10 września – wspominamy Świętego Mikołaja z Tolentino, prezbitera

(1 Kor 7,25-31)
Nie mam nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który – wskutek doznanego od Pana miłosierdzia – godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić. Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.

(Ps 45,11-12.14-17)
REFREN: Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,
zapomnij o swym ludzie, o domu Twego ojca.
Król pragnie twego piękna,
on twoim panem, oddaj mu pokłon.

Córa królewska wchodzi pełna chwały,
odziana w złotogłów.
W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,
za nią przywodzą do ciebie dziewice, jej druhny.

Wiodą ją z radością i w uniesieniu,
wkraczają do królewskiego pałacu.
Synowie twoi zajmą miejsce twoich ojców,
ustanowisz ich książętami na całej ziemi.

(Łk 6,23ab)
Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza nagroda w niebie.

(Łk 6,20-26)
W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

**************

Jezus zapewnia w dzisiejszej Ewangelii, że do ubogich należy królestwo Boże. Wartości materialne, które wpisują się w porządek tego świata, nigdy nie mogą nam przesłonić najważniejszego celu naszego ziemskiego pielgrzymowania. Oby nie zawładnęły one naszym sercem! To nie posiadanie, lecz życie w bliskości Boga i naśladowanie Go w miłości jest naszą szansą na osiągnięcie zbawienia. Łzy przelane z powodu prześladowań za wiarę uświadamiają nam najgłębszy sens naszego życia.

Michał Piotr Gniadek, „Oremus” wrzesień 2008, s. 44-45

KRÓLESTWO BOŻE I JEGO SPRAWIEDLIWOŚĆ

Naucz mnie, Panie, wypełnić wszystko, co sprawiedliwe (Mt 3, 15)

„Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). W pełnej doskonałości mieści się jako aspekt cząstkowy, lecz zarazem konieczny, sprawiedliwość rozumiana jako cnota, która oddaje każdemu, co mu się należy. O tym również mówił Jezus. Kiedy faryzeusze pytali Go, czy trzeba płacić podatek cesarzowi rzymskiemu, odpowiedział; „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22, 20). Sprawiedliwość żąda, aby każdemu przyznano to miejsce i prawo, jakie się mu należy; Bogu zawsze pierwsze miejsce i pierwsza cześć: serca i ducha, posłuszeństwa i miłości bez zastrzeżeń; prawowitej władzy państwowej i każdemu człowiekowi zaś uszanowanie zależne od praw każdego. W tym znaczeniu św. Tomasz uczy: „Sprawiedliwość jest cnotą, która oddaje każdemu, co mu się należy, zawsze i stale” (II-a II-ae 58, 1). Pismo święte nieraz to powtarza: „Zaprawiajcie się w dobrym! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie” (Iz 1, 17). I jeszcze: „Kto postępuje sprawiedliwie i kto mówi uczciwie, kto odrzuca zyski bezprawne, kto się wzbrania dłońmi przed wzięciem podarku… ten będzie mieszkał na wysokościach” (Iz 33, 15-16), czyli będzie miły Bogu i błogosławiony przez Niego. Człowiek powinien postępować tak, aby szanować wszystkie prawa podobnych sobie, szczególnie tych, którzy są najbardziej potrzebujący i bezbronni, nie żerując nigdy na innych dla osobistej niesprawiedliwej korzyści. Sprawiedliwość wewnętrzna chrześcijanina powinna rozjaśniać cały jego stosunek do bliźniego bez zaniedbania żadnego obowiązku. „Wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie — mówi św. Paweł — jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym, to miejcie na myśli” (Flp 4, 8). Obowiązek starania się na pierwszym miejscu „o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość” nie może i nie powinien czynić chrześcijanina niedbałym w wypełnianiu jego obowiązków społecznych, owszem, winien sprawić, aby bardziej starał się budzić wszędzie zmysł sprawiedliwości ewangelicznej.

  • O Panie, wonność Twojej sprawiedliwości jest wszędzie tak wielka, że Ciebie nie nazywa się po prostu. sprawiedliwym, lecz samą Sprawiedliwością, owszem, Sprawiedliwością, która usprawiedliwia. A tym bardziej możesz usprawiedliwiać, im więcej jesteś skłonny przebaczać. Dlatego każdy, kto żałując za grzechy swoje odczuwa głód i pragnienie sprawiedliwości, niech wierzy w Ciebie, bo Ty usprawiedliwiasz grzesznego… a dostąpi w Tobie pokoju…
    Twoja Męka jest najdoskonalszym schronieniem, jedynym lekarstwem. Ona nas wspomaga, kiedy nasza roztropność ustaje, sprawiedliwość jest zbyt słaba, a zasługi naszej świętości marne. Kto istotnie mógłby utrzymywać, że jego mądrość, sprawiedliwość czy świętość wystarczają, aby mu zapewnić zbawienie?… Gdy siła moja ustaje, nie będę się niepokoił ani tracił ufności. Wiem, co uczynię: wezmę kielich zbawienia i będę wzywał Imienia Pana, Oświeć moje oczy, o Panie, abym wiedział, co Ci jest miłe w każdym czasie, a stanę się mądry. Nie pamiętaj na błędy mojej młodości i moją nieświadomość, a będę sprawiedliwy. Prowadź mnie, Panie, Twoją drogą, a będę święty. Lecz jeśli Twoja krew nie przyczyni się za mną, nie będę zbawiony (św. Bernard).
  • „Starajcie się o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość.” Sprawiedliwość panuje w niebie; spraw, o Panie, aby panowała również w Twoim Kościele… A panuje, gdy człowiek oddaje Tobie to, co Ci się należy, wówczas bowiem dla miłości Twojej oddaje także stworzeniu, które kocha dla Ciebie, to, co mu się należy. Dla tej samej przyczyny oddajmy także sobie samym to, co się nam należy, kiedy bowiem nasycimy się Tobą, Panie, osiągniemy całe dobro, do jakiego jesteśmy zdolni. Wówczas nasza sprawiedliwość będzie wypełniona… Wtedy dusza moja nie będzie więcej łaknęła ani pragnęła, mając prawdziwe pożywienie: „Moim pokarmem jest czynić wolę Ojca mojego i dokonać Jego dzieła”. Właśnie dlatego Ty ogłaszasz, o Zbawicielu nasz, że doskonała sprawiedliwość polega na wykonywaniu we wszystkim najświętszej woli Ojca niebieskiego i uczynieniu Jej regułą naszej woli. Lecz kiedy uzgadniamy naszą wolę z Jego wolą, wówczas On czyni to, co nam się podoba… „On uczyni wolę tych, którzy się Go boją” i tak wypełni wszystkie ich pragnienia (J. B. Bossuet).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 173

Święty Mikołaj z Tolentino, prezbiter

Święty Mikołaj z Tolentino

Mikołaj urodził się w Castel Sant Angelo (obecnie Sant Angelo di Pontano), we Włoszech, w roku 1245. Na chrzcie otrzymał imię Mikołaj, gdyż rodzice prosili o syna przez wstawiennictwo św. Mikołaja z Bari – matka była bowiem od wielu lat niepłodna. W podzięce rodzice ofiarowali syna, gdy miał zaledwie 12 lat, jako oblata do zakonu augustianów (1257). W trzy lata potem młodzieniec wstąpił do nowicjatu. W domach zakonnych w Tolentino i w Cingoli odbył studia średnie, a potem studia w zakresie filozofii i teologii. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk św. Benvenuta, biskupa Osimo, w roku 1269 w Cingoli, w wieku 24 lat.
W latach 1269-1275 Mikołaj pełnił funkcję misjonarza-kaznodziei: w Macerata, w Piaggiolino di Fano, w Montegiorgio, w Corridonio, w San Elpidio, w Recanati, w Treia, w Valmente di Pesaro oraz w Fermo. W latach 1275-1305 – przez 30 lat – przebywał w Tolentino.
W posłuszeństwie zakonnym był tak doskonały, że wypełniał nie tylko najdrobniejsze nawet nakazy reguły, ale i życzenia swoich przełożonych. Chętnie spełniał także życzenia swoich współbraci, chociaż niektórzy z nich byli od niego młodsi i mniej zasłużeni. Był tak bardzo skromny, że nigdy nie podnosił oczu: na słuchaczy, na rozmówców, na penitentów w sakramencie pokuty. Miał tylko jeden habit, a na noc okrywał się swoim wytartym płaszczem. W uczynkach pokutnych naśladował ascetów pierwszych wieków chrześcijaństwa: co piątek biczował się do krwi specjalnie przez siebie sporządzoną wymyślnie dyscypliną; nigdy nie jadł mięsa, nabiału ani owoców; cztery razy w tygodniu pościł o chlebie i wodzie, podobnie we wszystkie dni Wielkiego Postu z wyjątkiem niedziel. Sypiał trzy do czterech godzin na dobę; oprócz Mszy świętej, którą odprawiał ze szczególną żarliwością, odmawiał wspólnie brewiarz, a ponadto psalmy pokutne, oficjum o Świętym Krzyżu i o zmarłych. Wszystkie te pacierze odmawiał na kolanach, na posadzce kamiennej. Chociaż był tak surowy dla siebie, był niezwykle wyrozumiały dla bliźnich, zwłaszcza dla grzeszników w konfesjonale. Spowiadał bardzo wiele, gdyż sława jego świętości gromadziła przy jego konfesjonale nieraz całe tłumy.

Święty Mikołaj z TolentinoBył szczególnie wrażliwy na niedolę ubogich. Umiał przemawiać do zamożnych, by dzielili się chętnie swoją majętnością z tymi, którzy są głodni. Za zezwoleniem przełożonych utworzył stały fundusz dla ubogich. Bywało, że mył im nogi.
Największą jednak sławę Mikołaj zdobył swoją pracą kaznodziejską. Zatroskany o wieczne zbawienie dusz nieśmiertelnych, okupionych tak wielką ceną męki i śmierci Syna Bożego, wykorzystywał każdą okazję, by przemawiać i kruszyć serca. Jego żarliwość apostolska i widok wychudłej od postów twarzy przemawiał wymowniej od najpiękniejszych słów. Swoje cierpienia i pokuty miał zwyczaj ofiarowywać za nawrócenie grzeszników.
Pan Bóg obdarzył go niezwykłymi charyzmatami. Mikołaj miał rzadki dar łączności z duszami w czyśćcu cierpiącymi. W procesie kanonicznym stwierdzono ponad 300 wypadków cudownych uzdrowień, jakie wierni otrzymali za przyczyną Mikołaja tak za jego życia, jak i po jego śmierci. Wśród nich są wymienione trzy wypadki wskrzeszenia umarłych: 12-letniej córki Filipa z Fermo – cud potwierdzony przysięgą czterech kapłanów-świadków (1306); wskrzeszenie córki Jacopuzzo z Chieti (1320) i Venturyna z Gigliolo, potwierdzone przez niego, jego ojca, żonę i biskupa Maceraty.

Święty Mikołaj z TolentinoMikołaj zmarł w Tolentino 10 września 1305 roku. Jego pogrzeb był wielką manifestacją miasta i okolicy. Pochowano go w kościele klasztornym. Kiedy w roku 1345 odjęto od ciała dwie ręce, by je umieścić w drogocennych relikwiarzach, według kroniki klasztoru z ciała nienaruszonego rozkładem miała wypłynąć obficie krew. Ta sama kronika wspomina, że fakt płynięcia krwi miał się powtórzyć w ciągu wieków jeszcze kilka razy. Papież Eugeniusz IV w roku 1446 wyniósł Mikołaja uroczyście do chwały świętych. Jego kult zakon augustianów rozniósł po całym świecie. Jego główne sanktuarium znajduje się w Tolentino. Pierwotny kościół klasztorny pw. św. Jerzego powiększono i dano mu nowy tytuł – św. Mikołaja. Sanktuarium nawiedziło 12 papieży, 9 świętych i błogosławionych, 38 królów i książąt (wśród nich sam Napoleon i nasza królowa, Maria Kazimiera, żona króla Jana III Sobieskiego).

Ikonografia przedstawia zwykle św. Mikołaja z Tolentino w czarnym habicie augustianina z regułą w ręku na znak sumiennego jej zachowania; z lilią w ręku, symbolem niewinności jego serca; z krzyżem w ręku, który oznacza ducha pokuty i z gwiazdą na piersiach lub nad głową Świętego, gdyż świadkowie mieli ją kilka razy nad nim oglądać.

Zobacz także:

  •  Święta Pulcheria, cesarzowa
•  Błogosławiony Ogleriusz, opat
•  Błogosławiony Franciszek Gárate, zakonnik

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Nagasaki, w Japonii – błogosławionych misjonarzy i miejscowych chrześcijan, którzy zginęli w roku 1622, w dniu nazwanym Wielkim Męczeństwem. Były wśród nich wybitne postacie: Karol Spinola, jezuita z Genui; Franciszek Morales z Madrytu, prowincjał franciszkanów; Anioł Orsucci, dominikanin z Toskanii i inni. Wśród chrześcijan japońskich znaleźli się katechiści oraz ci, którzy ukrywali misjonarzy. Niektórzy z nich prosili w więzieniu o przyjęcie do zakonu.

oraz:

św. Agabiusa, biskupa (+ V w.); bł. Antoniego Ixidy, prezbitera i męczennika (+ 1632); świętych męczenników Apeliusa, Klemensa i Łukasza (+ I w.); świętych biskupów i męczenników: Datywa, Feliksa, Liteusza, Lucjusza, Nemezjana, Poliana i Wiktora (+ III w.); św. Kandydy Młodszej (+ ok. 585); św. Piotra, biskupa (+ ok. 1002); św. Salwiusza, biskupa (+ 564); św. Teodora, biskupa i męczennika (+ ok. 670)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Dodaj komentarz

8 września – Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

Księga Micheasza 5,1-4a.
To mówi Pan: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela. I powstanie i będzie ich pasterzem mocą Pana, przez majestat imienia Pana Boga swego. Będą żyli bezpiecznie, bo Jego władza rozciągnie się aż do krańców ziemi.
A On będzie pokojem”.

Księga Psalmów 13(12),6ab.6cd.
Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu;
niech się cieszy me serce z Twojej pomocy.
Będę śpiewać Panu,
który mnie obdarzył dobrem.

Ewangelia wg św. Mateusza 1,1-16.18-23.
Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”».

Narodzenie Najświętszej Maryi Panny

Narodziny Maryi

Pismo Święte nigdzie nie wspomina o narodzinach Maryi. Tradycja jednak przekazuje, że Jej rodzicami byli św. Anna i św. Joachim. Byli oni pobożnymi Żydami. Mimo sędziwego wieku nie mieli dziecka. W tamtych czasach uważane to było za karę za grzechy przodków. Dlatego Anna i Joachim gorliwie prosili Boga o dziecko. Bóg wysłuchał ich próśb i w nagrodę za pokładaną w Nim bezgraniczną ufność sprawił, że Anna urodziła córkę, Maryję.
Nie znamy miejsca urodzenia Maryi ani też daty Jej przyjścia na ziemię. Według wszelkich dostępnych nam informacji, Maryja przyszła na świat pomiędzy 20. a 16. rokiem przed narodzeniem Pana Jezusa.

Narodziny Maryi
Z pism apokryficznych mówiących o Maryi należałoby wymienić przede wszystkim:Protoewangelię Jakuba, Ewangelię Pseudo-Mateusza, Ewangelię Narodzenia Maryi, Ewangelię arabską o młodości Chrystusa, Historię Józefa Cieśli i Księgę o przejściu Maryi. Największy wpływ wywarła na tradycję Kościoła Protoewangelia Jakuba.Pochodzi ona bowiem z roku ok. 150, jest więc bardzo bliska Ewangelii według św. Jana. Stamtąd właśnie dowiadujemy się, że rodzicami Maryi byli św. Joachim i św. Anna, i że Maryja jako kilkuletnie dziecię została przez rodziców ofiarowana w świątyni, gdzie też zamieszkała. Śladem tego opisu jest obchodzone w Kościele w dniu 21 listopada wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.

Pierwsze wzmianki o liturgicznym obchodzie narodzin Maryi pochodzą z VI w. Święto powstało prawdopodobnie w Syrii, gdy po Soborze Efeskim kult maryjny w Kościele przybrał zdecydowanie na sile. Wprowadzenie tego święta przypisuje się papieżowi św. Sergiuszowi I w 688 r. Na Wschodzie uroczystość ta musiała istnieć wcześniej, bo kazania-homilie wygłaszali o niej św. German (+ 732) i św. Jan Damasceński (+ 749). W Rzymie gromadzono się w dniu tego święta w kościele św. Adriana, który był przerobiony z dawnej sali senatu rzymskiego, po czym w uroczystej procesji udawali się wszyscy z zapalonymi świecami do bazyliki Matki Bożej Większej.
Datę 8 września Kościół przyjął ze Wschodu – w tym dniu obchód ten znajdował się w sakramentarzach gelazjańskim i gregoriańskim. Święto rozszerzało się w Kościele dość wolno – wynikało to m.in. z tego, że wszelkie informacje o okolicznościach narodzenia Bożej Rodzicielki pochodziły z apokryfów.

