7 listopada 2012 – Środa XXXI tygodnia Okresu Zwykłego

Środa XXXI tygodnia Okresu Zwykłego

List do Filipian 2,12-18. 
Umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma.
Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą.
Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań,
abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego. Między nimi jawicie się jako źródła światła w świecie.
Trzymajcie się mocno Słowa Życia, abym mógł być dumny w dniu Chrystusa, że nie na próżno biegłem i nie na próżno się trudziłem.
A jeśli nawet krew moja ma być wylana przy ofiarniczej posłudze około waszej wiary, cieszę się i dzielę radość z wami wszystkimi:
a także i wy się cieszcie i dzielcie radość ze mną.

Księga Psalmów 27(26),1.4.13-14. 
Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu
przez wszystkie dni mego życia;
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

Ewangelia wg św. Łukasza 14,25-33. 
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich:
«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.
Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie?
Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego:
Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć.
Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu?
Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».

Komentarz do Ewangelii
Jan Tauler (ok 1300-1361), dominikanin ze Strasburga
Kazanie 24, czwarte na Wniebowstąpienie

„Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”

Skoro nasza Głowa wstąpiła do nieba, przystoi, aby jej członki (Kol 2,19) szły za swoim Zwierzchnikiem…, idąc drogą, którą On przebył z takim trudem. Ponieważ „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” (Łk 24,26) Powinniśmy iść za naszym Zwierzchnikiem, tak godnym miłości, który niósł sztandar przed nami. Niech każdy człowiek weźmie swój krzyż i idzie za Nim, a dojdziemy tam, gdzie On jest. Dobrze widać, że wielu idzie za światem dla ulotnych zaszczytów i dlatego rezygnują z komfortu fizycznego, domowego ogniska, przyjaciół, eksponując się na niebezpieczeństwa wojny  – to wszystko, aby nabyć dobra zewnętrzne! Jest zatem sprawiedliwe, abyśmy ćwiczyli się w kompletnym ogołoceniu, nabywali czyste dobro, jakim jest Bóg i w ten sposób szli z naszym Zwierzchnikiem.

Nie jest rzadkością znalezienie ludzi, którzy pragną być świadkami Pana w pokoju, to znaczy, pod warunkiem, że wszystko dzieje się po ich myśli. Chętnie pragną stać się świętymi, ale bez wysiłku, bez kłoptów, bez trudów, kiedy nic ich to nie kosztuje. Dążą do poznania Boga, zakosztowania Go, ale nie chcą poczuć goryczy. Kiedy zatem trzeba pracować, jak tylko gorycz, ciemności i pokusy przychodzą do nich, kiedy nie czują już Boga i czują się wewnętrznie i zewnętrznie opuszczeni, ich piękne postanowienia rozpływają się. To nie są prawdziwi świadkowie, świadkowie, jakich potrzeba Zbawicielowi… Ach, gdybyśmy tylko mogli uwolnić się od tych próżnych poszukiwań i  zaczęli szukać pokoju w każdym czasie, nawet w środku nieszczęścia! Dopiero wtedy rodzi się prawdziwy pokój, ten, który trwa.

Dziś wspominamy

Święty Willibrord, biskup

Willibrord urodził się w Northumbrii około 658 r. Jego ojciec, Wilgilis, po śmierci małżonki udał się na pustelnię i tam zamieszkał z kilku towarzyszami. Willibrord również został benedyktyńskim mnichem, wstąpił do opactwa w Ripon. W wieku 20 lat, za zezwoleniem opata, udał się do Irlandii, do Rathmelsigi, pod kierownictwo głośnego świętością i wiedzą opata Egberta. Z jego też polecenia otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 30 lat (688).
Już jako kapłan popłynął wraz z kilkoma towarzyszami ok. 690 r. do Fryzji (Holandia), gdzie podjął pracę misyjną. W owym czasie Irlandia słynęła z licznych klasztorów, z których wyruszali misjonarze do Anglii, Niemiec, Belgii, Holandii, Danii i do Skandynawii. To oni przyczynili się znacznie do nawrócenia tych ludów. Król Franków, Pepin II, wydelegował Willibrorda do Rzymu w celu uzyskania kościelnych uprawnień na ten teren misyjny. Willibrord otrzymał je od papieża św. Sergiusza I. Papież podarował mu ponadto relikwie świętych i naczynia liturgiczne.

