieli się w niej swymi przeżyciami na drodze poszukiwania i odnalezienia Boga żywego. Mówi o swoim czuwaniu w ewangelicznym znaczeniu tego słowa. Jest to wymowny znak, że i we współczesnych czasach są ludzie traktujący na serio Chrystusowe wezwanie: „Czuwajcie!”, a zarazem dowód na to, że czuwającym objawia się Bóg.

Ewangeliczne czuwanie nie jest jednak wyłącznie wyczekiwaniem na interwencję Boga. Na Chrystusowej drodze człowiek może zostać zaatakowany przez zło. Dysponuje ono nie tylko ogromną, wprost przerażającą siłą, ale również niezwykle wyrafinowanymi metodami. Trzeba wielkiej bystrości umysłu, by rozpoznać wszystkie jego przynęty, na które chce zwabić człowieka i sprowadzić go z ewangelicznej drogi, oraz dużo roztropności, by nie wpaść w zastawione przez nie sidła. Jeden moment nieuwagi może się skończyć tragicznie. Świadczy o tym dramat apostołów z Getsemani, którzy zlekceważyli wezwanie Mistrza i zamiast czuwać, posnęli. Uderzenie przyszło wtedy, gdy byli zupełnie nie przygotowani. W jednym momencie ponieśli klęskę.

Ci, którzy chcą na nowo przemyśleć metody działania zła we współczesnym świecie, winni przeczytać w ramach adwentowej lektury niewielką książeczkę Andr‚ Frossarda „36 dowodów na istnienie diabła” (Poznań, 1987). Francuski konwertyta nadał jej ciekawą formę. Jest to zbiór listów, jakie pisze diabeł do dziennikarzy. Przypomina w tym inną znaną pozycję wydaną w języku polskim przed kilku laty: C. St. Lewisa „Listy o moralności” (Warszawa, 1980), na którą składa się korespondencja starego diabła do młodego. Obie pozycje umożliwiają głębsze spojrzenie na zło istniejące w świecie i zagrożenie istnienia wielkich wartości, z jakimi należy się liczyć na co dzień.

Adwent jest czasem czuwania. Chodzi o gotowość podjęcia intensywnej współpracy z łaską Bożą i odparcia każdego ataku zła. To nie przypadek, że Chrystus na początku Adwentu zaledwie w sześciu zdaniach aż trzy razy woła: „Czuwajcie!”.

Ks. Edward Staniek

Praca aktem miłości

Język Ewangelii to język życia, język samego Syna Bożego, który mówi zrozumiałymi dla nas zdaniami. Chcąc ukazać sens naszego doczesnego życia, posługuje się On prostymi porównaniami. Otrzymujemy zadania wyznaczone przez przedsiębiorcę. On na jakiś czas „odjeżdża”, lecz zakład produkcyjny nadal pracuje. Wróci o nieustalonej godzinie. Odbierze owoce pracy każdego. Oceni, nagrodzi lub ukarze. Nieważny jest rodzaj wyznaczonej pracy, ważne jest, jak ona została wykonana. Liczy się jakość. Warto więc postawić pytanie: Co decyduje o jakości naszej pracy?

Elementów jest kilka. Niewątpliwie pierwszym z nich jest samo umiłowanie pracy. Obojętnie czy ja piszę książkę, czy myję naczynie, jeśli chcę być szczęśliwym, muszę to czynić z miłością. Napisanie dobrej książki stanowi równie wielki tytuł do radości, jak staranne mycie naczyń. To jest radość tworzenia tego, co dobre.

Aż żal ściska serce, gdy obserwujemy ludzi wykonujących jakieś zajęcia na siłę, wbrew sobie. Jakże ono jest ciężkie, jak trudne. Rzadko rzeźbi w sposób twórczy człowieka, najczęściej go wypacza i niszczy. Rzecz jasna, że nie zawsze możemy robić to, co lubimy, ale zawsze możemy lubić to, co robimy. To od nas zależy pokochanie danego zajęcia. Jednym ze znaków mądrości człowieka jest jego umiejętność szybkiego pokochania tej pracy, jaką musi wykonać. Wprawdzie nie dokonuje się to ani jednego dnia, ani nawet tygodnia, lecz im wcześniej, tym lepiej.