Narodziny MaryiW Polsce święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ma także nazwę Matki Bożej Siewnej. Był bowiem dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i uprzątnięciu pól zaczynano orkę i siew. Lud chciał najpierw, aby rzucone w ziemię ziarno pobłogosławiła Boża Rodzicielka. Do ziarna siewnego mieszano ziarno wyłuskane z kłosów, które były wraz z kwiatami i ziołami poświęcane w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, by uprosić sobie dobry urodzaj. Na Podhalu święto 8 września nazywano Zitosiewną, gdyż tam sieje się wtedy żyto. W święto Matki Bożej Siewnej urządzano także dożynki.
We Włoszech i niektórych krajach łacińskich istnieje kult Maryi-Dziecięcia. We Włoszech istnieją nawet sanktuaria – a więc miejsca, gdzie są czczone jako cudowne figurki i obrazy Maryi-Niemowlęcia w kołysce. Do nich należą między innymi: Madonna Bambina w Forno Canavese, Madonna Bambina w katedrze mediolańskiej – najwspanialszej świątyni wzniesionej pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny; Madonna Bambina w kaplicy domu generalnego Sióstr Miłosierdzia. Matka Boża-Dzieciątko jest główną Patronką tego zgromadzenia. Czwarte sanktuarium Matki Bożej-Dzieciątka jest w Mercatello – znajduje się tam obraz namalowany przez św. Weronikę Giuliani (+ 1727).

Dzisiejsze święto przypomina nam, że Maryja była zwykłym człowiekiem. Choć zachowana od zepsucia grzechu, przez całe życie posiadała wolną wolę, nie była do niczego zdeterminowana. Tak jak każdy z nas miała swoich rodziców, rosła, bawiła się, pomagała w prowadzeniu domu, miała swoich znajomych i krewnych. Dopiero Jej zaufanie, posłuszeństwo i pełna zawierzenia odpowiedź na Boży głos sprawiły, że „będą Ją chwalić wszystkie pokolenia”.

Zobacz także:

  •  Najświętsza Maryja Panna Gietrzwałdzka
•  Błogosławiona Serafina de Montefeltro
•  Błogosławiony Alan de la Roche, prezbiter
•  Błogosławiony Fryderyk Ozanam

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Walencji, w Hiszpanii – św. Tomasza z Vilanuova. W roku 1516 wstąpił do augustianów. Wykładał potem w Alkali, gdzie ongiś sam studiował. Stanowiska przełożeńskie piastował w Salamance, Burgos i Valladolid. Od roku 1527 bywał prowincjałem w Andaluzji i Kastylii. Szanowany przez Karola V, powołany został najpierw na stolicę biskupią w Grenadzie, a następnie w Walencji. Tam w roku 1555 zmarł. Kanonizowano go w roku 1658.

oraz:

świętych męczenników Ammona, Neoteriusza i Teofila (+ 311); świętych męczenników Euzebiusza, Nestaba i Zenona (+ ok. 362); św. Korbiniana, biskupa (+ 725); św. Nestora, męczennika (+ 362); św. Sergiusza I, papieża (+ 701)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , , | Dodaj komentarz

7 września, wspominamy Świętego Melchiora Grodzieckiego, prezbitera i męczennika

Dwudziesta trzecia Niedziela zwykła

Księga Ezechiela 33,7-9.
To mówi Pan: «Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: „Występny musi umrzeć”, a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi, to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę».

Księga Psalmów 95(94),1-2.6-7.8-9.
Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

List do Rzymian 13,8-10.
Bracia: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj”, i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

Ewangelia wg św. Mateusza 18,15-20.
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».

Komentarz do Ewangelii
Św. Jan Chryzostom (ok. 345-407), kapłan w Antiochii, potem biskup Konstantynopola, doktor Kościoła
8 Homilia na list św. Pawła do Rzymian, 8, PG 60, 464

„Tam jestem pośród nich”

      Naśladować św. Pawła to nie znaczy wskrzeszać zmarłych, uzdrawiać trędowatych. Czyńcie więcej niż to – bądźcie pełni miłosierdzia. Posiądźcie miłość, która prowadziła świętego Pawła, gdyż ta cnota może dużo więcej czynić cudów. Tam, gdzie jest miłość, Syn Boży króluje wraz z Ojcem i Duchem Świętym. Tak jak powiedział: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Chęć wspólnego gromadzenia się oznacza przyjaźń zarówno silną, jak i rzeczywistą.

Czy istnieją ludzie tak nędzni, żeby nie zasługiwali, aby Chrystus był pośród nich? Tak, moje dzieci, my sami wypędzamy ich spośród nas, kiedy walczymy między sobą. Mówicie: Co masz na myśli? Czy nie widzisz, że gromadzimy się w Jego imię, wszyscy w tych samych ścianach, w tym samym kościele, nasłuchujący głosu naszego pasterza? Nie ma najmniejszego rozłamu w jedności śpiewu i modlitwy, kiedy razem słuchamy naszego pasterza. Gdzie jest ta niezgoda?

Wiem, że jesteśmy z jednej owczarni i mamy jednego pasterza. Gorzko nad tym płaczę… Ponieważ jesteście spokojni teraz, ale po wyjściu z kościoła jeden krytykuje drugiego, jeden publicznie rani kogoś innego. Tak jest on pożerany przez złość, zazdrość czy też skąpstwo, inny planuje zemstę, ktoś jeszcze oddaje się zmysłowości, dwulicowości, oszustwu… Uszanujcie ten święty stół, przy którym razem wszyscy posilaliśmy się. Uszanujcie Chrystusa, złożonego w ofierze dla nas. Uszanujcie ofiarę, która została złożona na tym ołtarzu, pośrodku nas.

Święty Melchior Grodziecki, prezbiter i męczennik

Święty Melchior Grodziecki

Melchior urodził się w Cieszynie w szlacheckiej rodzinie herbu Radwan około 1584 r. Studia średnie odbywał w wiedeńskim kolegium jezuitów, gdzie kształciło się wielu Polaków, wśród nich także św. Stanisław Kostka († 1568). Musiał wyróżniać się wśród swoich kolegów, skoro – jak sam pisze w jednym ze swoich listów do rodziców (1602) – został przyjęty do Kongregacji Mariańskiej, do której przyjmowano tylko najlepszych i najwybitniejszych uczniów. Był to równocześnie początek jego życia zakonnego. 22 maja 1603 r. rozpoczął nowicjat w Brnie, którego fundatorami byli jego stryjowie: Jan i Wacław. Razem z nim odbywał nowicjat Stefan Pongracz, późniejszy towarzysz jego męczeńskiej śmierci. Wśród pierwszych nowicjuszy tego klasztoru znalazł się także św. Edmund Campion, stracony w Anglii za wiarę w roku 1584.
Po dwuletniej próbie 22 maja 1605 r. Melchior złożył śluby zakonne. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem zakonu, po nowicjacie nie udał się na studia, ale na praktykę nauczycielską do Brna (1605-1606) i do Kłodzka (1606-1607), gdzie jezuici mieli swoje kolegia. Równocześnie uzupełniał wykształcenie muzyczne. Od roku 1609 rozpoczął trzyletnie studia filozoficzne w Pradze. Ponieważ nie okazywał w tym kierunku większych uzdolnień, skierowano go na dwuletni kurs teologii. W roku 1614 otrzymał święcenia kapłańskie.
Pierwsze lata kapłańskiego życia spędził w Pradze, gdzie głosił kazania i spowiadał w języku czeskim, który poznał w czasie nowicjatu i studiów w Czechach. Przez rok pełnił obowiązki kaznodziei we wsi Kopanina. Około roku 1616 powierzono mu kierownictwo bursy praskiej dla ubogich studentów. Stanowiła ona równocześnie zalążek małego seminarium.
Kiedy wybuchła wojna trzydziestoletnia (1618-1648), Melchior udał się na Węgry i pozostał tam w kolegium jezuickim w Homonnie. Tutaj też 16 czerwca 1619 r. złożył śluby wieczyste. Wkrótce wysłano go w charakterze kapelana wojskowego do Koszyc. Razem z Melchiorem wysłano tam również Stefana Pongracza, który był Węgrem. Pongracz miał służyć katolikom węgierskim, a Melchior – polskim i czeskim. Swoją posługę pełnili zarówno wśród wojskowych, jak i dla małej grupy ludności cywilnej.

Święty Melchior GrodzieckiKiedy wojska Rakoczego zajęły Koszyce, aresztowano także kapłanów, którzy szukali schronienia na zamku: kanonika strzygomskiego Marka Kriża (Chorwata), Melchiora Grodzieckiego i Stefana Pongracza. Pastor protestancki, Alwinczy, domagał się wymordowania wszystkich katolików w mieście. Sprzeciwiono się temu, ale wydano wyrok śmierci na trzech kapłanów. Rakoczy zatwierdził ten wyrok. Jego hajducy dokonali straszliwej egzekucji.
Po północy z 7 na 8 września 1619 r. w towarzystwie pastora Alwinczy’ego hajducy udali się na zamek. Najpierw usiłowali nakłonić kapłanów do wyrzeczenia się wiary katolickiej. Kiedy zaś groźby okazały się daremne, na miejscu zamordowali kanonika Kriża. Nad jezuitami zaś zaczęli się znęcać i torturować ich, aby wymusić na nich odstępstwo. Umocowali do belki każdego z nich i podnosili w górę. Nogi obciążano kamieniami. Ciało krajali nożami i wyrywali jego kawały obcęgami. Świeże rany przypalali pochodniami. Głowę okręcali sznurem i ściskali tak mocno, że oczy wychodziły na wierzch. Wśród niesłychanych mąk obaj jezuici powtarzali tylko imiona Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Kiedy wreszcie siły katów opadły, dobili swoje ofiary, toporem obcinając im głowy. Ciała męczenników wrzucono do kloaki.
Wieść o dokonanej zbrodni obiegła lotem błyskawicy Koszyce. Wywołała oburzenie nawet wśród protestantów. Rada miejska poleciła katowi pogrzebać ciała kapłanów. Wywieziono je do posiadłości w Also-Sobes koło Koszyc. Stąd w roku 1636 przeniesiono je do Trnawy, gdzie po kilkakrotnej zmianie miejsca spoczęły w klasztorze urszulanek. Liczne łaski i cuda przypisywane wstawiennictwu Melchiora i jego towarzyszy oraz kult zataczający coraz większe kręgi na Słowacji, Węgrzech, Morawach i Śląsku doprowadziły do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego już w roku 1628. Dopiero jednak 15 stycznia 1905 r. Melchior i jego dwaj towarzysze zostali przez św. Piusa X uznani za błogosławionych. Kanonizował ich św. Jan Paweł II w 1995 r. Św. Melchior jest patronem archidiecezji katowickiej.

W ikonografii męczennicy przedstawiani są w szatach jezuickich.

Zobacz także:
Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

6 września, wspomnienie Świętego Magnusa z Füssen

(1 Kor 4,6-15)
Miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego. Któż będzie cię wyróżniał? Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał Tak więc już jesteście nasyceni, już opływacie w bogactwa. Zaczęliście królować bez nas! Otóż tak! Nawet trzeba, żebyście królowali, byśmy mogli współkrólować z wami. Wydaje mi się bowiem, że Bóg nas, apostołów, wyznaczył jako ostatnich, jakby na śmierć skazanych. Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom; my głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy doznajecie szacunku, a my wzgardy. Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili. Nie piszę tego, żeby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć – jako moje najdroższe dzieci. Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie.

(Ps 145,17-21)
REFREN: Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest bliski wszystkim, którzy Go wzywają,
wszystkim wzywającym Go szczerze.

Spełnia wolę tych, którzy cześć Mu oddają,
usłyszy ich wołanie i przyjdzie im z pomocą.
Pan strzeże wszystkich, którzy go miłują,
lecz zniszczy wszystkich występnych.

Niech usta moje głoszą chwałę Pana,
a Jego święte imię
niech wielbi wszystko, co żyje.
Zawsze i na wieki.

(J 14,6)
Ja jestem drogą prawdą, i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

(Łk 6,1-5)
W pewien szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i, wykruszając je rękami, jedli. Na to niektórzy z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno czynić w szabat? Wtedy Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. I dodał: Syn Człowieczy jest panem szabatu.

 ***************

Posłannictwo apostoła często kojarzy się nam z nadzwyczajnymi czynami, cudami bądź wielką ofiarą z siebie samego. Tymczasem św. Paweł mówi o doświadczeniu bycia ostatnim, głupim, niemocnym, wzgardzonym, głodnym i nagim, przeżywającym braki… Pójście za Jezusem oznacza przyjęcie codzienności jako narzędzia zbawienia nas. Oznacza akceptację choroby, zgodę na zwykłe przykrości i trudy życia… Jest to droga tak zwyczajna, jak zwyczajne mogą nam się wydać obrzędy Mszy świętej – te same i niezmienne od wieków; dla obcych być może nudne, ale dla tych, którzy wierzą, zbawienne i odkupieńcze.

Ks. Jakub Szcześniak, „Oremus” wrzesień 2004, s. 17

CIERPLIWI W KAŻDYM DOŚWIADCZENIU

Skieruj, Panie, serce moje ku miłości Twojej i stałej cierpliwości Chrystusowej (2 Tes 3, 5)

Św. Tomasz naucza, że „aktem głównym męstwa nie jest atakować, lecz znosić, czyli być niezłomnym w niebezpieczeństwach” (II-a II-ae 123, 6). Znosić ciosy w walce — a życie ziemskie jest długą walką — to wymaga istotnie wielkiej odwagi ducha; znosić jest trudniej niż atakować. By zachęcić do tej obrony, św. Paweł poleca „patrzeć na Jezusa… On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na Jego hańbę… zastanawiajcie się nad tym, abyście nie ustawali, złamani na duchu” (Hbr 12, 2-3). Chrześcijanin może być przygnieciony utrapieniami, niewygodami, przeciwnościami, zarówno ich ciężarem, jak też ich trwaniem; mógłby się bowiem zniechęcać, ulec pokusie porzucenia broni i ucieczki z pola walki. Ustrzeże się tego, jeśli spojrzenie swoje skieruje na Jezusa cierpiącego. Bez Niego każde cierpienie, każda walka jest bezużyteczna, lecz razem z Nim staje się środkiem do zdobycia radości wiecznej dla siebie i dla innych. Przykład Pana podtrzymuje i pocieszaj lecz trzeba jak On opierać się „aż do krwi” (tamże 4). Oto miara cierpliwości chrześcijańskiej.

„Skoro,.. Chrystus cierpiał w ciele — pisze św. Piotr — wy również tą samą myślą się uzbrójcie” (1 P 4, 1), myślą przyjęcia woli Bożej, cierpliwości, odwagi. A to nie tylko w utrapieniach zewnętrznych pochodzących od ludzi, lecz także w tych wewnętrznych, ściśle osobistych, jakie jedynie Bóg dopuszcza. Często o wiele trudniej wytrzymać walki wewnętrzne niż bitwy zewnętrzne; znosić pogodnie długą chorobę prowadzącą do niedołęstwa niż starać się o zaspokojenie potrzeb życiowych lub czynić dobrze. Nawet gdy z punktu widzenia ludzkiego niektóre cierpienia wydają się niesprawiedliwe, niezasłużone, to mają one uzasadnienie w planie Boga i są nieomylnie skierowane na dobro tych, „którzy Go miłują” (Rz 8, 28), „To się podoba Bogu, jeżeli ktoś ze względu na sumienie uległe Bogu cierpi niesprawiedliwie. Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy?” (1 P 2, 19-20). Jezus również cierpiał niesprawiedliwie, a „uczeń nie przewyższa swego nauczyciela” (Mt 10, 24).