Święty WillibrordMisjonarze udali się najpierw do Austrazji, która stanowiła część Fryzji. Pozyskali tam dla Ewangelii bardzo wielu mieszkańców, w tym także znakomitych panów. Willibrord obrał sobie za stałą rezydencję miasto Anversa. Pracę misjonarzy wspierał św. Amand, biskup Utrechtu, który od lat prowadził tu pracę apostolską. Przeszkodą dla misjonarzy był jednak pewien mnich, imieniem Suitbert, który – wyświęcony na biskupa – działał samowolnie i uważał Willibrorda i jego towarzyszy za intruzów. W tej sytuacji Willibrord czuł się zmuszony udać się powtórnie do Rzymu. Sergiusz I, po wysłuchaniu relacji, udzielił mu sakry biskupiej w roku 695, w wigilię dnia św. Klemensa. Na tę pamiątkę Willibrord odtąd obrał sobie imię Klemensa. Papież nadto nadał mu paliusz arcybiskupa, by mógł w razie potrzeby na ziemiach pozyskanych dla Chrystusa mianować biskupów.
Po powrocie do Holandii Willibrord zamieszkał na stałe w Utrechcie (po śmierci św. Amanda). Wystawił tu katedrę i dom biskupi. Odbudował także sanktuarium św. Marcina, które wystawił tam niegdyś św. Wilfryd. W roku 698 Willibrord wybudował kościół w Trewirze i klasztor w Esternacht w dzisiejszym Księstwie Luksemburskim. Podobny klasztor benedyktyński założył w 714 roku w Limburgu. W tych fundacjach hojnie wspierał Willibrorda król Pepin II i jego małżonka, Irmina. Dużą zasługą Willibrorda dla kultury średniowiecznej było założenie szkoły katedralnej w Utrechcie, jedynej wówczas w Europie północnej obok szkoły katedralnej w Trewirze. Warto też wiedzieć, że Willibrord jako jeden z pierwszych pojął znaczenie jednolitej chrześcijańskiej rachuby czasu dla ewangelizacji (upowszechniał liczenie lat „od narodzenia Jezusa Chrystusa”).
Zachęcony powodzeniem misji we Fryzji, wraz ze swoimi towarzyszami udał się do Szlezwigu i Danii. Tu jednak spotkało go niepowodzenie, omal nie stracił życia. Wycofał się i udał się do Turyngii, gdzie z honorami przyjął go tamtejszy książę, Heden II. Na zaproszenie króla Franków udał się na jego dwór, gdzie udzielił chrztu jego synowi, Pepinowi III.
W roku 718 zasiadł na tronie Franków Karol Młot. Wkrótce zmarł król Fryzów, Radbod, który pokonany przez Pepina II, pozostał wrogiem chrześcijan. Dlatego korzystał z każdej okazji, by ich nękać. Teraz Willibrord mógł powrócić do Utrechtu. Zachowało się kazanie z 714 roku, które Willibrord wygłosił przed Radbodem: „Nie Bóg jest Tym, któremu oddajesz cześć, lecz diabeł, który ciebie, o królu, zapędził w najgorsze zaślepienie, aby wydać twoją duszę na wieczne potępienie. Albowiem nie ma innych bogów prócz Tego Jedynego, który stworzył niebo i ziemię, i morze. Ten, kto oddaje Mu cześć w prawdziwej wierze, osiągnie życie wieczne. O tym zaświadczam tobie dzisiaj, jako Jego sługa, abyś w końcu odwrócił się od kłamstwa starego zabobonu, w którym trwali twoi przodkowie, i uwierzył we wszechmocnego Boga, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Abyś ochrzczony w źródle życia, obmył się ze wszystkich twoich grzechów, odrzucając całą twoją złość i niesprawiedliwość”.
Wiek i poniesione trudy misyjne stargały odporny organizm Willibrorda. Zmarł w opactwie w Echternacht 7 listopada 739 r. w wieku 81 lat. Jego relikwie złożono w kościele opactwa w Echternacht. Jest patronem diecezji w Utrechcie, Haarlem, Niderlandów i Luksemburga. Jego pomocy wzywali chorzy na padaczkę i choroby skóry oraz ludzie cierpiący na skurcze i drgawki. Nazywany jest Apostołem Fryzji.