Drugim warunkiem dobrego wykonania pracy jest umiłowanie ludzi, którzy z tej pracy będą korzystali. Chodzi tu nie tylko o najbliższych, którzy żyją z owoców naszej pracy. W naszych zniszczonych strukturach gospodarczo-społecznych ciągle wielu liczy na zapłatę nieproporcjonalnie większą niż wartość ich pracy, ciągle za niewielki wkład sił i czasu chcą mieć wielkie pieniądze. Bliscy zatem mogą żyć z nieuczciwie zdobytych pieniędzy. Gdy mówi się o dobrej robocie, chodzi o bezpośrednich odbiorców owoców pracy. To ich trzeba kochać.

Szewc naprawia buty. Po trzech dniach buty znów muszą wędrować do szewca, bo to co zrobił, rozpadło się na części. Gdyby robił te buty dla siebie, na pewno zrobiłby je o wiele staranniej. To w etyce pracy znajduje swe zastosowanie ewangeliczna zasada: „Nie rób drugiemu tego, co tobie niemiło” i „Czyńcie ludziom to, co chcecie, by oni wam czynili”. Ten sam szewc denerwuje się, gdy na śniadanie otrzyma źle upieczony chleb przez równie nieuczciwego piekarza, jak i on jako szewca. Trzeba kochać człowieka, któremu podaje się owoc pracy swoich rąk.

Z radością obserwowałem, jak kucharka przeznaczyła 15 litrów mleka dla trzody, by nie podać go w zakładzie żywienia, bo nie była w stu procentach pewna, czy jest ono dostarczone w wystarczająco czystym naczyniu. Zapytana, dlaczego to czyni, odpowiedziała: „żołądki moich stołowników są cenniejsze niż mój własny”. Wtedy zrozumiałem, dlaczego stołownicy tak wysoko cenią ten zakład. Kucharka kocha swoją ciężką pracę i kocha tych, których karmi. Zmęczona, ale szczęśliwa.

Te dwie miłości — pracy i odbiorców — wystarczą, by zadanie, jakie nam Ojciec powierzył, było wykonane dobrze. One bowiem zawierają w sobie odpowiedzialność za wszystko, co jest z pracą związane. A więc odpowiedzialność za właściwe wykorzystnie czasu. Człowiek, który kocha swą pracę, na pewno nie będzie marnował czasu. Nie przeznaczy na jej wykonanie dziesięciu godzin, skoro może ją wykonać w ciągu dwu godzin. Miłość do pracy i do ludzi, którzy czekają na jej owoce, wzywa do doskonałego wykorzystania czasu.

Podobnie jest z odpowiedzialnością za materiał. W ręku tego, kto kocha pracę i ludzi, nic nie zostanie zniszczone, wyrzucone, zepsute. Ten, kto ma poczucie odpowiedzialności, wykorzysta wszystko, zarówno wtedy gdy dysponuje działką pięciu arów, jak i wtedy gdy zarządza ziemią uprawną całej Polski.

Bóg zlecił nam zadania. Każdy dzień to podjęcie pracy w Jego przedsiębiorstwie. Zadania rodzinne, zawodowe, społeczne. Czy wykonujemy je z miłością? Czy jesteśmy sługami Boga odpowiedzialnymi za zlecone zadania? Oto adwentowe pytania. Warto zaglądnąć do domu w Nazarecie i zobaczyć, jak pracuje Matka Jezusa w ostatnim miesiącu przed rozwiązaniem i jak pracuje Jej mąż św. Józef w swoim stolarskim zawodze. Ich praca była aktem miłości Boga i bliźniego, a nagroda za nią na miarę tej miłości.