  • Cierpliwość jest cnotą tak miłą i konieczną do zbawienia, że bez niej nie możemy podobać się Tobie, o Boże, ani otrzymać owoców własnych trudów, jakich Ty udzielasz dla naszego zbawienia… Ta cnota… wykazuje, że dusza dzięki światłu najświętszej wiary zobaczyła i poznała, że Ty chcesz tylko jej dobra, a to, co dajesz i dopuszczasz na nas w tym życiu, zsyłasz dla naszego uświęcenia… O duszo moja, i ty chcesz jeszcze skarżyć się na swoje dobro? Nie możesz i nie powinnaś się skarżyć, lecz wszystko znosić prawdziwie na chwałę i cześć imienia Bożego.
    Cierpliwość rodzi słodycz w głębi serca. Ona jest mężna i odrzuca precz od siebie wszelką niecierpliwość i każde utrapienie. Jest długomyślna i wytrwała i żaden trud nie skłoni jej, by odwracała się wstecz do pługa, lecz zdąża zawsze naprzód, naśladując Ciebie, pokorny Baranku; tak wielka była Twoja cierpliwość i łagodność, że nie słyszano nigdy Twego głosu skargi. Ona upodabnia się do Ciebie, o Ukrzyżowany, bo przejęła się Twoją nauką; ona nasyca się wzgardą. Ona panuje nad gniewem, zwyciężając go swoją łagodnością. Żaden trud jej nie nuży, złączona jest bowiem z miłością… Daje obficie; nie ma ona nic tak drogiego, czego by nie dała pozbawiając się tego w dobrej cierpliwości, jakby upojona krwią Twoją, o Chryste ukrzyżowany. Zatraca siebie samą, a im bardziej zatraca, tym więcej jednoczy się i utwierdza w Twojej słodkiej woli (św. Katarzyna ze Sieny).
  • O Chryste ukrzyżowany, Ty mi wystarczasz, z Tobą chcę cierpieć i odpoczywać… Spraw, abym ukrzyżowany w duchu i zewnętrznie z Tobą, żył na tym świecie z wielkim zadowoleniem swej duszy, pozyskując ją w cierpliwości.
    Naucz mnie miłować bardzo cierpienia i uważać je za mało znaczące, by otrzymać łaski Twoje, o Panie, Ty bowiem nie wahałeś się umrzeć za mnie (św. Jan od Krzyża: Zasady miłości 13, 8. 15).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 154

Święty Magnus z Füssen

Witraż przedstawiający św. Magnusa z Füssen

Magnus urodził sie prawdopodobnie w drugiej połowie VII wieku na terenie dzisiejszych Niemiec albo w Irlandii, historycy nie są co do tego zgodni. Nazywał sie Maginold, ale kiedy wsławił się licznymi cudami, nazwano go Magnus (z łaciny „wielki”).
Kształcił się w Sankt Gallen (dziś Szwajcaria). Nazwa tego miejsca pochodzi od św. Galla (Gawła), irlandzkiego mnicha, ucznia św. Kolumbana Młodszego, który w 612 r. założył tu pustelnię. Nad jego grobem powstał w 720 r. klasztor benedyktyński.
Magnus opuścił klasztor i gnany pragnieniem pracy apostolskiej dla zbawienia dusz, udał się jako misjonarz w głąb Szwajcarii i do Niemiec, by tam nieść wiarę i naukę Chrystusa. Jego pierwszą placówką misyjną była Konstancja w Szwajcarii. Tu zostawił dla utrwalenia dzieła swojego ucznia, Teodora. Następnie udał się do Tozzo i do Füssen (Bawaria). Dla ułatwienia pracy misyjnej papież Stefan IV pozwolił mu na przyjęcie święceń biskupich (771).
Magnus wraz ze swoimi kapłanami i klerykami utworzył rodzaj zakonu. Pracę apostolską łączył z ascezą osobistą, na pół klasztorną. W Füssen pozostał do śmierci 6 września 772 r. W połowie IX w. na jego grobie wystawiono kościół pod jego wezwaniem. Tam też, na mocy dekretu metropolity Moguncji, odbyło się w roku 847 uroczyste przeniesienie jego relikwii.
W Szwajcarii, Szwabii, Tyrolu i Bawarii czczony jest jako jeden z Czternastu Wspomożycieli. Jest orędownikiem osób ukąszonych przez węże i żmije.

W ikonografii św. Magnus przedstawiany jest jako wędrowny misjonarz – w długich szatach, z czapką na głowie, z brodą. W ręku trzyma pastorał. Ukazywany jest także jako mnich w chwili, kiedy uzdrawia niewidomego. Przedstawiany jest także ze smokiem u stóp. Żywoty jego głoszą bowiem, że Magnusowi często pokazywał się szatan, by go odstraszyć od pracy misyjnej.

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Aleksandrii, w Egipcie – św. Fausta, męczennika. Wczesne zapiski kalendarzowe, w tym starodawne Breviarium Syriacum, wspominało go jako kapłana razem z innymi. Przystaje to doskonale do tego, co w swej Historii kościelnej przedstawił Euzebiusz z Cezarei. Faust poniósł więc śmierć w roku 311, pod sam koniec wielkich prześladowań.

W Rzymie – św. Eleuteriusza, opata. Grzegorz Wielki opowiada o nim w swych Dialogach. Są to budujące gawędy, a nie historyczne dokumenty, należy jednak podkreślić, że autor znał bohatera osobiście, a w czasie, gdy Eleuteriusz z klasztoru pod Spoleto przeniósł się do Rzymu, Grzegorz miał okazję stykać się z nim po wielekroć razy. Jego wypowiedzi o dostojeństwie i świętości starca były tedy streszczeniem bezpośrednich spotkań i rozmów.

oraz:

bł. Bertranda z Garrigue, prezbitera i zakonnika (+ 1233); świętych biskupów Donacjana, Fuskulusa, Germana, Mansweta i Prezydiusza (+ V w.); św. Liberata, prezbitera i zakonnika (+ 1258); św. Onezyfora, męczennika (+ I w.); błogosławionych męczenników Tomasza Tzugi, prezbitera, i Michała Nagaxima (+ 1627)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

5 września, wspominamy Błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty, dziewicę i zakonnicę

(1 Kor 4,1-5)
Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny. Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będąc osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał ludzki Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę.

(Ps 37,3-6.27-28ab.39-40)
REFREN: Zbawienie prawych pochodzi od Pana

Miej ufność w Panu i czyń to, co dobre,
a będziesz mieszkał na ziemi i żył bezpiecznie.
Raduj się w Panu,*
a On spełni pragnienia twego serca.

Powierz Panu swą drogę,
zaufaj mu, a On sam będzie działał.
On sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a prawość twoja jak blask południa.

Odstąp od złego, czyń dobrze,
abyś mógł przetrwać na wieki.
Gdyż Pan miłuje sprawiedliwość
i nie opuszcza swych świętych.

Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana,
On ich ucieczką w czasie utrapienia.
Pan ich wspomaga i wyzwala,
wyzwala od występnych i zachowuje,*
On bowiem jest ich ucieczką.

(J 8,12)
Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

(Łk 5,33-39)
Faryzeusze i uczeni w piśmie rzekli do Jezusa: Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją. Jezus rzekł do nich: Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli. Opowiedział im też przypowieść: Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem: Stare jest lepsze.

************

Nawrócenie nie jest kwestią przejęcia pewnych zewnętrznych form i systematycznego odprawiania rytuałów. Chrześcijaństwo jest religią życia: gesty i znaki muszą wyrażać wewnętrzną dyspozycję. Sprawując Eucharystię, odnawiamy w sobie pragnienie codziennego składania swojego życia w ofierze posłuszeństwa Bogu Ojcu. Jeśli tak się nie dzieje, będziemy wewnętrznie rozdarci: nasze życie toczyć się będzie obok naszej religijności, zupełnie tak, jak gdyby Bóg nie istniał.

Ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” wrzesień 2007, s. 30

MĘŻNI I WIELKODUSZNI

Ufam Tobie, Panie! Niech mężnym będzie serce moje; ufam Tobie (Ps 27, 14)

„Do wszystkich warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 12-13). Oto postawa wielkoduszności: nie wykluczać niczego z własnego życia, przyjąć każdą okoliczność, poddać się każdej niewygodzie, usiłować wszystko czynić na chwalę Boga licząc na Jego pomoc.

Św. Teresa od Jezusa zachęca, by pielęgnować wielkoduszne pragnienia i podejmować dla Pana nawet rzeczy wielkie, jeśli widzimy, że taka jest Jego wola. „Bóg chce — pisze — byśmy mieli serce odważne i dusze mężne miłuje, jeśli tylko chodzą przed Nim w pokorze, w niczym nie polegając na samych sobie; nie widziałam nigdy takiej duszy wspaniałomyślnej, by pozostała w tyle na drodze doskonałości; ani też duszy małodusznej, jakkolwiek by małoduszność swoją pokrywała mianem pokory, by i po wielu latach tak daleko postąpiła, jak tamte w krótkim czasie postępują” (Ż. 13, 2). Wielkoduszność chrześcijańska nie opiera się na siłach człowieka, lecz na sile Boga; idzie więc w parze z pokorą i nieufnością względem samej siebie, co więcej, zakłada ją. Ma za hasło słowa Apostoła: „Jestem najmniejszy ze wszystkich” (1 Kor 15, 8), lecz „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Człowiek wielkoduszny nie daje się oszukać pokorze fałszywej, która pod pozorem pychy obawia się podjąć wielkoduszne czyny, lub doznać niepowodzenia w trudnych dziełach i wycofuje się, stawiając wyżej spokojne życie i własną wygodę. „Miłość doskonała — poucza św. Tomasz — przykłada rękę do każdego trudnego dzieła”. Gdy wykonuje się coś z czystą intencją, mając na celu jedynie upodobanie i chwałę Boga i nie schodząc z drogi posłuszeństwa, niebezpieczeństwo pychy nie istnieje; może natomiast być ukryta pychą odmówienie podjęcia czynu z obawy przed niepowodzeniem. Chrześcijanie nie szukają własnej wielkości, lecz wielkości Boga, a jeśli Bóg może być wywyższony przez ich upokorzenie, nie unikają go. Byleby tylko służyć Panu, godzą się żyć „wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie… Jakby smutni, lecz zawsze radośni… Jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko!” (2 Kor 6, 8. 10).

  • O Boże mój, co czyni dla Ciebie ten, kto całego siebie nie wyniszczy dla Ciebie? Ach, jakże mi daleko do takiego zagubienia siebie dla chwały Twojej! Dla tego samego już, chociażby nie było innych do tego powodów, należałoby mi już pragnąć nie żyć, bo nie żyję, tak jak Tobie jestem winna. Ileż niedoskonałości widzę w sobie! Ile słabości i niedołęstwa w służeniu Tobie! Nieraz wolałabym prawie odejść od zmysłów, aby tylko nie widzieć siebie taką złą i nędzną, jaką jestem. Ty zaradź tej nędzy, bo sam jesteś mocen to uczynić!
    O Panie, jak niewiele czynimy dla Ciebie! Tych bowiem maluczkich aktów i praktyk, nie mających w sobie znaczenia i wagi, drobnych jakby ziarnko soli, które lada ptaszyna w dziobie swoim uniesie, nie będziemy chyba podawali za dowody wielkiej miłości i umartwienia. Chociażby takich rzeczy było jak najwięcej, nie za zasługę je sobie poczytywać możemy, jakbyśmy czynili co dla Ciebie, ale raczej wstydzić się przed Tobą powinniśmy, jeśli do nich jakąś wagę przywiązujemy. Mnie pierwszej ten wstyd się należy, bo na każdym kroku zapominam o niezliczonych łaskach, jakie otrzymuję od Ciebie. Nie przeczę, że Ty w nieskończonym swoim Miłosierdziu i te drobiazgi raczysz nam zaliczać jako wielką zasługę, ale ja chciałabym za nic je poczytywać i ani zważać nawet na to, że je spełniam, bo w rzeczy samej wszystko to jest niczym.
    Wybacz mi, Boże mój! i nie poczytuj mi tego za winę, że w niczym Tobie nie służąc, choć tym sposobem szukam sobie jakiejś pociechy. Gdybym umiała w wielkich rzeczach Tobie służyć, nie wspominałabym o tych drobnostkach. Szczęśliwy ten, komu jest dane wielkimi czynami chwalić Ciebie! Gdyby dość było tego, że mu zazdroszczę i pragnę mu być podobną, pewno nie byłabym ostatnią, by Cię zadowolić. Ale na nic się nie zdam, Panie! Udziel mi nieco swojej siły przez tę wielką miłość, jaką mnie miłujesz! (Ż. 39, 6. 13).
  • O miłości Boga, jakże jesteś mocna! Nie ma takiej rzeczy, która by się niepodobną zdawała temu, kto miłuje! O, szczęśliwa ta dusza, która osiągnęła Twój pokój — Boże mój! Ona wznosi się ponad wszystkie niebezpieczeństwa i utrapienia świata i niczego się nie lęka, skoro wie, że służy Oblubieńcowi i Panu tak dobremu (św. Teresa od Jezusa: Życie 39, 6. 13; Podniety miłości Bożej 3, 4).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 150

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, dziewica i zakonnica

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty

Matka Teresa – właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu – urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje (dzisiejsza Macedonia) w rodzinie albańskiej. Została ochrzczona następnego dnia i ten dzień obchodziła później jako swoje urodziny. Dzieciństwo upłynęło jej w harmonii, pośród małych, codziennych spraw, w atmosferze wsparcia ze strony rodziny. W 1919 r. jej ojciec, kupiec, wyjechał w interesach. Wrócił z podróży w bardzo ciężkim stanie zdrowia i mimo natychmiastowej pomocy zmarł. Odbiło się to istotnie na sytuacji materialnej rodziny. Matka pozostała bez środków do życia. Choć nie było im łatwo, przyjmowali w swoich murach ubogich i szukających pomocy. Regularnie na posiłki przychodziła do nich pewna starsza kobieta. Matka mówiła wtedy do dzieci: „Przyjmujcie ją serdecznie, z miłością. Nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielicie się z innymi”. Ponadto matka odwiedzała raz w tygodniu staruszkę opuszczoną przez rodzinę, zanosiła jej jedzenie, sprzątała dom, prała, karmiła. Powtarzała dzieciom: „Gdy czynicie coś dobrego, róbcie to bez hałasu, jakbyście wrzucały kamyk do morza”.
Mając 18 lat Agnes wstąpiła do Sióstr Misjonarek Naszej Pani z Loreto i wyjechała do Indii. Składając pierwsze śluby zakonne w 1931 r., przyjęła imię Maria Teresa od Dzieciątka Jezus. Sześć lat później złożyła śluby wieczyste. Przez dwadzieścia lat w kolegium sióstr w Entally, na wschód od Kalkuty, uczyła historii i geografii dziewczęta z dobrych rodzin. W 1946 r. zetknęła się z wielką biedą w Kalkucie i postanowiła założyć nowy instytut zakonny, który zająłby się opieką nad najuboższymi. W 1948 r., po 20 latach życia zakonnego, postanowiła opuścić mury klasztorne. Chciała pomagać biednym i umierającym w slumsach Kalkuty. Przez dwa lata oczekiwała na decyzję władz kościelnych, by móc założyć własne Zgromadzenie Misjonarek Miłości i zamienić habit na sari – tradycyjny strój hinduski. 7 października 1949 r. nowe zgromadzenie zostało zatwierdzone przez arcybiskupa Kalkuty Ferdinanda Periera na prawie diecezjalnym. Po odbyciu nowicjatu 12 sióstr złożyło pierwszą profesję zakonną 12 kwietnia 1953 r., a założycielka złożyła profesję wieczystą jako Misjonarka Miłości. 1 lutego 1965 r. zgromadzenie otrzymało zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. Stopniowo do sióstr dołączali spontanicznie lekarze, pielęgnarki i ludzie świeccy. Organizowano kolejne punkty pomocy, by uporać się z chorobami będącymi skutkiem niedożywienia i przeludnienia.
W ciągu długiego życia Matka Teresa przemierzała niezmordowanie cały świat, zakładając placówki swej wspólnoty zakonnej i pomagając na różne sposoby najuboższym i najbardziej potrzebującym. W 1963 r. założyła męską wspólnotę czynną Braci Misjonarzy Miłości. W 1968 r. papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr z jej zgromadzenia do Rzymu do opieki nad biedakami. W 1976 r. Matka Teresa utworzyła wspólnotę kontemplacyjną dla sióstr i braci.
Otrzymała wiele nagród i odznaczeń międzynarodowych, m.in. Pokojową Nagrodę Nobla w 1979 r. Dzięki temu wiele krajów otworzyło drzwi dla sióstr. Papież Paweł VI nagrodził ją Nagrodą Pokoju papieża Jana XXIII „za pracę na rzecz ubogich, obraz chrześcijańskiej miłości i wysiłki na rzecz pokoju”. W 1976 r. otrzymała nagrodę Pacem in terris. Na wniosek włoskich dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu (1996).
Wielokrotnie gościła w Polsce, odkąd w 1983 r. Misjonarki Miłości podjęły służbę w naszym kraju. Podczas tych wizyt witana była przez hierarchów Kościoła i tłumy wiernych. Przyjmowała śluby swoich sióstr, odwiedzała prowadzone przez nie domy i otwierała nowe. Spotkać ją można było też wśród bezdomnych na Dworcu Wschodnim czy u więźniów na Służewcu w Warszawie. W 1993 r. przyjęła doktorathonoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dyplom wręczył jej rektor Uniwersytetu; uroczystość odbyła się jednak nie w murach krakowskiej uczelni, ale w Warszawie, w pomieszczeniu, które na co dzień służy jako stołówka dla najuboższych.
Obecnie w ponad 560 domach w 130 krajach pracuje prawie 5 tys. sióstr. Gałąź męska zgromadzenia liczy ok. 500 członków w 20 krajach. Strojem zakonnym sióstr jest białe sari z niebieskimi paskami na obrzeżach.

Matka Teresa zmarła w wieku 87 lat na zawał serca w domu macierzystym swego zgromadzenia w Kalkucie 5 września 1997 r. w opinii świętości. Jej pogrzeb w dniu 13 września 1997 r., decyzją władz Indii, miał oprawę należną osobom o najwyższej randze w państwie.
Na prośbę wielu osób i organizacji św. Jan Paweł II już w lipcu 1999 r., a więc zaledwie w 2 lata po jej śmierci, wydał zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, chociaż przepisy kościelne wymagają minimum 5 lat od śmierci sługi Bożego na podjęcie takich działań. Proces na szczeblu diecezjalnym zakończono już w 2001 r. Beatyfikacji Matki Teresy dokonał w ramach obchodów 25-lecia swojego pontyfikatu św. Jan Paweł II dnia 19 października 2003 r.