W ikonografii św. Willibrord przedstawiany jest w stroju biskupim. Jego atrybuty: beczka, mitra, pastorał, dziecko na księdze, model kościoła.

Błogosławiona Łucja a Septifonte (od Siedmiu Fontann), dziewica

Łucja urodziła się w Bolonii we Włoszech w XII wieku. Przyjęła habit zakonu kamedułek w konwencie św. Krystyny w miejscowości Settefonti (znaczy: siedem fontann).
W okolicy Bolonii do dziś przetrwały legendy o bł. Łucji. Według jednej z nich Łucja, która była przełożoną klasztoru, słynęła z urody. Zakochał się w niej hrabia Diatagora Fava, znany jako Rolando, który stacjonował w pobliskim garnizonie wojskowym w czasie, kiedy o Bolonię toczyły się walki między stronnictwami Gibelinów i Gwelfów. Miało się to dziać około 1100 r.
Każdego poranka Rolando jechał wąską drogą przez żleby prowadzące do klasztoru, gdzie przebywała jego ukochana. W żeńskim konwencie wizyty te wprowadzały wiele zamieszania, za które winna czuła się Łucja. Broniąc się przed uczuciem, tak bardzo nasiliła swoje czuwania, posty i umartwienia, że aż zapadła na zdrowiu. W końcu zdecydowała się na spotkanie z Rolando, podczas którego wyznali sobie wzajemną miłość. Jednak ksieni kamedułek nie chciała złamać ślubów zakonnych i uprosiła Ronaldo, by ten pojechał z krucjatą do Ziemi Świętej. Kiedy on wyjechał, bardzo już chora Łucja umarła.

Błogosławiona Łucja a SeptifonteW Palestynie rycerz został wzięty do niewoli i zamknięty w celi więziennej. We śnie przyszła do niego Łucja i powiedziała mu o swojej śmierci. Po przebudzeniu Ronaldo został w cudowny sposób przeniesiony do jej grobu. Z jego oczu wytrysnęło 7 fontann łez (według innego podania – fontanny istniejące za życia Łucji wyschły po jej śmierci, a napełnione łzami Ronaldo wytrysnęły od nowa).
Kult bł. Łucji rozpoczął się niemal od razu po jej śmierci, ale pierwszy zapisany cud miał miejsce w roku 1508. Klasztor kamedułek został w XIII wieku przeniesiony do Ozzano i do tamtejszego kościoła św. Andrzeja przeniesiono w roku 1573 relikwie Łucji. Spoczywają tam do dziś, a obok przechowywane są kajdany Ronaldo. Papież Pius VI w 1779 potwierdził jej kult.
Obecnie fontanny są suche, ale miejsce dawnego klasztoru wskazuje zachowany fragment murów z pilastrem. Droga, którą Ronaldo podążał co ranek do klasztoru, nazywana jest Żlebem Ksieni. Bolończycy celebrują co roku w końcu maja Festiwal Ksieni, przypominający o historii okolicy, zwłaszcza średniowiecznej. Obowiązkowym punktem programu jest posiłek zwany obiadem ksieni.