Ks. Edward Staniek

„Tyś, Panie, naszym Ojcem… Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63, 16. 19)

Od dnia pierwszego grzechu, kiedy Bóg olśnił Adama obietnicą Odkupiciela, nadzieje ludzkości skierowały się ku zapowiedzianemu zbawieniu. Prorocy byli jego niestrudzonymi heroldami. „Tyś, Panie, naszym Ojcem, Odkupiciel nasz to Twoje imię odwieczne… Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani… A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem” (Iz 63, 16; 64, 4–7). Głębokie poczucie grzechu i niezdolności człowieka do podniesienia się przeplata się z pragnieniem zbawienia, z ufnością ku Bogu wyrażoną w słowach niemal ewangelicznych: „Tyś naszym Ojcem”. Wydaje się, że Izajasz swoją wzruszającą modlitwą chciałby przyspieszyć przyjście Zbawiciela: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!” (63, 19). Historia mówi, jak to wołanie zostało wysłuchane i obietnica Boga wypełniona. Istotnie, niebiosa rozdarły się, a ludzkość otrzymała swojego Zbawiciela, Pana Jezusa. Prośba Izajasza jest jednak ciągle aktualna, liturgia zaś powtarza ją w czasie Adwentu: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!” Syn Boży historycznie już przyszedł i przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie zbawił grzeszną ludzkość. Mimo to tajemnica ta, aczkolwiek sama w sobie już wypełniona, powinna aktualizować się dla każdego człowieka i stale w nim ponawiać, by przywieść go „do wspólnoty z… Jezusem Chrystusem, Panem naszym” (1 Kor 1, 9). Dopóki ta wspólnota nie stanie się doskonałą, czyli dopóki łaska nie ogarnie i nie przemieni człowieka całkowicie, ma on jeszcze powód do wyczekiwania Zbawiciela. Pan przychodzi nieustannie przez sakramenty, przez swoje słowo, które głosi Kościół, przez natchnienia i pobudki wewnętrzne. Nie ma końca przyjmowaniu Go i pragnieniu, aby przychodził zawsze, w sposób coraz bardziej intymny, głęboki, przemieniający: „Duch i Oblubienica [Kościół] mówią: «Przyjdź!»”, i każdy wierny powtarza: „Przyjdź, Panie Jezu” (Ap 22, 17. 20).

Św. Paweł wyrażając Koryntianom radość z powodu łaski Bożej, jaką otrzymali w Chrystusie — w Nim bowiem zostali wzbogaceni we wszystko i w Nim posiadają wszelki dar — wzywa ich do oczekiwania „objawienia się Pana” (1 Kor 1, 4–7). To są owe dwa bieguny, wśród których wznosi się łuk chrześcijańskiego Adwentu: wdzięczna pamięć o narodzeniu Zbawiciela i o wszystkich darach otrzymanych od Niego oraz o Jego chwalebnym „objawieniu się” na końcu czasów. Jeżeli ten okres środkowy jest istotnie wypełniony oczekiwaniem świadomym i czynnym, Bóg sam, jak mówi Apostoł, wiernych „będzie umacniał aż do końca, aby byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa” (tamże 8). Na wierność człowieka, który żyje oczekując swojego Boga, odpowiada wiernością Bóg, który niezawodnie dotrzymuje swoich obietnic.

Wierność człowieka zaś powinna być taka, jaką ukazuje Ewangelia (Mk 13, 34–37): powinna być ofiarną służbą w wypełnianiu własnego obowiązku bez poddawania się zmęczeniu czy lenistwu. Tak jak to czyni gorliwy sługa, który nie zasypia podczas nieobecności gospodarza, lecz spełnia prace, które zostały mu zlecone; kiedy zaś powróci gospodarz „z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem” (tamże 35), zastanie go zawsze na swoim miejscu, oddanego pracy, nie zalęknionego jak ktoś, kto został przyłapany na błędzie, lecz rozradowanego, że zobaczył pana. A ponieważ dla chrześcijanina Bóg jest nie tylko Panem, lecz Ojcem, spotkanie będzie pełne radości.