Zobacz także:

  •  Święty Wiktoryn, męczennik

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Porto niedaleko Rzymu – św. Herkulana, męczennika. Był ponoć żołnierzem, stacjonującym w Ostii. Gdy przyjął wiarę, ścięto go w roku 252. Ponadto nic szczególnego o tym autentycznym męczenniku nie wiemy.

W Saint-Omer, we Francji – św. Bertyna, opata. Był współzałożycielem opactwa w Sithiu. Gdy Mommelin, jego towarzysz, został biskupem w Noyon-Tournai, objął jako jego następca rządy opackie. Występuje w wielu dokumentach, które dochowały się z tego czasu. Zmarł około roku 698. Należy do licznej generacji opatów, którzy dobrze zasłużyli się rozkrzewianiu życia zakonnego i kształtowaniu cywilizacji europejskiej.

oraz:

bł. Gentilisa z Matelicy, prezbitera i męczennika (+ 1340); świętych męczenników Menedema, Teodora i Urbana (+ 370); bł. Pellegryna z Falerone, prezbitera (+ 1232)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

4 września, wspominamy Bł. Marię Stellę i Towarzyszki, męczennice z Nowogródka

(1 Kor 3,18-23)
Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: On udaremnia zamysły przebiegłych lub także: Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców. Niech się przeto nie chełpi nikt z powodu ludzi. Wszystko bowiem jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga.

(Ps 24,1-4ab.5-6)
REFREN: Pańska jest ziemia i co ją napełnia

Do Pana należy ziemia wszystko, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

(Łk 5,1-11)
Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

************

Pan Bóg, nie zrażając się naszą słabością i grzesznością, każdego dnia potwierdza swoją czułą i troskliwą miłość ku nam. Warto więc zachowywać pamięć o interwencjach Boga w naszym życiu: pobudza nas to do wdzięczności i daje nadzieję w trudnych chwilach. Świadomość obdarowania nie pozwala na bezczynność, lecz każe nam z radością odwzajemniać miłość Boga, szukać Jego woli i tak postępować, by Mu się w pełni podobać.

Ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” wrzesień 2007, s. 24

NIE LĘKAJCIE SIĘ!

„Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie… nawet wtedy będę pełen ufności” (Ps 27, 3)

Męstwo chrześcijańskie jest jedną z cnót najbardziej zalecanych przez Sobór Watykański II. Alumni „niech wyrabiają w sobie siłę ducha” (DFK 11); zakonnicy niech pielęgnują tę cnotę w szczególny sposób (DZ 5); misjonarz powinien mieć „odwagę mówić tak, jak powinien, nie wstydząc się zgorszenia krzyża” i dlatego prosić Boga o „siłę i męstwo” (DM 24). Na koniec Sobór „składa dzięki Bogu, który również w naszych czasach nie przestaje wzbudzać ludzi świeckich, heroicznie mężnych wśród prześladowań” (DA 17). Istotnie, jest ich niemało — kapłanów i wiernych — którzy dzisiaj, niemal wszędzie, cierpią za wiarę. Pamiętając o tym położeniu, Kościół nie wahał się włączyć perspektywy męczeństwa w całokształt powszechnej świętości, do jakiej wezwał wszystkich wierzących: „Męczeństwo, przez które uczeń upodabnia się do mistrza… i naśladuje Go w przelaniu krwi, uważa Kościół za dar szczególny i najwyższą próbę miłości” (KK 42). Męczeństwo jest najwyższym wyrazem męstwa chrześcijańskiego ożywionego miłością, i chociaż nie od wszystkich wymaga się go, to jednak powinno być ideałem każdego wierzącego. Chrześcijanin jest męczennikiem w założeniu, poświęcony bowiem został jako taki przez chrzest i bierzmowanie, które udzielając mu cnoty męstwa, uzdolniły go, by w razie konieczności oddał życie za wiarę. Jest to znamienne, że Sobór, zanim ukazał męczeństwo jako akt chrześcijański, przedstawił go jako „szczególny dar” Boga. Dar, ponieważ jedynie Bóg sam może udzielić siły, by je podjąć, lecz dar również z tego powodu, że powołanie, aby spłacić dług śmierci nie z konieczności naturalnej, lecz za sprawę Bożą, by dowieść Panu swej wierności, to największy przywilej.

To nie przeszkadza, że kiedy prześladowanie się sroży i grozi niebezpieczeństwo, człowiek ulega przerażeniu i smutkowi. Męstwo chrześcijańskie nie zwalnia od tego bolesnego doświadczenia, lecz czyni nas zdolnymi pokonać je, gdy patrzymy na przykład Chrystusa. Chrześcijanin złączony z Nim znajduje siłę „iść za Nim drogą krzyża wśród prześladowań, których Kościołowi nigdy nie brakuje” (KK 42). Mistrz swoim uczniom prześladowanym powtarza: „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

  • O Panie, uczyń mnie silnym w stosunku do świata, silnym w utrapieniach, silnym wobec napaści pokus. Dopomóż mi, abym nie zbłądził… i mógł posiąść Ciebie, posiąść miłość. Spraw, abym nie został odłączony od członków Twojej oblubienicy [Kościoła] i nie dał się odłączyć od wiary, abym mógł się radować Twoją obecnością. Zjednoczony będę z Tobą potem oglądając Ciebie, a jako cenny zadatek tego oglądania otrzymam w darze Ducha Świętego (św. Augustyn).
  • Boże mój, spraw, abym nie myślała ani o własnej korzyści, ani o stracie, lecz jedynie o tym, bym służyła i pociechę sprawiała Tobie. Widząc zaś, jaką miłością Ty miłujesz dusze sług swoich, zrzekam się chętnie moich przyjemności, by zadowolić jedynie Ciebie, służąc bliźniemu i głosząc duszom, według możności, prawdy potrzebne dla ich dobra. Nic się też o to nie troszczę, czy na takim poświęceniu siebie sama nie tracę. Nic więcej nie mam na myśli, tylko pożytek bliźnich. By lepiej podobać się Tobie, Boże mój, chcę zapomnieć o sobie dla innych, gotowa i życie własne oddać, jeśli potrzeba, na wzór męczenników (św. Teresa od Jezusa: Podniety miłości Bożej 7, 5).
  • Męczeństwo, Panie, to marzenie mej młodości. Rosło ono ze mną w karmelitańskiej klauzurze… ale oto nowe szaleństwo, bo nie ograniczam się do pragnienia jednego rodzaju męczeństwa. Trzeba by wszystkich naraz, aby mnie zadowolić… Chciałabym jak Ty, mój Oblubieńcze godny uwielbienia, być biczowana i ukrzyżowana… Chciałabym umrzeć odarta ze skóry jak św. Bartłomiej… Jak św. Jan chciałabym być zanurzona we wrzącym oleju, chciałabym ponieść wszystkie tortury zadawane męczennikom… Ze św. Agnieszką i św. Cecylią poddać szyję pod miecz i jak Joanna d’Arc, moja ukochana siostra, chciałabym płonąc na stosie szeptać Twoje imię, o Jezu… Kiedy myślę o udręczeniach, które w czasach Antychrysta staną się udziałem chrześcijan, czuję, jak serce moje wyrywa się do nich… Jezu, Jezu, gdybym chciała spisać wszystkie moje pragnienia, musiałabym się odnieść do Twej księgi żywota, gdzie są podane czyny wszystkich świętych; tego wszystkiego chciałabym dokonać dla Ciebie… (św. Teresa od Dz. Jezus: Dzieje duszy, r. 9; Rps B, f° 3v).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 147

Bł. Maria Stella i Towarzyszki, męczennice z Nowogródka

Błogosławione męczennice z Nowogródka

Po napadzie wojsk niemieckich na Polskę we wrześniu 1939 roku część przerażonej ludności polskiej mieszkającej dotąd w Nowogródku opuściła swe domostwa i udała się na Wileńszczyznę. Na miejscu pozostał jedynie proboszcz miejscowej fary. Musiał się podzielić swym dwupokojowym mieszkaniem z funkcjonariuszem NKWD. Właśnie przy farze nowogródzkiej przyszło pracować nazaretankom.
Zgromadzenie zostało zaproszone do pracy na tej ziemi przez biskupa Zygmunta Łozińskiego w 1920 roku. Siostry zajęły się wychowaniem religijnym i edukacją dzieci i młodzieży. Najpierw założyły internat, następnie szkołę powszechną. Otwarte na potrzeby ludzi w czasie pokoju, tym bardziej gorliwie służyły innym podczas okupacji wojennej. Musiały jednak w czasie okupacji opuścić tak szkołę, jak i własny klasztor. Zmieniły habity na świecki strój i szukały jakiegoś zajęcia, aby zapewnić sobie skromne utrzymanie. Jedynie siostra Imelda nie zdjęła habitu. Siostry szukały odpowiedniego dachu nad głową u dobrych ludzi. Spotykały się razem tylko w kościele farnym na Mszy i różańcu. Rosjanie, którzy zetknęli się bliżej z siostrami, byli pod wrażeniem ich uczciwości i rzetelności w pracy. Nie mogli wyjść z podziwu dla polskiej ludności, która bardzo licznie gromadziła się w kościele.
6 lipca 1941 roku w Nowogródku zmienili się okupanci. Okazało się szybko, że nowy okupant nie jest lepszy od poprzedniego. Niemcy starali się wykorzystywać antagonizmy między Białorusinami i Polakami, by skłócać ich na wszelki możliwy sposób. Obiecywali Białorusinom autonomię, a nawet niepodległość. Kiedy w 1943 r. sowieccy i polscy partyzanci zajęli miasteczko Iwieniec, Niemcy przystąpili do planowego mordowania Polaków.
Co jakiś czas organizowali „pokazowe” rozstrzeliwanie Polaków, aby zastraszyć wszystkich stawiających jakikolwiek opór. Podobna akcja miała miejsce 18 lipca 1943 roku, kiedy to aresztowano 120 osób z zamiarem rozstrzelania. Wówczas to siostry nazaretanki wspólnie podjęły decyzję ofiarowania swego życia za uwięzionych członków rodzin. Wobec kapelana i rektora fary, ks. Aleksandra Zienkiewicza, tę decyzję w imieniu wszystkich wypowiedziała siostra Maria Stella, pełniąca wtedy obowiązki przełożonej. Uwięzieni zostali wywiezieni na roboty do Rzeszy, a kilku zwolniono. Wobec zagrożenia życia jedynego w okolicy kapłana siostry ponowiły gotowość ofiary: „Ksiądz kapelan jest bardziej potrzebny ludziom niż my, toteż modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż Księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Bóg tę ofiarę przyjął.
31 lipca 1943 r. wieczorem siostry otrzymały wezwanie na komisariat. Po wieczornym nabożeństwie 11 sióstr stawiło się na wezwanie. Dwunasta siostra, Małgorzata Banaś (jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2003 r.) nie wróciła jeszcze z pracy w szpitalu. Tego samego wieczoru Niemcy wywieźli siostry za miasto, szukając miejsca na egzekucję. Nie znaleźli odpowiedniego miejsca, więc wrócili na komisariat i zamknęli siostry w piwnicach.
Następnego dnia, w niedzielę, 1 sierpnia 1943 roku, około godziny 5.00 rano, ponownie wywieźli siostry poza miasto. Tam w lesie dokonał się mord na niewinnych zakonnicach. Niemcy rozstrzelali 11 sióstr nazaretanek. Były to: s. Maria Stella od Najświętszego Sakramentu – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska; s. Maria Imelda od Jezusa Hostii – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia; s. Maria Rajmunda od Jezusa i Maryi – Anna Kukołowicz, lat 51, z Wileńszczyzny; s. Maria Daniela od Jezusa i Maryi Niepokalanej – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia; s. Maria Kanuta od Pana Jezusa w Ogrójcu – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi wieluńskiej; s. Maria Sergia od Matki Bożej Bolesnej – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna; s. Maria Gwidona od Miłosierdzia Bożego – Helena Cierpka, lat 43, z woj. poznańskiego; s. Maria Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia; s. Maria Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza; s. Maria Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk; s. Maria Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna.
Jeden z morderców opowiadał później, że siostry przed straceniem uklękły, modliły się, żegnały się ze sobą. Matka przełożona każdą błogosławiła. Zarówno ks. Zienkiewicz, jak i pozostali uwięzieni ocaleli.
Rok po męczeństwie sióstr ks. Zienkiewicz powrócił do Nowogródka. Dzięki jego zabiegom doczesne szczątki nazaretanek 19 marca 1945 r. ekshumowano i przeniesiono do wspólnej mogiły przy farze. Opiekowała się nią, aż do swej śmierci w 1966 roku, uratowana od rozstrzelania s. Małgorzata Banaś. Troszczyła się też o kościół farny. Relikwie nazaretanek znajdują się w sarkofagu w tym właśnie kościele.
5 marca 2000 r. św. Jan Paweł II dokonał na placu św. Piotra pierwszej beatyfikacji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, wynosząc do chwały ołtarzy 44 męczenników, którzy oddali życie za wiarę w różnych krajach i epokach. Byli wśród nich: pierwsi męczennicy brazylijscy, kapłani Andrzej de Soveral i Ambroży Franciszek Ferro oraz 28 świeckich towarzyszy, zamordowanych w 1645 roku w czasie prześladowań Kościoła w Brazylii przez protestantów; tajlandzki kapłan Mikołaj Bunkerd Kitbamrung, który w 1944 roku zmarł w więzieniu, gdzie osadzono go pod fałszywym zarzutem szpiegostwa; dwaj młodzi katechiści świeccy: Filipińczyk Piotr Calungsod, zabity w 1672 roku podczas misji na Wyspach Mariańskich na Pacyfiku, i Wietnamczyk Andrzej z Phú Yen, który poniósł śmierć męczeńską w 1644 roku, oraz polskie nazaretanki: Maria Stella (Adela Mardosewicz) i 10 Towarzyszek.

Zobacz także:

  •  Święta Rozalia, dziewica
•  Najświętsza Maryja Panna, Matka Pocieszenia
•  Błogosławieni męczennicy francuscy
•  Mojżesz, prorok i prawodawca
•  Kościół katedralny w Łomży

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Herzfeld, w Westfalii – św. Idy, wdowy. Była krewną Karola Wielkiego, który wydał ją za margrabiego Sasów, Egberta. Miała z nim pięcioro dzieci, z których dwoje czczeni są jako błogosławieni. Wcześnie owdowiała i osiadła przy kościele w Herzfeld, który z mężem ufundowała. Słynęła z bogomyślności i uczynków miłosierdzia. Zmarła w roku 825. Biskup Dodo dokonał w roku 890 uroczystej elewacji jej relikwii. Ongiś czczona była jako patronka kobiet oczekujących potomstwa.

W Garessio, w północnych Włoszech – bł. Katarzyny z Racconigi, tercjarki dominikańskiej. Wyrosła w skromnych warunkach, ale dostąpiła wszelkich łask modlitewnych. Przeżyła też wiele przeciwności, poniekąd także prześladowań. Zmarła w roku 1547. Jej kult zaaprobowano w roku 1810.

oraz:

świętych męczenników Ammiana, Juliana, Oceana i Teodora (+ 303); św. Bonifacego I, papieża (+ 422); św. Marcelego, męczennika (+ II w.?); św. Maryna, diakona i męczennika (+ IV w.); św. Tamela, męczennika (+ II w.)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

3 września, wspomnienie Świętego Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła

(1 Kor 3,1-9)
Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: Ja jestem Pawła, a drugi: Ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą.

(Ps 33,12-15.20-21)
REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana

Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
Pan spogląda z nieba,
widzi wszystkich ludzi.

Patrzy z miejsca, gdzie przebywa,
na wszystkich mieszkańców ziemi.
On, który serca wszystkich ukształtował,
który zważa na wszystkie ich czyny.

Dusza nasza oczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą.
Raduje się w Nim nasze serce,
ufamy Jego świętemu imieniu.

(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

(Łk 4,38-44)
Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany. I głosił słowo w synagogach Judei.

 *************

Łaska Jezusa sprawia, że od koncentracji na sobie i dążenia do własnej korzyści przechodzimy do otwartości i poszukiwania dobra bliźniego. Tylko Jezus może w nas dokonać takiego uzdrowienia i przełomu. Przyjmując Go w Komunii świętej, pragniemy przejmować Jego nastawienie do życia, do świata i drugiego człowieka.

Ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” wrzesień 2007, s. 21

BÓG TYLKO JEST MOCNY

Panie, moja mocy i tarczo, Tobie ufa moje serce (Ps 28, 7)

Główne idee o mocy Boga i słabości człowieka podejmuje i rozwija Nowy Testament. Jezus wciela w sobie moc Bożą i jest jej pośrednikiem względem ludzi. On „był potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24, 19) i oświadczył: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Otrzymawszy od Ojca moc, jest gotowy udzielać jej tym, którzy wierzą w Niego i zwracają się do Niego z ufnością, szczególnie zaś tym, których powołuje do apostolstwa. Kiedy wybrał Dwunastu, „dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorych” (Łk 9, 1). Im również, zanim wstąpił do nieba, obiecał, że zostaną „uzbrojeni mocą z wysoka” (Łk 24, 29), a jeszcze wyraźniej: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (Dz l, 8). Początek posługi Apostołów od zarania nosi znamię mocy Bożej, którą zostali uzbrojeni. Piotr, który z obawy przed niewiastą zaparł się mistrza, po zesłaniu Ducha Świętego odważnie i śmiało mówi do ludu, zarzucając mu niesprawiedliwy wyrok wydany na Jezusa (2, 36). Słabość rybaka Duch Święty przemienił w męstwo Apostoła.

Męstwo jest cnotą chrześcijańską, nie w tym znaczeniu, że natura obdarzyła człowieka charakterem mniej lub więcej odważnym, lecz że Bóg, na chrzcie świętym, udzielił mu uczestnictwa swojej boskiej mocy. Tylko to męstwo nadprzyrodzone zdolne jest pokonywać trudności związane z życiem chrześcijańskim. Męstwo wlane mogą i powinny wspierać zalety naturalne, lecz nie należy go z nimi mieszać. Często człowiek mężny z natury, zdolny na płaszczyźnie ludzkiej do czynów odważnych, staje się słaby, gdy chodzi o dotrzymanie wierności Bogu i swoim obowiązkom. A nierzadko ten, kto jest bojaźliwy z natury, staje się mężnym, gdy pozwala działać w sobie mocy Bożej. „Bóg wybrał właśnie to, co niemocne, aby mocnych poniżyć… tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1, 27. 29).

  • Ty jesteś święty, Panie, jedyny Boże, Ty dokonujesz przedziwnych rzeczy, Ty jesteś mocny. Ty jesteś wielki. Ty jesteś najwyższy. Ty jesteś Królem wszechmocnym. Tyś Ojciec święty, Król nieba i ziemi… Ty jesteś dobrem, całym dobrem i najwyższym dobrem, Panie, Boże żywy i prawdziwy. Ty jesteś miłością i kochaniem. Tyś mądrością. Tyś pokorą i cierpliwością. W Tobie bezpieczeństwo. W Tobie pokój. Ty jesteś radością i weselem… Ty jesteś bogactwem i wystarczalnością. Tyś pięknością. Tyś łagodnością. Tyś jest opiekunem, stróżem i obrońcą. Ty jesteś mocą. Tyś orzeźwieniem. Tyś naszą nadzieją, naszą wiarą, naszą wielką słodyczą. Ty jesteś naszym wiecznym życiem, wielkim i przedziwnym Panem, Bogiem wszechmocnym i miłosiernym Zbawicielem (św. Franciszek z Asyżu).
  • Boże wieczny, ty widzisz ułomność tej naszej ludzkiej natury, widzisz, jak bardzo jest słaba, ułomna i nędzna. Dlatego Ty, najwyższy Opiekunie, we wszystkim troszczysz się o swoje stworzenie, Ty, najlepszy Lekarzu, co na wszystko masz odpowiednie lekarstwo, kruszysz twardość i upór woli i łączysz je ze słabością ciała; ta wola jest tak mocna, że ani szatan, ani stworzenie nie mogą jej zwyciężyć, jeśli my tego nie zechcemy, to jest, jeśli wolna wola, od której to męstwo zależy, nie zgadza się.
    O Dobroci nieskończona, skąd się bierze tak wielkie męstwo w woli Twojego stworzenia? Od Ciebie, najwyższa i wieczna mocy, widzę, że tutaj ona uczestniczy w mocy Twojej woli, bo Twoja wola porusza naszą. Widzimy więc, że o tyle jest mężna nasza wola, o ile naśladuje Twoją, a o tyle jest słaba, o ile się od niej oddala; bo na podobieństwo Twojej woli stworzyłeś naszą, dlatego ona trwając w Twojej woli jest mężna… W woli naszej, Ojcze przedwieczny, ukazujesz moc Twojej woli; i jeśli małemu stworzeniu dałeś tak wielką moc, czyż możemy ocenić, jaką jest Twoja, który jesteś Stworzycielem i Rządcą wszystkich rzeczy? (św. Katarzyna ze Sieny).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 143

Święty Grzegorz Wielki, papież i doktor Kościoła

Święty Grzegorz Wielki

Grzegorz urodził się w 540 r. w Rzymie w rodzinie patrycjuszy. Jego rodzice, św. Gordian i św. Sylwia, doznają chwały ołtarzy. Na jego wychowanie miały dość duży wpływ również jego ciotki: św. Farsylia i św. Emiliana, które mieszkały w pałacu Gordiana. Swoją młodość Grzegorz spędził w domu rodzinnym na Clivus Scauri, położonym w pobliżu dawnego pałacu cesarza Septymiusza Sewera, Cyrku Wielkiego oraz istniejących już wówczas bazylik – świętych Jana i Pawła, św. Klemensa, Czterech Koronowanych i Lateranu.
Piastował różne urzędy cywilne, aż doszedł do stanowiska prefekta (namiestnika) Rzymu, znajdującego się wtedy pod władzą cesarstwa wschodniego (od roku 552). Po czterech latach mądrych i szczęśliwych rządów (571-575) niespodziewanie opuścił tak eksponowane stanowisko i wstąpił do benedyktynów. Własny, rodzinny dom zamienił na klasztor dla dwunastu towarzyszy. Ten czyn zaskoczył wszystkich – pan Rzymu został ubogim mnichem. Dysponując ogromnym majątkiem, Grzegorz założył jeszcze 6 innych klasztorów w swoich dobrach na Sycylii. W cieniu słynnego później opactwa św. Andrzeja na wzgórzu Celio trwał na modlitwie i poście.
W roku 577 papież Benedykt I mianował Grzegorza diakonem Kościoła rzymskiego, a w roku 579 papież Pelagiusz II uczynił go swoim apokryzariuszem, czyli przedstawicielem na dworze cesarza wschodniorzymskiego. Grzegorz udał się więc w stroju mnicha wraz z kilkoma towarzyszami do Konstantynopola. Spędził tam 7 lat (579-586). Wykazał się dużymi umiejętnościami dyplomatycznymi. Korzystając z okazji, nauczył się języka greckiego. Ceniąc wielką mądrość i roztropność Grzegorza, papież Pelagiusz II wezwał go z powrotem do Rzymu, by pomagał mu bezpośrednio w zarządzaniu Kościołem i służył radą. Miał jednocześnie pełnić obowiązki osobistego sekretarza papieża. Od roku 585 był także opatem klasztoru.

Święty Grzegorz Wielki7 lutego 590 r. zmarł Pelagiusz II. Na jego miejsce lud, senat i kler rzymski jednogłośnie, przez aklamację, wybrali Grzegorza. Ten w swojej pokorze wymawiał się. Napisał nawet do cesarza i do swoich przyjaciół w Konstantynopolu, by nie zatwierdzano jego wyboru. Stało się jednak inaczej. 3 października 590 r. odbyła się jego konsekracja na biskupa. Przedtem przyjął święcenia kapłańskie. W tym samym roku Rzym nawiedziła zaraza, jedna z najcięższych w historii tego miasta. Grzegorz zarządził procesję pokutną dla odwrócenia klęski. Wyznaczył 7 kościołów, w których miały gromadzić się poszczególne stany: kler – w bazylice świętych Kosmy i Damiana; mnisi – w bazylice świętych Gerwazego i Protazego; mniszki – w kościele świętych Piotra i Marcelina; chłopcy – w bazylice świętych Jana i Pawła; wdowy – w kościele św. Eufemii, a wszyscy inni – w kościele św. Stefana na Celio. Z tych kościołów wyruszyły procesje do bazyliki Matki Bożej Większej, gdzie papież-elekt wygłosił wielkie przemówienie o modlitwie i pokucie. Podczas procesji Grzegorz zobaczył nad mauzoleum Hadriana anioła chowającego wyciągnięty, skrwawiony miecz. Wizję tę zrozumiano jako koniec plagi. Utrwalono ją artystycznie. Do dnia dzisiejszego nad mauzoleum Hadriana, zwanym także Zamkiem Świętego Anioła, dominuje ogromny posąg anioła ze wzniesionym mieczem.
Pontyfikat Grzegorza trwał 15 lat. Zaraz na początku swoich rządów Grzegorz nadał sobie pokorny tytuł, który równocześnie miał być programem jego pontyfikatu:servus servorum Dei – „sługa sług Bożych”. Do ówczesnych patriarchów Konstantynopola, Antiochii, Jerozolimy i Aleksandrii skierował wysłanników z zawiadomieniem o swoim wyborze w słowach pełnych pokory i przyjaźni, czym pozyskał sobie ich miłość. Codziennie głosił słowo Boże. Usunął z kurii papieskiej niegodnych urzędników. Podobnie uczynił z biskupami i proboszczami na parafiach. Zreformował służbę wobec ubogich. Wielką troską otoczył rzymskie kościoły i diecezje Włoch. Dla lepszej kontroli i orientacji wyznaczył wśród biskupów osobnego wizytatora. Był stanowczy wobec nadużyć. Poprzez przyjaźń z królową Longobardów, Teodolindą, pozyskał ją dla Kościoła.
Kiedy Bizantyjczycy pokonali Wandalów i zajęli północną Afrykę, tamtejsi biskupi zaczęli dążyć do zupełnej autonomii od Rzymu, co mogło grozić schizmą. Papież energicznie temu zapobiegł. Wielką radość sprawiła mu wiadomość o nawróceniu w Hiszpanii ariańskich Wizygotów, dzięki gorliwości i taktowi św. Leandra (589), z którym św. Grzegorz był w wielkiej przyjaźni. Nawiązał także łączność dyplomatyczną z władcami Galii. Do Anglii wysłał benedyktyna św. Augustyna (późniejszego biskupa Canterbury) wraz z 40 towarzyszami. Ich misja powiodła się. W samą uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 597 r. król Kentu, Etelbert I, przyjął chrzest. Obecnie czczony jest jako święty.

Święty Grzegorz Wielki - reformator śpiewu kościelnegoNajgorzej układały się stosunki Rzymu z Konstantynopolem. Chociaż papież utrzymywał z cesarstwem jak najlepsze stosunki, patriarchowie uważali się za równorzędnych papieżom, a nawet za wyższych od nich właśnie dlatego, że byli biskupami w stolicy cesarzy. W tym właśnie czasie patriarcha Konstantynopola nadał sobie nawet tytuł patriarchy „ekumenicznego”, czyli powszechnego. Przeciwko temu Grzegorz zaprotestował i nigdy tego tytułu nie uznał, uważając, że należy się on wyłącznie biskupom rzymskim.
Grzegorz rozwinął owocną działalność także na polu administracji kościelnej. Uzdrowił finanse papieskie, zagospodarował majątki, które służyły na utrzymanie dworu papieskiego. W równym stopniu zasłużył się na polu liturgii przez swoje reformy. Ujednolicił i upowszechnił obrządek rzymski. Dotąd bowiem każdy kraj, a nawet wiele diecezji miały swój własny ryt, co wprowadzało wiele zamieszania.
Od pontyfikatu Grzegorza pochodzi zwyczaj odprawiania 30 Mszy św. za zmarłych – zwanych „gregoriańskimi”. Kiedy papież był jeszcze opatem benedyktynów w Rzymie, zmarł pewien mnich, przy którym znaleziono pieniądze. W owych czasach posiadanie własnych pieniędzy przez zakonnika było uważana za wielkie przestępstwo. Grzegorz, aby dać lekcję mnichom, nakazał pogrzebać ciało owego zakonnika poza klasztorem, w miejscu niepoświęconym. Pełen jednak troski o jego duszę nakazał odprawić 30 Mszy świętych dzień po dniu. Kiedy została odprawiona ostatnia Msza święta, ów zakonnik miał się pokazać opatowi i podziękować mu, oświadczając, że te Msze święte skróciły mu znacznie czas czyśćca. Odtąd panuje przekonanie, że po odprawieniu 30 Mszy świętych Pan Bóg w swoim miłosierdziu wybawia duszę, za którą są one ofiarowane, i wprowadza ją do nieba.
Przy bardzo licznych i absorbujących zajęciach publicznych Grzegorz także bardzo wiele pisał. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. Do najcenniejszych jego dzieł należą: Dialogi, Reguła pasterzowania, Sakramentarz, Homilie oraz Listy.Tych ostatnich zachowało się do naszych czasów aż 852. Jest to największy zbiór epistolarny starożytności chrześcijańskiej.
Z imieniem św. Grzegorza Wielkiego kojarzy się także tradycyjny śpiew liturgiczny Kościoła łacińskiego – chorał gregoriański, który choć w pełni ukształtował się dopiero w VIII w., to jednak przypisywany jest temu Świętemu.

Zurbaran: Święty Grzegorz WielkiGrzegorz zmarł 12 marca 604 r. Obchód ku jego czci przypada obecnie 3 września, w rocznicę konsekracji biskupiej. Jego ciało złożono obok św. Leona I Wielkiego, św. Gelazjusza i innych w pobliżu zakrystii bazyliki św. Piotra. Pół wieku później przeniesiono je do samej bazyliki wśród ogromnej radości ludu rzymskiego. Średniowiecze przyznało Grzegorzowi przydomek Wielki. Historia nazwała go „apostołem ludów barbarzyńskich”. Należy do czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego. Jest patronem m.in. uczniów, studentów, nauczycieli, chórów szkolnych, piosenkarzy i muzyków.

W ikonografii św. Grzegorz Wielki przedstawiany jest jako mężczyzna w starszym wieku, w papieskim stroju liturgicznym, w tiarze, czasami podczas pisania dzieła. Nad księgą lub nad jego głową unosi się Duch Święty w postaci gołębicy, inspirując Świętego. Jego atrybutami są: anioł, trzy krwawiące hostie, krzyż pontyfikalny, model kościoła, otwarta księga, parasol – jako oznaka papiestwa, zwinięty zwój. Na Wschodzie św. Grzegorz Wielki czczony jest jako Grzegorz Dialogos.

Zobacz także:

  •  Święty Marinus, pustelnik

Ponadto dziś także w Martyrologium:

Wspomnienie św. Feby, znanej z listu do Rzymian (Rz 16, 1-2). Apostoł mówi tam o niej z wdzięcznością i uznaniem. Była może doręczycielką jego listu. Nazywa ją też siostrą i diakonisą, ale nie wiemy, czy miał na myśli urzędową funkcję, znaną później w Kościele.

W Stavelot, w Ardenach – św. Remakla, biskupa. Założyciel kilku opactw, był także założycielem ośrodków w Stavelot i Malmedy. Jak wielu ówczesnych opatów przyjął sakrę biskupią. Zmarł około roku 675.

oraz:

św. Auksana, biskupa (+ 559); św. Bazylissy z Nikomedii, dziewicy i męczennicy (+ pocz. IV w.); bł. Gwali, biskupa (+ 1244); św. Mansweta, biskupa (+ IV w.)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

2 września, wspomnienie Błogosławienych męczenników Jana Franciszka Burté, Apolinarego Morela, Seweryna Girault oraz Towarzyszy

(1 Kor 2,10b-16)
Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.

(Ps 145,8-14)
REFREN: Pan sprawiedliwy na wszystkich swych drogach

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

(Łk 4,31-37)
Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

***********

Słowo, jakie do nas Bóg kieruje, jest światłem, które wydobywa na jaw nasze niegodziwości. Demon pychy może nam wówczas podpowiadać reakcję buntu i sprzeciwu, by oddalić od siebie bolesną prawdę. Jeśli jednak z odwagą zaufamy Jezusowi, który pragnie naszego zbawienia, On będzie mógł nas oczyścić ze wszystkiego, co nam nie pozwala kosztować radości Bożego życia.

Ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” wrzesień 2007, s. 17

DLA ZDOBYCIA KRÓLESTWA

Ty, Panie, przepasujesz mnie mocą i nienaganną czynisz moją drogę (Ps 18, 33)

Ewangelia przedstawia życie chrześcijańskie pod kątem zdobywczości, która wymaga męstwa, odwagi, śmiałości. „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11, 12). Nawet jeśli widzimy w tym zdaniu wzmiankę o sprzeciwach diabelskich, jakie powstają przeciwko królestwu Bożemu, pozostaje prawdą, że ci wszyscy, którzy chcą zdobyć Królestwo, muszą dzielnie walczyć, by zwyciężyć siły nieprzyjacielskie i pokonać wszystkie przeszkody, jakie się im nasuwają.