Błogosławiona Helena Enselmini, dziewica

Błogosławiona Helena Enselmini

Helena urodziła się w 1207 roku w Padwie. Pochodziła z arystokratycznej rodziny. Była wychowywana w myśl zasad religijnych i zgodnie z ideałami najczystszej cnoty. Kiedy postanowiła wstąpić do zakonu, jej rodzina nie tylko się nie sprzeciwiała, ale wyraziła radość z tej decyzji. W wieku 12-13 lat Helena Enselmini wstąpiła do zakonu Ubogich Panien (klarysek) w Arcella. Według tradycji była jedną z pierwszych klarysek i znała osobiście św. Franciszka. To on miał jej osobiście wręczyć habit zakonny. Była też świadkiem cudów, jakich dokonywał św. Antoni z Padwy – co być może przygotowało ją na jej własne wyzwania duchowe.
Na początku życia zakonnego była uśmiechnięta i radosna, pomimo skrajnego ubóstwa, w jakim żyła. Później jednak dosięgła jej ciemność: nie tylko cielesna, spowodowana chorobą, ale także duchowa, spowodowana wątpliwościami. Po jakimś czasie udało jej się jednak odzyskać spokój i pewność, że jej losami kieruje Opatrzność.
Odznaczała się szczególnym nabożeństwem do Męki Pańskiej. Wskutek ciężkiej choroby straciła w 1230 roku mowę, wzrok i możność poruszania się. Przeżyła tak następnych 16 lat. Jej przewodnikiem duchowym był św. Antoni, który umacniał ją w cierpliwości i wierze, będąc także po prostu jej przyjacielem.
Helena miała dar wizji i kontemplacji. W ciągu ostatnich miesięcy życia nie przyjmowała pokarmów innych niż Najświętszy Sakrament.
Zmarła mając zaledwie 34 lata, 4 listopada 1231 roku w Arcelli. Jej grób znajduje się w kościele św. Zofii w Padwie, gdzie przeniesiono jej relikwie w roku 1509. Papież Innocenty XII ogłosił ją błogosławioną w 1695 roku.

Błogosławiony Franciszek od Jezusa, Maryi, Józefa Palau y Quer, prezbiter

Błogosławiony Franciszek Palau y Quer

Franciszek urodził się 29 grudnia 1811 roku w Hiszpanii. Był synem Józefa Franciszka Palau i Marii Antoniny Quer. Miał sześcioro rodzeństwa: cztery siostry i dwóch braci. Jego rodzina była pobożna i silnie wierząca. Franciszek przebywał dłuższy czas u swojej siostry w Lerida, tam też dojrzewało jego powołanie i tam w 1828 roku zgłosił się do seminarium. W wieku 20 lat ukończył studia. W 1832 roku wstąpił do nowicjatu karmelitów bosych w Barcelonie. Na tę decyzję mogła wpłynąć przykładna postawa o. Józefa, karmelity bosego, jednego z profesorów seminarium.
W 1835 roku opuścił klasztor św. Józefa, podpalony przez rewolucjonistów. Podczas ucieczki Franciszek, narażając swoje życie, pomagał niewidomemu współbratu. Wraz z innymi zakonnikami został osadzony w barcelońskim więzieniu La Ciudadela. Był to dla Kościoła w Hiszpanii bardzo trudny czas i każdy składający śluby zakonne liczył się z możliwością męczeńskiej śmierci. Franciszek Palau święcenia kapłańskie przyjął w 1836 roku, a służbę ludziom zaczął jako kapłan diecezjalny. Nigdy już nie wrócił do rodzimego zakonu, który został rozproszony przez władze świeckie. Powrócił do rodzinnej wioski i tam pełnił posługę kapłańską. Zajmował się głównie katechizacją, misjami ludowymi i działalnością rekolekcyjną. W latach 1851-1854 prowadził w Barcelonie „Szkołę cnót”, która przyjęła formę niedzielnych katechez dla dorosłych. Pod pretekstem działalności reakcyjnej władze zamknęły jednak szkołę i skazały Franciszka Palau na sześć lat wygnania na Ibizie.