  • Ty, o Panie, jesteś naszym Ojcem, od wieków Twoje imię jest „Odkupiciel nasz”. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg i zatwardzać nasze serce, tak że się nie lęka Ciebie? Powróć przez miłość ku swoim sługom… O, gdybyś rozdarł niebiosa i zstąpił!
  • Ty wychodzisz naprzeciw tym wszystkim, którzy pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, żeśmy zgrzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. Wszyscy byliśmy skalani i jak brudne szaty są wszystkie nasze dobre uczynki; wszyscy opadliśmy zwiędnięci jak liście, nasze winy zaś poniosły nas jak wicher.
    Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś swoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, o Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich. Nie gniewaj się zbytnio, o Panie, i nie pamiętaj ciągle naszych nieprawości. Oto wejrzyj na nas, jesteśmy wszyscy Twoim ludem (Iz 63, 16–19; 64, 4–8).
  • Okaż mi, Panie, swoje miłosierdzie i daj mi Twoje zbawienie… O Mądrości nieskończona, przyjdź i prowadź mnie drogami zbawienia. O Jasności chwały Ojca, przyjdź i oświeć mnie blaskiem cnót Twoich. O Słońce sprawiedliwości, przyjdź i udziel światła i żywotnego ciepła pogrążonemu w cieniach śmierci. O Królu królów, przyjdź kierować mną. O Nauczycielu ludów, przyjdź nauczać mnie. O Zbawicielu świata, przyjdź zbawić mnie (L. da Ponte).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 34

Święty Andrzej, Apostoł

Święty Andrzej

Andrzej pochodził z Betsaidy nad Jeziorem Galilejskim (por. J 1, 44), ale mieszkał ze św. Piotrem, swoim starszym bratem i jego teściową w Kafarnaum (por. Mk 1, 21. 29-30). Był – jak Piotr – rybakiem. Początkowo był uczniem Jana Chrzciciela. Pod jego wpływem poszedł za Chrystusem, gdy Ten przyjmował chrzest w Jordanie. Andrzej nie tylko sam przystąpił do Chrystusa; to on przyprowadził do Niego Piotra: „Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa” (J 1, 35-41). Andrzej był pierwszym uczniem powołanym przez Jezusa na Apostoła.
Apostołowie Andrzej, Jan i Piotr nie od razu na stałe dołączyli do tłumów chodzących z Panem Jezusem. Po pierwszym spotkaniu w pobliżu Jordanu wrócili do Galilei do swoich zajęć. Byli zamożnymi rybakami, skoro mieli własne łodzie i sieci. Właśnie przy pracy Chrystus po raz drugi ich wezwał; odtąd pozostaną z nim aż do Jego śmierci i wniebowstąpienia. Spotkanie nad Jeziorem Genezaret i powtórne wezwanie przekazał nam św. Mateusz: „Gdy (Jezus) przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro: byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za nim” (Mt 4, 18-20). Św. Łukasz dorzuca szczegół, że powołanie to łączyło się z cudownym połowem ryb (Łk 5, 1-11). Pan Jezus chciał w ten sposób umocnić w swoich pierwszych uczniach wiarę w to, że prawdziwie jest Tym, za Kogo się podaje.
W Ewangeliach św. Andrzej występuje jeszcze dwa razy. Kiedy Pan Jezus przed cudownym rozmnożeniem chleba zapytał Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” – Andrzej rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?” (J 6, 5. 8-9). I jeszcze raz występuje św. Andrzej, kiedy pośredniczy w przekazaniu prośby, aby poganie także mogli ujrzeć Chrystusa i zetknąć się z Nim bezpośrednio: „A wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon (Bogu) w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy, i prosili go mówiąc: «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi” (J 12, 20-22). Chodziło w tym wypadku o prozelitów, czyli pogan, którzy przyjęli religię judaistyczną.
W spisie Apostołów wymieniany jest na drugim (Mt i Łk) lub czwartym (Mk) miejscu. Przez cały okres publicznej działalności Pana Jezusa należał do Jego najbliższego otoczenia. W domu Andrzeja i Piotra w Kafarnaum Chrystus niejednokrotnie się zatrzymywał. Andrzej był świadkiem cudu w Kanie (J 2, 1-12) i cudownego rozmnożenia chleba (J 6, 8-15).