Albowiem słodkie jarzmo i lekkie brzemię, o którym mówi Jezus (tamże 30), nie upoważnia do przedstawiania chrześcijaństwa jako czegoś słodkawego i zniewieściałego, co zwalniałoby od wszelkiej walki i sprowadzałoby się do bezużytecznych westchnień. Jarzmo Pańskie jest prawdziwie słodkie i lekkie, lecz tylko przy miłości prawdziwej, a więc mężnej, ożywiającej chrześcijanina; jest bowiem właściwością miłości, ze nawet rzeczy trudne i przykre czyni łatwymi i słodkimi. Nie na próżno Jezus powiedział, nie starając się łagodzić prawdy: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby… Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich., którzy ją znajdują” (Mt 7, 13-14), Chrześcijaństwo wymaga łudzi odważnych, mężnych, którzy nie lękają się i nie poddają się trudnościom drogi. Cała tradycja chrześcijańska przedstawiała naśladowanie Chrystusa jako walkę, bojowanie. Św. Paweł mówił wprost o zbroi, jaką chrześcijanin powinien nałożyć, by odnieść zwycięstwo: „…weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko” (Ef 6, 13). A oto broń: pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, obuwie gorliwości, tarcza wiary, hełm zbawienia, a w końcu „miecz Ducha, to jest słowo Boże” (tamże 14-17). Tak uzbrojony chrześcijanin może mężnie walczyć, nie zaniedbując jednak modlitwy, ponieważ tylko Bóg może dać mu zwycięstwo. „Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu. Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście” (tamże 18).

  • Panie, niech mi umożliwi łaska to, co mi się wydaje niemożliwe dla naturalnych sił. Ty wiesz, jak mało mogę znieść, jak prędko tracę ducha wobec powstającej nawet małej przeciwności. Niechaj wszelkie utrapienie, jakiego doświadczam dla imienia Twego, będzie mi miłe i pożądane, gdyż cierpieć i być prześladowanym dla Ciebie to rzecz bardzo zbawienna dla mej duszy.
    Wejrzyj więc, Panie, na moją niskość i ułomność, ze wszech miar Ci znaną… Najpotężniejszy Boże… wejrzyj na trud i ból sługi swego; wspieraj go we wszystkich przedsięwzięciach. Umocnij mnie męstwem z niebios, aby nie zapanował nade mną stary człowiek i nędzne ciało, niezupełnie jeszcze duchowi podległe; bo przeciwko niemu trzeba zawsze walczyć do ostatniego tchnienia tego nędznego żywota (O naśladowaniu Chrystusa III, 19,5; 20,2-3).
  • Panie, Boże zastępów, który powiedziałeś w Twej świętej Ewangelii: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, lecz miecz”, uzbrój mnie do walki; pałam żądzą walczenia o Twoją chwałę, ale błagam Cię, umocnij odwagę moją! Wtedy będę mogła wołać z świętym królem Dawidem: „Ty sam jesteś moją tarczą; Ty sam. Panie, zaprawiasz ręce moje do walki”. O mój Umiłowany! wiem, do jakiej walki mnie przeznaczasz. Nie na polach bitwy mam walczyć… Mieczem moim miłość! „Wyrzucę nim obcego z królestwa”, Ciebie obwołam Królem dusz, które opierają się przed poddaniem się Twojej boskiej potędze.
    Jakaż to łaska, gdy rano nie czujemy ani cienia odwagi, żadnej siły do praktykowania cnoty… O, wtedy właśnie chwila odpowiednia, by „przyłożyć siekierę do korzenia drzewa”… Miłość wszystkiemu podoła: rzeczy wprost niemożliwe nie zdają się jej zbyt trudne. O Jezu, Ty nie patrzysz na wielkość naszych czynów ani nawet na trudności, ale na miłość, która pobudza nas do ich spełnienia (Św. Teresa od Dzieciątka Jezus: Modlitwa na uproszenie odwagi w walce; List XL).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 140

Błogosławieni męczennicy Jan Franciszek Burté, Apolinary Morel, Seweryn Girault oraz Towarzysze

Ścięcie na gilotynie - powszechna metoda wykonywania wyroków śmierci w czasie rewolucji francuskiej

Wielka Rewolucja Francuska (1789-1799) miała wśród swoich celów m.in. zniesienie katolicyzmu we Francji. Radykałowie przeforsowali uchwałę stanowiącą o tym, że wszystkie dobra kościelne mają przejść na własność skarbu państwa, a duchowni, jak wszyscy urzędnicy, będą otrzymywali pensję. Zaczęły się sypać jedne po drugich uchwały i dekrety wrogie Kościołowi. 13 lutego 1790 r. uchwalono kasatę większości zakonów, ocalały jedynie te oddane pracy charytatywnej lub oświatowej. Zabroniono składania ślubów zakonnych na terenie Francji.
12 lipca 1790 r. uchwalono Konstytucję cywilną duchowieństwa, która redukowała liczbę diecezji i stolic biskupich według liczby i granic departamentów. Ograniczono władzę biskupów, zniesiono kapituły. Odtąd biskupów i proboszczów mieli wybierać sami parafianie i diecezjanie. Równocześnie wszyscy członkowie stanu duchownego otrzymali prawo opuszczenia go i przejścia do stanu świeckiego. Odtąd to państwo, a nie papież miało być zwierzchnikiem Kościoła we Francji, chociaż ustanowiona została funkcja pośrednika między państwem a papieżem. Duchowieństwo zobowiązano do składania przysięgi na wierność nowej konstytucji, która była wręcz wroga Kościołowi. Już kilka dni później jej treść potępił ostro papież Pius VI. Mimo tego protestu król Ludwik XVI 23 lipca wyraził aprobatę wobec przegłosowanego projektu ustawy, a 26 grudnia zgodził się formalnie również na dekret wprowadzający ustalenia konstytucji w praktyce.
4 stycznia 1791 r. rozpoczęły się ceremonie składania przysięgi na konstytucję przez wszystkich księży. Jako pierwsi przysięgali deputowani duchowieństwa do Konstytuanty; z tego grona 80 biskupów odmówiło tego aktu. Konstytucja była przyjmowana z podobnymi oporami we wszystkich diecezjach: uroczyste przysięgi były zależnie od regionu przeprowadzane przez cały styczeń i luty, jednak zdecydowana większość biskupów i około połowa proboszczów nie zaakceptowała ustawy. Istniały nawet regiony, w których większość duchownych odmówiła złożenia przysięgi, jak Bretania, Alzacja i Prowansja. W ten sposób kler francuski podzielił się na księży konstytucyjnych i niekonstytucyjnych. Dylemat, przed którym stanęli księża, powiększało jeszcze nieprzejednanie papieża, który ponowił swój sprzeciw wobec ustawy w breve Quod aliquantum z 10 marca 1791 r. oraz Caritasz 13 kwietnia 1791 r. W dokumentach tych uznawał on postanowienia konstytucji cywilnej za świętokradztwo i herezję, a wszystkich duchownych wzywał do nieskładania przysięgi lub jej odwołania.
Zaczęło się krwawe prześladowanie. Tych, którzy odmówili złożenia przysięgi, traktowano jako wrogów rewolucji, skazywano ich na banicję, więzienie, a często na śmierć. 21 września 1792 r. wprowadzono rozwody. Duchowieństwu zakazano nosić strój kościelny poza kościołem. Zniesiono bractwa i stowarzyszenia religijne. Wprowadzono śluby cywilne, zniesiono celibat, a dekretem z 7 listopada 1793 r. w miejsce chrześcijaństwa wprowadzono „religię rozumu i natury”. Zaczęto likwidować kościoły. Niedziele zastąpiono dekadami, a święta katolickie uroczystościami rewolucyjnymi.

W okresie Rewolucji śmierć poniosło kilkanaście tysięcy katolików: duchownych, zakonników i świeckich. Największą grupę stanowią męczennicy z Paryża, gdzie między 2 a 6 września 1792 r. (w czasie tzw. masakr wrześniowych) zamordowano około 1400 osób, w tym ok. 300 duchownych i zakonników. Byli oni więzieni i zginęli w benedyktyńskim opactwie Saint-Germain-des-Pres, w seminarium św. Firmina, więzieniu La Force i kościele Saint Nicolas du Chardonnet. Ponad 100 osób, w większości prezbiterów, zginęło także w klasztorze karmelitów przy Rue de Vaugir.
Wśrod nich byli franciszkanie: Jan Franciszek Burté, Apolinary Morel i Seweryn Girault. Zostali oni beatyfikowani w dniu 17 października 1926 r. przez papieża Piusa XI w gronie 191 osób, których męczeństwo udało się udokumentować.

Jan Franciszek Burté urodził się w 1740 r. Wstąpił do franciszkanów w Nancy w wieku 16 lat. Po przyjęciu święceń kapłańskich wykładał teologię młodszym braciom. Został gwardianem klasztoru w Paryżu. Tam został aresztowany i uwięziony w klasztorze karmelitów.

Błogosławiony Apolinary Morel

Apolinary Morel urodził się w 1739 r. w Szwajcarii. Wstąpił do kapucynów i zyskał z czasem sławę wspaniałego kaznodziei, spowiednika i wychowawcy kleryków. Aby mógł podjąć działalność misyjną na Wschodzie, wysłano go do Paryża na studia języków wschodnich. Tam zastała go rewolucja. Gdy odmówił wyrzeczenia się wiary, aresztowano go i zamknięto w klasztorze karmelitów.

Seweryn Girault urodził się w 1728 r. w Rouen. W 1750 r. wstąpił do III Zakonu Franciszkańskiego. Cztery lata później przyjął święcenia kapłańskie. Kiedy wybuchła rewolucja, był spowiednikiem franciszkanek w Paryżu. Gdy zapytano go, czy chce pozostać w klasztorze i ryzykować życie, czy też woli uciec z klasztoru i rozpocząć życie świeckie, bez wahania wybrał pozostanie wiernym regule i siostrom, którym służył. Wkrótce aresztowano go. Jako pierwszy poniósł śmierć: kiedy odmawiał brewiarz, odcięto mu głowę.

Troje wyżej wspomnianych męczenników oraz 182 innych, włączając w to kilku biskupów oraz wielu kapłanów zakonnych i diecezjalnych, zostało zamęczonych w klasztorze karmelitów w Paryżu 2 września 1792 r. Więźniowie otrzymali tego dnia tajną wiadomość, że zbliża się dzień ich śmierci. Wszyscy zakonnicy i kapłani tam spędzeni odbyli spowiedź i cały czas poświęcili na modlitwę. O godzinie 16 wyprowadzono ich – niby na spacer – na podwórze więzienne. Tam czekał na nich tłum, który rzucił się na więźniów. Rozpoczęła się rzeź. Pozostałych wpędzono do kościoła, gdzie zaimprowizowano trybunał sądowy. Każdego pytano: „Obywatelu, czy złożyłeś przysięgę?” Gdy padała odpowiedź: „Nie!”, wyprowadzano ofiary przed kościół i tam je mordowano siekaniem szablami i strzałami.

Zobacz także:

  •  Święta Beatrycze z Silvy, dziewica
•  Święty Wilhelm, biskup

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Skanningen, w Szwecji – bł. Ingridy. Spokrewniona była z najznamienitszymi rodami kraju. Gdy owdowiała, utworzyła z siostrą i kilkoma przyjaciółkami grono tercjarek, współpracujących z dominikanami. Obdarowana została niezwykłymi darami. Odbyła pielgrzymkę do Ziemi Świętej i Rzymu. Od Marcina IV uzyskała potem upoważnienie do założenia klasztoru żeńskiego, który wyposażył jej brat. Zmarła wkrótce po jego uroczystym otwarciu w roku 1282. Wcześnie otoczono ją czcią, ale późniejsze starania o jej formalną aprobatę zamarły na skutek reformacji.

oraz:

św. Antonina, męczennika (+ IV w.); św. Elpidiusza, biskupa (+ V w.); św. Nonnoza, opata (+ VI w.); bł. Salomona Leclerq’a, męczennika (+ 1792); św. Zenona z Nikomedii, męczennika (+ III w.?)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

1 września, wspomnienie Błogosławionej Bronisławy, dziewicy

(1 Kor 2,1-5)
Przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

(Ps 119,97-102)
REFREN: Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

Jakże miłuję Prawo Twoje:
przez cały dzień nad nim rozmyślam.
Przez Twoje przykazanie stałem się mądrzejszy od wrogów,
bo jest ono moim na wieki.

Jestem roztropniejszy od wszystkich, którzy mnie uczą,
bo rozmyślam o Twoich napomnieniach.
Jestem rozważniejszy od starców,
bo zachowuję Twoje postanowienia.

Powstrzymuję nogi od każdej złej ścieżki,
aby słów Twoich przestrzegać.
Nie odstępuję od Twoich wyroków,
albowiem Ty mnie pouczasz.

(Łk 4,18)
Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę.

(Łk 4,16-30)
Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

************** 

„Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.” Doskonale znamy te słowa i doświadczamy ich prawdziwości w codziennym życiu. Nie lubimy słuchać pouczeń i napomnień od osób, które znamy. Pan Bóg przemawia do nas na różne sposoby, także posługując się ludźmi. Postawa mieszkańców Nazaretu jest dla nas przestrogą, abyśmy nie przegapili czasu swojego nawiedzenia i nie odrzucili Zbawiciela przychodzącego do nas w drugim człowieku.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 136

PANOWAĆ NAD SOBĄ

Udziel mi, Panie, opanowania i łagodności, owoców Ducha (Ga 5, 22)

Mówiąc o zaletach potrzebnych temu, kto ma przewodzić wspólnotom chrześcijańskim, św. Paweł uczy, że powinien być „nieskłonnym do gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, rozsądnym” (Tt 1, 7-8), „gościnnym, niekłótliwym” (1 Tm 3, 3). Panowanie nad sobą jest owocem umiarkowania poskramiającego gniew, wzburzenie, gwałtowność. Chrześcijaństwo nie chce kształtować charakterów słabych, lękliwych, w których zanikła wszelka żywa reakcja i został zniszczony wszelki męski odruch; pragnie kształtować ludzi mężnych, zdolnych opanować wszelkie wybuchy gniewu. Umiarkowanie i męstwo nie wykluczają się wzajemnie, lecz współdziałają w ukształtowaniu chrześcijanina, aby stał się „panem siebie”: łagodnym, cichym w stosunku do bliźniego, a gotowym zadawać gwałt sobie samemu, by opanować własne namiętności i kaprysy złego humoru. A więc wprost przeciwnie niż zarozumialcy i gwałtownicy narzucający się z pasją innym, lecz wewnętrznie słabi i nie mający zapału, by ujarzmić siebie samych i nagiąć się do łagodności ewangelicznej.

„Nie czyń nic, co jest dziełem zuchwalstwa” (Syr 10, 6), ponieważ „porywczy ujawnia głupotę” (Prz 14, 29). A głupotą jest pozwolić, by przez gniew zaciemnił się nasz umysł i popchnął nas do czynów nierozważnych. Istotnie, „gniew męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej” (Jk 1, 20). Kiedy serce jest wzburzone gniewem, nie można rozróżnić prawdy i dobra, nie można zrozumieć, jaka jest wola Boga. Tylko w ciszy i pokoju wewnętrznym człowiek może pojąć wezwania Ducha Świętego i być gotowym na Jego działanie.

Jan XXIII pisał w swoim dzienniku: „Muszę zachować pokój wewnętrzny, a zarazem wielką gorliwość; nie odstępować nigdy od zasady, która zaleca we wszystkim pokorę i łagodność, choćby odruchy i pokusy były temu przeciwne. Łagodność ta nie może być w żadnym razie bojaźliwa” (Dziennik duszy, 1939, s. 260). Brzmi tu echo częstych wezwań św. Pawła, by postępować „z całą pokorą i cichością” (Ef 4, 2) i „odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność” (Tt 3, 2). Zresztą umiarkowanie i łagodność zaliczają się do owoców Ducha (Ga 5, 22).