Błogosławiony Franciszek Palau y QuerCzas tam spędzony zakonnik wykorzystał do ewangelizacji, która rozszerzyła się potem na Majorkę i Minorkę. I właśnie przebywając na Minorce Franciszek uświadomił sobie swoją wielką miłość do Kościoła. Postanowił ją praktykować na zupełnie nowy sposób, łączący życie kontemplacyjne i posługę apostolską. „Pewnego wieczoru znajdowałem się w kościele katedralnym oczekując godziny rozpoczęcia nabożeństwa, w czasie którego powinno się udzielić ostatniego błogosławieństwa, co było zwyczajem na zakończenie misji. Mój duch został uniesiony przed tron Boga… Zobaczyłem piękną młodą dziewczynę ubraną w chwałę. Jej ubiór promieniał światłością i nie można było rozpoznać nic, poza sylwetką, ponieważ nie było możliwym patrzeć na nią. Usłyszałem głos, który mówił: «Ty jesteś kapłanem Najwyższego; błogosław i ten, którego pobłogosławisz, będzie błogosławiony. Ta jest moją Córką umiłowaną…» Zatopiłem się w morzu łez. Moje boleści urosły w wielkim stopniu. Znałem tę Panią i oddać na Jej służbę życie – nie jedno, ale tysiąc – byłoby zbyt mało dla mnie… Gdy nadeszła godzina nabożeństwa, podczas gdy wchodziłem na ambonę, usłyszałem głos Ojca, który powiedział do mnie: «Pobłogosław moją umiłowaną Córkę i twoją Córkę». Napływ ludzi był wielki. Ja nie mogłem w pełni pojąć, jak mogłem być ojcem w Kościele i dla Kościoła” – tak Franciszek opisał swoje objawienie w rękopisie wspomnień „Moje relacje z Kościołem”.
Franciszek Palau jest założycielem dwóch kongregacji zakonnych: męskiej i żeńskiej. Do dzisiejszych czasów przetrwała tylko ta ostatnia, czyli kongregacja Karmelitanek Misjonarek. Bóg obdarzył ją szczególnym umiłowaniem tajemnicy Kościoła i nabożeństwem do Maryi. Działalność apostolska Franciszka Palau była niezwykle szeroka. M.in. od 1865 roku sprawował on posługę egzorcysty. W roku 1870 brał udział w obradach Soboru Watykańskiego I. Był też dyrektorem tercjarzy i tercjarek karmelitańskich w Hiszpanii.

Zmarł na zapalenie płuc 20 marca 1872 roku w Tarragonie. Beatyfikowany został w 1988 roku. Cud, na podstawie którego nastąpiła beatyfikacja, dotyczył uzdrowienia Leona Godoy Mendeza, maszynisty Kolumbijskich Kolei Państwowych, który w wieku 47 lat miał wypadek kolejowy. Wówczas odkryto w jego głowie guza, a po nieudanej operacji lekarze nie dawali mu na wyzdrowienie żadnych szans. Mężczyzna jednak był w szpitalu odwiedzany przez siostrę ze zgromadzenia Karmelitanek Misjonarek, założonego przez Franciszka Palau y Quer. Zaczęła ona odprawiać nowennę do Franciszka Palau w intencji uzdrowienia chorego. W tym czasie dotknięto też głowy Leona Goday Mendeza relikwią kandydata na ołtarze. Poprawa zdrowia zaczęła się już następnego dnia i mężczyzna żył jeszcze przez kolejnych 20 lat.

Święci zakonnicy Izrael, Walter i Teobald

Krypta w kościele w Le Dorat z relikwiami świętych Izraela i Teobalda

Izrael z Limousin, urodzony w 950 r. w rodzinie szlacheckiej, został przeznaczony przez rodziców do stanu duchownego. Został kanonikiem w klasztorze Le Dorat (departament Haute-Vienne w środkowej Francji), gdzie pełnił funkcję kierownika szkoły klasztornej. Był nauczycielem Teobalda i Waltera. W 994 r., w czasie epidemii dżumy, osobiście pielęgnował chorych i grzebał zmarłych. Zmarł 22 grudnia 1014 roku otoczony sławą wielkiej świętości. Wkrótce do jego grobu zaczęły ciągnąć pielgrzymki. Zachowała się pamięć o licznych cudach.
Teobald urodził się w 990 r., w rodzinie rolniczej, w pobliżu klasztoru Le Dorat, gdzie pobierał nauki. Z pokory nie przyjął święceń kapłańskich i pozostał diakonem. Był troskliwym kustoszem kościoła kolegialnego św. Piotra w Le Dorat. Zmarł w opinii świętości 6 listopada 1070 r. i został pochowany obok św. Izraela. 27 stycznia 1130 r. relikwie obu świętych zostały umieszczone w krypcie nowej kolegiaty w Le Dorat.
Walter z L’Esterp z kolei wsławił się jako wybitny opat tego klasztoru. Przez otoczenie już za życia uważany był za człowieka szczególnej świętości. Prowadził bardzo ascetyczne życie i był hojny w udzielaniu jałmużny. Papież Wiktor II dał mu przywilej nakładania ekskomuniki i zwalniania z niej grzeszników okazujących skruchę. Przez siedem ostatnich lat życia był niewidomy, co znosił z wielką cierpliwością i pokorą. Zmarł w 1070 roku, tym samym co Teobald.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewangelia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s