W tradycji usiłowano wybadać ślady jego apostolskiej działalności po Zesłaniu Ducha Świętego. Orygenes (+ 254) wyraża opinię, że św. Andrzej pracował w Scytii, w kraju leżącym pomiędzy Dunajem a Donem. Byłby to zatem Apostoł Słowian, których tu właśnie miały być pierwotne siedziby. Według św. Hieronima (+ 421) św. Andrzej miał także pracować w Poncie, w Kapadocji i w Bitynii, skąd udał się do Achai. Ten sam pogląd podziela Teodoret (+ 458), który twierdzi, że św. Andrzej przeszedł ze Scytii do Tracji i Epiru, aby zakończyć życie śmiercią męczeńską w Achai. Wszystkie źródła są zgodne, że św. Andrzej zakończył swoje apostolskie życie śmiercią męczeńską w Patras w Achai, na drzewie krzyża. Patras leży na Peloponezie przy ujściu Zatoki Korynckiej.
Niemniejsze zainteresowanie osobą i działalnością, a zwłaszcza śmiercią św. Andrzeja, okazują apokryfy: Dzieje Andrzeja z wieku II-III oraz Męka św. Andrzeja z wieku IV. Są to dokumenty bardzo dawne, sięgające niemal czasów poapostolskich. Zwłaszcza Dzieje Andrzeja cieszyły się kiedyś wielkim powodzeniem. Według tych źródeł, po Zesłaniu Ducha Świętego Andrzej miał nauczać i dokonać wielu cudów (nawet wskrzeszania zmarłych) w miejscach, do których dotarł: w Poncie i Bitynii (dzisiaj zachodnia Turcja) oraz w Tracji (Bułgaria), Scytii (dolny bieg Dunaju) i Grecji. Tam też, w Patras, 30 listopada 65 lub 70 roku (w tradycji wschodniej – w 62), przeżegnawszy zebranych wyznawców, został ukrzyżowany głową w dół na krzyżu w kształcie litery X. Wyrok ten przyjął z wielką radością – cieszył się, że umrze na krzyżu, jak Jezus. Litera X jest pierwszą literą imienia Chrystusa w języku greckim (od Christos, czyli Pomazaniec). Prawosławni uważają, że św. Andrzej umierał aż trzy dni, bo do krzyża został przywiązany, a nie przybity – w ten sposób chciano wydłużyć jego cierpienie. Przez cały ten czas w obecności tłumu wyznawał wiarę w Chrystusa, pouczał zebranych, jak należy wierzyć i jak cierpieć za wiarę.
Kult św. Andrzeja był zawsze w Kościele bardzo żywy. Liturgia bizantyjska określa św. Andrzeja przydomkiem Protokleros, to znaczy „pierwszy powołaniem”, gdyż obok św. Jana jako pierwszy został przez Chrystusa wezwany na Apostoła. Achaja chlubi się przekonaniem, że jej pierwszym metropolitą był św. Andrzej. Dla prawosławnych św. Andrzej jest jednym z najważniejszych świętych, nazywają go Apostołem Słowian. Według ich tradycji św. Andrzej dotarł nad Dniepr i Don i jest założycielem Kijowa.