  • Panie Boże, Ojcze wszechmogący, Jezu dobry, zlituj się nade mną grzesznikiem i udziel mi przebaczenia grzechów. Spraw, abym uniknął wszystkich zasadzek nieprzyjaciół, pokus zgubnej rozkoszy i abym zwyciężył; spraw, abym stanowczo wstrzymał się od myśli i uczynków, jakich zakazujesz; daj, abym Ci służył i miłował Cię, ile chcesz, i abym żył według Twojej woli. Daj mi, Panie, skruchę serca, pobożność cnotę pokory… Daj mi rozum, miłość i rozkosz Twoich przykazań, łatwość i powodzenie w przestrzeganiu ich, niestrudzoną wytrwałość w wielkich rzeczach; spraw, abym postępował z pokorą i nigdy nie ustał.
    Nie poddawaj mnie, Panie, ani ludzkiej słabości lub głupocie, ani zadowoleniu z moich zasług, ani żadnej innej rzeczy, jedynie Twojej woli. Rozporządzaj mną łaskawie, Panie, i wszystkimi moimi myślami i czynnościami według swego upodobania, aby przeze mnie, we mnie i ze mnie spełniała się jedynie i zawsze Twoja wola (św. Anzelm).
  • Spraw, o Panie, abyśmy przyoblekli się w zgodę, byli pokorni i wstrzemięźliwi; niechaj będziemy wolni od wszelkiego oszczerstwa i obmowy, w uczynkach zaś, a nie w słowach, sprawiedliwi… Chwała nasza niech będzie z Boga, a nie z nas samych. Świadectwo dobrych czynów naszych niech nam inni wystawią, tak jak wystawiono je sprawiedliwym ojcom naszym. Zuchwalstwo, zarozumiałość, lekkomyślność zasługują na Twoje przekleństwo. Umiarkowanie, pokora i łagodność zjednują Twoje błogosławieństwo… z pilnością i ochotą skwapliwie spełniajmy każdy czyn dobry (św. Klemens Rzymski).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 137

Błogosławiona Bronisława, dziewica

Błogosławiona Bronisława

Bronisława urodziła się ok. 1200 r. w Kamieniu Śląskim, w zamożnej rodzinie Odrowążów. Jej kuzynami byli św. Jacek i bł. Czesław, a jej stryj Iwo piastował godność biskupa krakowskiego. Bronisława została wychowana w środowisku żywej wiary, szlachetności i pobożności. W jej otoczeniu z wiary w Boga czerpano siłę do służby bliźniemu.
W wieku 16-17 lat Bronisława wstąpiła do klasztoru norbertanek w Krakowie. Zakon ten był w owym czasie bardzo prężny i choć działał od niedawna, odgrywał już znaczącą rolę w służbie ówczesnemu społeczeństwu. W młodym wieku Bronisława została przełożoną klasztoru. W czasie zarazy w 1224 r. z wielkim zaangażowaniem służyła chorym, rozdawała leki i ubrania, karmiła głodnych. W tamtym czasie w krakowskim klasztorze przebywało kilkaset sióstr, Bronisława musiała zatem posiadać niezwykły talent organizacyjny.
Życie Bronisławy przypadło na okres niezwykle bogaty w różne wydarzenia historyczne. Toczyły się wóczas walki o Kraków między Konradem Mazowieckim a Henrykiem Brodatym; klasztor norbertanek był świadkiem tych bratobójczych walk. Wielokrotnie był zajmowany przez zwalczające się armie, a siostry musiały wówczas chronić się w pobliskich lasach. Najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach klasztoru i Bronisławy to najazd tatarski w 1241 r. Mniszki ukryły się wtedy wśród zalesionych skał, które dotąd noszą nazwę Skał Panieńskich; klasztor został splądrowany i spalony. Siostry zaś, z Bronisławą na czele, niosły pomoc ofiarom wojny.
Wszystkie żywoty Bronisławy akcentują jej wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej. To właśnie rozważanie cierpienia i śmierci Chrystusa wzniosło ją na najwyższe szczyty kontemplacji. Podejmowała też rozmaite formy pokuty i umartwienia.
Bronisława umiała na różne dramatyczne wydarzenia, towarzyszące jej życiu, spojrzeć z perspektywy wiary. W najtrudniejszych chwilach udawała się do pustelni na wzgórzu Sikornik, gdzie oddawała się modlitwie i medytacji. Tam również miała widzenie Chrystusa, który obiecał jej: „Bronisławo, krzyż mój jest twoim, lecz i chwała moja twoją będzie”. Utrzymywała stały kontakt ze św. Jackiem i biskupem Iwonem. Od św. Jacka nauczyła się modlitwy różańcowej, którą wzbogaciła duchowość swojego zakonu. Gdy 15 sierpnia 1257 r. zmarł św. Jacek, Bronisława doznała wizji tryumfalnego wprowadzenia go przez Matkę Bożą do nieba.

Błogosławiona Bronisława ogląda wejście św. Jacka do niebaBronisława zmarła 29 sierpnia 1259 r. na Sikorniku. Jej kult rozpoczął się bardzo wcześnie, wkrótce po jej śmierci. Wzmaga się on zwłaszcza w czasach trudnych dla Krakowa i Ojczyzny. Grób Bronisławy odnaleziono dopiero w 1604 r. Przy poszukiwaniach i remoncie kościoła znaleziono pęknięcie w murze w ścianie północnej w kierunku drogi na Salwator (kościółek Zbawiciela). Legenda głosi, że tę szczelinę wskazał rój pszczół. Znaleziono w niej skrzynkę z kośćmi. Nie było wprawdzie żadnego napisu, ale domyślono się, że szczątki należą do bł. Bronisławy, którą po śmierci uważano za świętą. Dlatego pochowano ją oddzielnie, a potem w obawie przed Tatarami zamurowano dla zabezpieczenia relikwii. Jest to dowód pierwotnej czci, jaką darzono Bronisławę. Dopiero kanonizacja św. Jacka (w 1594 r.) przypomniała postać Bronisławy, a odnalezione relikwie przyczyniły się do odnowienia jej kultu.
Trumienkę ukryto po raz drugi w czasie najazdu Szwedów na Kraków (1655). Znalezione po raz drugi kości Bronisławy w roku 1782 przełożono do podwójnej trumienki i przeniesiono do kościoła, gdzie umieszczone zostały w ścianie nawy południowej obok ołtarza św. Anny.
Jest rzeczą charakterystyczną, że kult Bronisławy rozwinął się nie przy jej grobie, ale na wzgórzu Sikornik. Tam, według podania, Bronisława pojawiała się od czasu do czasu. Tam też prepozyt zwierzyniecki Herman Suchodębski wystawił w 1703 r. kapliczkę ku jej czci. W obrazach tam umieszczonych podano życie Bronisławy: jej widzenie w chwili zgonu św. Jacka (1257), znalezienie jej trumienki (1604), Bronisławę modlącą się pod krzyżem i wyrzucenie czarta z opętanej osoby za przyczyną Bronisławy. W latach 1703-1839 kapliczka na Sikorniku stała się małym sanktuarium, do którego urządzano procesje wśród licznie zgromadzonych mieszkańców Krakowa. Chętnie brali w niej również udział mieszkańcy okolicznych wiosek. Procesja wyruszała z kościoła klasztornego sióstr norbertanek. Kiedy w 1707 r. w Krakowie szalała cholera, mieszkańcy Zwierzyńca przypisywali Bronisławie to, że ich dzielnicę epidemia choroby szczęśliwie ominęła. W 1759 r. rozbudowano tę kaplicę i zaczęto w niej odprawiać Msze święte. Zaczęto również prowadzić księgę łask. W 1778 roku osiadł na Sikorniku pustelnik.
W 1787 r. kaplicę Bronisławy nawiedził król polski Stanisław August Poniatowski. Po tej wizycie brat króla, prymas Michał Jerzy, wydał dekret zezwalający na powtórne poszerzenie kaplicy. W 1786 r. ułożono hymn, litanię i modlitwy ku czci bł. Bronisławy, a w 1789 r. ukazał się drukiem jej pierwszy żywot napisany przez o. Wawrzyńca Teleszyńskiego OP. W latach 1820-1823 senat Krakowa zainicjował na Sikorniku usypanie kopca ku czci Tadeusza Kościuszki. Na skutek starań, dekretem z dnia 23 sierpnia 1839 r. papież Grzegorz XVI zatwierdził pradawny kult oddawany Bronisławie. 5 maja 1840 r. papież zatwierdził miejsce jej kultu jako Błogosławionej w Krakowie w kościele zwierzynieckim, a 31 sierpnia tego samego roku zezwolił na jej kult w całym zakonie norbertanek i w diecezji krakowskiej.
Beatyfikację Bronisławy Kraków obchodził bardzo uroczyście przez kilka dni. Kulminacyjny punkt obchodów zaplanowano na dzień 2 grudnia 1840 r. Z kościoła dominikanów wyruszyła procesja przez całe miasto aż do kościoła norbertanek. Niesiono w niej trumienkę z relikwiami i osobny relikwiarz z głową Bronisławy. Odtąd kult bł. Bronisławy przeniósł się z Sikornika do samego kościoła Panien Norbertanek, zwłaszcza od kiedy Austriacy zburzyli kaplicę na Sikorniku, a nową wystawili w obrębie fortyfikacji, którymi otoczyli kopiec Kościuszki. Papież Pius IX rozszerzył kult Bronisławy także na diecezję wrocławską, a Leon XIII – na cały zakon norbertański. Bronisława jest patronką diecezji opolskiej oraz dobrej sławy.

W ikonografii Błogosławiona przedstawiana jest w białym habicie, czasami klęczy przed Chrystusem trzymającym krzyż lub przed Trójcą Przenajświętszą. Jej atrybutem jest lilia.

Zobacz także:

  •  Święta Teresa Małgorzata Redi od Najświętszego Serca Jezusa, dziewica
•  Najświętsza Maryja Panna, Królowa Pokoju
•  Jozue, praojciec

Ponadto dziś także w Martyrologium:

W Saint-Gilles, w południowej Francji – św. Idziego, pustelnika. Żył w VII stuleciu w ówczesnej Septymanii, obdarowany przez króla Gotów, Wambę. Założył opactwo, które później przybrało jego imię. Nabrało ono pewnego znaczenia, zwłaszcza gdy znalazło się na uczęszczanym szlaku wiodącym do Compostelli. Idzi był znany także w średniowiecznej Polsce, skąd do wspominanego opactwa słano dary. W Polsce wcześnie i licznie powstały kościoły pod jego wezwaniem.

oraz:

św. Ammona, diakona i męczennika (+ IV w.); świętych męczenników Donata i Feliksa (+ 304); bł. Michała Ghebre, prezbitera i męczennika w Abisynii (+ 1855); św. Lupusa, biskupa (+ 623); świętych męczenników Repozyta, Satora i Witalisa (+ 304); św. Sykstusa, pierwszego biskupa Reims (+ III w.); św. Wereny, dziewicy (+ ok. 300 w.?); św. Wiktoriusza, biskupa Le Mans (+ ok. 490)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz

31 sierpnia, wspomnienie Świętego Józefa z Arymatei

(Jr 20,7-9)
Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają. Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina! Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem.

(Ps 63,2-6.8-9)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza

Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
A Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.

(Rz 12,1-2)
Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.

(Ef 1,17-18)
Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

(Mt 16,21-27)
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

**************

Tak często się mówi: Wszystko będzie dobrze, trzeba myśleć pozytywnie. Słowa mają „zaklinać” rzeczywistość, aby nic złego nas nie spotkało. Także Piotr, gdy Jezus zapowiedział swoją mękę i śmierć, zareagował podobnie: „Panie, (…) nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!”. Jezus mówi nam prawdę: nie zawsze i nie wszystko będzie w naszym rozumieniu dobrze. Ważne jednak, aby w cierpieniach i trudach, które na pewno przyjdą, nie tracić z oczu „nadziei naszego powołania” i całym sercem przylgnąć do Chrystusa. Idąc wraz z Nim przez w cierpienie i krzyż, dojdziemy do chwały zmartwychwstania, gdzie nas oczekuje.

Bogna Paszkiewicz, „Oremus” sierpień 2008, s. 143

Wziąć krzyż

Jest to bezpośrednia kontynuacja Ewangelii sprzed tygodnia czyli owej sceny ze św. Piotrem i jego wyznaniem wiary w Jezusa. Piotr – tak przed chwilą wywyższony, błogosławiony, awansowany na opokę i fundament Kościoła, teraz nagle zostaje surowo skarcony i przywołany do porządku. Co spowodowalo tę niespodziewaną i skrajną reakcję Jezusa?

Cofnijmy się do kontekstu: po raz pierwszy ktoś z uczniów wyraźnie stwierdził boskość Jezusa, Jego mesjańską misję. Jezus skorzystał z tej okazji, aby ukazać swoje posłannictwo i zadania we właściwym świetle, tzn. nie jako działalność polityczną, wyzwoleńczą – Żydzi spodziewali się bowiem, że Mesjasz w pierwszym rzędzie wyzwoli ich spod okupacji rzymskiej – lecz jako ogólnoludzkie wyzwolenie każdego człowieka spod władzy grzechu i śmierci. Jezus nie chciał uczestniczyć w sporze o ziemskie panowanie, nie chciał nikomu dawać ani legitymizować władzy, nie chciał też opowiadać się po stronie żadnego stronnictwa czy państwa, gdyż to oznaczałoby zwrócenie się przeciwko wszystkim pozostałym. Jezus przyszedł tylko po to, aby uwolnić nas wszystkich z sideł nienawiści, egoizmu, pożądania i tylu innych wad. To nie dokonuje się siłą oręża, partyjnych wpływów, popularności czy tanich obietnic. Zwycięstwo człowieka nad złem może dokonać się tylko w pełnej wolności – siłą ducha, siłą miłości i dobra.

I po to właśnie przyszedł Jezus: aby pokazać, jak się to robi, aby przypomnieć człowiekowi, że Bóg go nie opuścił, że go kocha i w tej miłości jest gotów zaangażować się aż do końca – płacąc cenę najwyższą. I stąd te trudne słowa o krzyżu – znaku miłości Boga do człowieka. Wziąć swój krzyż – to znaczy: przyjąć tę miłość Boga, zaufać Bogu, że chce naszego dobra, nawet wtedy, gdy przyjdzie nam znosić cierpienie.

I tego właśnie nie mógł zrozumieć i zaakceptować Piotr: czy musi być ten krzyż? Niech nie przychodzi on nigdy na Ciebie ani na mnie! Och, chyba doskonale rozumiemy Piotra. Ileż to razy modliliśmy się w ten sposób. Ba, nawet sam Chrystus w chwili samotności i trwogi w Ogrójcu, wypowiedział tę samą prośbę. Wypowiedział ją, ponieważ doświadczył tego samego, czego my doświadczamy. Dlatego też potrafi nas zrozumieć i współczuć nam. Ale też chce nam pokazać, jaka jest prawdziwa natura i gdzie leży źródło naszej słabości. Jest to sposób myślenia obcy Bogu, na wzór tego świata czyli zgodnie z ułudami i kłamstwami, które podsuwa nam szatan.

Żeby skutecznie i raz na zawsze zdemaskować i rozproszyć te złudzenia, Jezus zwraca się do Piotra w taki zdecydowany i szorstki sposób. Bo z kłamstwem i ułudami grzechu nie wolno paktować. Trzeba rozprawiać się z nimi radykalnie i krótko! Jakakolwiek próba dialogu zawsze kończy się dla człowieka klęską i grzechem. A największą pokusą i kłamstwem szatana, jest przeświadczenie, że ludzkie życie jest czymś całkowicie naszym, że możemy nim dowolnie dysponować, że nie ma żadnych ograniczeń i człowiek może robić co tylko chce. Za wszelką cenę korzystaj z życia! Boga nie ma! Nie przejmuj się śmiercią, nie myśl o niej, tylko o rozkoszach, które oferuje ci świat. Oto są podszepty szatana.

A na to Jezus ostrzega z troską: A co dasz za swoją duszę? Ile za nią zapłacisz? Czy starczy ci bogactw całego świata, aby kupić sobie wstęp do wieczności? A Ja ci to daje za darmo. Tylko Mi zaufaj – a jeśli trzeba, weź swój krzyż…

Ks. Mariusz Pohl

„Nie myślisz o tym, co Boże”

Piotr w wypowiedzi Mistrza dostrzegł zapowiedź Jego klęski, a nie dostrzegł zawartej w słowie „zmartwychwstanę” zapowiedzi zwycięstwa. Zaczął więc przekonywać Mistrza, że klęska nigdy na Niego nie przyjdzie. Piotr znał tylko jedną skalę wartości opartą na sukcesie. To wizja według której budujemy nasz ludzki świat. W nim nie ma miejsca na klęskę. Szczęśliwe życie człowieka to droga od sukcesu do sukcesu. Od bardzo dobrego świadectwa w klasie pierwszej po stanowisko profesora, od pięknie wyrecytowanego wierszyka w przedszkolu do występów na estradach świata, od zwycięstwa w sportowych zawodach w rodzinnej miejscowości po złoty medal olimpijski. Na ideał życia składa się udane dzieciństwo, udana młodość, udane małżeństwo, udane dzieci, udana starość, a więc życie stanowiące pasmo sukcesów. Każda porażka jest zaprawiona goryczą, jest przeszkodą w zdobywaniu celu. Nie mówiąc już o klęskach uniemożliwiających realizację życiowych planów, takich jak nieuleczalna choroba, kalectwo czy przedwczesna śmierć.

Tymczasem w ewangelicznym myśleniu klęska jest potraktowana jako stopień wiodący do celu. Tym różni się myślenie Boga o życiu doczesnym od naszego myślenia. Jego wizja życia ujmuje klęskę jako nieunikniony etap na drodze do zwycięstwa. Trzeba umieć przegrać, aby ostatecznie wygrać. Trzeba umieć stracić, by zyskać. Trzeba umieć umrzeć, by żyć.

Człowiek zamknięty w doczesnym myśleniu nie jest w stanie zrozumieć sensu klęski. Może ją przyjąć jedynie przez wiarę. W ludzkiej logice klęska się nie mieści – jest złem. W logice Boga często stanowi warunek dorastania do wielkich wartości. Jezus chcąc nas o tym przekonać, sam dobrowolnie wszedł na drogę cierpienia, poniżenia, śmierci. W dniu swego Zmartwychwstania oświadczył swoim uczniom: „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?” (Łk 24, 26).