Święty AndrzejW 356 roku relikwie św. Andrzeja przewieziono z Patras do Konstantynopola i umieszczono je w kościele Apostołów. Krzyżowcy, którzy w czasie czwartej wyprawy krzyżowej w 1202 r. zdobyli Konstantynopol, zabrali relikwie i umieścili w Amalfi w pobliżu Neapolu. Głowę św. Andrzeja papież Pius II w XV w. kazał przewieźć do Rzymu, do bazyliki św. Piotra – uważając, że skoro wspólna chwała połączyła obu braci, ta sama chwała powinna połączyć także ich ciała.
25 września 1964 r. papież Paweł VI zwrócił głowę św. Andrzeja kościołowi w Patras. Najpierw 23 września złożyli hołd relikwii wszyscy ojcowie Soboru Watykańskiego II, zebrani na trzeciej sesji wraz z papieżem, który w procesji przeniósł relikwię z kaplicy Najświętszego Sakramentu na ołtarz auli soborowej. Mszę świętą odprawił przy tej okazji kardynał Marcella, archiprezbiter bazyliki św. Piotra, a kazanie wygłosił kardynał Koenig z Wiednia, kończąc homilię modlitwą o zjednoczenie Kościołów. Po południu przewieziono relikwie do kościoła św. Andrzeja della Valle, gdzie były wystawione do publicznej czci. Dnia 25 września do Rzymu przybyła delegacja greckiego Kościoła prawosławnego. Paweł VI przyjął ją na osobnej audiencji i przy tej okazji wręczył święte relikwie. Jeszcze tego samego dnia zostały one przewiezione samolotem do Patras. Kościół grecki posiada też relikwie krzyża, na którym umarł św. Andrzej. Natomiast relikwia prawej ręka Apostoła znajduje się w moskiewskim Soborze Bogojawleńskim. Od 2003 r. cząstka relikwii św. Andrzeja jest także w Polsce, w warszawskim kościele środowisk twórczych przy Pl. Teatralnym.
Kult św. Andrzeja był i nadal jest żywy w różnych krajach. Święty Grzegorz I Wielki założył ku jego czci klasztor i kościół w Rzymie. Otrzymał także relikwie Apostoła z Konstantynopola (+ 604). Wiele narodów i państw ogłosiło św. Andrzeja za swojego szczególnego patrona. Tak uczyniły: Neapol, Niderlandy, Szkocja, Hiszpania, arcybiskupstwo Brunszwiku, księstwo Burgundii, Limburg, Luksemburg, Mantua i Szlezwig, a z innych krajów – Bitynia, Grecja, Holandia, Niemcy, Pont, Prusy, Rosja i Sycylia. Także bardzo wiele miast chlubi się patronatem św. Andrzeja: Agde, Aranches, Baeza, Bordeaux, Brescia, Bruggia, Hanower, Neapol, Orange, Pesaro, Rawenna, Rochester. Jest także patronem małżeństw, podróżujących, rybaków, rycerzy, woziwodów, rzeźników. Ten orędownik zakochanych wspomaga w sprawach matrymonialnych i wypraszaniu potomstwa.
Dużą czcią cieszył się św. Andrzej również w Polsce. Istniał u nas zwyczaj wróżb andrzejkowych. W wigilię św. Andrzeja dziewczęta lały roztopiony wosk przez ucho klucza na wodę i zgadywały z figur, jakie się tworzą, która z nich jako pierwsza będzie miała wesele i jak będzie wyglądał wybranek.

Święty Andrzej
W ikonografii św. Andrzej Apostoł przedstawiany jest jako starszy mężczyzna o gęstych, siwych włosach i krzaczastej, krótkiej brodzie. Jako apostoł nosi długi płaszcz. Czasami ukazywany jako rybak w krótkiej tunice. Powracającą sceną w sztuce religijnej jest chwila jego ukrzyżowania. Atrybutami Świętego są: „krzyż św. Andrzeja” w kształcie litery X, księga, ryba, sieć. Formę krzyża św. Andrzeja mają znaki drogowe ustawiane przy przejazdach kolejowych.

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Ratyzbonie, w Niemczech – bł. Fryderyka. Był u augustianów skromnym bratem. Zajmował się prostymi pracami domowymi, ale równocześnie posługiwał biednym. Zmarł w roku 1329. Jego kult zaaprobował w roku 1909 Pius X.

W Launceston, w Anglii – św. Kutberta Mayne, męczennika. Już w czasie studiów w Oxfordzie zbliżył się do katolików. Gdy otrzymał z kontynentu listy od Grzegorza Marin i Edmunda Campiona, nakazano jego aresztowanie. Uciekł wówczas do Douai. Odbył tam studia teologiczne, a w roku 1576 został kapłanem. Wkrótce potem wrócił do ojczyzny. Przez jakiś czas przebywał w Kornwalii, ale rychło go wyśledzono. Zginął w roku 1577. Wraz z innymi męczennikami angielskimi kanonizował go w roku 1970 Paweł VI.

oraz:
św. Konstancjusza (+ ok. 418); św. Trojana, biskupa (+ 550); św. Zozyma (+ ok. 550)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s