Ostre upomnienie, jakie kieruje Jezus do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym co Boże, ale o tym co ludzkie”, zmusza do głębszej refleksji nie tylko nad różnicą, jaka istnieje między naszym doczesnym myśleniem a myśleniem Boga, lecz również nad sposobem działania zła.

Piotr, który co dopiero został nazwany przez Jezusa opoką, na której zbuduje Kościół, otrzymuje imię szatana. Za co? Czy radził Mistrzowi coś złego? Nie, radził Mu tylko kierować się doczesną hierarchią wartości. Pośrednio zaś wzywał do odrzucenia myślenia Bożego w imię myślenia ludzkiego. Zło chce zamknąć człowieka w myśleniu czysto doczesnym, w myśleniu w kategoriach sukcesu. To silna pokusa, doskonale harmonizująca z naszym sposobem wartościowania. Jeśli to się udaje, człowiek staje się niewolnikiem doczesności.

Piotr musi ponieść klęskę, by odkryć tajemnicę myślenia Bożego. Przeżyje klęskę swego Mistrza i przeżyje klęskę własną, gdy wobec służącej zaprze się Jezusa. Dopiero te przeżycia pomogą mu w odkryciu tajemniczej drogi wiodącej do wartości, o które chodzi Bogu. Kiedy po latach pracy zostanie przybity do krzyża na Watykańskim Wzgórzu, będzie już w pełni przekonany, że droga do nowego życia wiedzie przez śmierć.

Skoro w Bożą hierarchię wartości jest wkomponowane cierpienie, niepowodzenie, klęska, to dla człowieka wierzącego godzina klęski może być godziną łaski. W klęsce człowiek zbliża się do Boga. Wtedy jego nogi dotykają ewangelicznej drogi i mogą odnaleźć jej autentyczne piękno. Wyjście ze świata myślenia ludzkiego i wejście w świat myślenia Bożego często dokonuje się przez bolesne doświadczenia. Wspomnę tylko matkę ostentacyjnie stroniącą od Kościoła. Jak grom uderzyła w nią klęska. W katastrofie lotniczej zginął jej jedyny umiłowany syn. Przez kilka lat codziennie wędrowała na jego grób. Wreszcie z posrebrzonymi od bólu włosami przekroczyła próg kościoła, by wyznać, że straciła syna, by odnaleźć Boga. Pod wpływem tej tragedii przeszła z myślenia zamkniętego w ciasnych granicach doczesności, w świat wartości dostępnych przez wiarę. Potrzebna jej była klęska, by przez nią dorosnąć do większych, duchowych wartości.

Nie wszystkie klęski prowadzą do zwycięstwa. Bywają takie, które rodzą jeszcze większy bunt wobec Stwórcy, i pociągają za sobą jeszcze boleśniejsze klęski. Wszystkie doczesne sukcesy mają swój kres. Dopiero ten, kto odkryje tę prawdę i zacznie szukać celu życia poza doczesnością, wchodzi w myślenie Boga. Wówczas jego życie wypełnia pokój, zarówno wtedy gdy wszystko układa się pomyślnie, jak i wtedy gdy dosięga go niepowodzenie.

Ks. Edward Staniek

Moc sumienia

„Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść, ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają (…). I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię. Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jr 20, 7-9).

Słowa Jeremiasza mówią o wewnętrznym rozdarciu, jakie ma miejsce wówczas, gdy człowiek o wrażliwym sumieniu znajdzie się między młotem ludzkiej krytyki, a kowadłem Bożych wymagań. Mocny atak środowiska doprowadza proroka do decyzji zaniechania swej misji. Prawda, którą przekazywał, była zbyt gorzka, by ludzie mogli spokojnie jej słuchać. Atakowany z powodu wierności Bogu, szukając chwili wytchnienia, decyduje się na milczenie. W tym jednak momencie sumienie pali go jak wewnętrzny ogień. Pod jego wpływem Jeremiasz odkrywa, że musi głosić słowo Boga bez względu na konsekwencje. Przemoc bowiem środowiska jest słabsza niż moc sumienia. Chwilowy kryzys zostanie przezwyciężony i Jeremiasz nie zamilknie. Słowo Boga będzie nadal rozbrzmiewało jako upomnienie, mimo iż nikt ze słuchających nie pójdzie za jego wezwaniem.

Zbyt często obecnie spotykamy fałszywych proroków, którzy ulegają presji otoczenia. Odtąd stają się apostołami świata, a nie Boga. Ileż to razy można dziś słyszeć zdanie, że Prawo Boga jest ideałem, ale w praktyce nie należy się z nim liczyć. Nawet pseudokatoliccy autorzy potrafią pisać, że próba kształtowania prawa państwowego według Prawa Bożego jest utopią.

Dwa tysiące lat Ewangeliczne Prawo uszlachetniało prawa narodów zagarniętych przez Dobrą Nowinę i w ten sposób wiodło je w stronę słońca. Każde pokolenie miało proroków nawołujących, jak Jeremiasz, do budowania życia zgodnie z Prawem Boga. O ile zostali wysłuchani, o tyle życie społeczne uległo twórczemu przekształceniu. To nieważne, że świat potrafi wystawić całe zastępy fałszywych proroków, skoro ich szyki rozbijają się o jednego autentycznie żyjącego i przepowiadającego prawdę.

W każdym środowisku jest Bogu potrzebny prorok, czyli człowiek kierujący się mocą dobrze ustawionego sumienia. Przez nie Bóg upomina się o swoje odwieczne Prawo, które wcześniej czy później musi być zachowane. Sumienie wierne Bogu stanowi tu na ziemi największą moc, o którą potkną się wszelkie moce ciemności.

Próbuje się w nas wmówić, że Boże Prawo jest za trudne, że nie można według niego żyć. Jedni twierdzą to otwarcie, inni szukają różnych pretekstów, by wykazać, że skoro poprzednie pokolenia łamały Prawo Boga, to i my nie możemy wymagać, by dziś było ono fundamentem naszego prawnego porządku. Osaczeni tego typu argumentacją musimy otworzyć serce wprost na głos Boga i w oparciu o Jego moc odrzucić presję opinii publicznej.

Dla człowieka wierzącego sto razy lepiej, gdy jest atakowany od zewnątrz przez niechętne dla niego otoczenie, niż palony od wewnątrz przez wyrzuty sumienia świadomego zdrady Boga i Jego odwiecznego Prawa. Wierność sumieniu, mimo wielkich nacisków otoczenia, kształtuje ludzi dużego formatu. To jest coś z duchowego męczeństwa, przez które przechodzą wszyscy święci.

Mówiąc o sumieniu najczęściej akcentuje się jego normatywną rolę: Ocenia, co jest prawdziwie dobre, a co prawdziwie złe. Rzadziej wskazuje się na jego siłę imperatywną. Sumienie nakazuje czynić dobro i unikać zła. Tylko nieliczni wskazują na sumienie jako potężną moc twórczego działania. Tymczasem od tego należałoby rozpocząć wykład o sumieniu. To w nim są oni bezwzględnie posłuszni mocy Boga i mają w niej swój udział.

Ks. Edward Staniek

Panie, spraw, abym Ci oddał siebie samego na ofiarę żywą, świętą, Tobie przyjemną (Rz 12, 1)

Z powodu grzechu i jego następstw, służba Bogu wymaga walki, wyrzeczenia, pokonywania siebie. Liturgia dzisiejsza podaje typowe tego przykłady. Na pierwszym miejscu bolesny niepokój Jeremiasza (Jr 20, 7-9) wyrażający głębokie strapienie człowieka, którego Bóg wybrał, by głosił Jego słowo, i właśnie z tego powodu był prześladowany bez końca. Prorok nazywa się „uwiedzionym” przez Boga, jak gdyby go Bóg oszukał, ponieważ zlecone mu przez Niego zadanie uczyniło go „przedmiotem zniewagi i pośmiewiska każdego dnia” (tamże 8). Przygnieciony cierpieniem chciałby uciec od woli Bożej, a jednak jest to dla niego niemożliwe: „Wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (tamże 9). Ten tajemniczy ogień, wskaźnik miłości Boga, która go zdobyła, co więcej, „zwiodła”, oraz charyzmatu proroczego, jakim został obdarzony, skłania go, wbrew wszelkiej osobistej przyrodzonej skłonności, by spełniał dalej niewdzięczną misję. Wspaniały przykład mocy działania Bożego w słabym stworzeniu.

Lecz dowód najbardziej autorytatywny daje ewangelia (Mt 16, 21-27), zapowiadając mękę Jezusa, wobec której cierpienia Jeremiasza są tylko nikłą figurą. „Odtąd — to jest od wyznania Piotra w Cezarei — zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć… że będzie zabity” (tamże 21). Piotr z właściwą sobie gwałtownością natychmiast się przeciwstawia. Jak przypuścić, aby Mesjasz, Syn Boga żywego, mógł być prześladowany i zabity? Piotr wyraża tylko mentalność ludzi wszystkich czasów. Według logiki ludzkiej, im ktoś jest większy, tym większe powinien mieć powodzenie, powinien zawsze zwyciężać. Lecz logika Boża jest inna, inna jest myśl Jezusa zapowiadającego, że „musi” cierpieć, ponieważ tak postanowił Ojciec dla odkupienia świata z grzechów. Piotra spotyka stanowcza odprawa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!” (tamże 23). Straszne przeciwieństwo między tymi słowami a tamtymi, które Apostoł usłyszał w Cezarei, kiedy wyznał posłannictwo mesjańskie i Bóstwo Jezusa. Tam: „Błogosławiony jesteś!” i udzielenie prymatu (tamże 16-15); tutaj przydomek szatana i odepchnięcie. Powód jest tylko jeden: sprzeciwianie się męce i śmierci Pana. Łatwiej uznać w Jezusie Syna Bożego niż zgodzić się widzieć Go umierającego jako złoczyńcę. Lecz kto się gorszy Jego krzyżem, Nim samym się gorszy; kto odrzuca Jego mękę, odrzuca Jego samego, ponieważ Chrystus jest Ukrzyżowany. Kto idzie za Chrystusem, powinien przyjąć nie tylko Jego krzyż, lecz także swój własny. Jezus mówi to natychmiast, by dać zrozumieć uczniom, że jest złudzeniem myśleć, iż się Go naśladuje, jeśli się nie niesie z Nim krzyża: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (tamże 24). Po grzechu nie ma innej drogi zbawienia dla poszczególnych ludzi i całej ludzkości.

„A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże — pisze św. Paweł — abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną” (Rz 12, 1; II czytanie). Chrześcijanin nie niesie swojego krzyża z musu; jest ochotnikiem, przyjmuje go z miłością, by stać się ofiarą „żywą i świętą” w łączności z ofiarą Chrystusa, na chwałę Ojca i odkupienie świata. Lecz to jest niemożliwe bez głębokiego przekształcenia umysłu, który myśli „na sposób Boży” i dlatego czyni człowieka zdolnym „rozpoznawać, jaka jest wola Boża” (tamże 2), a nie gorszyć się cierpieniem.

  • Panie, uwiodłeś mnie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają… Tak, słowo Twoje stało się dla mnie każdego dnia zniewagą i pośmiewiskiem… ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem… ale Ty, o Panie, jesteś przy mnie jako potężny mocarz (Jeremiasz 20, 7-9. 11).
  • Jeżeli pragnę żyć z Tobą, o Jezu, muszę być przekonany, że życie chrześcijańskie streszcza się w Tobie, o Ukrzyżowany, to znaczy w duchu wyrzeczenia, ofiary, praktykowanej przez całkowite ogołocenie się, a nawet zaparcie się siebie; tylko przez Kalwarię dochodzi się do celu. Jeśli na tej drodze napotkamy cierpienia i walki, Ty, o Chryste, podtrzymasz nas swoim krzyżem i wspomożesz swoją łaską. Spraw, abym wyrył na moim sercu Twoje słowa: „Kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie”.
    Jezu mój, Twój krzyż jest zbyt ciężki na nasze słabe siły; nie możemy tyle ofiarować Twojej miłości, jednak, o Jezu, przyjmij ofiarę naszych cierpień, dozwól nam zjednoczyć się z Tobą w cierpieniach Twojej Męki, abyśmy zasłużyli na zjednoczenie się z Tobą w chwale Twego Zmartwychwstania. Jezu mój, niechaj przez całe życie noszę mój krzyż jako zadatek Twojej świętej miłości i życzliwości, abym umarły i ukrzyżowany światu, żył życiem łaski (G. Canovai).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 127

Święty Józef z Arymatei

Święty Józef z Arymatei

Jak pisze św. Jan Ewangelista, Józef z Arymatei „był uczniem [Jezusa], lecz ukrytym z obawy przed Żydami” (por. J 19, 38). Żaden z Ewangelistów nie wspomina o jakichkolwiek kontaktach Józefa z Jezusem czy Jego uczniami. Arymatea była niewielkim miasteczkiem, leżącym ok. 50 km na północ od Jerozolimy.
Józef z Arymatei był członkiem Sanhedrynu, najwyższej władzy żydowskiej w zakresie spraw państwowych, prawnych i religijnych (Łk 23, 50-53; Mt 27, 57-58; Mk 15, 42-46; J 19, 38-42). Św. Łukasz stwierdza, że Józef „nie zgodził się na uchwałę i postępowanie Wysokiej Rady” (por. Łk 23, 51), polegające na prześladowaniu Jezusa. Ewangeliści Mateusz i Marek, identycznie jak św. Łukasz, stwierdzają, że Józef śmiało poprosił Piłata o ciało Jezusa, kupił płótna, zdjął ciało z krzyża i złożył w grobie, który wykuty był w skale, a przed wejście zatoczył kamień. Mateusz dodaje, że był to grób, który Józef wykuł dla siebie (por. Mt 27, 57-60; Mk 15, 42-46).

Święty Józef z Arymatei i święty GraalWedług późnośredniowiecznej legendy o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu, arcykapłani na wieść o zmartwychwstaniu Jezusa wtrącili Józefa z Arymatei do lochu. Jezus nie zapomniał jednak oddanej Mu przysługi i po swym zmartwychwstaniu miał mu się ukazać w więzieniu, przekazując kielich, do którego według jednych Nikodem, a według innych – Józef – zebrał po zdjęciu z krzyża krew, jaka wypływała z ran Jezusa. Był to ten sam kielich, którym Jezus posługiwał się podczas Ostatniej Wieczerzy. Kielich ten, nazwany Graalem, stanowi główny wątek tej legendy. Mówi ona, że Józefa po kilku latach miał uwolnić z więzienia sam cesarz, który zabrał go do Rzymu. Potem wysłał Józefa do Anglii, gdzie kielich niebawem zaginął. Poszukiwali go rycerze króla Artura: Lancelot i Persifal.
Legenda ta posiada kilka wariantów. Według innej wersji, Józef przekazał kielich w spadku swoim synom. Przekazywany z pokolenia na pokolenie, trafił w ręce patriarchy Jerozolimy, który w 1257 r. ofiarował go królowi Anglii Henrykowi III. Inna legenda utrzymuje, że Józef razem z Łazarzem, Martą i Marią, uciekając przed prześladowaniami, dopłynęli statkiem do Marsylii, gdzie głosili Dobrą Nowinę o Jezusie. Jeszcze inna legenda ukazuje Józefa w Hiszpanii, dokąd udał się razem ze św. Jakubem Apostołem, który ustanowił go tam biskupem.

W ikonografii św. Józef występuje przeważnie wraz ze św. Nikodemem w scenach zdjęcia z krzyża, złożenia do grobu i opłakiwania Jezusa.

Zobacz także:

  •  Święty Nikodem
•  Święty Arystydes Marcjanus, męczennik
•  Święty Jan z Riły, pustelnik
•  Święty Rajmund Nonnat, kardynał
•  Błogosławiony Piotr Tarrés y Claret, prezbiter
•  Kościół katedralny w Bydgoszczy

Ponadto dziś także w Martyrologium:

We Frygii, w Azji Mniejszej – św. Paulina, biskupa Trewiru. Pisali o nim z pochwałami święci Hilary z Arles oraz Atanazy Aleksandryjski. Podobnie jak oni był mężnym obrońcą prawowierności w obliczu niebezpieczeństwa ariańskiego. Szczególnie energicznie bronił wyznania nicejskiego na synodzie w Arles. Skazany przez cesarza Konstansa na wygnanie, przenoszony był z kraju do kraju. Znękany tymi przeżyciami, zmarł w roku 358.

W Lhidisfarne, w Anglii – św. Aidana, biskupa i opata. Był mnichem w Hy, gdy św. Oswald zwrócił się do opactwa o przysłanie misjonarzy. Konsekrowany na biskupa, wzorowo współpracował z królem i związał się z nim więzami przyjaźni. Był też inicjatorem życia zakonnego w królestwie Nortumbrii. Zmarł w roku 651. Piękne świadectwo wystawi mu później Beda Wielebny.

oraz:

św. Amata, biskupa w Nusco (+ 1093); św. Bonajunkty, wyznawcy (+ 1257); św. Optata, biskupa (+ pocz. VI w.)

Opublikowano Ewangelia, Święci | Otagowano , | Dodaj komentarz